piątek, 31 maja 2013

Wawrzyniec Wspaniały Ivan Clous (audiobook)


 Mam słabość do pewnych postaci historycznych i mimo, iż nie są to osoby anielskiego charakteru, a niektórym można przypisać wiele złego, to je po prostu lubię. Do Wawrzyńca i niemal całego rodu Medyceuszy zapałałam sympatią po przeczytaniu Udręki i ekstazy, w której autor przedstawił Wawrzyńca (czyli Lorenzo) w pięknych, jasnych, choć może troszkę podkolorowanych barwach. I mimo przeczytania od tamtej pory paru książek, powiedzmy biograficzno-naukowych (z naciskiem na biograficzne) obraz Wspaniałego nie uległ w moim wyobrażeniu jakimś zasadniczym zmianom, choć może wcale Wspaniały takim wspaniałym nie był.
W opisywanej książce autor oparł się na imponującym dorobku naukowym poprzedników w dociekaniu do dostępnej prawdy historycznej i rzetelnie przedstawił tę nietuzinkową postać, odwołując się do materiałów źródłowych oraz wyników badań naukowych.

We wstępie autor ukazuje, jak zmieniał się na przestrzeni lat wizerunek Wspaniałego. Książka wydana została w 1988 roku (przez PIW), nie jest, więc najświeższą pozycją, jakkolwiek według mojego rozeznania przedstawione w niej zasadnicze tezy nie uległy zmianie.

W życiorysie Lorenza nie brakuje ciemnych plam; jak choćby; brutalne stłumienie spisku w Prato, afera w Volterze (podstępne przejęcie kopalni bogactw naturalnych oraz prawa eksploatacji złóż), brutalne potraktowanie uczestniku spisku Pazzich, czy sprowadzenie do Florencji Savonaroli. To ostatnie trzeba przyznać było wynikiem błędnego rozeznania Lorenza, który sprowadził sobie kaznodzieję na własne utrapienie. Mimo zachowywania pozorów republiki Lorenzo sprawował rządy silnej ręki, choć formalnie nie pełnił żadnych ważnych stanowisk. Z drugiej strony nie można mu odmówić umiejętności dyplomatycznych nie tylko wewnątrz republiki, ale i na arenie międzynarodowej, dzięki którym zapewnił (w tych niespokojnych czasach) zachowanie równowagi pomiędzy państwami-miastami włoskimi.

Przypisywanie Wawrzyńcowi roli pierwszego mecenasa sztuki okazuje się nie do końca prawdziwe. Już jego poprzednicy dziad Kosma oraz ojciec Pierro otaczali się artystami i uczonymi; tworzyli fundacje, warsztaty, stypendia. Mecenat był rodzajem dzisiejszego public-relaction, czyli dbaniem o dobry wizerunek tyle, że w tym przypadku bardziej u potomnych, niż współczesnych.

Jednakże sam Wawrzyniec także interesował się sztuką; głównie literaturą. Wychowany w duchu starożytnego poczucia piękna, platońskich ideałów, mający wykształcenie klasyczne sam pisał wiersze i to, jak twierdzą znawcy całkiem dobre.

Ilekroć czytam biografię Wawrzyńca nie potrafię ukryć oburzenia z powodu nieprzejednanej postawy papieża Sykstusa IV względem Wawrzyńca. Sykstus pragnąc zastąpić go swoim siostrzeńcem Girolamo Riario (Florencja była niezłym kąskiem dla papieża) przyzwala przedstawicielom wrogiego Medyceuszom rodu Pazzich na wyeliminowanie tychże. To, że jak pisze autor, papież nie zlecał zamordowania rywali, nie oznacza, iż nie dopuszczał takiej możliwości. W wielkanocną niedzielę 1478 roku we florenckiej katedrze Santa Maria Dell Fiore dochodzi do jednej z najbardziej spektakularnych i jednej z najokrutniejszych zbrodni, jakich dopuszczono się w świątyni. W trakcie mszy świętej, po podniesieniu wynajęci przez Pazzich księża pod ołtarzem, w obecności zgromadzonych wiernych mordują Giulliano di Medici i usiłują zamordować Lorenzo. Temu ostatniemu udaje się zbiec i ujść z życiem. W odwecie zarówno mordercy, jak i inicjatorzy spisku zostają brutalnie zgładzeni, za co papież nakłada na miasto ekskomunikę i sprzymierzając się z władcą Neapolu rusza na Florencję. Mimo licznych zabiegów dyplomatycznych papież nie godził się na zawarcie porozumienia z Medyceuszem.

Po przeczytaniu opisu ostatniego spotkania Wawrzyńca z Savonarolą odetchnęłam z ulgą; wynika z niego, iż niezbyt pochlebny obraz ostatnich chwili Wspaniałego, jaki przedstawił w Udręce i ekstazie Stone nie znajduje odzwierciedlenia w faktach. Wawrzyniec rzeczywiście wyspowiadał się u swego rywala, nie doszło jednak ani do żadnych decydujących rozmów ani haniebnych układów, ani zachowania nie licującego z życiorysem tego wielkiego, choć niejednoznacznego człowieka.

Z przyjemnością przypomniałam też sobie o związku mojego miasta z rodem Medyceuszy. Otóż nasz krajan - kaper gdański Paweł Beneke w kwietniu 1473 roku przechwycił florencką galerę z ładunkiem ałunu i jedwabiu (Medyceusze posiadali nadane przez papieża wyłączne prawo do wydobywania i sprzedaży ałunu, z czego czerpali wysokie profity) oraz z obrazem Sąd Ostateczny Memlinga (o którym pisałam tu). Straty, jakie poniósł bank Medyceuszy były ogromne, a Sąd Ostateczny do dziś znajduje się w posiadaniu Muzeum Narodowego w Gdańsku.

Książkę czyta się (w moim przypadku wysłuchało się) z ciekawością, aczkolwiek nie bez znużenia w momentach, w których autor bardzo wnikliwie i szczegółowo analizował sytuację społeczno – polityczno - gospodarczą, jaka doprowadziła do wybicia się rodu Medyceuszy na przewodnictwo w życiu politycznym Florencji, czy też okoliczności zawierania poszczególnych sojuszy i układów. Ilość informacji (niezwykle przydatna dla badacza czy historyka) dla czytelnika – laika może być przytłaczająca.

Natomiast rozdziały dotyczące samego Wawrzyńca, jego najbliższego otoczenia, rodziny, życia wśród artystycznej braci, opisy festynów i turniejów, spotkania z malarzami, poetami, filozofami, czy wreszcie Savonarolą napisane są w sposób przystępny, a ich lektura nie sprawia problemów.

Reasumując książka godna polecenia dla osób nieco bardziej interesujących się historią i Medyceuszami, tym, którzy chcieliby zacząć swą przygodę z rodziną Wspaniałego poleciłabym Medyceusze – Mecenasi sztuki, tyrani, kochankowie Paula Stratherna. 
Zdjęcia; 1. Okładka książki, 2. Wóz, który na Wielkanoc wybucha przed Katedrą Matki Boskiej Kwietnej 3. Wnętrze Pallazzo Medici na Via Larga

2 komentarze:

  1. Szzczerze mowiac przygode z Medyzeuszami zaczalbym od tej ksiazki, ktora polecasz na samym koncu. Juz sam tytul zapowiada, ze "bedzie sie dzialo":) Zreszta biorac do reki ksiazke opisujaca tamte czasy i wydarzenia dokonujace sie na wlosciach Zastepcy Chrystusa niczego innego sie nie oczekuje:)

    OdpowiedzUsuń
  2. I to byłby dobry wybór na początek. Tytuł jest trochę nieszczęśliwie przetłumaczony (marketingowo) W oryginale brzmi The Medici Godfathers of Renaissance. A mimo to o nudzie przy jej lekturze nie można powiedzieć. Książka jest bardziej przystępna dla czytelnika-nie historyka, a jednocześnie przekazują sporą dawkę wiedzy.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).