sobota, 1 czerwca 2013

Paul Signac Kobieta układająca włosy



Z pracami Paula Signaca i pointylizmem spotkałam się po raz pierwszy w Muzeum Martigny w Szwajcarii.

Był to rok 2003. Pojechałam do Martigny na wystawę „Leonardo, jako twórca”. Wystawę, która kilka lat później dogoniła mnie w Gdańsku a potem we Włoszech.

Poza wystawą rysunków, szkiców i drewnianych modeli prototypów wynalazków mistrza z Vinci Muzeum wystawiało obrazy Paula Signaca. Podobno specjalnością tego muzeum, jest coroczna wystawa prac jednego z artystów, ściąga się wówczas z muzeów całego świata oraz od prywatnych kolekcjonerów jego dzieła, aby tutaj przedstawić je wszystkie. Cudowny pomysł, jednak myślę, że w stosunku do paru moich ulubionych malarzy zupełnie nierealny.

Signac zaczynał od impresjonizmu, kopiował obrazy Moneta, Cezanne`a, Pissarro, a następnie pod wpływem malarstwa Georgesa Seurata zaczął eksperymentować z nowym trendem w sztuce malarskiej zwanym puentylizmem; polegającym na malowaniu punkcików, które z bliska tworzą mało czytelną mieszaninę plam i plamek, a dopiero z pewnej perspektywy nabierają zupełnie innego wyrazu. To niesamowite, jak odejście o kilka metrów od dzieła zmienia jego odbiór.

Ulubionym tematem jego prac była woda; wybrzeże francuskie, a później włoskie. Był zapalonym żeglarzem i wędkarzem. Jego prace były inspiracją Matisse i Andre Derain. Przyjaźnił się m.in. z Camillem Pissarro mimo dużej różnicy wieku. Mnie zachwycił obraz Kobiety układającej włosy. Kiedy patrzy się nań z bliska, co tyczy się zresztą wszystkich jego obrazów odnosi się wrażenie rozmytych plam i nieostrych konturów tak charakterystycznych dla impresjonizmu. A jednak te obrazy malowane są z matematyczną, naukową wręcz precyzją. Oglądając je z daleko doskonale widać i kształty i kontury. Puentyliści nie mieszali kolorów na palecie, malowali osobno każdy kolor. Ich motto brzmiało czystość, świetlistość, odcień. Uważali, że oko ludzkie jest w stanie wyodrębnić każdy pojedynczy kolor, dlatego nakładali mnóstwo punkcików tej samej barwy, obok innej i jeszcze innej i tak powstawał obraz. Obrazy puentylistów są próbą połączenia doświadczeń nauki ze sztuką. Te obrazy trzeba oglądać z dwóch perspektyw; zarówno z bliska, kiedy można dostrzec każdy punkcik, każdą plamkę, każdą kropkę, jak i z daleka, kiedy widać całość.

Obraz jest kontrastowy nie tylko z powodu jego dualizmu w odbiorze, ale także dualizmu kolorystyki. Jest zimno-ciepły. Z jednej strony przeważają kolory zimne; niebiesko-żółte barwy (toaletki, miski, dzbana). Z drugiej strony ciepła nadają mu pomarańczowa i słonieczno-żółta ściana, flakonik perfum i takież kokardy zdobiące ramiączka desu siedzącej tyłem do widza kobiety. Ubrana niekompletnie siedzi przed toaletką, na której nie braknie damskich akcesoriów. Trudno opowiedzieć, opisać ten obraz, bo jego urok objawia się w różnorodności odbioru w zależności od kąta patrzenia. Moim zdaniem dzieła puentylistów należy oglądać w muzeach, albo wielkich salach wystawowych, w miejscach, w których można spojrzeć na nie z różnych punktów widzenia. Oglądane w albumach reprodukcje tracą cały swój urok. Pewne wyobrażenie na temat odbioru dzieła daje pomniejszanie i powiększanie obrazu. Im mniejszy tym bardziej wyrazisty. Im większy tym bardziej staje się zbiorem punktów.

„Układająca włosy kobieta” wraz z dwoma innymi reprodukcjami Signaca zdobi ścianę mojego pokoju.
Jakaż była moja radość, kiedy podczas ostatniej wizyty w MNW ujrzałam kolejny obraz, w którym już z daleka rozpoznałam moje odkrycie sprzed dziesięciu lat.
 Ranek w Antibes

Wpis opublikowałam po raz pierwszy na blogu Z dziennika grafomanki w średnim wieku

10 komentarzy:

  1. Chętnie bym się przyjrzała tym obrazom z bliska.. Ciekawa jest ta technika malowania punkcików. Myślę, że zdecydowanie lepiej ją widać na żywo, niż na takich reprodukcjach.. A jakich malarzy lubisz najbardziej? Ja mam niewielu.. W zasadzie o jednej mogę się wypowiedzieć osobie - o Fridzie.. Pewnie to mało oryginalne, ale ja naprawdę uwielbiam jej obrazy, szczególnie te związane z rozdwojeniem uczuć, jak "Dwie Fridy". Znam historię powstania każdego z jej dzieł, jej biografię uwielbiam czytać i często do niej wracam. Z impresjonistów (choć ten to akurat chyba już postimpresjonista) kiedyś lubiłam Paula Cezanne, ale dziś jego obrazy wydają mi się jakieś takie.. za spokojne, zbyt stonowane ;) Co nadal ma swój urok oczywiście, ale emocje Fridy bardziej po prostu do mnie przemawiają :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakich malarzy? Oj długo by wymieniać. Właściwie wciąż odkrywam nowego. Ale moi ulubieńcy malują, chyba dla ciebie, za spokojnie, nie ma w tych obrazach czegoś niepokojącego, nie ma bólu, złości, rozedrgania, nie ma tej energii, jaka jest w obrazach Fridy (nawiasem mówiąc jej życiorys nie bardzo przypadł mi do gustu:). Jeśli twój gust wydaje ci się banalny, to co dopiero powiedzieć o moim :) Pierwsza moja dziecięca miłość to Botticelli i jego mitologiczne obrazy,potem byli impresjoniści (Monet, Degas, Renoir) potem odkryłam Pissarro i jego najbardziej z impresjonistów pokochałam, a dalej przyszedł czas (powrót) do malarzy renesansowych (ale tutaj lubię pewne wybrane dzieła coś z Leonardo (nie wszystko), coś z Rafaela, podobają mi się obrazy Caravaggia - te z kościoła Santa Maria del Popollo oraz z Galerii Borghesse. Generalnie nie przepadam za Goyą, ale jego Kolos, Saturn czy cykl rysunków Okropności wojny. No i freski Filippo Lippi, obrazy Madonn jego i jego syna. Od kilku lat jestem też admiratorką Fra Angelico. Od czasu do czasu piszę o moich ulubieńcach (zakładka moje zauroczenia, gdzie są i malarze, i rzeźbiarze i architekci i budowle). No i oczywiście moja miłość największa, bo bałwochwalcza to Michał Anioł (bardziej rzeźbiarz i architekt, a jednak to on stworzył jedno z największych dzieł w historii sztuki - mam na myśli Kaplicę Sykstyńską. Po więcej odsyłam do zakładki :)bo mogłabym tak długo wymieniać i uzasadniać, a boję się, że któregoś pominę

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ lawina nazwisk! Przyznaję bez bicia, niektórych nie znam (jak Fra Angelico czy Filippo Lippi) i dałaś mi właśnie temat do nadrobienia :) To muszę wnikliwiej oglądać Twoje zakładki, z tego wniosek :) Za Goyą też nie przepadam, ale seria Czarnych obrazów ma w sobie coś..niesprecyzowanego, co przyciąga oko. A Michał Anioł - o tak, genialny! Obejrzałam niegdyś Kaplicę na żywo i do dziś mam to żywo w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Na Fra Angelico zwróciłam uwagę czytając Udrękę i ekstazę, potem podczas zwiedzania świątyni za Panteonem zwróciłam uwagę na jego grobowiec (zbyt wiele powiedziane) - skromna płyta nagrobna, a potem poszła lawina. Mam to szczęście, że wiele obrazów udało mi się obejrzeć na żywo i to niejednokrotnie, a to naprawdę zapewnia zupełnie inne wrażenia. Michał Anioł nie raz będzie bohaterem moich wpisów. No i zapomniałam o Van Goghu, którego im lepiej poznaję tym bardziej jestem zauroczona, to z jego powodu chciałabym odwiedzić Amsterdam. A o jego malarstwie nie można powiedzieć, że jest sielsko-anielskie (jak przeważająca część moich ulubieńców). Może w gustach też trzeba odmiany :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Całe życie odkrywamy sztukę i piękno. I niech tak będzie.
    Pamiętam, że w szkole nauczycielka na plastyce omawiała puentylizm, a potem my mieliśmy tę technikę zastosować w praktyce. To był jej sposób uczenia: teoria, przykłady, praktyka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie to również cieszy, może kiedyś dojrzeję do poezji, albo opery :) A nauka poprzez praktykę to chyba najlepszy sposób nauczania. Dlatego podoba mi się np. to, że w niektórych miejscach prowadzi się dzieciaki do muzeów, opowiada o jakimś obrazie a one potem go malują (widziałam to w kilku miejscach, a chyba dociera i do Polski, bo wiem np. że moi siostrzeńcy są co tydzień prowadzani przez szkołę do muzeum archeologicznego, gdzie sami mają okazję "odkopać" jakiś fragment dawnego naczynia. Wracają bardzo przejęci i opowiadają o odkrytych "skarbach".

    OdpowiedzUsuń
  7. Podobny obraz Signaca, Port w Antibes wieczorem, był pokazywany na wystawie "Cienie i światła" parę ładnych lat temu na Zamku Królewskim - pamiętam go bo bardzo zaciekawił moją córkę :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam zatem podobny gust do twojej córki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo dobry i wysmakowany gust :-), po tatusiu, oczywiście :-)

      Usuń
    2. Nie wątpię, choć nie wykluczam, że i mamusia się przyczyniła :)

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).