piątek, 28 lutego 2014

Opowiadania niesamowite (czy rzeczywiście niesamowite?) Emil Zola (audiobook)


Na zbiór Opowiadań  niesamowitych składa się pięć nowelek Zgon Oliviera Becaille, Atak na młyn, Radykał, Feta, Nantas. O ostatniej z nich pisałam tutaj.
Tym, co łączy wszystkie nowelki jest dość zaskakujące zakończenie. Z perspektywy upływu czasu od lektury (jakieś pół roku) muszę przyznać, iż testu trwałości nie przeszły Radykał i Feta. Radykała nie pamiętam wcale, Fetę dość mętnie. 

Zapamiętałam natomiast i chyba na długo Zgon Oliviera Becaille, a to z powodu nietypowego sposobu prowadzenia narracji oraz osoby lektora. Zaskakującym jest to, iż dość długo nie można połapać się w stanie żywotności narratora; żyje, czy też nie, jest w stanie snu, letargu czy katatonii. 
Zakochany do szaleństwa w młodej żonie Olivier zachorował i dość nagle znalazł się w stanie krytycznym. Wezwany do pacjenta lekarz bez badania stwierdził zgon, wścibska sąsiadka udając troskliwość planuje wyswatanie młodej wdowy, zaś Olivier obserwujący zdarzenie z  perspektywy łóżka tudzież drewnianej skrzyneczki przejawia całą gamę doznań; miłości do żony i obaw o jej niezabezpieczoną przyszłość, strachu, niedowierzania, żalu, gniewu na własną bezsilność i głupotę innych. Dominujący temat strachu Oliviera przed śmiercią i pochowania żywcem nadają nowelce charakter makabreski. Zakończenie jest dość zaskakujące i trochę rozczarowujące. Olivier dostaje drugą szansę, której wydaje się nie potrafi wykorzystać, trudno też powiedzieć, czy dzięki nietypowemu doświadczeniu coś zyskał. Dobry pomysł, ale chyba nie do końca wykorzystany przez autora. Lektorem nowelki jest pan Artur Barciś, który wywiązał się ze swego zadania znakomicie, imitując obawy i rozterki Oliviera w sposób niezwykle przekonywujący, sprawiając, iż dreszczyk grozy przenika czytającego na wskroś. 

Z pięciu krótkich form moim zdaniem najlepszą nowelą jest Atak na młyn. Niczym w antycznej tragedii stawia pisarz swoich bohaterów przed wyborami, z których żaden nie jest dobrym. Córka zamożnego młynarza wpada w oko młodemu imigrantowi z Belgii. Przystojny lekkoduch, nie zyskuje początkowo sympatii przyszłego teścia. Z czasem, kiedy udaje mu się zyskać jego przychylność na przeszkodzie zakochanym staje historia (wojna francusko-pruska). Wioska, w której odbywają cię zaślubiny zostaje zaatakowana przez nieprzyjaciela, a dziewczyna poddana najcięższej próbie; może uratować jedno życie; ojca lub narzeczonego. Kiedy ta nie potrafi podjąć decyzji i kiedy wszystko wydaje się być przesądzone los tasuje karty. I tak kilkakrotnie. Odbieranie nadziei na szczęśliwe zakończenie miesza się nieustannie z wiarą w happy end. Zola zdaje się mówić, iż nieznane są wyroki opatrzności (losu), a człowiek jest jedynie marionetką w rękach siły wyższej.

Niestety, podobnie, jak w przypadku Nantasa lektorką jest pani Joanna Lissner, której egzaltowany i przejaskrawiony sposób narracji sprawia, iż słuchanie staje się dość męczące i irytujące. 

Z powstaniem Ataku na młyn, jednej z sześciu nowel (obok Baryłeczki Maupassanta, Z tornistrem na plecach Huysmansa, Upustem krwi Cearda, Burdelem pod Siódemką Hennique oraz Na pobojowisku Alexisa)  składających się na zbiór Wieczory medańskie łączy się wymyślona przez Maupassanta legenda. 
Zbieraliśmy się latem u Zoli w jego posiadłości, w Medanie (..). Pewnej nocy, gdy księżyc był w pełni (...) zaczęliśmy przypominać wszystkich sławnych gawędziarzy (...) Sceptyk Ceard wymamrotał, spoglądając na księżyc: Oto piękne romantyczne tło, należałoby je wykorzystać... Opowiadając sentymentalne historyjki, dorzucił Huysmans. Lecz Zola uznał, że to dobra myśl, będziemy sobie opowiadać historie. Ubawił nas ten pomysł i ustaliliśmy, żeby rzecz utrudnić, że tło obrane przez pierwszego obowiązywać będzie pozostałych (...) Usiedliśmy i wśród głębokiego spokoju uśpionych pól, w jasnym blasku księżyca Zola opowiedział nam straszną kartę z historii katastrof wojennych, zatytułowaną Atak na młyn (..) *
Ta piękna legenda, jak pisze pani Halina Suwała w biografii autora  ma niewiele wspólnego z prawdą. Pisarze podczas spotkań w Medanie i Paryżu postanowili wydać wspólnie tom nowel, który miał być manifestem "szkoły naturalistycznej".
Osobiście wolałabym, aby legenda okazała się prawdziwą, bowiem opowiadania stworzone ad hoc, w romantycznej aurze, dla wspólnej zabawy odczytywałabym inaczej. Za najlepszą nowelę ze zbioru Wieczory medańskie uznano Baryłeczkę.  
Po przeczytaniu paru powieści Zoli stwierdzam, iż są zdecydowanie lepsze, ciekawsze i głębsze od jego nowel.
 
Moja ocena całego zbiorku 3,5 (być może na dość niskiej ocenie zaważył także brak sympatii do krótkiej formy). 
* str. 221 Emil Zola autorstwa Haliny Suwały Wiedza Powszechna rok wydania 1968

6 komentarzy:

  1. Zaciekawiłaś mnie tym "Zgonem Oliviera". Nie umiem wyobrazić sobie narratora, o którym nie wiadomo, czy żyje, czy nie żyje, czy też śpi :-)
    Cóż, Zola należy do tych autorów, którzy w powieściach wypadali o wiele lepiej niż w opowiadaniach. A taki Maupassant dobry był w obu gatunkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początek lektury był naprawdę intrygujący, najpierw to fakt, iż dość długo nie wiadomo, czy to nieboszczyk, czy też może ktoś w stanie śmierci klinicznej, a może letargu opowiada nam swoją historię i to opowiada ją nie w czasie przeszłym, a teraźniejszym, dwa, że taka obawa przed pochowaniem żywcem pobudza wyobraźnię i powoduje cierpnięcie skóry i skurcze żołądka. Maupassanta znam jedynie z krótkiej formy- zbioru opowiadań i mimo, iż za takową nie przepadam, to przyznaję, iż te zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenia (Baryłeczkę pamiętam dziś najlepiej z tego zbiorku).

      Usuń
  2. Przyznaję, że nie znam żadnej nowelki Zoli... Po przeczytaniu Twojej recenzji nie będę dożyć do przeczytania lub posłuchania...
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Prawdę mówiąc, nie sądziłam, że ktokolwiek pokusi się o komentarz. Nowelki Zoli raczej nie są zbyt poczytne, sama sięgnęłam po nie jedynie z powodu uczestnictwa w wyzwaniu Czytamy Zolę, kiedy w mojej bibliotece zabrakło już książek tego autora, których jeszcze nie czytałam. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Niestety, ja nie narzekam na niedostępność książek Zoli, których jeszcze nie czytałam, tylko na brak czasu, by po nie sięgnąć:( Dobrze, że choć Ty jesteś dzielna i systematyczna!
    Nie miałam pojęcia, że Zola coś takiego napisał i - mimo jawnie wyrażanej przez Ciebie krytyki - nabrałam ochoty, by właśnie po ten zbiorek sięgnąć. Tyle, że na pewno nie w wersji audiobookowej, bo mimo starań, ciągle nie umiem takowej przyswajać ze zrozumieniem.
    A okładka taka, że wszyscy wielbiciele horrorów powinni wykupować tę pozycję z księgarń. Jak sądzę, nie bez powodu nazwisko autora zostało umieszczone na samym dole - a nuż chętni nie zauważą, że autorem jest ten stary nudziarz?:P

    OdpowiedzUsuń
  4. Po moich ochach i achach pozwoliłam sobie na nieco krytyczne spojrzenie na mojego ulubieńca. Czytać zawsze warto Zolę, nawet jeśli nieco słabszy. Tyle, że nie mam pojęcia, czy wersja papierowa została wydana. Ta intrygująca okładka jest okładką audiobooka, choć może towarzyszy też wersji tradycyjnej. Okładka stanowi odpowiednią ilustrację dla "Maupassanckiej" legendy. Może ktoś się da nabrać i przeczyta (ups wysłucha)- ponoć każdy chwyt dozwolony. No i widzę, że zmieniłam tytuł z opowiadań na opowieści :( zaraz poprawiam

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).