niedziela, 30 listopada 2014

Igor Mitoraj moje antidotum na nieprzystawalność do współczesnej sztuki


W paryskiej dzielnicy nowoczesnych biurowców La Defense gościłam kilkakrotnie. Nie wywarła on na mnie większego wrażenia. Grande Arche będący celem odwiedzin nie zachwycił, a szklane drapacze chmur niosły skojarzenia z Ameryką. Domy z betonu i szkła sprawiają na mnie wrażenie bezdusznych korporacyjnych boksów, w którym zamknięto człowieka, aby wycisnąć wszystkie jego soki. Właściwie to nic nowego, historia ludzkości jest historią panowania jednego człowieka bądź grupki ludzi nad całą resztą społeczeństwa. 
Podczas ostatniego (październikowego) pobytu w Paryżu miałam okazję mieszkać w pobliżu La Defense. Idąc w kierunku metra zastanawiałam się, czy architektura XXI wieku będzie tym dla potomnych, czym dla nas jest architektura zeszłych stuleci. Czy ten brak zdobień, prostota formy i funkcjonalność uzyska uznanie ludzi, którym przyjdzie żyć po nas. Kiedy tak wędrowałam esplanadami, a myśli krążyły wokół nieprzystawalności własnej osoby do dzisiejszego świata (typowej rozterki osoby wchodzącej w wiek dojrzały) zauważałam najpierw Jego a potem Ją. A może odwrotnie. 

Ikar i Ikaria Igora Mitoraja. Na tle biurowców, odbijające się w szkle ogromne, masywne postaci ludzkie sprawiające wrażenie niezwykle lekkich. Z jednej strony okaleczone, ułomne, słabe, a z drugiej silne, zwycięskie, wielkie. Współczesne, a jednak klasyczne rzeźby polskiego artysty z jednej strony jakoś tu dziwnie nie pasują, a z drugiej świetnie wpisują się w tę odhumanizowaną rzeczywistość i współczesne formy. Z rzeźbami Mitoraja zetknęłam się wcześniej w Krakowie, Warszawie, Poznaniu i Rzymie. Wszędzie zaskakują, pierwsze wrażenie wywołuje coś w rodzaju konsternacji. Jak dotąd chyba najbardziej nieprzystawalnym miejscem, w którym oglądałam dzieło tego rzeźbiarza był Poznański Stary Browar. Teraz dołączyła do tego La Defence. Stałam zahipnotyzowana i rzeźbami; klasyka wśród architektury przyszłości, i ich umiejscowieniem. Niewiarygodnym wydawało mi się, iż artysta wyraził zgodę na takie ich usytuowanie, a może zresztą to on sam zaproponował takie miejsce ich ekspozycji. Choć z drugiej strony esplanada prowadzi do Uniwersytetu, a to chyba dobre otoczenie dla dzieł sztuki. 

Po namyśle doszłam do wniosku, że te rzeźby „uczłowieczają” otoczenie. Zatrzymują przechodnia w biegu, spowalniają jego ruchy, zmuszają do zastanowienia się nad kondycją człowieka. I za chwilę to współistnienie wydaje się jak najbardziej harmonijne. Jego Ikar wraz ze swą partnerką Ikarią to ludzie okaleczeni doświadczeniem wojen i śmierci, a jednak zwycięscy. Nie podejmę się analizy dzieł, bo nie mam ku temu wystarczającej wiedzy. Na rzeźbie nie znam się wcale. Gdyby nie Michał Anioł, Bernini, Canova moja znajomość tej dziedziny sztuki była by bliska zeru. 
Zaskakuje mnie natomiast klasyczne piękno ciała w rzeźbach pana 
Mitoraja w zderzeniu z ich oszpeceniem (okaleczeniem). Jego posągi są wielkie i ułomne zarazem. Jest w nich i smutek i nadzieja, świadomość przemijania i jednocześnie wiara w przetrwanie. Wzloty i upadki, jak u Ikara. Raz chcemy dorównać Bogom, a za chwilę zostajemy ukarani za swoją pychę. 
I to one przyciągają wzrok bardziej niż otaczające je budynki. Mimo, że nieprzystępne i obce, tajemnicze, są fascynująco piękne i melancholijne. Są symbolem waleczności i wielkości człowieka. I za to cenię rzeźby zmarłego niedawno polskiego artysty.

Zdjęcie nr 1 Ikaria w paryskiej La Defense, zdjęcia nr 3 i 4 Ikar w paryskiej La Defense, zdjęcie nr 2 Blask księżyca w Starym Browarze w Poznaniu


Fragment drzwi świątyni Santa Maria degli Angeli w Rzymie (dwa pierwsze zdjęcia) oraz fragment drzwi świątyni Matki Bożej Łaskawej w Warszawie (dwa kolejne zdjęcia)

Moim zdaniem rzeźby tego wielkiego, niedawno zmarłego polskiego artysty mają coś wspólnego z rzeźbami mojego ulubieńca Michała Anioła. Te uwięzione w drzwiach świątyń fragmenty ciał przypominają Niewolników Michała Anioła. 

16 komentarzy:

  1. Az dziw bierze ze tak mało o nim mówiono, kiedy odszedł. Fakt ze był to ten sam dzień w którym również odeszła pewna śliczna aktoreczka niczego nie tłumaczy. A raczej nakłania do gorzkich refleksji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wrażenie, że to kolejny artysta polski lepiej znany za granicami kraju, niż u nas :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy raz słyszę to nazwisko, chociaż nie wiem, czy to dobre skojarzenie, ale przypomina mi się rzeźba na krakowskim rynku - przewróconej głowy wielkości dość sporej. J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem na krakowskim rynku znajduje się także rzeźba naszego rodaka. Ja spotkałam się z tym nazwiskiem kilka lat temu i po raz pierwszy zwróciłam nań uwagę oglądając drzwi świątyni Santa Maria degli Angeli, choć głowę na krakowskim rynku musiałam widzieć już wcześniej.

      Usuń
  4. O Igorze Mitoraju pisałam w poście
    http://ewa-naprzeciwszczciu.blogspot.com/2012/03/moje-podroze-ponad-czasem-i.html
    Polecam jego dzieła w nieco innej antycznej przestrzeni i proszę nie traktuj tego jako reklamy bloga, bo na nim jak wiesz nie zarabiam. Podobnie jak Ty śledziłam jego twórczość i nic nie wskazywało na to, że nagle Igor Mitoraj - mój ulubiony rzeźbiarz odejdzie.

    Chciałabym jeszcze kilka słów napisać na temat La Defense. Ja z kolei bardzo lubię tę dzielnicę i właśnie mam zamiar napisać o niej coś więcej przy okazji małego jubileuszu, a mianowicie trzechsetnego posta na blogu. A zatem kolejny będzie o La Defense.
    Tę nowoczesność ujęłam nieco inaczej - latem w godzinach lunchu. Było niezwykle kolorowo i tłoczno. La Defense to ogromna dzielnica mieszkaniowa i właśnie tak sobie wyobrażam sypialnie wielkich miast, szkło zamiast betonowych ciężkich kloców. Zauważ, że nie ma tam ruchu, drogi poprowadzono tak żeby mieszkańcy mogli się swobodnie i bezpiecznie poruszać po tej wielkiej przestrzeni, jednym ogromnym podwórzu. Zresztą zobaczysz, już teraz zapraszam.
    I pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewo, często podaję linka do starego wpisu, jeśli nie chcę się rozpisywać pod komentarzem i nie widzę w tym nic zdrożnego, odbiorca, jak zechce to przeczyta, jak nie to nic się nie stanie, a może przeczyta ktoś inny zainteresowany. Sięgnęłam do tego wpisu, większość zdjęć oglądałam w zakamarkach internetu, ale w takim zestawieniu to dla mnie nie lada gratka. Ja nie jestem ani znawcą, ani specjalnie się nie interesuję rzeźbą, a już współczesną w szczególności, ale te DZIEŁA zrobiły na mnie spore wrażenie. Co tu dużo mówić, przykuły mój wzrok i sprawiło ich oglądanie przyjemność. I wydaje mi się, że są na tyle uniwersalne, że harmonijnie komponują się w każdym otoczeniu. I doprawdy nie rozumiem tych jakichś protestów, które odbywały się bodajże w Warszawie. Co do La Defense do tej pory nie robiła na mnie wrażenia i powiedziałabym, że moje uczucia wobec dzielnicy były ambiwalentne, tyle, że traktowałam ją w kategorii ciekawostki architektonicznej, która może kiedyś będzie czymś w rodzaju zabytku (Grande Arche), Natomiast gdybym miała ją traktować, jako sypialnię miasta to muszę przyznać rację, iż jest to idealne miejsce. Wieczorami cicho i spokojnie, szerokie eplanady, no i co najważniejsze, wracając po północy czułam się tam bezpiecznie, mnóstwo latarenek, które dodają uroku, i nawet troszkę zieleni. Widoczne na 4 zdjęciu schodki oświetlone latarniami wieczorem (nocą) wyglądają niezwykle urokliwie.Troszkę jak na Monmartrze :) (troszkę przesadzam, ale miałam takie skojarzenie). No i świetne połączenie komunikacyjne. Z innych uroków dzielnicy za dnia nie korzystałam, bowiem hotel traktuję, jak miejsce noclegowe, wychodzę rano, wracam późnym wieczorem. Miałam napisać dłuugi wstęp o mojej nieprzystawalnosci do współczesnej architektury i sztuki, ale suma sumarum skróciłam, bo długie wpisy mało kto czyta, a też nie chcę pisać o sobie (choć tego nie da się uniknąć), a raczej o tym co oglądam:) Pozdrawiam serdecznie. I liczyłam na twój odzew, generalnie muszę przyznać, iż niewiele osób doń zajrzało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bodajże w roku 1998 zaprosiłam moich przyjaciół do Paryża. Tworzyliśmy fajny zespół, dwie rodziny, jedna z sześciolatkiem druga z siedmiolatką. Włóczyliśmy dzieciaki po różnych dzielnicach, a one nie specjalnie się radowały, tak jak i nie specjalnie radowali się ojcowie. Ale kiedy dotarliśmy któregoś dnia na La Defense mojemu przyjacielowi Andrzejowi autentycznie opadła szczęka, usiadł z gębą otwartą na schodach Grande Arche i znieruchomiał. Po jakimś czasie, kiedy już się nieco oswoił z tą nowoczesnością, powiedział: właśnie tego trzeba mi było. Pamiętam również jego inną reakcję, kiedy wyszedł z Inwalidów. Wtedy usłyszałam kolejną rewelację z jego ust: człowiek bez pasji jest martwy.
      La Defense jest fantastycznym rozwiązaniem architektonicznym. Zapewnia miejsca pracy i daje ludziom mieszkania. Zobaczysz na zdjęciach co się tam działo latem.
      A póki co buziaki i nie bój się dłuższych wypowiedzi, chociaż nie koniecznie o przeczytanych książkach.

      Usuń
    2. Moja mama, którą zaprosiłam na wycieczkę kilka lat temu, też wskazywała tę dzielnicę jako jedną z rzeczy, które najbardziej jej się w Paryżu spodobały. Choć muszę przyznać, że nie tylko, podobało jej się też Orsay (obie kochamy impresjonizm), Luwr, stateczki na Sekwanie i parę innych rzeczy :) Moja koleżanka wielbicielka starożytnej kultury i sztuki była także zachwycona. Co do mnie doceniam funkcjonalność natomiast nie dostrzegam piękna, stąd moje rozważania (które też skróciłam do minimum), czy przyszłe pokolenia docenią piękno tej prostej formy.

      Usuń
    3. Dodam jeszcze tylko, że mieszkać na stałe lubię na tak zwanym zadupiu, z dala od cywilizacji... w małym drewnianym domu z ogrodem...
      Szkoda tylko, że w Orsay nie można robić zdjęć.
      Mnie zszokowała niewielka sala z obrazem Gustawa Courbet'a L'Origine du monde. Wyszukaj obraz w internecie, a przypomnisz go sobie. Wisi w Orsay na wprost drzwi. Mocny, prawda i piękny ?!

      Usuń
    4. :) pomarzyć dobra rzecz. Nie muszę sprawdzać w internecie. W Orsayu bywam za każdym pobytem i znam niemal na pamięć ekspozycję, choć robią co mogą i co jakiś czas zmieniają, parter na piąte, albo piąte nan parter :). Obraz nazywany przeze mnie kuciapką zbulwersował też mojego kolegę z pracy, który po powrocie z Paryża opowiadał mi o nim. Obraz mogę potraktować jako dzieło sztuki, ale już coś, co nie wiem, jak nazwać - happening, czy wybryk chcącej na siebie zwrócić uwagę kobiety, która usiada przed obrazem i demonstrowała na żywo swoje walory wzbudził uczucie zniesmaczenia, a zwłaszcza ludzie przyglądający się i bijący brawo.

      Usuń
    5. Czyli taka współczesna sztuka - performance
      Buziaki

      Usuń
  6. Interesujący post. Nazwisko rzeźbiarza nie było mi już obce, bo słyszałam o nim jeszcze przed jego śmiercią.
    Też się nie znam na rzeźbie, mogę tylko podziwiać ich piękno, chyba, że są jego zaprzeczeniem co też się zdarza.
    Czy ja Ci już pisałam, że świetnie opowiadasz......potrafisz przykuć uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pomysł na tego posta powstał właśnie z zadziwienia nad współczesną sztuką, której coraz częściej nie rozumiem, a która jak piszesz bywa zaprzeczeniem piękna. Jak zaprezentowany u koleżanki eksponat stanowiący splątane druciki na zapaćkanej farbą deseczce. Jak na to nie patrzę to widząc coś takiego wyrzuciłabym to do śmietnika. Podobnie, jak nie widzę nic pięknego w białej kropce na białym tle czy tym podobnych

    OdpowiedzUsuń
  8. Z rzezbami Mitoraja zetknelam sie na... Majorce. Byla kilka lat temu zorganizowana tymczasowa ekspozycja przy katedrze w Palmie. Pamietam do tej pory, jak kazda z rzezb ogladalam z kazdej strony i nie moglam sie napatrzec, a nie jestem jakas koneserka rzezby. O smierci artysty dowiaduje sie od Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystawy na całym świecie, w różnych miejscach, a w Polsce wydaje mi się, że znany dość słabo i niedoceniany, a przecież jego rzeźby są takie piękne i uniwersalne. Zmarł 6 października w Paryżu; pomiędzy moim pierwszym a drugim tam pobytem. Natknęłam się na tę informację przypadkiem, kiedy szukałam informacji o wydarzeniach w Paryżu.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).