wtorek, 18 grudnia 2012

Hurtowo po raz kolejny i nie ostatni


Chciałabym zakończyć ten rok bez zaległości recenzyjnych, a jedyny sposób to kolejna hurtownia książek. Odnoszę wrażenie, że najlepiej pisze mi się o książce na świeżo po lekturze. Natomiast upływ czasu zdecydowanie zaciera obraz i stępia emocje. Przynajmniej w odniesieniu do niektórych lektur.

Lot nad kukułczym gniazdem powieść Kena Keseya z 1962 r. (audiobook)

Wysłuchana jeszcze w sierpniu. W momencie lektury budziła jeśli nie zachwyt, to coś w rodzaju podziwu dla warsztatu pisarza. Tymczasem kilka miesięcy później zastanawiając się, co zapamiętałam z lektury doszłam do wniosku, że niewiele. Do szpitala psychiatrycznego zostaje przysłany nowy pacjent, McMurphy; oszust i cwaniak udający szaleńca dla uniknięcia odsiadki w więzieniu. Okazuje się jednak, iż pobyt w szpitalu daleki jest od jego oczekiwań i kto wie, czy nie gorszy od pobytu w więziennej celi. Powieść odczytuję metaforycznie nie tylko jaki obraz chorej służby zdrowia, ale także, jako obraz otaczającej autora chorej rzeczywistości. Obywateli uwięzionych w świecie zakazów, układów, pozorów, jednostki nieprzystosowane, niepasujące do społeczeństwa i rządzących w imię idei. Powieść ciekawie napisana, choć nieco drażniły mnie postacie jej głównych bohaterów; bezdusznej siostry Ratchet oraz wojującego o prawo do godności i człowieczeństwa dla chorych pacjentów nie przystosowanego do życia w grupie McMurphyego. Moim zdaniem nieco przerysowane. Ciekawym zabiegiem było natomiast uczynienie narratorem głuchoniemego Indianina, u którego zaciera się granica pomiędzy wyobraźnią a rzeczywistością, więc do końca czytelnik nie wie, czy to co się dzieje, dzieje się na prawdę, czy jest jedynie snem Indianina. Moja ocena 3,5/6

Niedziela nad Sekwaną Susan Vreeland  (powieść z 2011 r.)Przeczytana we wrześniu. Kolejna książka na fali mody na pisanie powieści z malarzami w tle. Nie wiem, czy pisarze, a może wydawcy odkryli dobrą koniunkturę na pisanie książek, w których wystarczy uczynić obiektem westchnień młodej panienki któregoś z wielkich, aby książka dobrze się sprzedała. W każdym razie książek z impresjonizmem w tle coraz więcej. Różnorakiej wartości. Nie, nie zamierzam zamienić się w recenzenta - krytyka i pisać, że są to książki dla niewyrobionego czytelnika, czy też perełki dla koneserów, bo jak wiadomo są gusta i są też inne gusta. Niedziela nad Sekwaną w mojej ocenie plasuje się gdzieś pośrodku. Doceniam to, że pisarka poświęciła sporo miejsca malarzowi, a nie skupiła się wyłącznie na wątku romansowym. Choć wątek ten zajmuje sporo miejsca i może zadowolić czytelniczki, które gustują w powieściach z miłością w tle. Niedziela nad Sekwaną jest próbą uchwycenia zmagań Augusta Renoira podczas pracy nad jego wielkim dziełem Śniadanie wioślarzy. Jest w niej (powieści) coś z aury XIX wiecznego Paryża, są autentyczne postacie; modelek i przyjaciół malarza, jest jego przyszła żona. Jest ciężki proces tworzenia, walka z materią, przeciwnościami losu, brakiem funduszy, są rozterki artysty. Książkę czyta się z przyjemnością i choć fabuła ulatuje z pamięci dość szybko to zostaje coś z klimatu tamtych spotkań i próby zatrzymania w czasie niepowtarzalnej chwili. I dla tego klimatu warto przeczytać. Moja ocena 4/6

Wszyscy jesteśmy podejrzani Joanna Chmielewska (audiobook 1966 r.)

Przeczytana w październiku. Do czego może prowadzić nadmiar wyobraźni – przekonuje się bohaterka powieści. Pracująca w biurze projektów Joanna pisze powieść, w której uśmierca kolegę z pracy niebieskim paskiem od szlafroka. O swoim pomyśle informuje wszystkich łącznie z niedoszłym nieboszczykiem i całe biuro zabawia się w odgadywanie sprawcy oraz motywów zbrodni. Nazajutrz okazuje się, że wymyślona historia zamienia się w rzeczywistość, a Joanna staje jedną z głównych podejrzanych. Dla oczyszczenia się z winy z jednej strony wspomaga ona w działaniach przystojnego kapitana milicji (czy na pewno jest to milicjant?, czy może osobnik nie z tego świata), z drugiej gmatwa dochodzenie niemożebnie podrzucając fałszywe tropy. Wszyscy jesteśmy podejrzani należy do wczesnej prozy Chmielewskiej, która bawi absurdem, groteską, humorem. Ponieważ rzecz dzieje się w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia mamy do czynienia z klimatem czasów PRL-u; milicja prowadząca śledztwo, kombinacje i układy pracowników biura projektowego, braki w zaopatrzeniu, machlojki będące następstwem  chorych przepisów, kłopoty finansowe pracowników i pomysłowość obywateli potrafiąca obejść bzdurne wymysły urzędników. A wszystko to opisane z sympatią i uśmiechem. Dodatkową przyjemnością było wysłuchanie książki w doskonałej interpretacji pani Ireny Kwiatkowskiej.
Moja ocena 4/6
Tym sposobem została mi jeszcze jedna książka listopadowa i mogę już pisać o grudniowych lekturach.

10 komentarzy:

  1. A ja tak mam, że jak nie napiszę od razu, albo wkrótce, tylko planuję na kiedyś tam nawet układając w głowie zdania, to nieraz czas mija, a notki jak nie było tak nie ma. Postanowiłam jednak trzymac się wersji, że nie o każdej książce muszę pisać. W zeszłym roku pisałam wszak bardzo wybiórczo - vide: lista a wpisy.
    "Lot..." znam tylko z filmu, książki jakoś nie udało się dorwać.
    Do Chmielewskiej będę czynić znów podejście ;-) Bo nie należę do entuzjastów (czytałam tylko "Klin" i "Zapalniczkę" i coś tam kiedyś hen w dzieciństwie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po ilości moich wpisów można poznać, że przyjąłem tę samą metodę :) Piszę tylko wtedy jak mnie naleci, a że ostatnio nalatywać nie chce, to tylko kurz i tumbleweeds :D

      Usuń
    2. Powoli i ja do tego dojrzewam. Zwłaszcza, że nie mam żadnych zobowiązań, bo nie współpracuję z wydawnictwami :)U mnie też nie nalatuje, oj jak bardzo nie nalatuje :)

      Usuń
  2. Chciałabym wyeliminować zaległości recenzyjne właśnie z tego powodu, że im więcej czasu mija od lektury, tym ciężej sklecić mi choć parę zdań. A z drugiej strony po co pisać, jeśli nie ma się na to ochoty, kiedy tyle jest tematów, do których się serce wyrywa. Dlatego od przyszłego roku rezygnuję z części wyzwań i czytam to co lubię najbardziej. I może rzeczywiście nie trzeba pisać o każdej przeczytanej książce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja już mam ogromne zaległości - chyba 10 książek czeka na wenę, która jakoś nie przychodzi (ale po prawdzie to nie o wenę, a o spokojniejszą chwilę chodzi, a tej póki co brak) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okres przedświąteczny także nie sprzyja pisaniu. To prawda, że gdyby znalazło się więcej czasu, to może i wena by wróciła.

      Usuń
  4. A ja jakoś lubię te hurtownie. Czy to oznaka zabiegania, czy co? Od razu wiem, czy to książka dla mnie. "Lot..." filmowy zrobił na mnie wstrząsające wrażenie. Ponieważ twarz Nicholsona nakładałaby mi się bezwiednie i książki pewnie bym nie przeczytała, zaopatrzyłam się w "Obłęd" Krzysztonia i mam nadzieję, że to będzie godne zastępstwo. Chmielewska niezmiennie mnie nie rusza. Z recenzjami to mam tak, że albo piszę na gorąco, albo wcale. Emocje uciekają, a to one w opinii grają pierwsze skrzypce. Serdeczności przesyłam ździebełko:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na mnie film również zrobił olbrzymie wrażenie, choć odczytywałam go bardziej dosłownie (jednostkowo). Jack Nicholson, którego nie lubię, grał tak sugestywnie, że słuchając audiobooka widziałam i słyszałam właśnie jego. Też myślę, że muszę zmienić taktykę, jeśli nie napiszę od razu w przeciągu miesiąca-góra dwóch powinnam sobie odpuścić. Jeśli emocje uleciały to ciężko pisać o wrażeniach, jeśli tak jak ja jest się jedynie czytelnikiem-amatorem:) Pozdrawiam- zabiegana i zajęta troszeczkę świątecznymi przygotowaniami.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mam takie odkładane recenzje z książek,których czytanie sprawiło mi dużą radość poznawczą. Pomyślałam, że może to okazja, by jeszcze raz przeczytać przynajmniej we fragmentach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to jakieś wyjście, można sobie przypomnieć i pewnie łatwiej się wówczas pisze. Chociaż ja należę do osób, które wracają do książek. W tym roku przeczytałam po raz kolejny parę książek czytanych zaledwie rok temu, więc trochę zaczynam być w niedoczasie.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).