niedziela, 24 lipca 2011

Nudne wakacje - część 1 (Rzym)



Skoro przenosiny się powiodły i nie ma przeszkód w zamieszczaniu komentarzy przeprowadzkę zacznę od tego, co dla mnie najcenniejsze; od podróży. To chęć podzielenia się wrażeniami z wojaży była powodem założenia blooga - Moje podróże, czyli z dziennika grafomanki w średnim wieku. Zaczęłam go pisać wróciwszy z kolejnej wycieczki w październiku zeszłego roku.

Przeczytałam wówczas, że szczęście jest nudnym tematem dla literatury. Jak można ciekawie opisać bieg zdarzeń, jeśli wszystko układa się pomyślnie, a każdy dzień spełnia nasze oczekiwania.

Doszłam wtedy do wniosku, iż moje wrażenia z wakacji stają się takim nudnym tematem. Jeśli kolejny raz spędziłam wakacje w miejscu, które wciąż i wciąż od nowa mnie zachwyca, jeśli nadal mogłam z pełnym przekonaniem twierdzić, że życie jest piękne, to jakież to staje się banalne.

A zatem czas na małą porcję nudy.

Rzym nadal mnie urzeka, a przynajmniej niektóre jego miejsca mnie urzekają. Trudno wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje, że w pewnych miejscach czujemy się bardzo dobrze a w innych niekoniecznie.

Ostatnio zawładnęła mną niemądra myśl. To zapewne wpływ otoczenia. Italia - tam wszystko musi być największe i wszystkiego najwięcej. Budynki i budowle mają być kolosalne, pomniki monumentalne a kanapki wielkości bochenka chleba. Stąd i mnie opanowała myśl, aby poznać jeszcze więcej miejsc, a może właściwiej byłoby napisać zobaczyć jeszcze więcej miejsc. Poznać, tzn. zrozumieć, a nie sposób poznać miejsca w przeciągu kilkunastu minut jego oglądania.

Na szczęście dość szybko zorientowałam się, że więcej nie znaczy pełniej i lepiej. Nie o to przecież chodzi, aby do listy zwiedzonych miejsc dodać kilka kolejnych, ale o to, aby każde miejsce ukochane móc zachować pod powiekami. Aby w chwili smutku, który dopadnie nas po powrocie móc do takiego miejsca wrócić. Można wtedy siedząc np. na nudnym szkoleniu znaleźć się ponownie np. na Placu Św. Piotra.


Przysiąść pod stojącym na środku Placu obeliskiem łączącym starożytność z chrześcijaństwem (obelisk zawiera prochy Juliusza Cezara i fragment krzyża, na którym skonał Chrystus) i chłonąć te cuda, które nas otaczają. Za każdym razem patrzę z niedowierzaniem na Kolumnadę i wciąż zadziwia mnie to, że składa się z czterech rzędów kolumn. Przecież jeśli siedzi się na środku Placu wszystkie cztery rzędy kolumn zlewają się w jeden ciąg. Uparcie mierzę w pamięci ich grubość i odległości między nimi, aby dojść do przekonania, że rzeczywiście szerokość Kolumnady wynosi siedemnaście metrów, co wydaje się niemożliwe, kiedy prowadzi się obserwacje siedząc pod obeliskiem, czy też pod jedną z dwóch stojących na placu fontann. Patrzę na białe linie biegnące od środka Placu po jego krańce, na obiegające obelisk płaskorzeźby oraz na tiarę i klucze, które zdobią zarówno zwieńczenia portyków Kolumnady, tympanon Bazyliki, jak i podstawy czterech żeliwnych latarni stojących na środku Placu, a także postumenty pomników Piotra i Pawła. Patrzę na posągi 140 świętych znajdujące się na zwieńczeniu Kolumnady oraz posąg Chrystusa, posągi jedenastu apostołów na dachu Bazyliki. Zawsze myślałam, że nieobecnym apostołem jest Judasz, tymczasem myliłam się, wielkim nieobecnym na dachu Bazyliki jest Św. Piotr.

Kiedy tak obserwuję, myślę sobie, iż rację miał Papież Pius XI, kiedy podpisując Traktat Laterański, ustanawiający granice państwa Watykańskiego, stwierdził, iż Państwo Watykańskie jest największym państwem świata (mimo tak małej powierzchni), bo jest tu wszystko co najważniejsze i najpiękniejsze dla świata chrześcijańskiego; grób Św. Piotra, Bazylika, Muzea Watykańskie z Kaplicą Sykstyńską oraz Kolumnada Berniniego.

Mogę tak siedzieć pod Obeliskiem na środku Placu, albo na schodkach pod Kolumnadą i patrzeć, patrzeć, patrzeć. I nie mogę się nadziwić, jak to wszystko zostało doskonale pomyślane.

Długość Bazyliki to ponad 200 metrów, jej wysokość liczona od podstawy do latarni Kopuły ma prawie 120 metrów. Ale przecież to nie jej ogrom mnie tu przyciąga. To mnogość dzieł tak wielu, tak wielkich artystów. Chyba wyłącznie mężczyzn. Nie widziałam w Bazylice ani jednego posągu, nagrobka, obrazu autorstwa kobiety.

O obecności kobiet świadczą jedynie pochowane w Grotach Watykańskich królowe, m.in.: Cypryjska i Szwedzka (Krystyna). Ponadto w samej Bazylice znajdują się tablice pamiątkowe i posąg na część Marii Klementyny Sobieskiej oraz wspomnianej Krystyny. Maria Klementyna została również pochowana w Grotach Watykańskich, lecz jej nagrobek znajduje się w miejscu niedostępnym zwiedzającym. Nie należy mylić Marii Klementyny z „Marysieńką" żoną Jana III Sobieskiego, ta była jego wnuczką.

Najważniejsza dla całego Świata Chrześcijańskiego kobieta została uwieczniona przez mojego ukochanego Michała Anioła w rzeźbie znajdującej się w pierwszej kaplicy po prawej stronie od wejścia. Pieta przedstawia odrealnioną i wyidealizowaną postać Matki Boskiej, ale jakże piękną. Jeśli chodzi o Michała Anioła to nie jestem obiektywna, kocham wszystkie jego dzieła bez wyjątku.


Oczywiście ilekroć widzę Pietę, zaraz przypomina mi się opis pracy nad rzeźbą i potajemnego jej przetransportowania do Kaplicy Bazyliki Św. Piotra (jeszcze tej Konstantyńskiej). Jej zleceniodawca nie doczekał ukończenia dzieła. Widzę, jak mistrz ustawia rzeźbę bez rozgłosu, bez wstęgi, bez poświęcenia i z pewną obawą o jej dalszy los. Historia okazała się dla niej łaskawa, jak dla wielu dzieł Michała Anioła. Oszczędziły ją wojny i rewolucje, sacco di Roma. Uszkodził węgierski szaleniec.

Inne dzieło Michała Anioła - Kopuła nad Bazyliką przypomina Kopułę Brunescellego we Florenckiej katedrze Santa Maria dell Fiore. Kiedy patrzę na latarnię Kopuły, a mogę ją dostrzec dopiero z pewnej odległości, nie mogę uwierzyć, że byłam na jej szczycie. Aby ją „zdobyć" po wjeździe windą na dach Bazyliki musiałam pokonać jeszcze 321 krętych schodków. Wchodzi się bardzo wąskim przejściem, miejscami trzeba się pochylić i iść „pod kątem". Wewnątrz kopuły znajduje się druga kopuła, a pomiędzy nimi szeroki na około 60 centymetrów korytarz ze ślimakiem schodków. Tęższa osoba, lub osoba z klaustrofobią miałaby spory kłopot z pokonaniem tej drogi. Kiedy znalazłam się na latarni Kopuły jeszcze przez kwadrans nogi miałam jak z waty. Ale było warto. Widok jest fantastyczny. To, czego będąc na Placu nie można objąć wzrokiem tutaj jawi się w całej okazałości. Można zobaczyć dach Bazyliki, cały Plac otoczony Kolumnadą, Ulicę Zgody - Porozumienia (Via Concilazione) prowadzącą do Zamku Anioła, Zamek Anioła (Castel Sant' Angelo), Musea Vaticani, no i to co jeszcze przede mną Ogrody Watykańskie. Ale i w tym przypadku, dopiero z lotu ptaka można dojrzeć misterne dzieła stworzone ręką ogrodników. Przy dobrej widoczności z latarni Kopuły widać całe serce Rzymu. Ja nie miałam tego szczęścia, bo widoczność sięgała „zaledwie" do Castel Sant' Angelo.

Idąc z Watykanu do moich miejsc ukochanych mijam Zamek Św. Anioła. I znowu zachwyt nad okrągłym kształtem budowli - miejscem pochówku cesarza Hadriana. Kolejna mania wielkości. Niektórym wystarcza drewniana skrzyneczka i mały kopczyk ziemi, a inni mają swoje mauzolea. W Zamku już byłam, więc tym razem odpuściłam sobie ponowne jego zwiedzanie.

Na prowadzącym na drugą stronę Tybru Moście Św. Anioła (Ponte Sant Angelo) znajduje się pierwszy po lewej stronie mój ukochany Anioł. Z strzałą w rękach zwróconą grotem do góry, wzrokiem skierowanym w niebo i powłóczystych szatach, ze złożonymi skrzydłami strzeże wejścia do Zamku. Jest to mój ulubiony Anioł. Podobnie, jak ten Anioł, zachwytem przejmuje mnie również Archanioł Gabriel stojący na dachu Zamku z rozpostartymi skrzydłami i mieczem skierowanym w dół.

Innym miejscem, z którym muszę się przywitać pierwszego dnia po przylocie do Rzymu jest Piazza Navona. Plac z kościołem Św. Agnieszki od igrzysk (Sant Agnese in agone) - dziełem Borrominiego i fontannami Czterech Rzek, Il Moro oraz Neptuna, z czego dwie pierwsze są dziełem Berniniego. Nie wiem, czy naprawdę ten Plac jest owalny, ale mnie się takim wydaje i będę się przy tym upierać. Może to moje uwielbienie dla tego rodzaju kształtów; barokowo - krągłych. Piazza Navona to przecież perełka baroku. Kościół Agnieszki jest tak cudownie pozbawiany ostrych krawędzi, że muszę przyznać, iż w tym jedynym wypadku przedkładam Borominiego nad Berniniego.

Piazza Navona nieodłącznie kojarzy mi się z okupującymi to miejsce malarzami (pejzażyści i portreciści) i ich rozstawionymi sztalugami, pojemniczkami z farbami, pędzlami i składanymi krzesełkami. Kolorowe obrazy dodatkowo ubarwiają ten i tak pełen barw Plac. Aż się wzdrygam pisząc Plac o Piazza Navona. Pewne nazwy i zwroty wydają się być nieprzetłumaczalne.

Pewnego razu stojąc na środku Piazza i „gapiąc" się na Fontannę Czterech Rzek (można ją oglądać i kilkadziesiąt razy, a zawsze dojrzy się jakiś nowy szczegół przeoczony wcześniej) usłyszałam rodaczki. Jedna drugiej oznajmiała, iż zrobi jej tu zdjęcie, na tym ryneczku z tą wieżyczką i wskazała na obelisk będący osią Fontanny Czterech Rzek. Ryneczek z wieżyczką? Ciekawe, czy Plac Zamkowy z Kolumną Zygmunta też dla tej pani jest ryneczkiem z wieżyczką. Jeśli tak, to może nie trzeba było tak daleko podróżować.

A wracając na Piazza Navona, zwane przez niektórych ryneczkiem warto tam usiąść na którejś z kamiennych ławeczek, jeśli ma się to szczęście i znajdzie się miejsce, aby delektować się lodem nabytym w jednej ze znajdujących się na Placu Gelaterii. W takich miejscach jak Piazza Navona, czy pod Fontanną di Trevi smakują mi one najbardziej. Niektórzy dodaliby tu jeszcze Schody Hiszpańskie. Ja jednak, jakoś nie czuję żadnych pozytywnych wibracji na Piazza di Spagna. Owszem wyglądają bardzo ładnie na zdjęciach z tym tłumem siedzących tam, poubieranych kolorowo turystów, ale nie wywołują żadnego przyspieszonego bicia serca, żadnej wibracji, żadnego wzruszenia.


Kolejne miejsce ukochane to Panteon. Olbrzymia Świątynia Wszystkich Bogów wzniesiona przez Marka Agrypę - zięcia cesarza Augusta w 27 r. n.e. i przekształcona za cesarza Hadriana w chrześcijańską świątynię. Kopuła nad Panteonem to największa w Rzymie Kopuła (większa nawet od Kopuły Bazyliki Św. Piotra). Świątynia jest idealnie symetryczna, ma 43,5 metra wysokości, szerokości i długości. Jedynym źródłem światła jest dziewięciometrowy occulus w dachu Kopuły. Trzeba tu przyjść kilka razy o różnych porach dnia i różnych porach roku. Za każdym razem ma się wrażenie, jakby poznawało się to miejsce na nowo. Ja najbardziej lubię znaleźć się tu już po zmroku, kiedy przez otwór w dachu widać gwiazdy, a kapliczki i obrazy oświetla sztuczne światło lampek. Idealnie byłoby tu znaleźć się w okresie, kiedy nie ma tłumu turystów. Tyle, że to bardzo rzadko się zdarza. Tu znaleźli swoje ostatnie miejsce spoczynku królowie Włoch Umberto i Wiktor Emanuel. Ale mało kogo obchodzą monarsze nagrobki, kiedy tutaj spoczął także Rafael Santi. To do jego grobu z wyrzeźbioną przez jego ucznia przepiękną Madonną ciągną tłumy pielgrzymów i zwykłych turystów.


No i wreszcie fontanna di Trevi. Jest tak cudownie bajkowa, że aż trąci kiczem. Przedstawia Neptuna ciągniętego przez zaprzęg koników morskich. Najpiękniej wygląda w południe, kiedy słońce odbija się w jej białym budulcu, albo późnym wieczorem po zachodzie słońca, podświetlona lampkami. Jest jedno małe „ale". Ponieważ fontanna jest wciśnięta pomiędzy kilka budynków na bardzo niewielkim placyku jest tam zawsze tłoczno. W Rzymie prawie wszędzie jest tłoczno, ale pod tą fontanną chyba jest tych ludzi najwięcej. To właśnie ich nadmiar sprawia, że odwiedziny tej fontanny nie o każdej porze roku sprawiają taką przyjemność, jak późną jesienią czy zimą.

To oczywiście nie wszystkie miejsca odwiedzone przeze mnie w Rzymie, ale miejsca najbardziej ukochane.

Żałuję, że tym razem nie odwiedziłam ponownie Galerii Borghese, która po Muzeach Watykańskich jest kolejnym miejscem, do którego mogłabym zaglądać za każdym pobytem. No, ale jak często powtarzam nie można mieć wszystkiego. A poza tym, gdyby się doświadczało pewnych doznań zbyt często mogłyby przestać one zachwycać, dlatego czasami nawet przyjemności należy sobie dozować.

Czekały mnie przecież jeszcze Wenecja i Werona, a jak się potem okazało też Florencja.

13 komentarzy:

  1. I to mają być nudne wakacje???? Piękny i wyczerpujacy wpis:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Obawiam się, że ciąg dalszy nastąpi. Dla mnie wakacji nigdy dość. Ale będę dozować, coby nie zanudzić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Tobie na kilka minut przeniosłam się do Rzymu. Ogromnie Ci za to dziękuje, tym bardziej, że jeszcze nigdy tam nie byłam, choć swego czasu mieszkałam we Włoszech prawie rok (Bolonia), a dwa lata temu byliśmy na wycieczce w Toskanii. O Rzymie często myślę, już nawet zgromadziłam przewodniki. :) Na pewno chciałabym tam pojechać dopiero po przeczytaniu "Udręki i ekstazy", którą tak wspaniale zarekomendowałaś. Mam przeczucie, że książka Stone'a o van Goghu (jedyna dostępna w bibliotece) też okaże się ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pasja życia dla mnie była pasjonującą lekturą. Dzięki niej poznałam bliżej Van Gogha. Od niej też zaczęła się moja znajomość ze Stone. Myślę, że ci się spodoba- mam taką nadzieję. Czasami bowiem nasze zachwyty nad jakąś książką mogą spowodować zawód czytelnika, który ma nieco inny gust i oczekiwania. Mam jednak nadzieję, iż tym razem tak się nie stanie. Życzę miłej lektury.
    Ps. Udrękę i ekstazę polecała nam w liceum moja polonistka (osoba nietuzinkowa, która wzbudzała sprzeczne emocje, powodowała, że lekcje polskiego były jednocześnie godzinami grozy, strachu, obawy, co tym razem usłyszymy z ust pani psorki i godzinami fascynującej przygody z literaturą, nieszablonowymi, ciekawymi i cudownymi). I chyba na przekór pani nie przeczytałam jej wówczas. Przeczytałam po latam. Teraz myślę, że może dobrze się stało, może tak miało być.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Lirael Pobytu w Toskanii zazdroszczę, sama poza Florencją i Pizą nie znam Toskanii, ale mam nadzieję, że jeszcze poznam. Także Bolonia nie leżała nigdy na szlaku moich wędrówek, a bardzo bym chciała i tam dotrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz co Gosiu? Wyobraziłam sobie podróż do Włoch z Tobą i aż mi serce radością zabiło... Może kiedyś się uda przybliżyć dwie półkule?

    OdpowiedzUsuń
  7. Czemu nie- co do Włoch nie powiem Nie. Unia wschodnio-zachodnia?

    OdpowiedzUsuń
  8. Włochy , mój ukochany kraj . Pełne malowniczych miasteczek , unikatowych zabytków .

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham tę nudę. A Włochy czekają w kolejce.:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Droga Gosiu !
    Twoje opowieści o Rzymie , sprawiają że wracam wspomieniami do wyprawy do Rzymu . Rzym wieczne miasto , z małymi uliczkami , cudownymi zabytkami . Mam cichą nadzieję , że zaglądasz do mojego bloga . Pozdrawiam Monika .

    OdpowiedzUsuń
  11. Moniko, jasne, że zaglądam. Nie mogę twojego blooga dodać na tym portalu do ulubionych, bo występuje jakaś blokada. Będę jeszcze próbowała. Okazuje się, że na WP newstleter nie pokazywał nowych wpisów z blogów spoza WP, a tutaj nie dodaje tych spoza blogspot. Tam nie mogli dodawać komentarzy uczestnicy spoza WP (z wyjątkami), a tu nie mogą dodawać uczestnicy z WP (z wyjątkami). Konkurencja portalowa?

    OdpowiedzUsuń
  12. mam nadzieję, że moje wakacje będą tak samo nudne :) Jagna

    OdpowiedzUsuń
  13. Jagno - tego ci życzę :) I odezwij się jak wrócisz

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).