niedziela, 8 lipca 2012

Nad Niemnem Orzeszkowa Eliza

Wydawnictwo Ossolineum, rok wydania 2009, ilość stron 292 str.
Nad Niemnem stanowi mój wyrzut sumienia. Przeczytane w styczniu na recenzję czekało ponad pół roku. Może to zresztą i lepiej. Po takim czasie opinie się krystalizują. Czasami bowiem, to co zachwyci, po upływie kilku miesięcy zastanawia, właściwie dlaczego tak nam się podobało, skoro teraz nie można sobie przypomnieć w zarysie ani fabuły, ani klimatu.
Dzisiaj w upalne, słoneczne, niedzielne popołudnie kilka refleksji na temat lektury, której fabuła jest znana zapewne większości czytelników, jeśli nie z książki Orzeszkowej, to z pięknej i dość wiernej ekranizacji powieści.
Nad Niemnem uchodzi za jedną z najbardziej przeklinanych lektur szkolnych, na której czytaniu poległo wielu licealistów. Dlaczego? Ponieważ młodzi lubią pośpiech, tempo, akcję (jakie czasy, tacy czytelnicy?), a tę książkę czyta się powoli.
No i opisy przyrody, sławetne zazielenianie się łąki, które ciągnie się przez kilkanaście stron. Tak, opisy przyrody – przyznaję – pokonały i mnie. Nie przepadam za nadmiarem, nie wciąga mnie czytanie o listkach, rozwijających się pączkach kwiatków, motylkach fruwających z krzaczka na krzaczek, odłamanych gałązkach, brzęczących bąkach, świergoczących ptaszynach, wschodzącej trawce… Zdecydowanie wolę te zjawiska obserwować czy „zdjąć” aparatem, niż czytać o nich. Opisy są piękne, ale moim zdaniem zbyt drobiazgowe. No, ale to oczywiście kwestia gustu, a może estetyki.
Natomiast cała reszta jest absolutnie fantastyczna. Zawsze lubiłam pozytywizm. Wynika to może z pewnej naiwności poglądów, wiary w zbawienny wpływ pracy na los człowieka, a tutaj (klęska kolejnego powstania) i na los narodu. Może dlatego właśnie tak zachwyca mnie wcielanie w czyn haseł pracy organicznej i pracy u podstaw. Może dlatego tak polubiłam Benedykta Korczyńskiego (a także Witolda) czy panią Kirłową, którzy nie debatują, nie załamują rąk, nie politykują, nie analizują, nie rozliczają błędów przeszłości, tylko działają – pracują. I dzisiaj przydałoby się więcej takich Korczyńskich czy Orzelskich. Pracują, bo tylko poprzez zachowanie ziemi widzą możliwość ocalenia polskości. Sympatię poczułam także do Justyny Orzelskiej, która nie tylko odnajduje swoje miejsce na ziemi u boku ukochanego, ale i sens istnienia w pracy z innymi i dla innych. Nieco mniej podoba mi się odrzucenie idei walki zbrojnej z zaborcą, ale przecież pozytywizm nie potępia narodowościowych zrywów, jedynie przenosi akcent z walki orężem na walkę pługiem i piórem. A w Korczynie wciąż, jak najświętszą relikwię przechowuje się pamięć o uczestnikach powstania styczniowego.
Tym, co mnie urzeka w Nad Niemnem jest prostota; nieskomplikowana fabuła, prostota języka i prostota przekazu. A w tym wszystkim bogactwo postaci, różnorodność wątków, szlachetność uczuć, poszanowanie dla tradycji i historii.
Moja ocena 5,5/6

18 komentarzy:

  1. Och ! Nad Niemnem, to pozycja, która nigdy się nie znudzi.
    Gosiu, może już pisałam, jak w Krakowie kupiłam u bukinisty stare wydanie, 3-tomowe z 1952 roku za ...3 złote.
    Co najdziwniejsze, nie miało jeszcze poprzecinanych stron. Nikt nie raczył nawet zaglądnąć.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślałam, że 8 zł w internetowej księgarni to okazyjna cena. Z jednej strony to cieszy, że książka taka tania, a z drugiej martwi, że mimo tak niskiej ceny nie cieszy się powodzeniem.

      Usuń
    2. Gosiu, 8 zł to wyjątkowa cena. Moje trzy złote to stare wydanie.
      Ktoś, kto nie lubi czytać książek zawsze znajdzie wytłumaczenie by nie kupić...
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Na "Nad Niemnem" ciąży stygmat lektury szkolnej, co stawia książkę na z góry przegranej pozycji w wyścigu z coraz to nowymi bestsellerami, a przecież to na prawdę niezła książka, nawet te opisy przyrody da się przeżyc :-). Rzeczywiście nawet jak na szkolną lekturę zrobiły książce wyjątkowo czarny PR. Ja sięgnąłem po "Nad Niemnem" już dawno po tym jak powinienem był ją przeczytac i byłem bardzo mile zaskoczony. Może nie jest to książka, którą czyta się z dreszczykiem emocji ale na pewno kawałek dobrej literatury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba byłam nietypową licealistką, bo lubiłam czytać.. także lektury. Ale przyznam, że inaczej patrzę na książkę dziś z perspektywy człowieka w wieku raczej Benedykta, niż lata temu z perspektywy Justynki, a może nawet Wicia :)

      Usuń
  3. To jedna z moich ulubionych lektur. Pierwsze 50 stron męczyłem kilka dni, ale potem reszta zajęła mi trzy dni. Ale kiedy to było...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że tak samo dawno, jak u mnie:)

      Usuń
  4. Ja w liceum nie musiałam czytać "Nad Niemnem". Tak jak wszyscy piszecie - książka ma raczej "złą sławę" i nie cieszy się popularnością wśród młodzieży i moja nauczycielka, licząc się z tym, że w mojej klasie o profilu matematyczno-fizycznym jest zaledwie garstka czytających uczniów, przez kilka lekcji puszczała nam na po prostu film. I tak jakoś nigdy potem nie przyszło mi do głowy, żeby nadrabiać lekturę i sięgnąć po literacki pierwowzór. Film widziałam pewnie kilka, jeśli nie kilkanaście razy i całkiem lubię :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film bardzo lubię, jest dość wierną ekranizacją i oczywiście to nie to samo, co książka, ale naprawdę w takiej sytuacji, jak opisujesz - uważam, że mądrze postąpiła nauczycielka. Rola Benedykta cudownie zagrana przez Janusza Zakrzeńskiego, a Marta Lipińska w roli Emilki, Jan Prochyra (Kirło), ciotka Marta... uważam, że każda z aktorskich kreacji jest niezapomniana.

      Usuń
  5. Hmm, coś mi się nie zgadza, musiałam nie mieć "Nad Niemnem" w lekturach obowiązkowych; czytałam owszem, ale nie przebrnęłam poza 1 tom, a podchodziłam kilka razy, film a to znam dobrze i lubię.
    Za to "Chłopów" - jak najbardziej, z opisami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W różnych czasach różne mamy te kanony lektur. U mnie była obowiązkową. Film jest naprawdę niezły i oszczędza niecierpliwym, a może nadwrażliwym na nadmiar opisów pewnego rodzaju "dłużyzn". Wiem, wiem, dla tych, dla których cały urok w opisach pięknych nadniemeńskich krajobrazów o żadnych dłużyznach nie może by mowy. Ja jednak klimat krajobrazu wolę obejrzeć, posłuchać pieśni płynących Niemnem wieśniaków, posłuchać cykad, poobserwować zieleniejące się łąki niż o nich czytać przez kilkanaście stron. A mówią, że młodzi niecierpliwi, a okazuje się nie zawsze. Opisy w Chłopach fantastyczne.

      Usuń
  6. Piękna książka, piękne wydanie. Szkoda, że Ossolineum zbankrutowało na dniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano szkoda, kończy się pewna epoka. pamiętam czasy, jak zakup książki z tej serii był prawdziwym świętem.

      Usuń
  7. Nad Niemnem, należy do moich ulubionych książek. Film również oglądałam. Piorunujące wrażenie zrobiła na mnie rola Janusza Zakrzeńskiego. On jako Benedykt był wspaniały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z twoim zdaniem, mnie także podobał się pan Janusz Zakrzeński. Zagrał wiele ról, ileś razy Piłsudskiego, a ja najbardziej lubię i cenię właśnie tę jego rolę.

      Usuń
  8. Mam bardzo miłe wspomnienia związane z tą lekturą i nigdy czytanie jej nie było dla mnie przymusem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie przymusem nigdy nie było czytanie lektur (może dlatego, że nie było wśród nich fantastyki, thilerów, horrorów), choć opisy w NN przyznaję, że mnie umęczyły.

      Usuń
  9. Książka, która figuruje na liście lektur szkolnych nosi piętno przymusu i analizy na lekcji polskiego, co często odbiera urok lektury:) Miałam to szczęście, że znakomitą większość lektur przeczytałam przed "przerabianiem" ich w szkole, co nie zniechęciło mnie do nich. "Nan Niemnem" też do nich należy. Przeczytałam ją z własnej i nieprzymuszonej woli i bardzo mi się podobała. Potem czytałam ją jeszcze kilkakrotnie i zawsze z przyjemnością, aczkolwiek część opisów przyrody trochę omijałam;) Parę lat temu miałam okazję być na grobie Jana i Cecylii i było to niezwykłe uczucie.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).