czwartek, 13 października 2011

Migawki z Hiszpanii

Wycieczka po Hiszpani miała miejsce w maju 2005 r. i skłądała się z tygodniowego pobytu w Tosca de Mar oraz tygodnia objazdu po Hiszpanii.
Ranek w Tosca de Mar zaraz po przylocie i zbyt krótkiej nocy, aby można było powiedzieć, że się spało, przywitał mnie bajkowym widokiem. Oczom ukazał się romantyczny widoczek: zatoczka, plaża i ruiny starego zamku na wzgórzu. To wszystko okraszone widokiem słońca (o sole mio). Widokiem o tyle niezwykłym, że tam, skąd przyleciałam było jeszcze zimno i ponuro. Spacery na wzgórze, spacery wąskimi uliczkami miasteczka oraz spacery wzdłuż wybrzeża stały się odtąd moją codzienną przyjemnością. Woda była jeszcze chłodna, choć już nie brakowało amatorów morskich kąpieli. Amatorów kąpieli słonecznych było nieporównywanie więcej. Na wzgórzu w połowie drogi do ruin starego zamku stoi posąg Avy Gardner. Nie zdecydowałam się na zrobienie sobie przy nim zdjęcia, nie chcąc nabawić się kompleksów. Piękna aktorka zwrócona twarzą do morza robi wrażenie, jakby czekała na wszystkich żeglarzy, którzy dali się porwać męskim pragnieniom awanturniczego życia, ale powrócą tu kiedyś, choćby dla obietnicy ponownego ujrzenia jej pięknej twarzy i boskiej figury. Idąc dalej i wyżej trafia się do małej kawiarenki, z której rozciąga się widok na wody zatoki.
Widok szmaragdowych wód, niezliczonej ilości agaw i bujnej śródziemnomorskiej roślinności jest widokiem, który odtąd często towarzyszył wakacyjnym wyprawom i niezmiennie wprowadza on w dobry nastrój i wywołuje miłe wspomnienia. Pamiętam, jak zamówiłam ice coffe, mając na myśli mrożoną kawę i otrzymałam gorącą kawę z kulką zimnego loda. Tak mnie to rozśmieszyło, że nie chciałam już prostować pomyłki. Smakowało koszmarnie. Ale czy to jest najważniejsze. Gdybym dostała swoje zamówienie nawet nie pamiętałabym takiego zdarzenia.
Z Tosca de Mar wybrałam się drogą morską do Blanes, gdzie znajduje się piękny Ogród Botaniczny. Zapewne nie jest to żaden nadzwyczajny Ogród, na pewno wielu widziało piękniejsze ogrody podczas różnych letnich eskapad, sama widziałam potem wiele równie ładnych, a może nawet ładniejszych, ale ponieważ ten był pierwszym tego rodzaju zaczarowanym ogrodem urzekł mnie ogromnie. Znajduje się tam roślinność z różnych stron świata i różnych stref klimatycznych. Nie bardzo mogę pojąć, jak można hodować w jednym miejscu i roślinność tropikalną i roślinność zimnolubną. Pamiętam swoje słowa… „ jestem w rajskim ogrodzie, brakuje mi tylko Adama”.
Wycieczka do Barcelony - wielkie nadzieje i spore rozczarowanie. Barcelona niewątpliwie jest pięknym miastem i może zaczarować. Wystarczyłoby dzieł Gaudiego; tak pełnych wyobraźni i tak innych od tego co dotychczas znałam, aby Barcelona rzuciła mnie na kolana. Niestety jednodniowa wycieczka zorganizowana przez biuro podróży pokazała nam Barcelonę w pigułce i to dość niestrawnej pigułce. Kilka godzin zajął nam dojazd i zwiedzanie Stadionu piłkarskiego FC Barcelona, nieco czasu dojazd do stadionu olimpijskiego i jeszcze trochę do kolejnego, którego nazwy nie pomnę. Nie przypominam, sobie, aby w nazwie wycieczki znajdowała się informacja – tylko dla kibiców piłkarskich, bądź tylko dla mężczyzn. Na obejrzenie cudownej Katedry Sagrada Familia mieliśmy… 15 minut, domy Casa Milo i Casa Bathio oglądaliśmy z okien autokaru, w Parku Gaudiego nie byliśmy wcale. Był spacer w tempie marszobiegu przez ulice Barcelony i krótka chwila na Las Ramblas, tej chyba najbardziej znanej ulicy. Tak więc byłam w Barcelonie, a jakoby mnie tam nie było. Sagrada Familia, czyli Katedra Świętej Rodziny w rzeczywistości wygląda dużo piękniej niż na zdjęciach. Postacie ludzkie otoczone są olbrzymią ilością roślinnych ornamentów. Te roślinne ornamenty wyglądają nierealnie, a katedra przypomina mi zrobioną z piasku rzeźbę. Gaudi był architektem, człowiekiem obdarzonym niesamowitą, niespotykaną wyobraźnią. Bardzo żałuję, że nie udało mi się obejrzeć większej ilości jego dzieł. Troszkę przypomina mi go austriacki architekt Hunderwasser.
To co najbardziej zapamiętałam, gdyż jedynie to mogłam obejrzeć w spokoju i nieśpiesznie to „grające fontanny”. Spektakl składający się ze światła, muzyki i wody. Trudno opisać doznania, jakie wywołują strumienie wody tańczące do dźwięków pięknej, klasycznej muzyki (walce Straussa) oświetlone różnobarwnymi promieniami światła. Te iluminacje kolorów, te pląsy strumieni, ta muzyka. Jednak najbardziej niesamowity akcent to utwór „Barcelona” w wykonaniu Frediego Mercuriego i Monserrat Caballe, który towarzyszy finalnemu spektaklowi barw, świateł, dźwięków i tańców. Strumienie wody naprawdę tańczą, bo inaczej tego nazwać nie można. Jeśli kiedyś wrócę do Barcelony, to dla Gaudiego i dla „magicznych fontann”. Tutaj piszę o grających fontannach.
Odbyłam też wycieczkę na górę Monserat, gdzie znajduje się hiszpańskie sanktuarium – miejsce pielgrzymek, do którego podróżują Hiszpanie podobnie, jak my (Polacy) pielgrzymujemy do Częstochowy. Znajduje się tam obraz Czarnej Madonny. Należy dotknąć obrazu Czarnulki i wypowiedzieć życzenie, a wtedy ono się spełni. Ja poprosiłam o szczęśliwe rozwiązanie dla koleżanki i dziś malutka Emilka ma już pięć lat. Może trzeba mocno wierzyć, a może należy prosić nie dla siebie, a wtedy nasze prośby zostaną wysłuchane. Katedra Czarnej Madonny znajduje się wysoko w górach, a podjeżdża się do niej górską kolejką. Góry troszkę przypominają greckie Meteory.
Z pobytu w Madrycie najlepiej zapamiętałam wizytę w Muzeum Prado. Bardzo krótką, zbyt krótką, ale lepiej taką chwilę, niż wcale. To, co zdołałam obejrzeć to dzieła Goyi, Velasqueza i Boscha. Goya to oczywiście Maja naga i Maja ubrana. Reprodukcja nagiej Mai leżała w domu rodzinnym wysoko na szafie schowana przed dziecięcymi oczami i jeszcze budziła ogromną ciekawość kilkuletniej Gosi (taka bezwstydna goła pani). Dzisiaj, nagość Mai nie robi już wrażenia, natomiast spore wrażenie zrobiły takie obrazy jak Kolos oraz Saturn pożerający swe dzieci. Goya miał powiedzieć: Nie przerażają mnie czarownice, upiory, kolosy ani inne tego rodzaju stworzenia, poza – człowiekiem. Jakże, mądre to słowa. Podobnie, jak jego nie przeraża mnie spacer w nocy po cmentarzu, nie przeraża opustoszały park, a przeraża niekiedy spotkanie z istotą, zwaną, nie zawsze słusznie homo sapiens. Te obrazy przypominają mi wystawę rysunków Okropności wojny oglądaną dawno temu na Węgrzech (w maleńkiej mieścinie w okolicy Heviz).Ryciny przedstawiające okrucieństwo; strzępy ciał, powykrzywiane bólem twarze, trupy i przemoc. Obrazy, na których wojna nie ma nic wspólnego z piękną, męską przygodą, na których wojna odarta jest z romantyzmu, jaki czasami przypisuje się jeszcze np. wojnom napoleońskim. Nawet nic wspólnego z Rozstrzeliwaniem jeńców madryckich, na którym to obrazie dobrzy są ofiarami, a źli są katami.
Co do pozostałych malarzy pamiętam jedynie znane obrazy; Velasqueza Portret rodziny królewskiej z infantką Małgorzatą na pierwszym planie oraz Boscha Ogród rozkoszy ziemskich – surrealistyczną wizję zepsucia świata (Obraz winy i kary). Tryptyk, na który po stronie raju jest pusto, po stronie piekła jest strasznie, a na ziemi rozpustnie. Tylko tyle. W tej chwili bardziej kojarzę inne dzieło Boscha – Sąd Ostateczny, dzieło do którego odwołuje się Łysiak w swoim MW. I to jest wszystko, co pozostało w pamięci z Madrytu.
Na zdjęciach widzę także Piazza Mayor, Katedrę, pomnik Don Kichota oraz Pałac Królewski. To wszystko jednak nie pozostawiło po sobie większego wrażenia, poza odhaczeniem na liście obejrzanych miejsc kolejnego punktu.
Może właśnie ten pośpiech, ten bieg za przysłowiową parasolką przewodniczki oraz nie najlepsza organizacja spowodowały, iż piękna Hiszpania nie podbiła mojego serca.
Może dlatego, że każde miejsce kojarzę z muzyką, za sztuką, z człowiekiem. Co do Hiszpanii i jej sztuki nie mam swoich ulubieńców. Lubię historię Don Kichota – zabawnego i tragicznego człowieczka walczącego z wiatrakami, ale tylko lubię. Nie przepadam za flamenco, corrida napawa mnie obrzydzeniem, w hiszpańskich malarzach dostrzegam ich wielkość, ale nie czuję do nich sympatii. Nie zachwycam się filmami Almodovara. Nie poddałam się urokowi Cienia Wiatru.
Chyba najbardziej w Hiszpanii podobała mi się architektura. To połączenie stylu islamskiego z chrześcijańskim znajdujące swoje odbicie w licznych pałacach (alkazarach) i meczetach, które przywołuje na myśl tło orientalnych opowieści z tysiąca i jednej nocy o okrutnym sułtanie mordującym swoje żony i pięknej Szeherezadzie, która ciekawymi opowieściami uniknęła losu innych żon sułtana. Najciekawszy meczet widziałam w Kordobie. Meczet, w którego wnętrzu mieściła się chrześcijańska katedra. Najładniejszy zaś alkazar w Sewilli z charakterystycznym wodnym dziedzińcem i koronkową (w stylu mudehaj) ornamentyką. Z Toledo pamiętam jedynie kościół Św. Tomasza z obrazem El Greco Ślub hrabiego Organza, a z Granady poza pałacowym kompleksem - Alhambrą z dziedzińcem pełnym roślinności i ażurowym sklepieniem jednej z sal, które zapamiętałam jedynie dzięki fotografii, wspaniałą panoramę Granady widzianą z dziedzińca pałacu. Małe białe domki, które w świetle popołudnia mieniły się niebieskim odcieniem, a pomiędzy nimi pełno roślinności.
Paradoksalnie z całej wycieczki po Hiszpanii najbardziej spodobało mi się miasto, które hiszpańskim nie jest. Gibraltar. Miasto portowe, miasto będące najdalszym krańcem Europy, miasto, z którego przy dobrej pogodzie widać czarny ląd. Miasto, co do którego najbardziej odpowiadał mi klimat. Poczucie wolności, widok morza, spacer po nocnym porcie, bliskość egzotycznej Afryki.
Mimo, iż Hiszpania nie skradła mego serca, była to piękna wycieczka i pełna wrażeń. Może osobiście wolałabym zobaczyć mniej, a dokładniej, no ale nawet takie błyskawiczne zwiedzanie daje pewne pojęcie o kraju.
Zdjęcia: 1. Widok na ruiny zamku w Tosca de Mar, 2. Szmaragdowe wody zatoki w Tosca de Mar, 3. Ogród w Blanes, 4. Sagrada Familia - fragment, 5. Góry w Monserat, 6. Kolos Goyi, 6. Katedra w Kordobie, 7. Widok Granady

10 komentarzy:

  1. Piękny kawałek Hiszpanii i historii zaliczyłaś. Tak czytam fragment o Barcelonie i jakbym moje zwiedzanie Grecji widziała - Tesaloniki z okien autokaru, Delfy tam za górą, Mykeny - kupa kamieni, na Akropol godzina... Tragedia. No trudno, sama bym się zgubiła. Nie byłam w Hiszpanii, ale marzę i pewnie będę oczarowana.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hiszpania, to obok Francji, Anglii..... mogłabym wymieniać tak dalej, moje najskrytsze marzenie.
    Nie wiem czego bym w niej szukała. Chyba rzeczywiście najbardziej kojarzy mi się z architekturą, tym połączeniem kultury chrześcijańskiej i muzułmańskiej. Szukałabym też pewnie muzyki - lubię flamenco, muzykę Albeniza, Rodrigo. Ale tak jak Ty nie znoszę corridy ( torreadora lubię tylko jednego - tego z "Carmen" Bizeta i to tylko wtedy, gdy śpiewa swą przepiękną arię).
    A w jaki sposób Ava Gardner jest związana z Hiszpanią?

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię obrazy Goi, szczególnie te, które oddają jego stan umysłu, rozterek, Jego "czarne malarstwo". Podoba mi się "Pies zagrzebany w piachu" - "Arcydzieło. Pustynna szorstkość modulacji, kosmogoniczna dźwięczność jednostajne zamalowanego obrazu, gdzie nie dzieje się prawie nic, więc dzieje się wszystko co można wyobrazić sobie - przestrzeń bez ruchu, bez detalu, bez żadnej historii i anegdoty. Dojmująca wieczność. Kalecząca samotność. Pustynia wśród ludzi.Jeśli o jakimś obrazie da się rzec, iż jest to przetopienie wnętrza człowieka na malarstwo, to właśnie o tym 'fresku'." - cytat oczywiście z MBC tom II Waldemara Łysiaka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. @Książkowiec - będę upierać się, że sama zobaczyłabyś może nie więcej, ale dokładniej i mogłabyś powiedzieć, że zobaczyłaś... i na pewno byś się nie zagubiła, no ale do tego trzeba dojrzeć samemu.
    @Balbina - przypomniałaś mi Concierto de Aranjuez Joaquín Rodrigo II-Adagio - uwielbiam to, zwłaszcza ze śpiewem Sary Brightman (poznałam dzięki Maniiczytania). Nie mam pojęcia jaki związek ma Ava Gardner z Hiszpanią i małym kurortem - Tosca de Mar. Nie pamiętam, czy przewodniczka nam o tym opowiadała, czy to ja już zapomniałam. :(
    @Bibliofilka - Ja nigdy za malarstwem Goi nie przepadałam, ale fakt, że ostatnio zwłaszcza po lekturze Saturna, czy obejrzeniu Duchów Goi - jakoś inaczej, życzliwiej spojrzałam na niektóre obrazy. Tak jak pisałam doceniam geniusz, ale serce nie sługa... (mam nadzieję, że moje wnętrze na obrazie wyglądałoby raczej jak rozsłoneczniony, rozświetlony, rozedrgany pejzaż impresjonisty niż jak pies zagrzebany w piachu). Ale tak pięknie piszesz o swoim podziwie dla malarza, że aż jakaś cząstka twojego zachwycenia i mnie się udzieliła. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gosiu, nie miałaś szczęścia. Podobnie jak i ja, wybrałaś wycieczkę maraton. Niestety czasem tak jest. Kiedy byłam pierwszy raz tak właśnie miałam. Teraz już wiem dlaczego nie byłaś zachwycona Barceloną, kiedy pisałam, że jest piękna... Teraz przy tanich liniach można wyskoczyć na 3 - 4 dni. Tak właśnie zrobiłam.
    Mogłam nie tylko obserwować codzienne życie miasta od świtu do nocy, ale i zwiedzić miasto szlakiem Antonio Gaudiego. Przyznaję, jestem nim urzeczona, wprost zachwycona. Wg mnie był genialnym architektem, wizjonerem, twórcą stylu (odmiana secesji).I te jego opływowe kształty, inspirowane formami organicznymi, fasady zdobione mozaikowymi dekoracjami, są fantastyczne... Jego dzieła zdają się falować. Wyglądają cudnie niczym bajkowe budowle.
    Myślę, że styl Gaudiego, przejął austriacki F. Hundertwasser, jego Spalarnia w Wiedniu jest niesamowita.
    Kiedy książkowiec będzie w Wiedniu może zobaczy HUNDERTWASSERHAUS i podzieli się z nami spostrzeżeniami. Wg mnie ten dom jest obłędny. Miałam takie marzenie aby w nim zamieszkać przez 1 dzień. Żałuję, że marzenie nie zostanie spełnione.
    A co do Avy Gardner ? może przebywała w Hiszpanii ?...
    F. Mercury przebywał w Montreux w Szwajcarii i wystawiono mu upamiętniający pomnik.
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  6. @Saro-Mario- a więc to nie tylko ja mam takie skojarzenia Gaudi - Hundertwasser? Na mnie dom jego imienia w Wiedniu również zrobił wrażenie. A Gaudiego w Barcelonie zazdroszczę i żałuję, iż tak mało zobaczyłam. Może rzeczywiście wyskoczę kiedyś na 3-4 dni, zwłaszcza, że mojej mamie się marzy Barcelona.
    Nie umiem powiedzieć, czy Barcelona oczarowałaby mnie tak jak miasta włoskie, czy Paryż bo poznałam ją zbyt pobieżnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Gosiu, Paryż jest jedyny, ma impresjonistów , muzea, zaś miasta włoskie same w sobie są zabytkami, gdzie króluje renesans a Barcelona to w większości Gaudi.
    Gosiu, ponieważ kochasz życie i poznawanie świata jestem pewna, że to miasto również Ciebie oczaruje.
    Sara-Maria

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz usunięty na prośbę autorki:)

      Usuń
  9. Witam, z chęcią pomagam, jeśli idzie o Włochy, czy Francję (co to których mam pewne doświadczenie w podróżowaniu), co do Hiszpanii (byłam raz z wycieczką) i jedyne co mogłabym zrobić to poszukać informacji w internecie, co i Pani może zrobić. Z tego co sprawdzałam w połączeniach na stronie tanielatanie nie ma lotów bezpośrednich.
    Niestety nie mogę więcej pomóc, może proszę zajrzeć na blogi prowadzone przez osoby mieszkające w Hiszpanii.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).