niedziela, 25 maja 2014

Spacer z książką w tle

Nie umiemy się powstrzymać przed zakupem książek, choć mamy ich całe półki i wiemy, że prawdopodobnie nie zdążymy przeczytać wszystkich, a mimo to, kiedy tylko widzimy miejsce, gdzie je sprzedają nie umiemy przejść obojętnie. Tym bardziej boli, kiedy są to książki wyłącznie w nieznanym nam języku. A popatrzeć i pomarzyć zawsze przyjemnie.
  

U bukinistów nad Sekwaną

Najbardziej znana z paryskich księgarni

U bukinistów nad Tybrem
ze specjalną dedykacją dla ZWL

20 komentarzy:

  1. Jestem żywym dowodem na to, że mól książkowy nie potrafi powstrzymać się od zakupów książkowych ;-) Piękne fotki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widziałam, widziałam i aż mnie zatkało na waćpanine zakupy. Stosisko wielce pokaźne.

      Usuń
  2. Lubi oglądać wystawy w księgarniach za granicą, by zobaczyć, czy u nas są też eksponowane tam tytuły, jak eksponują tytuły, jaka jest jakość wydań. A może jakaś polska książka się pojawi... (która?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że wie się, że u nas przygotowywana jest premiera kolejnej nowości, którą dopiero co zobaczyło się na księgarnianych półkach którejś z europejskich metropolii. Co do polskich nowości to nie udało mi się trafić, ale też nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, bo moje zainteresowania koncentrują się raczej na klasyce.

      Usuń
    2. [Miało być "lubię", zniknęła literka] Z polskich książek za granicą widziałam tylko "Quo vadis" - wiadomo, noblista i klas.

      Usuń
    3. Zjedzonych literek zawsze się domyślam (czasem się przestawiają). Teraz - jak napisałaś- wydaje mi się, że musiałam widzieć w Rzymie Quo vadis, ale głowy nie dam.

      Usuń
  3. Zgadzam się z Kasią, że piękne fotki! O, i jest polski akcent - widzę na zdjęciu "Ferdydurke" Gombrowicza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten polski akcent był powodem wyboru tej akurat części wystawy :)

      Usuń
  4. O rany, o rany:) Chyba się cieszę, że nie czytam po francusku, bo chyba bym przepadł nad Sekwaną na zawsze:) I dzięki za dedykowane zdjęcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Aż ręce świerzbią, aby kupić, wszak tylko 3- 5 euro. Ostatnio widziałam na Chmielnej w Warszawie odpowiednik bukinistów znad Sekwany - też mieli całkiem ciekawe rzeczy. A wydanie Trzech muszkieterów wygląda coś alla nasza Zielona Sowa

      Usuń
    2. Nazwa wydawcy jest mi znajoma, specjalizują się w "kioskowych" seriach klasyków, u nas też wydają:) Skaj, złocenia, dużo złoceń i tłumaczenia z XIX wieku, żeby przyoszczędzić.

      Usuń
    3. Nie znając języka nie mogłam ocenić staranności wydania i jakości tłumaczenia, ale od razu skojarzyła mi się ta nasza nieszczęsna Zielona Sowa, którą obchodzę od czasu lektury Dziwnych losów Jane Eyre z daleka.

      Usuń
    4. Altaya jakość ma ciut lepszą, wydawali kiedyś Arcydzieła powieści XX wieku, całkiem przyzwoite i niezbyt odpustowe graficznie.

      Usuń
  5. Jestem pod wrażeniem, dla mnie całkiem nieznane wydawnictwo, zacofany okazuje się wcale nie taki zacofany :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaopiekowałabym się tymi Niebieskimi kwiatami Raymonda Queneau za 12 zł, kurka wodna! Colette też łykam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyżby to było zawoalowane zamówienie na zakup :). Gdyby tylko były po polsku to pewnie miałabym problem z nadbagażem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. E, nie :) Sama! Sama bym chciała pojechać (veni), zobaczyć (vidi) i zwyciężyć sprzedawcę (vici) :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A w takim razie nie będę pozbawiać cię całej gamy przyjemności i życzę dobrej i pięknej podróży.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).