sobota, 5 listopada 2011

Navigare necesse est oraz o tym, jak się spełniają marzenia

Navigare necesse est, vivere non est necesse, czyli żeglowanie jest koniecznością, życie nie jest koniecznością.

Tę starą łacińską sentencję przez cztery lata nauki w ogólniaku mogłam czytać na każdej lekcji języka polskiego. Napis ten umieszczony na ścianie naprzeciwko mojej ławki przyciągał uwagę. Lekcje, które były dla mnie jednocześnie godzinami udręki (strachu przed wywołaniem do odpowiedzi czy usłyszeniem niemiłej uwagi, co nieraz było równoznaczne) oraz ekstazy (zachwytu z powodu niebanalnych pomysłów nauczycielki) budziły mieszane uczucia. Było to połączenie niesmaku, grozy, obawy z ciekawością i niemal zachwytem. Do dziś pamiętam lekcję poezji romantycznej przy zaciągniętych kotarach i zapalonych świecach. Czułam się wówczas, jakbym uczestniczyła w jakimś magicznym misterium. Pamiętam też niestety lekcje, na których niewybredne uwagi nauczycielki powodowały czyjeś łzy.
Nie przypuszczałam wówczas, że ta łacińska sentencja stanie się także moją dewizą życiową. Co więcej, nie uwierzyłabym wtedy, że kilkanaście (powiedzmy, że kilkanaście :)) lat później będę, podobnie jak moja nie-ulubiona nauczycielka jeździć do Warszawy tylko po to, aby obejrzeć teatralne przedstawienie. Niemal wszyscy uważaliśmy wówczas naszą profesorkę za „nieco stukniętą”.
Tymczasem teraz i ja uważam, że żeglowanie (czyli podróżowanie = poznawanie = odkrywanie) jest życia sensem i bez niego życie jest tego sensu pozbawione.
Oczywiście nie chodzi tylko o podróże w sensie przemieszczania się z miejsca na miejsce w sensie geograficznym. Choć dziś o takiej właśnie podróży znów myślę.
Usłyszałam, iż pewien mój znajomy (człowiek majętny) nie lubi nigdzie wyjeżdżać, bo żal mu pieniędzy. W tym momencie mnie zrobiło się żal znajomego. Żal, bo nagle w moich oczach stał się człowiekiem szalenie ubogim.
Rozumiem, że nie wszyscy lubią podróżować; są ludzie, którzy najlepiej czują się w dobrze znanym sobie otoczeniu, są domatorami. Rozumiem, że są ludzie, których nie stać na podróżowanie, bo np. muszą utrzymać i wykształcić dzieci, albo sami ledwie wiążą koniec z końcem. Są ludzie, którzy z powodów ograniczeń zdrowotnych, albo też z powodu różnych zobowiązań nie mogą podróżować.
Ale trudno mi zrozumieć, jak wykształcony i majętny człowiek może twierdzić, że szkoda mu pieniędzy na odkrywanie nowych lądów. No, ale zostawiam znajomego samego sobie, podaruj mu Panie, czego mu brak.
Ja tymczasem myślę już o kolejnej podróży. Jeszcze tylko 26 dni roboczych, jeszcze tylko kilka "pasjonujących" dokumentów do sporządzenia, jeszcze parę ciężkich porannych pobudek i będę ponownie w Paryżu.
Niedawno pisałam o musicalu. Wiem, niewielu z was lubi musicale, a jeszcze mniej je bardziej niż lubi. Nie wiem natomiast, czy jest tu osoba, która miałaby takiego fioła na ich punkcie, jak ja.
Od 29 kwietnia, tj. pierwszego dnia, kiedy rozpoczęto internetową sprzedaż biletów jestem w stanie pozwalającym unosić się wysoko nad ziemią i bujać w obłokach.
W dniach 16-17-18 grudnia w Paryżu w sali widowiskowo- sportowej w Bercy odbywa się koncert Notre Dame de Paris (wg musicalu powstałego na podstawie powieści Hugo - Dzwonnik z Notre Dame) w jego pierwotnej obsadzie. Wystąpią zatem;
Helene Segara - Esmeralda (piękna Cyganka, która jest obiektem uczuć Quasimodo, archidiakona Frollo oraz kapitana Phoebusa)

Daniel Lavoie - Frollo (opętany pożądaniem duchowny)

Bruno Pelletier - Gringoire (bard, poeta, tutaj narrator)


Garou - Quasimodo (oszpecony podrzutek, podopieczny archidiakona, towarzysz gargulców na wieży Katedry)


Patrick Fiori – kapitan Phoebus (narzeczony Fler de Lys i pożadający Esmeraldy)


Luck Mervil – Chlopin (przywódca bezdomnych, opiekun Esmeraldy)


Julie Zenatti - Fleur-de-Lys (narzeczona kapitana).


I ja tam będę. Z drżeniem rąk i przyspieszonym biciem serca rezerwowałam bilet, a kiedy mi się udało, pieniążki wypłynęły z konta, a elektroniczny bilet wpłynął na pocztę najzwyczajniej w świecie się rozryczałam z radości. Po raz pierwszy połączą się wszystkie moje trzy pasje (literatura - bez pana Hugo, nie byłoby tego musicalu, podróże i musical).
Jak do tej pory to moje największe marzenie musicalowe, tym większe, że omal nie realne. O Notre Dame de Paris pisałam już tutaj
Dla przypomnienia premiera tego musicalu miała miejsce w 1998 r. Ostatnio w Paryżu wystawiany był w 2005 r. W grudniu zeszłego roku odbyło się kilka koncertów u naszych wschodnich sąsiadów. Tym większa moja radość, że będę mogła uczestniczyć w wydarzeniu, które może się już nie powtórzyć, a przeżycia z tym związane pozostaną cudownym wspomnieniem. Nie mam żadnych wątpliwości, że mogłoby być inaczej. Nie przeraża mnie nawet ogromna sala widowiskowo-sportowa Bercy, w której odbywać się będzie spektakl, choć oczywiście wolałabym obejrzeć go na przykład na bardziej kameralnej scenie. Ale dla tego musicalu i takiej obsady gotowa byłabym siedzieć nawet na rusztowaniu pod sufitem.
Celin Dion na Bercy
I znowu przeniosę się do piętnastowiecznego Paryża, na wieżę Katedry Naszej Pani (mimo, że siedzieć będę na ultranowoczesnej sali masowej rozrywki, gdzie występowali m.in Madonna, Bruce Sprinsteen, Iron Maden, Withney Houston, Dire Straits, Celine Dion, Depeche Mode, Tina Turner i wielu innych) i będę chłonęła przedstawienie. Będę słuchać moich ulubionych utworów w wykonaniu moich ukochanych artystów. Szczerze mówiąc sama sobie zazdroszczę.
Tutaj w przepięknym wykonaniu Heleny Segary Ave Maria

9 komentarzy:

  1. Będzie to zapewne cudowne ,niezwykłe przeżycie.Nie będę ściemniać zazdroszczę...Znawcą musicali nie jestem , ale mam dwa na ktore chętnie bym się wybrała :są to Dzwonnik z Notre Dame i Upiór w Operze.A zobaczyć to właśnie tam i z taką obsadą...marzenie.Mój ukochany utwór z dzwonnika to Belle(koniecznie z Garou).Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Gosiu, cieszymy się razem z Tobą, że Twoje pasje i marzenia spełniają się. Każdy człowiek musi mieć
    marzenia i dążyć ze wszystkich sił, ażeby się spełniały. Gdy ich niema to jest ubożuchny.
    Nie jestem specjalistką w musicalach, ale dzięki Tobie lepiej je poznaję i za to Ci bardzo dziękuję.
    Sra-Maria

    OdpowiedzUsuń
  3. @AgaB - Mam nadzieję, graniczącą z przekonaniem, iż wystąpi cała pierwotna obsada z Garou na czele (i nie będzie potrzebne zastępstwo).
    QSara-Maria - miło,jak znajdujemy zrozumienie naszych pasji, nawet, jeśli inni ich nie podzielają

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem w pełni przekonana, że doświadczysz wprost niebotycznych emocji i wzruszeń. Bo nie ma nic cudowniejszego niż mieć marzenia i konsekwentnie dążyć do ich realizacji. A zobaczyć "Dzwonnika"
    na żywo, w Paryżu i do tego w obsadzie, która przeszła do legendy musicalu - rzecz to naprawdę bezcenna...

    OdpowiedzUsuń
  5. @Nemeni, cieszę się od dnia rezerwacji.:)A im bliżej tym bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha, nie mogę się już doczekać Twojej relacji po powrocie :)

    Mnie się "wokalnie" bardziej podoba Julie Zenatti niż Helene Segara, a najbardziej to mi się i tak podoba Patrick Fiori (rety, jak on śpiewa, to mnie się gną kolana ;) ). Ale Ci zazdroszczę!!!

    P.S. może jak Ci się uda, to zrób dla mnie takie małe, malutkie zdjęcie Patricka :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. @Maniaczytania - chciałabym porobić zdjęcia, mam nadzieję, że się uda, choć z drugiej strony prześladuje mnie na wszystkich koncertach pech, który sprawia, iż zdjęcia nie wychodzą, albo jak ostatnio psuje się aparat. Teraz zakupiony nowy więc trzymaj kciuki. Ja przywiozłam sobie płytkę Patryka (u nas nie można dostać), a teraz też zamierzam kupić kolejną płytę. Dla mnie wszyscy wykonawcy śpiewają absolutnie fantastycznie

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się Twoją radością. Mam też taką malutką nadzieję, że dzięki Twoim wpisom (a na pewno się pojawią) ja też będę mogła choć w małym stopniu poczuć się tak jakbym była tam z Tobą. Przyjemnego oczekiwania życzę.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Balbina - wpis będzie na pewno. I może mi się uda zrobić parę zdjęć, choć tego obiecać nie mogę (jak wyżej). Odliczam dni z radością.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).