piątek, 22 sierpnia 2014

Chłopcy z Placu Broni Ferenc Molnar


Z lektury książki w wieku szkolnym pamiętam, iż niezwykle mnie ona wzruszyła i poruszyła. 
Trudno mi dziś określić, czy wówczas patrzyłam na lekturę w szerszym kontekście, czy oceniłam ją jako smutną książkę przygodową. Jeśli dostrzegałam wówczas jakieś analogie pomiędzy światem dziecięcych zabaw a światem dorosłych, to zapewne nie wryły się one w pamięć. Odbierałam ją wówczas, jako książkę o lojalności, przyjaźni, odwadze, uczciwości, honorze, no i pewnego rodzaju fatum (buntowałam się wobec losu, który stał się udziałem Nemeczka winiąc jednocześnie jego kolegów za to, co go spotkało). Dziś za fatum uznałabym los, jak spotkał przedmiot walki.

Czytając Chłopców z Placu Broni teraz dostrzegam, w jak przerażający sposób świat dziecka może stanowić odbicie świata dorosłych w jego najboleśniejszych aspektach.
Tematem przewodnim opowiadania jest przygotowanie do obrony terytorium, które jedni chłopcy próbują odebrać innym z chęci posiadania skrawka ziemi. Ta pokrętna logika prowadzenia wojny tkwi w umysłach małych i dużych chłopców od zawsze.
Robimy to tylko dlatego, że nie mamy gdzie grać w palanta.(...) Potrzebujemy placu do gry, i kropka! A więc postanowili wypowiedzieć wojnę z takich samych powodów, z jakich prawdziwe armie ruszają do boju. Rosjanie chcieli panować na morzach i dlatego walczyli z Japonią. Czerwonym koszulom potrzebny był plac do gry w piłkę i nie mogli go zdobyć inaczej jak tylko drogą wojny.
Czytałam książkę w przekładzie Janiny Mortkowiczowej i nie bardzo mogłam zrozumieć, dlaczego jedną z band nazwano czerwonoskórymi, z odnalezionego w podarowanej siostrzeńcom książce, cytatu widzę, iż w kolejnym tłumaczeniu (Tadeusza Olszańskiego) nazwa ta brzmi Czerwone koszule, co nadaje opowieści innego znaczenia.
Momentami raziły mnie nieco górnolotne hasła, którymi szermowali chłopcy, brzmią one fałszywie w ustach dorosłych, a tym bardziej w ustach dzieci (Podobnie, jak dzisiaj razi mnie nadużywanie słowa patriotyzm). Ale z drugiej strony zachowanie chłopców z Placu Broni i Czerwonych koszul usprawiedliwia używanie wielkich słów. Szacunek i wzruszenie budzi postawa małych bohaterów i ich honorowe zachowanie wobec przeciwnika. Choć podczas wali i oni nie zawsze przestrzegali ustalonych reguł gry.
Czerwone koszule, czując swoją zgubę, przestawały szanować reguły walki. Reguły były dobre dopóty, dopóki wierzyli, że i uczciwie walcząc potrafią pokonać przeciwnika.
Tak, jak i wśród nich znalazły odbicie różne postawy ludzkie; jest i zdrajca, są i wywyższający się ponad innych chłopcy oraz zbyt pochopnie oceniający innych. W tej niewielkiej objętościowo książce mieści się sporo wzruszających i pięknych treści. 
Reasumując przeczytałam z tym samym, a może nawet większym wzruszeniem, niż kiedy czytałam będąc dzieckiem. Tym razem doszedł jeszcze sentyment i doświadczenie, które wzbogaciły odbiór. Jestem bardzo ciekawa, czy moi siostrzeńcy, którym książkę podarowałam, zechcą ją przeczytać i czy odbiorą ją podobnie, jak ich ciotka. Jednak mam spore wątpliwości, czy chłopców, którzy lubują się w przygodach bohaterów Gwiezdnych wojen, gdzie walczy się o władzę nad światem, zainteresuje wojna o jedno boisko do palanta.
Za pomysł wrócenia do książki dziękuję Marlowowi

26 komentarzy:

  1. Sentymentalna podróż w czasie.
    Lubię takie, ale jednak już tylko w przypadku książek czytanych o wiele później.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mnie się tak wydawało i nie sięgałam do książek dzieciństwa, ale kiedy raz zaryzykowałam powrót ... wciągnęło mnie. Teraz zdarza mi się przeczytać książeczkę dla dzieci, której nie czytałam wcześniej, trochę z myślą o siostrzeńcach, którzy jakoś w ciotkę się nie wdali z zamiłowaniem do czytania, a trochę dla siebie i odskoczni od mojej półki (biograficzno, obyczajowo-historycznej).

      Usuń
    2. Wyrośliśmy na wielu świetnych książkach, których chyba nie bardzo mogą zastąpić nawet Harry Pottery czy inne tego typu. Tamte książki pokazywały realne życie i to jak się w nim odnajdywali bohaterowie, z których często można było brać wzór. Dzisiaj próbuje się wmówić dzieciom, że życie to iluzja, magia. Czyż Harry Potter może być wzorem dla kogokolwiek?

      Usuń
    3. No cóż- na temat Harrego Pottera nie będę się wypowiadać, bo książki nie czytałam, filmu nie oglądałam. Natomiast wspominam z nostalgią Pana Kleksa którego bardzo lubiłam, często wracałam, a chłopcy słuchali z zainteresowaniem. Jego pełna magii Akademia oddziałuje na wyobraźnię. Na temat Harrego się nie wypowiadam, ale Gwiezdne Wojny, które miałam okazję oglądać wielokrotnie z chłopcami jakoś kompletnie nie przypadły mi do gustu, ale gdyby mieli dzięki takiej lekturze złapać bakcyla czytania to byłabym szczęśliwa, gusta się zmieniają, a z miłości do książek raczej się nie wyrasta.

      Usuń
  2. W dzieciństwie i ja również bardzo wzruszyłam się podczas czytania tej książki :) Większości szczegółów już nie pamiętam, ale sceny ukrywania się Nemeczka w basenie i wkradania się na terytorium wroga na zawsze wryły się w moją pamięć. Dużo, bardzo dużo emocji było podczas czytania...
    A książeczka ta obecnie jest lekturą uzupełniającą w klasie piątej szkoły podstawowej, więc Twoim siostrzeńcom na pewno się przyda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja nie pamiętałam większości szczegółów, ale pamiętam, że się wówczas mocno spłakałam. Dziś nie polały się łzy podczas czytania, ale nie obyło się bez emocji. Informację o tym, że jest to lektura wyczytałam w książce, więc jeśli się nie spodoba, to przynajmniej się przyda:) ale wolałabym, aby się spodobała

      Usuń
  3. Uczyłam kiedyś języka polskiego, to mój pierwszy zawód. To była obowiązkowa lektura w V klasie chyba i zawsze sama się wzruszałam losami Nemeczka. Pamiętam, że pomagało się uczniom interpretować znaczenie walki o plac. Były tez dwa filmy wg ksiązki, w tej nowszej wersji pamietam ze Feri Acz to był bardzo przystojny chłopak i taki szlachetny się nawet wydawał, a Janosz Boka bez wyrazu. To już oglądałam córkami. Rzadko wracam do książek z dziecinstwa, prócz przygód Ani, Mary Poppins, Małej księżniczki i przygód Tomka Szklarskiego, ale tylko tak kartkuję. Dzieciom podoba się ta książka, jesli mają dobrą nauczycielkę języka polskiego, to na pewno są odpowiednio zachęceni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazuje się, że to jedna z niewielu lektur, które nie budzą wątpliwości co do ich umieszczenia na liście. A może tylko mi się tak wydaje. W każdym razie była moją lekturą, jest nią nadal, co chyba o czymś świadczy- o nieprzemijalności, uniwersalizmie treści. Filmów nie miałam okazji obejrzeć, teraz rzadko oglądam telewizję, ale jak trafię przypadkiem to z chęcią zobaczę. Lubię oglądać ekranizacje książek w przeciwieństwie do sporej ilości czytelników, którzy wolą poprzestać na książce, bowiem uważają, że ekranizacja nigdy nie dorównuje lekturze. Może mają rację, a jednak lubię obejrzeć reżyserską wizję:)

      Usuń
  4. Są książki, które się nie starzeją. Mimo upływu lat dzieci wciąż czytają tę lekturę z zainteresowaniem. Podobnie jak "Tomka Sawyera". Dziwią się realiom, warunkom życia, ale dostrzegają to, co w tych książkach najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję :) bo prawdę mówiąc nie mam do czynienia z dziećmi w wieku szkolnym, a siostrzeńcy jeszcze nie czytali i chyba z rok - dwa powinni zaczekać (są w 3 klasie). Dzisiaj rozmawiałam z mamą, która wspomina, że to była też jej lektura, czym mnie zadziwiała, bo to oznacza, iż książka ma szansę być książką wielu pokoleń.

      Usuń
  5. Swego czasu, czytałem książkę też w tłumaczeniu Mortowiczowej - czerwonoskórzy nie przeszkadzali mi :-) a podteksty polityczne były zupełnie nie zauważone - ważniejsza była solidarność i klanowość, to było coś ponadczasowego, czego sam byłem świadkiem na swojej ulicy.
    Przez lata nie wracałem do "Chłopców ..." bo pamiętałem ich jako smutną książkę, a jeszcze parę lat temu córka oceniła ją jako ... nudną, więc czytałem ją z pewną podejrzliwością, jak się okazało - zupełnie nie uzasadnioną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie tyle przeszkadzali, co trochę dziwili czerwonoskórzy, jakoś bardziej mi pasują Czerwone Koszule. Ja także pamiętałam, iż była to bardzo smutna opowieść. Jestem ogromnie ciekawa, jak przyjmą ją chłopcy. Czy to kwestia płci, innych potrzeb, a może gustu zaważyła na tym, że córka uznała ją za nudną..

      Usuń
    2. Płci pewnie tak, dziewczynki są tam czwartorzędnymi postaciami, a i matka Nemeczka w najlepszym razie drugorzędną, inne czasy a i tematyka pewnie niezbyt pociągającą, bo co dziewczyny mogą obchodzić bijatyki pomiędzy chłopakami :-).
      PS.
      I jak tam Paryż Atgeta? :-)

      Usuń
    3. Są dziewczynki, które z przyjemnością czytają książki dla chłopców, a przynajmniej niektóre książki dla chłopców. Mnie podobało się poczucie wspólnoty, obowiązku, honorowe zachowania i ... spłakałam się na smutnym zakończeniu. Ale jak napisałam wyżej nie mam pojęcia, jak przyjmują lekturę dzisiejsze dzieciaki, na razie znam jedynie reakcję twojej córki :) Co do Atgeta miałeś rację niezwykle klimatyczne zdjęcia, różnorodne zainteresowania, podobają mi się i te "obyczajowe" i te nostalgiczne i te uchwycone detale.

      Usuń
    4. Po tym, kiedy dowiedziałem się, że "Samochodzik", którym jako dziecko się zachwycałem, teraz dla chłopaków to ramota, nawiasem mówiąc dobrze to świadczy o ich guście, niczym już nie będę zaskoczony :-).

      Usuń
    5. Kiedyś zmieniałam zdanie na temat znajomej, która stwierdziła, że Małego księcia nie da się czytać, bo nie wiadomo o co tam chodzi. A wydawało mi się, że jestem tolerancyjna :)

      Usuń
    6. Kiedy zaczynałem przygodę z blogiem i wydawało mi się, że blogi książkowe en bloc coś sobą reprezentują, byłem zszokowany opiniami na temat "Jądra ciemności", to one wyrobiły we mnie tolerancję (nie mylić z akceptacją) aczkolwiek nie bezgraniczną :-)

      Usuń
    7. :) ano właśnie tolerancja a nie akceptacja :)

      Usuń
  6. Czytalam te ksiazke wtedy kiedy byla lektura szkolna, w IV klasie? Bardzo po przeczytaniu plakalam i juz nigdy po nia nie siegnelam i nie zamierzam:) Nie wracam tez do zadnych Antkow, Jankow Muzykantow ani zadnych takich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja tak kiedyś myślałam, po co mi te powroty w krainę przeszłości, szkoda czasu i jaki w tym sens. Dziś kiedy sięgałam po pierwszą książkę tłumaczyłam sama sobie, że robię to z myślą o siostrzeńcach.:) Teraz nie żałuję, ale oczywiście rozumiem ten brak chęci powrotu. I dla mnie literatura dziecięca to jednak margines mojego czytelnictwa.

      Usuń
    2. O nie, ja wracam czesto do tego, co mi sie podobalo, jestem bardzo sentymentalna, lubie wracac do tego co juz bylo itp. Do tych wymienionych nie wracam, bo byly bardzo smutne i zbyt przygnebiajace. Tez to nie znaczy, ze do wszystkich smutnych ksiazek nie wracam. Wracam, ale ta dziecieca lliteratura faktu, ze to tak ujme, jest ponad moje sily.

      Usuń
    3. O to kolejne podobieństwo między nami (z tym sentymentalizmem i powrotami). Co do smutnych zakończeń odnośnie literatury dla dzieci też miewam opory.

      Usuń
  7. Też czytałam " Chłopców z Placu Broni "...Ta książka bardzo mnie wzruszyła...Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba niemal wszystkich czytelników, choć jak pisze Marlow dla dzisiejszego odbiorcy może się wydawać po prostu nudna :( Znamię czasów, wrażliwości, wartości. przykre, ale tak jest

      Usuń
  8. Są książki po prostu piękne, do takich zaliczają się "Chłopcy z Placu Broni". Czytałam to dawno temu, ale wciąż pamiętam i doceniam. I się wzruszam, jak myślę o Nemeczku. Dziękuję za ten wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pokrzepiające, że są takie książki, których samo wspomnienie wzrusza i napawa nostalgią. Pewnie dla naszych dzieci po latach takim wzruszeniem będzie Harry Potter. :)

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).