środa, 28 września 2011

Duch Opery Gaston Leroux (ciągle w klimacie Paryża)

Znając zdanie znajomych na temat mojego opętania Upiorem w Operze obawiałam się zamieścić tytuł książki w tytule wpisu, aby nie usłyszeć.. znowu, ileż można o tym upiorze, to jakaś obsesja. Dla niewtajemniczonych wpisy dotyczące musicalu ilustrują pewien rodzaj obłędu autorki tekstu. Przez dość długi czas poszukiwałam książki w bibliotekach i księgarniach. Kiedy wreszcie udało mi się nabyć książkę w księgarni internetowej, zabrałam się do lektury pełna nadziei na miłe spędzenie czasu i …. Mam mieszane uczucia; nie mogę powiedzieć, aby książka mnie znudziła, ale też nie mogę powiedzieć, aby mnie zachwyciła.
Musical, (który znam niemal na pamięć) stał się silną konkurencją, której wg mnie książka nie była w stanie dorównać. Choć z reguły bywa odwrotnie, to przecież ekranizacje i adaptacje rzadko dorównują literackiemu pierwowzorowi.
Być może to właśnie znajomość treści musicalu była przeszkodą w czytaniu. Początkowo lektura nastręczała pewne kłopoty; nie mogłam wyzwolić się z wizji filmowej ekranizacji.
Na plus książce muszę oddać, iż po paru rozdziałach książka zaczęła żyć własnym życiem, a ja budowałam nowe wyobrażenia postaci oparte na lekturze.
To, co mi się w książce spodobało najbardziej to klimat. Opera, jej mroczne zakamarki, podziemne jezioro opisane zostały w tak, że bez trudno przeniosłam się do paryskiej Opery Garnier i jej wnętrz.
Lektura tak naprawdę wciągnęła mnie dopiero od momentu, kiedy wicehrabia wraz z Persem znaleźli się w Sali tortur, czyli niemal pod koniec książki. Wcześniej opisana historia jest dla mnie mało wiarygodna. W musicalu zostałam przekonana o istnieniu upiora - Eryka, w książce nie.

Przeczytałam gdzieś opinię o tym, iż Upiór w Operze to połączenie romansu, kryminału i horroru mrożącego krew w żyłach.  Romans (jak dla mnie) jest nieprzekonywujący, naiwny, nieciekawy i ckliwy. Dialogi pomiędzy Christine a wicehrabią są sztuczne, postacie infantylne i papierowe. Wicehrabia zachowuje się niczym rozhisteryzowana panienka; jęczy i wzdycha i wpada w rozpacz. Podobnie Christine jest drętwą, choć niepozbawioną egoizmu osóbką. 
Kryminał – nie nazwałabym powieści kryminałem. Mamy co prawda kilka zbrodni, ale stanowią one jedynie poboczny wątek historii upiora.
Horror - może nie znam się na horrorach, ale żaden z opisów nie zmroził mi krwi w żyłach. Wprowadzenie na karty powieści Upiora jest dla mnie mało wiarygodne. Choć historia intryguje, bo wiedząc, że upiór nie jest upiorem, zastanawiałam się, jakie wyjaśnienie przyniesie rozwiązanie zagadki. To właśnie postać upiora jest jedyną (poza Persem) „żywą” postacią w całej powieści. Eryk nie jest marionetką. Jest człowiekiem, który popełnia zbrodnie, ale żyje, ma namiętności, pragnienia, działa. Myślę, że gdyby autor poświęcił więcej uwagi postaci Eryka oraz motywom jego działania powieść zyskałaby na wartości. Można by zgłębić problem odrzucenia przez społeczeństwo tego, co inne (w tym przypadku przerażająco brzydkie). Inne, a więc niezrozumiałe.

Trudno jest mi przyznać odpowiednią ilość punktów tej książce. Jak mogłabym przyznać jej małą ilość punktów, skoro tak kocham Upiora. Gdyby nie Gaston Leroux Andrew Webber nie stworzyłby musicalu, a Joel Schumacher filmu. No ale jak mogłabym przyznać jej większą ilość punktów, skoro nie zachwyciła mnie.
Dlatego tym razem bez punktów. Napiszę tak - polecam lekturę zwłaszcza wielbicielkom musicali dla porównania i wyrobienia sobie własnej opinii.

Zdjęcia: 1. Okładka książki, 2. Scena Opery Garnier wraz z lożą nr 5, 3. Foyer Opery Garnier

12 komentarzy:

  1. Czasem książka nie dorównuje filmowi. Wszyscy mamy w pamięci film " Trędowata " , który był kręcony nadpodstawie książki o tym samym tytule. Film " przerósł" książkę, patrząc na niego przypominałam sobie spacer po komnatach zamku w Książu. Przeczytać książkę to nie to samo co oglądnąć film. Czasem lepsze jest to drugie.

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, ten temat już poruszałyśmy na moim blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, mamy zbliżone zdanie na temat wyższości wersji filmowej nad literacką. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. @Moniko i to jest dziwne, bo regułą jest wyższość pierwowzoru nad adaptacjami i ekranizacjami. No ale wyjątki tylko potwierdzają regułę

    OdpowiedzUsuń
  5. Warto było poczuć i pooddychać atmosferą Opery Garnier. A foyer przebogate,wszystko kapiące od złota, kryształowe żyrandole, kandelabry, blask bijący z marmurowych posadzek, sztukaterie...
    Jednym słowem przepych.
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  6. @Saro-Mario- wizyta w Operze (zwiedzanie) to jedno z piękniejszych doznań pobytu w Paryżu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak wiesz ja książkę pochłonęłam, choć rzeczywiście przede wszystkim ze względu na postać Eryka. Jednak książka i musical w tym wypadku żyją własnym życiem. I tak jest chyba lepiej. Kocham "Upiora" w wersji filmowej (tzn. musical).
    Przypominam też sobie inny film na podstawie powieści Leroux(z tego co pamiętam nie było to przeniesienie na ekran musicalu, a właśnie książki). W roli Erika wystąpił brytyjski aktor Charles Dance. Dziś już niewiele pamiętam z tej ekranizacji oprócz tego, że podobała mi się. Nie wiem jak teraz odebrałabym ten film. Muszę go odszukać i sprawdzić wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Balbino- to prawda, że oba gatunki żyją odrębnie. Pamiętam twój wpis na temat Upiora, wydaje mi się, że to dzięki niemu właśnie do ciebie zawitałam i odkryłam pokrewną duszę w wielu dziedzinach. Jeśli uda ci się odnaleźć ekranizację książki napisz o wrażeniach- jestem ciekawa, bo nie oglądałam. A teraz pędzę do roboty (dziś wyjątkowo zaczynam później :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wpędzasz mnie trochę w kompleksy tymi wszystkimi musicalami ;) Będę musiała kiedyś wszystkie jej sobie nadrobić,co niektóre to poznać ;))

    OdpowiedzUsuń
  10. @Bibliofilko- Ty mnie wpędzasz w kompleksy tyloma przeczytanymi książkami na tematy z historią w tle, więc ja mogę cię troszkę wpędzić... musikalowo, ale wbrew pozorom wcale nie znam tak dużo musicali, ale te które znam, znam dość dobrze. Są takie z których "wyrosłam", są takie, które mnie nudzą. Dlatego zawsze z wielką obawą idę na kolejny nowy musical. Tak bardzo nie chciałabym się rozczarować

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja niestety leżę i kwiczę, jeśli chodzi o musicale. Chyba jestem trochę autystyczna, jeśli chodzi o muzykę:(.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Iza - jak tak mam z innymi dziedzinami życia - ale muzykę, mimo, że słoń na ucho... kocham nad życie.

    Bo choć życie ma kres, coś przecież jest, coś co zostaje, nie idzie donikąd, i to coś jest właśnie muzyką....

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).