poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Gwałtu Joanny Chmielewskiej nie polecam

Ta książka wlazła mi w ręce bez kolejki, wepchała się niechciana i nie planowana. Koleżanka z pracy, znając moją dawną sympatię dla Chmielewskiej zaproponowała mi pożyczkę. Co było robić, nie wypadało odmówić, choć zaznaczyłam, iż owa sympatia nosi znamiona przedawnienia.
Swego czasu przeczytałam sporo książek tej autorki i nie powiem, że bez przyjemności. Przy niektórych wręcz rechotałam ze śmiechu. Po raz pierwszy usłyszałam o niej od mieszkającej z nami ciotki. Czytając „Lesia” tak się głośno zaśmiewała, że nie miałam wyjścia, jak przeczytać, aby przekonać się co wywołuje takie napady śmiechu. Podobało mi się bardzo. O dziwo jednak przeczytawszy „Lesia” rok temu przeżyłam zawód, ledwie przebrnęłam do końca, uśmiechnąwszy się zaledwie parę razy.
Do moich ulubionych pozycji pani Joanny należą „Wszystko czerwone”, „Legat” i generalne wszystkie te książki, w których występuje Joanna i jej mieszkająca w Danii przyjaciółka Alicja. Dla niewtajemniczonych nazywanie gatunku, który uprawia pani Chmielewska kryminałem jest krzywdzące i dla kryminału i dla pani Chmielewskiej. Jest to bowiem humoreska z akcentami kryminalnymi.
Kiedy już wytłumaczyłam się z mojego stosunku do książek Chmielewskiej mogę z czystym sumieniem napisać, iż „Gwałtu” nie polecam. Nie polecam na książkę pierwszego kontaktu, nie polecam osobom nie lubiącym twórczości autorki, nie polecam osobom pasjonującym się kryminałami, a tym bardziej nie polecam osobom nie lubiącym kryminałów. Książka zapewne znajdzie swoich zwolenników, mnie jednak mocno rozczarowała.
"Gwałt" jest parodią procesu sądowego. Miejsce i czas akcji - Polska, czasy PRL. Zapowiada się nieźle. Właśnie kryminały autorki osadzone w czasach głębokiego PRL-u lubię najbardziej. Akcja - sala sądowa - jeszcze lepiej. Uwielbiam książki, których akcja wiąże się z wymiarem sprawiedliwości (może ma to związek z ukończonym kierunkiem studiów?). Opisywana historia jest autentyczną - fantastycznie, wszak to życie pisze najlepsze scenariusze. Jest też trochę elementów humorystycznych, które charakteryzują powieści Chmielewskiej. I na tym właściwie kończą się zalety książki.
Ostry, cięty i dowcipny język autorki gubi się w wiejącej nudą opowieści. Zabrakło mi finezji towarzyszącej wcześniejszym dziełom autorki, oryginalności bohaterów, lekkości i świeżości. Bohaterowie są przewidywalni i papierowi. Fabuła mało porywająca. Czytało mi się ciężko i z ledwością dobrnęłam do końca opowieści. A szkoda, bo temat sam prosił się o opisanie, a główne postacie o sportretowanie.
Moja ocena (z wielką przykrością)- 2/6

13 komentarzy:

  1. Swoją przygodę z powieściami Chmielewskiej rozpoczęłam od audiobooka "Rzeź bezkręgowców". To była porażka. Kawałek odsłuchałam, pobłądziłam myślami, za chwilę zapomniałam o czym słuchałam. Do teraz nie wiem o czym ta historia mówi. Opowieść mnie w ogóle nie wciągnęła, no i ten język! Nie dla mnie. Potem przełamałam się i przeczytałam "Lesia", żeby samej stwierdzić o co tyle szumu. Nie powiem - książka podobała mi się. Ale niesmak pozostał i już po więcej książek autorki nie sięgnęłam. Mam "Klin" - leży nietknięty. Mam też "Dzikie białko" - audiobook na podstawie powieści, wydany przez Bluszcz. Ale jakoś podchodzę do niego z wielką dozą nieśmiałości. Złe pierwsze wrażenie trudno zatrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli mimio chciałabyś się przełamać to proponowałabym Wszystko czerwone. Myślę, że ani Klin, ani Dzikie białko nie zatrze niekorzystnego pierwszego wrażenia. Szczerze mówiąc też nie bardzo pamiętam o czym jest Rzeż bezkręgowców, a wydaje mi się że czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście :) Odczucia takie same ;)

    Szkoda, naprawdę szkoda :( Ale na poprawę humoru sięgnę chyba po moje ukochane "Całe zdanie nieboszczyka"

    Ps. Wpisy pod starszymi postami również czytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Isabelle- Owszem całe zdanie nieboszczyka także niezłe. Fajnie, że czytasz starsze wpisy, ja również.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja przeczytam, bo Chmielewską lubię. Tylko odczekam, aż książka trochę się odleży na półkach, bo jak na razie to ciut droga...

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście szkoda, że tak kiepsko

    OdpowiedzUsuń
  7. Uff, całe szczęście, że będąc ostatnio w podróży nie sięgnęłam po nią w kiosku :)
    Wybrałam zamiast niej ,,Wilka stepowego,, Hessa i oczywiście nie trudno zgadnąć co się lepiej sprawdziło :)
    Nie przepadam za Chmielewską;]

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciałam się przekonać do tej autorki, ale kolejna niepochlebna recenzja 'Gwałtu' na razie mnie od tego oddala. Dobrze się składa, bo widziałam ją ostatnio w kiosku i nawet zastanawiałam nad kupnem...

    OdpowiedzUsuń
  9. @Agnes - też wychodzę z założenia, że muszę się sama przekonać, zwłaszcza, jeśli tak lubię autora, że żadne recenzje nie są w stanie mnie odwieść od czytania (niestety nie mogę służyć swoim egz. bo pożyczony) @Bibliofilka, biedronka, futbolowa - dzięki za wizytę

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię książki Chmielewskiej, ale tylko te starsze, te nowsze są duuużo gorsze... Autorka rzeczywiście jest specyficzna, bo jej ksiązki trudno określic kryminałami... Podoba mi się u niej zamotanie, ale irytuje mnie, że czasem tego zamotania autorka nie wyjaśnia, a to nie fair w stosunku do czytelnika...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja również zdecydowanie wolę starsze książki i to jak określasz zamotanie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham Chmielewską, ale też tylko jej starsze powieści. "Wszystko czerwone" i "Wszyscy jesteśmy podejrzani" należą do moich, że tak powiem, "najulubieńszych" (ta pierwsza jest już tak sczytana, że muszę kupić nowy egzemplarz. Za "Lesiem" nigdy nie przepadałam. A jej nowych książek właściwie nie kupuję i nie czytam. Ostatnio koleżanka namówiła mnie na jakieś dwie z Biedronki za przyzwoitą cenę, ale nie wiem kiedy do nich zajrzę, bo to coś z nowszych pozycji. Niestety nie okazałam się w tym wypadku zbyt asertywna.
    Cieszę się, że już wróciłam z wojaży. Muszę ponadrabiać zaległości. Zajrzałam do Ciebie i okazało się, że wiele się działo. Tyle sierpniowych wpisów. Obiecuję, że stopniowo wszystkie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja także cieszę się z twojego powrotu. Wielość wpisów to głównie wynik ciągłych przenosin blooga, które pewnie potrwają do końca roku. Nie chcę przenieść wszystkiego w kilka dni, bo nikt by tego nie przeczytał. Chociaż jak policzyłam z 21 sierpniowych wpisów- osiem jest przeniesionych, reszta to nowości :) Nie wiedziałam, że jestem tak płodna. Nie na darmo zwę drugiego blooga dziennikiem grafomanki. Ja czekam na twoje kolejne wpisy

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).