sobota, 11 maja 2013

Podróże do Włoch Jarosław Iwaszkiewicz (audiobook)



Włochy są nieodmiennie inspiracją dla pisarzy. Niemal każdy pisarz-podróżnik spisuje i wydaje swoje wrażenia. Zgodnie z przytoczonym na początku książki cytatem „nie ma nic nudniejszego, jak czytanie opisów włoskich podróży poza ich produkowaniem, chyba, że piszący je postara się o samych Włoszech pisać, jak najmniej”. Ja jednak bardzo się cieszę, że opisywanie podróżniczych wojaży po Italii nie skończyło się na pisarzach zeszłych stuleci. A dzięki Zeszytom Literackim możemy poznać włoskie wrażenia nie tylko Pawła Muratowa czy Zbigniewa Herberta, ale i Wojciecha Karpińskiego, Marka Zagańczyka, Adama Szczucińskiego czy Ewy Bieńkowskiej.
Właśnie tego typu relacji, które nie są nudnymi przewodnikami najeżonymi datami, stylami, słowami, których znaczenia trzeba szukać w słownikach wyrazów obcych poszukuję przed każdą, kolejną podróżą.
Autor pisze, że podróżować można wieloma śladami; obrazów, kwiatów, słów, literackich bohaterów, własnych wspomnień. Podróże odbywane na przestrzeni pięćdziesięciu lat siłą rzeczy skupiają się poza innymi aspektami także zmianach związanych z rozwojem, ale też z przemijaniem. Zmiany są nieuchronną częścią życia; zarówno miejsc jak i ludzi. Tak, jak zmieniają się oblicza odwiedzanych miast, tak zmienia się nasza percepcja, nasze postrzeganie, nasze doświadczenia, tak też nasz osąd miejsca może być za każdym razem inny, wcale nie gorszy, czy lepszy, ale po prostu inny. W zachwycie pisarza dla miejsc odwiedzanych na początku zeszłego stulecia widać sentyment do czasów młodości, nawet nieporadność związana z nieumiejętnością podróżowania, brakiem doświadczeń, czy brakiem wiedzy budzi czułe wspomnienia. Zmiany czasami trudno ocenić; bo jeśli wzrost liczby samochodów, czy natłok turystów postrzegane są jednoznacznie, to już przenoszenie obrazów ze świątyń do muzeów może budzić mieszane uczucia, a wprowadzanie przestrzeni miejskiej wolnej od ruchu drogowego to już rzecz godna pochwały.
Podróże do Włoch są syntezą wszystkich włoskich podróży, które były udziałem pisarza, syntezą jego przemyśleń i wspomnień, przeżyć związanych z tymi podróżami. Napisane w dojrzałym wieku miały też być syntezą jego twórczości.
Pisarz wziął sobie do serca przytoczony wyżej cytat, iż pisząc o Włoszech najlepiej pisać o nich, jak najmniej. Dlatego jego wrażenia z podróży splatają się z wrażeniami muzycznymi, malarskimi, architektonicznymi, literackimi. Iwaszkiewicz pisze też o sobie, swoich książkach a także o spotkaniach z wielkimi tego świata.
Podróże do Włoch to takie fragmenty wspomnień, które wywołują piękne obrazy, świątynie, koncerty, rozmowy, miejsca.
Jest to próba opisania Włoch bez patosu, ckliwości, przeładowania, pstrokacizny. Nie wiem, jak książkę oceni osoba niemająca podróżniczych doświadczeń, nie wiem, na ile zaciekawi ją opisywany przez pisarza świat. Nie potrafię odnieść się do niej wyzbywając się obrazów miejsc, jakie mam pod powiekami. Tak, więc moja ocena lektury jest oceną osoby, która ma pewne doświadczenie w wojażach po Włoszech (w stosunku do pisarza niewielkie, lecz w stosunku do wielu osób dość bogate). Może temat jest mi na tyle bliski, że nie potrafię być obiektywna, a może książka jest rzeczywiście ciekawie napisana. Efekt jest taki, że wysłuchałam jej z dużą przyjemnością.
Szalenie lubię takie wyrywkowe wrażenia, takie pisanie obrazami, fragmentami i to pomieszanie rzeczywistości z fikcją literacką. Jakże często podróżnicze wrażenia są sumą wyobrażeń, snów, literackich odniesień, etc., etc..
Podoba mi się pisanie o obrazach, o których trudno wyczytać w przewodnikach, a także pisanie o odkryciach śladem, których chciałoby się podążyć.
Autor pisze o miejscach, które przyciągają najbardziej (Rzym, Wenecja, Florencja, Pizza, Neapol, Bari, Taorima, Parma), ale pisze w sposób, który nazwałabym fragmentarycznym, pisze o detalach; ulubionym obrazie, ulubionej fontannie, kawiarence, koncercie, który tu wysłuchał, a który zrobił na nim wrażenie, o książce, którą tu czytał lub która mu się z miejscem kojarzy.
Odniosę się do moich miast najukochańszych widzianych oczyma pisarza. Wenecji nie wyobraża sobie bez świątyni Santa Maria della Salute (ja także). W Katedrze Św. Marka nie potrafi dostrzec całości, bo przesłania mu ją poezja własna i poezja Błoka. Największe wrażenia robią nań obrazy, o których nie piszą żadne przewodniki. Pisze o źle konserwowanych i źle restaurowanych eksponatach w Akademii Sztuk Pięknych, która poza salą Belliniego sprawia wrażenie rupieciarni. A największe wrażenie zrobił nań obraz Carpaccia Dziesięć tysięcy ukrzyżowanych Chrystusów. A w tle tych wszystkich odkryć snuje rozważania, o zmianie w odbiorze dzieła; obrazy, które kiedyś zachwycały dzisiaj nie budzą żadnych emocji i odrotnie, o natłoku turystów pędzących nie wiadomo gdzie i nie wiadomo, po co, którzy są równie obojętni na uroki kościoła Frai, co na krzywdę zwierzęcia, o tonącej, jak Wenecja kulturze, (bo kogo dziś interesują obrazy Carpaccio, Belliniego czy Tintoretta), o okropnej sztuce rekonstruowania, która polega na łączeniu ocalałych fragmentów obrazów z konturami dzieła, co sprawia upiorne wrażenie oraz o metafizycznych doznaniach, jakie wywołuje sztuka.
Bardzo podobają mi się te fragmenty opisów, te skrawki, które wryły się w pamięć. Włochy są dla pisarza miejscem, które wywołuje wspomnienia; innych krajów, miejsc. Jest tu taki ciąg skojarzeń, które mogą być niezrozumiałe dla czytelnika, jeśli nie da się on poprowadzić. Z opisów Wenecji zostanie mi w pamięci piękny, plastyczny opis grobu Strawińskiego (cicho, spokojnie, błogość i ukojenie, niczym w rodzimych stronach kompozytora).
Florencja to miejsce bardzo ważne dla pisarza, miejsce, gdzie oddycha się kontemplacją sztuki (dla mnie też). Florencja nieodmiennie kojarzy się z Michałem Aniołem. Pisarz podkreśla, jak ogromne znaczenie ma dla niego fakt, iż żyje w świecie, w którym istniał taki geniusz sztuki. Oglądając jego dzieła można poznać myśli i uczucia twórcy. Pisze o zachwycie, jaki wywołały na nim i jego przyjacielu posągi Jeńców w Akademii Sztuki, pisze o zderzeniu pomiędzy młodzieńczym dziełem Dawida, a dojrzałym dziełem Jeńcy, zderzeniu między człowiekiem tryumfującym, a człowiekiem pokonanym. Przypominał mi tym samym moje wrażenia, jakie wywołały na mnie uwięzione w kamieniu postacie (o czym pisałam tu). Pisze też o odwiedzinach w kościele Św. Wawrzyńca, gdzie Michał Anioł dzieli się z nami wiecznością (Dzień i Noc, Jutrzenka i Zmierzch). Ale Florencja to przecież wielość tak wielu. Iwaszkiewicz pisze o swoich odkryciach; o nieznanej rzeźbie Witta Stwosza, o malarstwie Gozzolego, o leżącym w pobliżu Florencji Arezzo. A pomiędzy tymi opisami jest też miejsce na refleksje o nadmiarze ludzi w muzeach, czy niepogodzie we Florencji, którą wynagradzają chwile słońca oświetlające Santa Maria Dell Fiore. Opisy miejsc i dzieł można potraktować, jako tropy-podpowiedzi, jako drogowskazy do dalszych poszukiwań.
Rzym to dla pisarza miejsce szczególnie drogie, miejsce, w którym żyje, mieszka, odpoczywa od rzeczywistości, miejsce oderwania od codziennych kłopotów. To tutaj czuje się prawdziwym Europejczykiem. Pisze o tym, jak lubi siedzieć i obserwować turystów na placu pod Panteonem, żółte załomy ścian kamieniczek, ruch na Piazza Navona, odwiedzać kościół Św. Augustyna, podążać śladem malarstwa Caravaggia, o kościele Św. Praksedy z pięknymi mozaikami, o kaplicy Contarellich w kościele Św. Ludwika Króla Francji. A pomiędzy tymi rzymskimi obrazami przewijają się refleksje o ludzkiej nienawiści (uszkodzenie Piety Michała Anioła), o boleści, jaką napawa napis In restauro, (co oznacza nie tylko wiele miesięcy pozbawienia kontaktu z dziełem, ale także nieodwracalne szkody pokrycia zbyt jaskrawą barwą), o podróżach śladem malarzy (Caravaggio oglądany w Rzymie, Florencji, Londynie), o zbyt uczonym opisywaniu obrazów zamiast pozostawienia odbiorcy prostoty odbioru i własnych skojarzeń, własnych odczytań, a także o nowej modzie na party, gdzie rozmowy są odzwierciedleniem małych przekąsek, z których nic nie wynika. Pisze też o oczarowaniu książką Lampart, o tęsknocie do kraju, będącej nieodłączną siostrą podróży, a także o przedstawieniu Hamleta, które staje się przyczynkiem do wspomnień na temat innych przedstawień oglądanych w kraju.
Aby na końcu dojść do wniosku, że nie można słowami oddać piękna Italii, tak, jak nie można odtworzyć słowami świata, dlatego właśnie pisze o fragmentach, urywkach, detalach.
I ta wyżej opisana część podróży jest dla mnie najbardziej interesująca. Przez karty książki przewijają się także znane postacie. Sporo miejsca poświęcił pisarz Karolowi Szymanowskiemu (kuzynowi), są też wspomnienia koncertów Rubinsteina, Strawińskiego, są spotkania z pisarzami, dyplomatami, politykami.
Ponieważ zupełnie nie znam twórczości pisarza jego odniesienia do własnej twórczości były dla mnie nieco mniej zajmujące.
Pewne spostrzeżenia się dziś zestarzały, bo znikły już pewne zjawiska i miejsca, nie mniej w zasadniczej części książka jest nadal aktualna, aktualne są pewne refleksje jej autora, a opisywane dzieła niezmienne, jedynie uczucia, jakie wywołują zależeć będą od indywidualnego postrzegania.
Książkę czyta Aleksander Bardini.
Moja ocena 4,5/6

23 komentarze:

  1. Iwaszkiewicz i Włochy to na pewno cudowne połączenie. Już fragmenty dzienników poświęcone Italii zaostrzają apetyt.
    Mam problemy ze skupieniem przy audiobookach fabularnych, a słuchania esejów w moim przypadku w ogóle sobie nie wyobrażam. :( Zdecydowanie jestem wzrokowcem. Szkoda, bo interpretacja Aleksandra Bardiniego na pewno rewelacyjna, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chyba jestem szczęściarą, bo skupienie na słowie mówionym (czytanym) z audiobooka nie nastręcza mi trudności, może dlatego, że wspomagam je wykonywaniem mechanicznych czynności, które ułatwiają skupienie się; np. w drodze do pracy podczas słuchania muszę grać w gierki na telefonie, bo w przeciwnym razie rozprasza mnie otoczenie :) w domu słucham podczas sprzątania, które jak wiadomo raczej myślenia nie wymaga. Natomiast nie umiem tylko słuchać nie mając przy tym zajętych rąk (wystarczy mi np. układanie pasjansa w komputerze). Ale oczywiście nie zamierzam nikogo przekonywać do tego typu poznawania literatury, bo co by nie mówić sama też wolę czytać oczkami, a nie uszami. Słuchanie ma pewną wadę- nie można wynotować cytatów (teoretycznie można, ale jest to dużo bardziej utrudnione). Interpretacja Bardiniego - ... sama nie wiem, co mam ci odpowiedzieć, bowiem byłam przekonana biorąc do ręki płytę z informacją, iż lektorem jest Bardini, że będzie rewelacyjna, kiedy zaczęłam słuchać irytowała mnie modulacja głosu, jego akcentowanie pewnych wyrazów, interpretacja, teraz po wysłuchaniu wydaje mi się, iż była to interpretacja najbardziej zbliżona do tej, jaką zastosowałby autor. Na pewno nie była nudna, czy beznamiętna i budzić może skrajne emocje od zachwytu do irytacji. Suma sumarum dochodzę do wniosku, że w tej chwili nie wyobrażam sobie innego wykonania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Można mieć całą półkę, ba - regał, książek o Włoszech, a każda może być inna, jeżeli nie jest tylko przewodnikiem. No i dobrze, niech każdy wiek zostawia swoje ślady potraktowane w sposób indywidualny. Takie książki jak Iwaszkiewicza to szkoła patrzenia i kojarzenia obrazów, dźwięków, słów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam, w tym wypadku wielość nie oznacza nadmiaru, z każdej pozycji można wybrać coś dla siebie. Tak, jak w każdym miejscu odwiedzanym można znaleźć coś, co nas zainteresuje (no, w prawie każdym), tak z tej wielości literatury można odnaleźć to, co nam odpowiada najbardziej. Dlatego chyba nigdy nie znudzi mi się odnajdywanie swoich wrażeń w opisach innych osób a także odnajdywanie tych drogowskazów, o których piszę.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze że mi przypomniałaś tę książkę, którą czytałam dość dawno, kiedy jeszcze mi się nie śniło, że sama kiedyś tam pojadę i co więcej, będę próbowała to opisać...kiedy przeczytam "Cmentarz w Pradze" może nawet po nią sięgnę? Twórczość Iwaszkiewicza bardzo lubię zwłaszcza prozę, choć mam też kilka wierszy, które do mnie przemawiają.
    (napisałam jeszcze raz bo w komentarzu wkradły mi się jakieś bezsensowne literówki)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie bardzo znam tę twórczość (Panny z wilka-oglądałam ekranizację i zawsze chciałam przeczytać Matkę Joannę od Aniołów i przeczytam kiedyś)Ostatnio dowiedziałam się, że kilka wierszy znam w postaci śpiewanej, a że poezja śpiewana to jedyny rodzaj poezji, jaki do mnie przemawia, to już mi się one podobają. Literówek nie zauważyłam, ale oczywiście dojrzałam u siebie, choć sprawdziłam pisownię - przy pomocy komputera :(

      Usuń
  6. Cudowny zachęta do wycieczki na włoskiego buta jak i poszukiwań książki:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję i polecam; jedno i drugie

      Usuń
  7. Wolę właśnie Iwaszkiewicza w takim wydaniu, choć przyznam się, że tej książki jeszcze nie czytałam. Dziękuję za piękną opowieść:)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja nie znam go w innym wydaniu :) Jaka tam piękna, ale proszę

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja swoją wymieniłam i już od jakiegoś czasu żałuję:).

    OdpowiedzUsuń
  10. A gdyby nie twój wpis pewnie nie zwróciłabym uwagi na książkę. Jeśli nie masz oporów przed wersją audio- to mogę ci poedesłać na paluszku (usb).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wyciągnęłaś z niej z 10 razy więcej niż ja:).
      Ja nie mam warunków do słuchania, niestety:(. Na spokojnie sobie kiedyś uzupełnię.
      W każdym razie dziękuję:).

      Usuń
  11. Temat jest mi bliski, opisywane miejsca, niektóre dzieła, budowle znane z autopsji-może dlatego sporo zapamiętałam. Wpis i tak starałam się skrócić :) Chętnie wróciłabym do pewnych fragmentów,ale na pliku audio nie jest to łatwe, może kiedyś uda mi się wypożyczyć z biblioteki, aby sobie co nieco wynotować

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety, nie potrafię się przekonać do audiobooków. Jedynie Kubusia Puchatka dałam radę odsłuchać, a "Dumy i uprzedzenie" już nie. Może to kwestia treningu, ale na razie nie będę tego sprawdzać :)
    Iwaszkiewicz pokazuje coraz to nowe oblicza: dzienniki, eseje, wiersze (jedne z najpiękniejszych i najdojrzalszych napisał u schyłku życia). Muszę sięgnąć również po tę ksiązkę, bo o Włoszech można czytać w nieskończoność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo z tym słuchaniem książek jest chyba jak chyba jak ze wszystkim, jak się załapie to idzie, a jak się człowiek zniechęci to ani rusz. Wychodzę z założenie, że nic na siłę, jeśli nie sprawia przyjemności, jeśli myśli uciekają to lepiej sobie odpuścić. Co do Iwaszkiewicza to nie mam zdania, bo nie czytałam nic więcej.

      Usuń
  13. Wszystkie Twoje wpisy tyczące Włoch czytam teraz z jeszcze większym ukontentowaniem, gdyż zapadła w końcu decyzja w sprawie wakacji: kierunek dolce Italia :) Choć douce France także przyzywa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w tym roku pełne szaleństwo dolce, douce i sweet :) Bardzo miło, że czytasz, czyżby zamierzała śladami guciamal podążyć? :) ja tak samo czytam londyńko -brytyjskie wpisy u padmy, a niedługo zabieram się za poleconą w konkursie literaturę z Londynem w tle

      Usuń
    2. Twoje wakacje zapowiadają się fantastycznie!! W tej sytuacji chyba będziemy musieli dorzucić dulce... :)
      Na razie pewna jest Serenissima i Siena, reszta kozaczka kłębi się domagając podziwu.

      Usuń
  14. Serenissima - oczywiści, już nawet przelot z Paryża i hotel mam zarezerwowane, Siena się marzy- sprawdzam połączenia i hotele, bo i Florencja przyzywa (mój ukochany Michał Anielski na mnie czeka i tam i w Rzymie)A chciałoby się jeszcze zgłębić troszkę Toskanię, ale z drugiej strony nie chcę spędzić wakacji w samolotach i pociągach, więc chyba będę musiała się ograniczyć z ilością na rzecz jakości :)

    OdpowiedzUsuń
  15. gdzie można odsłuchać tego audiobooka? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. A gdzie kto chce tam sobie słucha. A jeśli pytanie brzmi skąd wziąć to ja wzięłam z biblioteki :)

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).