wtorek, 5 sierpnia 2014

Co czytała Maria Dąbrowska - część 2


Pisarka czytała tak wiele, że nawet krótkie przytoczenie fragmentów jej refleksji jest niezwykle obszerne. Wybieram zatem te fragmenty, które w mojej ocenie są najciekawsze. Poniższe fragmenty wynotowałam z tomu drugiego Dzienników.
Maria Dąbrowska w latach 1933 - 1945 zdecydowanie większą wagę przykłada do opisu koncertów i przedstawień teatralnych, w których uczestniczyła. Bardzo emocjonalnie pisze o muzyce, która zajmowała w jej życiu dużą rolę. W 1948 r. po którymś z koncertów napisze, że dopiero teraz uwierzyło, że życie zaczęło się na nowo toczyć zwykłym torem. Ale nie mogło i tutaj zabraknąć choćby krótkich refleksji na temat lektury. Często swe zdanie na temat dzieła wyraża podczas refleksji związanej z teatralną adaptacją oraz z aktualną sytuacją polityczną.
..byłam na Weselu - akurat w dzień stracenia (…) dwóch chłopców ukraińskich. Patrzyłam na tę sztukę potwornie zresztą odegraną, jak na koszmar i myślałam: - Czegóż ten Janek tak rozpacza, że ostał mu się jeno sznur. Przecież nie złoty róg, a sznur właśnie okazał się bardzo dla chwały i wielkości państwa polskiego potrzebny”. Sznur szubieniczy i kat nigdy jeszcze nie były do tego stopnia symbolami państwa polskiego, co przy rządzie, którego twórcy byli kiedyś sami wieszani za takie same rzeczy, za jakie dziś wieszają- żyjąc sami w zbytku, oglądani co dzień przez ciekawych na dansingu w Adrii, niby klatka z małpami. Moral insinity.(5.1.33)
- gorzkie to słowa, ale cóż się dziwić, polityka sprowadza zawsze do parteru i wszelkie wzniosłe uczucia wydają się śmieszne w konfrontacji z otaczającą rzeczywistością. Bo ...dopiero, kiedy się zna jakąś sprawę, można zauważyć, do jakiego stopnia rząd hamuje wszelkie pulsowanie życia społecznego. To się fatalnie zemści. Jedyna wiara to wiara w samorzutną organizacyjna i witalną siłę społeczeństwa, które żyje i rozwija się pomimo szaleństwa ustaw, rozporządzeń i tego całego zamieszania, które wszędzie na świecie pociąga za sobą element władzy. (6.10.33)
I jeszcze jedno nawiązanie do polityki.
Czytam Pamiętniki Daszyńskiego, które mnie szalenia wprost zajęły. Drugi tom. Bardzo dobra jest analiza niebezpieczeństw moralnych, w które popadają wszelkiego rodzaju (nieczytelne) i zawodowi uzdrawiacze stosunków. W opisie wyborów do parlamentu wiedeńskiego w roku 1911 plastycznie opisana jest korupcja wyborcza endecji i konserwy, polegająca na głosowaniu na fikcyjne legitymacje zmarłych, nieobecnych, itp. Ani słowa nie wspomina się, że takie same metody stosowali postępowcy i socjaliści. Ja sama znam ze wszech miar czcigodnych królewiaków, którzy będąc wówczas w Krakowie głosowali w ten sam sposób pomagając tak lewicy. … Pamiętniki Daszyńskiego coraz bardziej mnie zajmują. Są tam wspaniałe dokumenty, demaskujące parszywców i endeków, i stańczyków galijskich (memoriał Jaworskiego do władz austriackich), a także drańskość Zagórskiego (generał w Legionach, który wraz z Sikorskim przeciwstawiał się Piłsudskiemu). (21.10.33)
… Rządy i władza – świetne i pozytywne ujście dla instynktów i skłonności bandyckich. Paradoks ten doskonale rozumiał Słowacki, pisząc „Króla – ducha”, którego właśnie – nie mogąc spać- o drugiej w nocy czytam. Równie genialnie ujął to Conrad, kiedy w Nostromo bandytę z gór czyni ministrem wojny. (16.11.38) Ale porzućmy politykę i wróćmy do literatury.
Wieczorem byłam na odczycie Ujejskiego o Conradzie. Dokumenty patriotyczne Conrada, które Ujejski po raz pierwszy w Polsce ogłasza, są wstrząsające, ale potrzebują komentarza i komentarz Ujejskiego, niestety, niestety, budzi we mnie gwałtowny sprzeciw. Robić z Conrada nacjonalistę polskiego równie nie odpowiada prawdzie jak robić z niego odstępcę. Jego namiętny nacjonalizm ujawniany niewątpliwie w przeczytanych urywkach listów i artykułów wynikał z jego „kompleksu zdrady”, rozbudzonego i doprowadzonego do stanu wrzenia bez wątpienia przez Orzeszkową. Jego enuncjacje w tej sprawie były jego Jimowskim Patusanem. Ci, którzy szkalowali go z powodu jego odszczepieństwa, nie mieli racji jak wszelcy potwarcy. Ale za cenę dania im w pysk nie można z Conrada robić nacjonalisty niemal w stylu hitlerowskim- niemal rasisty. Conrad był nade wszystko poszukiwaczem istoty człowieczeństwa- niezależnie od warstwy, klasy, szerokości geograficznej i rasy. A jeśli nawet wiara w ważność znalezienia takiego człowieczeństwa poza wszelkimi kryteriami jest złudzeniem, pułapką, sidłami, pokusą zbyt zuchwałą-niemniej to, a nie nacjonalizm- stanowi jego istotę twórczą. (29.10.34) Wieczorem rozmowa z Anną (Kowalską) o Conradzie, która mi dała przykro do myślenia, że w dziełach jego wyraźnie widać, jak niewygodnie było mu być Polakiem. Śród tylu nacji nigdy żaden Polak w jego powieściach nie występuje. Przysłowie „gość w dom, Bóg w dom” nazywa rosyjskim przysłowiem. (15.10.43)
Niezwykle zaskakującą opinię wydała Dąbrowska na temat Kuncewiczowej i jej najlepszej (moim zdaniem na podstawie kilku przeczytanych) powieści. Fragment ten przytaczał swego czasu ZWL, ale jest on tak zaskakujący, że nie mogłam sobie odmówić i ja jego zacytowania.
Czytam teraz Cudzoziemkę Kuncewiczowej. Po przymierzu z dzieckiem dużo więcej się po niej spodziewałam. Zawód na całej linii. Karykaturalne reminiscencje motywu Barbara-Toliboski. Postać Róży melodramatyczna- umiera, jak w złej operze. Wszystkie postacie antypatyczne, nie budzą ani współczucia, ani zadowolenia artystycznego. (9.01.36). Do obiadu czytam Cudzoziemkę, bo jestem w zbyt marnym usposobieniu, żeby coś zrobić. Zupełnie chybiona powieść. I jak można oprzeć cały temat na koncercie skrzypcowym Brahmsa, gdy istnieją arcydzieła muzyki, które rzeczywiście mogą odegrać decydującą rolę w życiu człowieka. Cała ta „muzyczna” strona utworu bardzo nudna. Któż słyszał aż tak rozpaczać na Brahmsem. Brahms wszystko wie- cóż pozostaje w takim razie dla Bethovena, Bacha, Chopina, Mozarta? (10.01.36) To chyba jedyna (do tej pory) opinia Dąbrowskiej skrajnie odmienna od mojej. Cudzoziemkę uważam za wspaniałą powieść, a postać Róży majstersztyk psychologiczny i nie dostrzegam tutaj żadnego podobieństwa pomiędzy Cudzoziemką a Nocami i dniami.
O Ogniem i mieczem Sienkiewicza pisze…Jakim sposobem ta posępna wizja Polski miała służyć „ku pokrzepieniu serc”. Trudno mi dziś zrozumieć. Chyba tylko ku ostrzeżeniu serc służyć mogła. Beznadziejnego to czasu obraz i Sienkiewicz nie był bynajmniej poczucia tej beznadziejności pozbawiony. Wcale nie był tak „wsteczny” ani tak głupi politycznie, jak o nim gadano. Sprawiedliwie też obdzielił zbrodniami i urokami obie strony- i polską i ukraińską. Artyzm genialny i nic się nie starzeje- ale oczywiście narzuca się jakby wizja dopełnienia „przemilczanego” w obrazie tego czasu. (27.11.38)
Iłłakowiczówna, którą pisarka się zachwycała w I tomie teraz oceniana jest bardzo krytycznie;
Mimo kajania się i pokorę w wyznawaniu rozmaitych swoich przywar, postaw i dziwactw, Iłł. pozostaje w całej tej książce (Ścieżka obok drogi) taką, jaką jest: wysoce niesympatyczną, „niemożliwą” osobą, pozerką, dziwaczką, kapryśnicą, zajętą tylko sobą i swoimi sprawami… finansowymi. (21.12.38)

Skończyłam Wojnę i pokój Tołstoja i jestem pod silnym wrażeniem i powieści i Tołstoja. Wiecznie żywy, wiecznie aktualny. (18.06.35) Zaczęłam czytać Sagę Forsaytów. Po Wojnie i pokoju zdaje się słabe. (27.06.35). Przeczytałam trzy tomy ‘Forsytów”- dalej czytać nie będę. Jako psychologia-papierowi ludzie, z którymi się bez żalu rozstałam. Jako epoka-nic. (5.07.55) Jak widać trzy tomy w niespełna 10 dni- fiu, fiu.., jakby powiedziała Baśka Wołodyjowska. Leżę prawie cały dzień i czytam Tołstoja różne nowele wiejskie z najmłodszych lat. Czytam to po raz pierwszy w życiu i porażona jestem pokrewieństwami tej twórczości z moją. W takich na przykład drobiazgach jak okrzyki wydawane przy jakiejś robocie ludzie ci krzyczą zupełnie tak samo, jak u mnie przy myciu owiec albo wnoszeniu łóżka Dalenieckiego. Zdumiało mnie, że można tak podobnie widzieć ludzi i świat. (2.04.37) Dąbrowska przez całe życie przyrównuje niemal wszystko co przeczyta do swojej twórczości, a zwłaszcza do Nocy i dni.
Doczytuję tu „Czarodziejską górę” Manna, której dwa pierwsze tomy czytałam kiedyś przed laty. Strasznie ciężki niemiecki sposób pisania- zagmatwane uczone gadulstwo, a jednak wartość w tym jest i jakaś wizja świata się z tego wyłania. (31.08.37)
Załatwiam trochę spraw bieżących i jak wariatka kończę „Idiotę” Dostojewskiego. Tam dopiero pokazane, do jakiego koszmaru życiowego doprowadza absolutna szczerość. Ci ludzie upierają się przy tym, aby wciąż coś obnażać, jakieś zatajenie w sobie lub innych. Ciągle „raskaiwajutsia” z jakichś grzechów i świństw i wciąż mówią bez ogródek wszystko najgorsze co myślą o drugich, im samym w oczy. Tymi sposoby doprowadzają się do zupełnej wścieklizny i wariacji, a w rezultacie wszystko kończy się bezprzykładnym wzajemnym szpiegowaniem się. I pod tego bałaganu nie można się oderwać. Dostojewski dokonał tego w sztuce, co uczeni w psychologii. Przez „zbadanie” artystyczne ludzi nienormalnych i chorych pokazał, czy być mogą i muszą rozmaite ciemne sprawy w duszy człowieka zdrowego. (8.01.36)
Ze zdziwieniem dowiaduję się, iż Proust nie przypadł pisarce do gustu.
Zaczęłam czytać Prousta. Nuży mnie, ale i zaciekawia. Nic czego bym nie wiedziała o człowieku, od niego nie dowiaduję się. Zbyt drobiazgowa kuchnia pisarska pokazana, ale dokument- b. potrzebny. (9.09.34) Wróciłam znów do Prousta. „Du cote de chez Swann” Zajmuje mnie teraz. Dużo myśli identycznych prawie z tym, co jest w mojej książce. Gdyby nasi kretyni krytycy lepiej znali Prousta, wnet by wyprowadzili insynuacyjny wniosek, że pisałam pod jego wpływem… (23.09.34) - czyżby Dąbrowska miała na myśli Noce i dnie?, jak zauważył Zwl jej się wszystko z tą książką kojarzyło.
… chwilę czytam pierwszy tom Prousta (wiele szczegółów tej miłości z Odette zbędnych, dygresje niektóre wręcz banalne, a dialogi miłosne płaskie, ale jest sporo i bardzo dobrych rzeczy). Nad Proustem zmorzyła mnie drzemka.. (7.10.34 – Dąbrowska kontynuuje czytanie I tomu podczas wycieczki po Włoszech. Jak widać lektura trwa już cały miesiąc, co tylko potwierdza moją opinię, iż Prousta czyta się niespiesznie). Po śniadaniu w ciemnych okularach z Henrykiem na tarasie czytamy. Ja Prousta Du cote de chez Swann. Coraz więcej zastrzeżeń. (10.10.34) Prousta na razie odrzuciłam- nie mogę. Nie mogłam przebrnąć przez kilkunastostronicowe opisy sukien pani Swann, małostkowe analizy bródki i stylu pisarza Bergotte i oglądanie przez mikroskop mocno podśmiardującego świata, który aby opisać, trzeba mieć nieco dynamitu w duszy. (5.12.34) Jak widać męczyła się Dąbrowska nad pierwszym tomem prawie trzy miesiące i nie dała rady.
Dziś w nocy nie mogąc spać, zaczęłam czytać drugi tom Prousta. Bardzo nudne, ale uparłam się, że pomału zmorduję. (29.01.36). Jest to jakaś alternatywa zamiast leku na bezsenność.
Dziś największa elita umysłowa i artystyczna zastąpiła Geldhabów i Jourdainów, nikt jej nie prześcignie w próżności i snobizmie, a „ostatni krzyk” wyrafinowanej literatury – Proust jest niejako rehabilitacją i psychologizującą apologią snobizmu i dorobkiewiczostwa duchowego. (23.03.36)
Skończyłam czytać „Wykolejeńca” i zaczęłam 7 tom dusznego Prousta, dusznego jak suterena biednych ludzi, mimo że opisuje świat bogatej wyrafinowanej burżuazji i arystokracji (21.04.36). Tempo czytania doprawdy olimpijskie, sześć tomów w trzy miesiące?, a może Dąbrowska czytała wybiórczo. Mnie się tom pierwszy bardzo podobał, drugi także, aczkolwiek czytało mi się go nieco ciężej.
I coś, co jest jak miód na moje serce. Z powodu wypicia o jedenastej dwu filiżanek b. mocnej kawy całą noc nie spałam. I przeczytałam blisko cały tom „Nędzników”, którymi się rozkoszuję. (30.01.37). Kończę czytać Nędzników, dzieło wzniosłe i wielkoduszne. Takie potrzeba dziś tworzyć dla uzdrowienia ludzkości. (6.02.37) A ja owszem, a ja tak.  
Moje refleksje o Hamlecie. Pojmuje się go zawsze jako uosobienie niezdolności do czynu, uosobienie wahającej się neurastenii. Tymczasem nikt w tej tragedii nie popełnił tylu czynów, co Hamlet. Za jeden grzech stryja i matki Hamlet zabił: Poloniusza, króla, królową (choć ostatecznie sami się zabijają), Leartesa, wysłał w gruncie rzeczy na śmierć Rozenkranca i Gildensterna, był sprawcą śmierci Ofelli. Można stąd wysnuć koncepcję, że intelektualista, gdy wejdzie na drogę czynu- zajdzie dalej na manowce niż zwykły człowiek czynu. (4.04.39) 

18 komentarzy:

  1. Widzę, że masz ocenzurowaną wersję "Dzienników" - nie wiesz jak się ma do pełnej edycji, czy ocenzurowano tylko wątki osobiste czy także jej zbyt nieprawomyślne opinie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia. Nieocenzurowana wersja została z tego co mi wiadomo wydana w bardzo małej ilości egzemplarzy w formie skoroszytów, ale oczywiście mogę się mylić. Z tego co pisała kiedyś książkowiec cenzura dotyczyła raczej poglądów autorki niż wątków osobistych. Jak sama wspomniała Dąbrowska w III lub IV tomie - nie lubiła ona pisać o sprawach osobistych, choć Dzienniki nie są ich zupełnie pozbawione, to jednak starała się więcej pisać o otaczającej rzeczywistości czy swoich wrażeniach. Choć jak przyznaje z czasem zmieniała osąd na pewne sprawy, więc może i to potem uległo zmianie.

      Usuń
    2. Czyli mam ocenzurowaną wersję jaka szkoda. Trudno jak się nie ma co się lubi ... Zapowiadają się ciekawie choć nie wyszłam jeszcze poza wstęp w tomie pierwszym. Zaskoczyła mnie Pani w bibliotece polecając wybór dzienników w jednym tomie ale co tam spróbuję mimo wszystko przeczytać całość o ile dobrze myślę pięć tomów.

      Usuń
    3. Ja też żałuję, ale uważam, że i ta ocenzurowana część jest ze wszech miar godna poznania. Ja wypożyczam z biblioteki pięciotomowe wydanie, jak na ilustracji, ale wiem, że były wydawane w różnych konfiguracjach; między innymi jako jednotomowe wydanie, nawet pani bibliotekarka ma problem za każdym razem, kiedy przychodzę po kolejną cześć, bo ma tych wydań na różnych półkach trochę i czasami próbuje mi wcisnąć inne:)

      Usuń
  2. Bardzo krytyczna i marudna była Dąbrowska,ale czytała jak burza.
    Co do "Cudzoziemki" to się z Tobą zgadzam, a nie z autorką "Nocy i dni" ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wielomo jej uwagami się zgadzam, ale to prawda, że nie ze wszystkimi, jak te odnośnie Cudzoziemki, czy choćby Prousta. Nie wszystko czytałam z rzeczy, o których pisze. A czytanie było niejako wpisane w jej profesję :)

      Usuń
  3. Ojej, ale ja nie mogę zgodzić się ze słowami, że w jego utworach żaden Polak nie występuje! Bo Polak pojawia się w "Amy Foster" :-)
    Mnie również dziwią niepochlebne słowa Dąbrowskiej o Prouście. "Nic czego bym nie wiedziała o człowieku, od niego nie dowiaduję się"... Ech, nie poznała się na tym pisarzu. Można Prousta nie lubić, jednak każdy inteligentny człowiek powinien docenić jego twórczość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Dąbrowska nie czytała tej książki, co jednak wydaje się mało prawdopodobne, ale możliwe.:) Przypominam sobie taki dopisek dotyczący nie czytanej książki Conrada- nie jestem aż takż "maniaczką" a może wielbicielką Conrada. Postarram się poszukać :) A co do Prousta myślę, że tak zupełnie go nie skreśliła, skoro te siedem tomów przeczytała, jak by świadczył o tym ostatni zapisek, a nie przerwała lektury w połowie, jak było z Sagą rodu Forsaytów.

      Usuń
  4. Mnóstwo czytała...Faktycznie można nazwać ją maniaczką czytania...Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wniosek z Twojego wpisu jest jeden. Dąbrowska nam podpowiada. Na czytanie najlepsze są dwie filiżanki mocnej kawy wypitej przed północą:) Dzięki temu mnóstwo zaległości lekturowych nadrobimy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można wypróbować, ale z racji konieczności codziennego wstawania skoro świt (no prawie codziennego) wolę spróbować w piątek lub sobotę, tyle, że wówczas potrafię zarwać noc i bez kawy:0

      Usuń
  6. W "Nocach i dniach" był Toliboski, nie Tolibowski. Literówka Twoja czy Dąbrowskiej? :)
    Jest jakiś czar w tych jej zapiskach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz nie sprawdzę, bo Dzienniki oddane do biblioteki, ale jak anam siebie, to zapewne to moja literówka. Teraz nie mam możliwości poprawienia, zrobię to wieczorem.

      Usuń
  7. Hmm, któż może spać wypiwszy jedenaście filiżanek mocnej kawy.
    A jak czuła się rano? Miała kawowego kaca?
    Mam jeszcze kilka Twoich pięknych postów do przeczytania.
    Tymczasem, miłej nocy Gosiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby wypiła jedenaście filiżanek kawy, pewnie nie dożyłaby rana:) zwłaszcza w jej wieku i stanie zdrowia. Ale przy dwóch czytała, choć ja i dwóch na noc bym nie wypiła.

      Usuń
  8. Chyba zgodziła bym się z Dąbrowską co do Prousta, bo kiedyś próbowałam go czytać i niestety zrezygnowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O czytaniu Prousta (i Manna) piszę też w ostatnim wpisie Książki i ludzie, gdzie stosunek do tych dwóch pisarzy był wyznacznikiem stosunku do klasyki u znanych ludzi kultury. I tam widać, jak indywidualnym jest sprawa znalezienia w Prouście pokrewnej duszy lub nie.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).