czwartek, 25 października 2012

Cuda się zdarzają



Źródło zdjęcia Moja krótka separacja okazała się jeszcze krótszą niż być miała i po pół dnia pobytu (po licznych pytaniach -   po co Pani właściwie do nas przyszła, kiedy coraz poważniej zaczynałam się zastanawiać, czy skierowanie, które trzymam w ręku jest na pewno moim skierowaniem, a wynik badania moim wynikiem, czy może w zaćmieniu umysłu coś na nim domalowałam, bo moim ulubionym sposobem spędzania czasu jest zacieśnianie kontaktów z służbą zdrowia), wypisano mnie do domu. Okazało się, że przyczyna planowanego zacieśniania kontaktów znikła samoistnie i na jakiś czas (oby jak najdłuższy) mogę się  przyssać do Internetu.  A propos - pytana o nałogi – w wywiadzie chorobowym zapomniałam wspomnieć o nałogu internetowym.
Wróciłam do domu oszołomiona i „pijana” szczęściem. Wróciłam – usiadłam i dopadł mnie stupor jakowyś bo przez kilka godzin nie mogłam się ocknąć.


Bardzo serdecznie wszystkim dziękuję za życzenia, było mi bardzo miło, kiedy zobaczyłam, że tyle osób dobrze mi życzy. Vox populi sprawił, że wpisu nie usunę, tak jak pierwotnie zamierzałam. A Tym, których w najbliższym czasie czeka podobne przeżycie życzę równie dobrego zakończenia.

46 komentarzy:

  1. Nie usuwaj takiego wsisu, niech Ci przypomina o tym, że takie małe cuda się właśnie zdarzają i nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, a nadziei nigdy nie warto tracić :)

    Cieszę się razem z Tobą Twoim oszołomieniem i szczęciem :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Wasze życzenie wpisu nie usunę. I jeszcze raz dziękuję za życzenia i dobre fluidy, które mi wysyłaliście :)

      Usuń
  2. Gosiu!!!!!
    Gdy zobaczyłam Twój komentarz, to od razu pędzę do Ciebie!!!!!
    Szalejemy ze szczęścia oboje z Erykiem, że wszystko jest u Ciebie w porządku.
    To już druga dzisiaj taka radosna wiadomość.
    Zastanawiam się dlaczego ten wpis jest do usunięcia.
    Nie chcesz zostawić, tego na pamiątkę?
    Twojej i naszej radości?
    Cieszymy się Twoim szczęściem, mu też jesteśmy tacy z tego powodu szczęśliwi!!!!!!
    Przesyłamy Ci miliony buziaków!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu!
      Puk, puk!
      Wypoczywasz?
      Życzę Ci spokojnej, dobrej nocki.
      Myślę, że zaśniesz. A może nie?
      Otworzysz okno i zawołasz: Ludzie jaka ja jestem dzisiaj szczęśliwa!!!!!
      Dobranoc Gosiu!

      Usuń
    2. Łucjo- padłam jak kawka po dokonaniu wpisu, czego skutkiem obudzenie się o 3 nad ranem :) z wielkim zapasem energii i chęcią do działania. Ale nie będę teraz krzyczeć przez okno, bo mogłoby się to skończyć nie najlepiej dla mnie. Dzień dobry, bardzo dzień dobry. I dziękuję za życzliwe myśli :)

      Usuń
  3. Wspaniała wieść!
    Nie usuwaj wpisu, dzięki takim notkom z życia wziętym blogi mają dodatkowy wymiar, to taki rodzaj kontaktu z blogowymi znajomymi, nie tylko via teksty o książkach, filmach itp.
    Ale zrobisz jak zechcesz, Ty tu rządzisz ;-)
    Ściskam i cieszę się z Tobą.

    PS. Co do baśni - na pewno je czytałaś, więc masz"zaliczone", a w domu rodzinnym pewnie coś by się zapałętało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tu rządzę, ale wasze życzenia są dla mnie ważne, a że pokrywają się z moją chęcią zachowania waszych komentarzy na chwile zwątpienia, które ogarniają chyba każdego z nas, co jakiś czas, czy ta pisanina ma sens - wpis (i poprzedni też) nie zostaną usunięte.
      Baśnie dostały się w "spadku" mojej siostrze :)

      Usuń
  4. Zostaw wpis na pamiątkę szczęśliwego dnia! Bardzo się cieszę, że pobyt w szpitalu okazał się tak udany ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja natomiast cieszę się tym, że ty się cieszysz, no i oczywiście cieszę się powodem tej radości :)

      Usuń
  5. Dzień wspaniałych wiadomości:)))
    Nie usuwaj, jeśli nie czujesz musu. Nam tyle radości się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też pomyślałam, że wiadomość choć dotyczy mojej skromnej osoby może da nadzieję tym, którzy mają takie kontakty przed sobą, że nie zawsze muszą się one okazać powodem zmartwienia i stresu, że życie pisze przedziwne scenariusze i choć nie zawsze one nam odpowiadają, to zdarzają się i takie jak ten, które dają ogromną radość i nadzieję, że wierzyć trzeba zawsze.

      Usuń
    2. Piszesz chyba o mnie, tak sobie teraz myślę... ;) Zbieg okoliczności, wiadomo. Dobrze, że zostawiłaś ten wpis. Czekam na ważne wyniki i staram się nie rozważać czarnych scenariuszy, ale stres jest i tak.

      Przepraszam, że tak niemerytorycznie - zamiast o książkach, piszę najpierw tutaj (choć tyle w Twoich blogowych archiwach znajduję książek dla mnie ważnych).

      I tak rozumiem tę radość! To chyba najpiękniejszy prezent, jaki można otrzymać.
      Zdrowia dla Ciebie.

      Usuń
    3. Ada - trzymam mocno kciuki. Jeszcze pół roku temu też czekałam na te ważne wyniki i rozumiem doskonale te nerwy. Tym razem obiecałam sobie żadnych czarnych scenariuszy, ale wiadomo, jak to jest- rozum mówi jedno, a wyobraźnia podpowiada drugie, zwłaszcza, jak ma się tak bujną wyobraźnię. A zatem trzymam kciuki, aby Twoja trzymała czarne myśli na wodzy, a wynik był dobrym darem od losu. I nie przepraszaj, cieszy mnie każdy wyraz obecności u mnie. Ja także z przyjemnością do ciebie zaglądam, ale też potrzebuję troszkę czasu na przejrzenie archiwum. Piszesz tak pięknie, poetycznie, że aż Ci zazdroszczę :)

      Usuń
    4. Bardzo Ci dziękuję za dobre słowo. Masz rację, i rozsądek ma rację (jakkolwiek by to nie brzmiało ;) Ale wiadomo - gdy rozum śpi...
      Tak czy inaczej staram się nie myśleć o tym wiele, odgrodziłam się stosem książek :)

      Usuń
    5. A to bardzo dobre rozwiązanie. Sama też skupiałam się na czytaniu, gorzej było z pisaniem.

      Usuń
  6. No to git! To ja lecę po wirtualne pół basa. Dużo zdrówka!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że po wirtualnym pół basie kac też będzie wirtualny :) Dziękuję

      Usuń
  7. Mam wrażenie, że to radość i wzruszenia wywołane Twoim pobytem we Francji przynajmniej trochę wpłynęły na rozwiązanie problemu.
    Ogromnie się cieszę i też jestem pijana Twoim szczęściem!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, może masz rację, że cudowne paryskie wrażenia przyczyniły się do zaniku "przyczyny" kontaktów z służbą zdrowia. Myślę, że powinnam w ramach profilaktyki zafundować sobie kolejną wycieczkę :)

      Usuń
  8. Myślę, Guciu, że wszyscy którzy tu zaglądają dobrze Ci życzą, bo nie sposób inaczej:)
    Kto wie, może to siła naszych dobrych życzeń miała mały udział w tym cudzie?:PP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że też o tym pomyślałam, że dobre fluidy, jakie mi wysyłaliście miały wpływ na moje cudowne ozdrowienie. Jak tylko zacznie mnie coś "dopadać" - robię wpis profilaktyczny, dodaję do tego wycieczkę (jak sugeruje lirael) i staję się okazem zdrowia :) Wielkie dzięki za te dobre życzenia

      Usuń
  9. Cudowna wiadomość:)
    Jeszcze raz wszystkiego dobrego Małgosiu:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale fajny wpis! Bardzo się cieszę, ze wszystko gra! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu -ja także się bardzo cieszę i dzięki, że do mnie zaglądasz :)

      Usuń
  11. Co za radosc! Ciesze sie razem z Toba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super, że tyle osób dzieli moją radość :)

      Usuń
  12. Cieszę się, że u Ciebie Gosiu już wszystko w porządku. Trochę się martwiłam twoim pobytem w szpitalu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mówili, że to raczej nic poważnego, ale to raczej było niepokojące, jak widać niepotrzebnie :) Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja również jestem bardzo rada że Twój pobyt w szpitalu okazał się niepotrzebny, choć mimo wszystko był to dla Ciebie stres i nerwy! Potęga ludzkiego umysłu jest ogromna i też bym się nie zdziwiła gdyby Twoja francuska wyprawa spowodowała to "przestrojenie". Cieszę się razem z Tobą! Znowu mam kłopot z internetem, muszę korzystać z komputera Marty ale ponieważ ma ona kilka prac kontrolnych do napisania, trudno mi się dopchać do klawiatury. Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie da się zaprzeczyć, że taki pobyt w szpitalu, co by nie mówiono zawsze nieco stresuje. Francuska przygoda, dobre myśli czytelników i mój anioł stróż (i ten duchowy i ten porcelanowy). Będę cierpliwie czekać, aż uzyskasz dostęp do internetu. Ja dziś zrobiłam sobie wagary (czyli wzięłam dzień urlopu)- jakoś trzeba uczcić tę radość. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Gosiu, świetne wiadomości:).

    OdpowiedzUsuń
  18. Wspaniale :-) To teraz wypoczywaj, masz przed sobą przedłużony weekend, pogoda (przynajmniej u mnie) nawet nie najgorsza (w porównaniu do poprzednich dni) - tak więc chce się żyć :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też pogoda nie najgorsza, choć mroźno, to słoneczko poprawia humory. Oj, jak dobrze zrobić sobie czasami takie wagary od pracy :)

      Usuń
  19. :) Ja też niedawno zakończyłam swój kontakt ze szpitalem na izbie przyjęć i nie zdecydowałam się na pobyt, gdy nie było to aż tak konieczne.
    Zimno się robi, czas na dobrą lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  20. To nam się dobrze ułożył ten brak dalszej współpracy z białym personelem. Teraz możemy spokojnie zająć się lekturą, planowaniem podroży i tym, co lubimy najbardziej (ja wyszukuję koncertów- aż mnie skręca, tak dawno nie byłam na żadnym).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też postanowiłam nadrobić braki - pierwszy raz wyszedł mi znakomicie, następne też zapowiadają się smakowicie:) W Trójmieście, z tego co mi krewni i znajomi donoszą, perspektywy równie atrakcyjne, więc ruszaj!

      Usuń
    2. To ja chyba źle szukam, bo nie mogę znaleźć tego co lubię najbardziej; musicalu, Bajora, SDM, piosenka aktorska... ale nie poddaję się- szukam dalej, na razie przerywając poszukiwania na rzecz szukania nowej pralki - od czasu, jak stara zdechła ciągle coś stało na przeszkodzie :(

      Usuń
  21. Guciamal - cieszę się bardzo, że wyszło, jak wyszło! :)

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).