niedziela, 9 listopada 2014

Inny świat Gustaw Herling-Grudziński

źródło zdjęcia
Nie szukam takich książek, nie leżą w granicach moich zainteresowań, nie zgłębiam literatury obozowej, nie studiuję psychiki człowieka w skrajnych warunkach, a jednak ilekroć trafię na tego typu literaturę odkrywam na nowo otaczający świat, mechanizm zła i odnajduję coś więcej niż tylko reportażowy zapis historii. Tego typu literatura ogromnie mnie porusza i choć może dziwnie to zabrzmi stanowi pewnego rodzaju katharsis, jest spłatą długu wobec wcześniejszych pokoleń. Ona wzbogaca wiedzę i świadomość i zmienia optykę widzenia, chyba niezależnie od tego, ile już za mną i ile jeszcze przede mną tego rodzaju lektur.
Inny świat nie był moją lekturą szkolną, dlatego poznając go w wieku dojrzałym patrzę nań z perspektywy człowieka o innym bagażu doświadczeń, niż uczeń, który lekturę musi „zaliczyć”. Odbieram go także przez pryzmat dzisiejszych wydarzeń i sytuacji politycznej, co nie nastraja optymistycznie, a jednocześnie uświadamia powtarzalność zdarzeń i pozwala lepiej zrozumieć mechanizm działania państwa totalitarnego. 
A książka przestaje być jedynie zapisem historii i uświadomieniem, iż historia (ta historia) wciąż się toczy, choć w nieco innej scenerii. 
Inny świat to relacja z pobytu w sowieckim obozie w Jercewie, relacja przerażająca tym bardziej, że z pozoru beznamiętna. Narrator opisuje zdarzenia tak jakby był jedynie ich obserwatorem, a nie uczestnikiem. W codziennym zmaganiu się z realiami surowej egzystencji nie ma miejsca na bohaterstwo, patos, przejawy człowieczeństwa. Jest codzienna wegetacja i czepianie się życia z całej, gasnącej siły upodlonego ludzkiego zwierza. Fizjologia, okrucieństwo, głód, choroby, wszy, gwałty, bicie, praca ponad siły. Wyniszczenie psychiczne i fizyczne, likwidacja najsłabszych jednostek, obojętność wobec śmierci. A jednak i tu pojawiają się okruchy człowieczeństwa; gesty solidarności, współczucia i brak akceptacji dla tego, który dla ratowania życia zgodził się wydać wyrok na innych współwięźniów. Mimo, iż jak pisze Grudziński "człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach, i uważam za upiorny nonsens naszych czasów próby sądzenia go według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich." 
Jako, że wciąż „siedzi we mnie” W domu niewoli Obertyńskiej nie potrafiłam uwolnić się od porównań. W książce Obertyńskiej mimo dramatycznego opisu pobytu na sowieckiej ziemi, jest niewielka doza optymizmu. Jest ratowanie się poszukiwaniem piękna natury i ludzkich odruchów w piekle, jakie stało się udziałem autorki. Obertyńska pisała o swej gehennie w sposób niezwykle emocjonalny, Grudziński pisze rzeczowo i bez emocji; jest to połączenie reportażowego zapisu dramatu z literackim talentem autora. 
Obraz innego świata (przyrównywanego do świata opisanego przez Dostojewskiego w Zapiskach z martwego domu) jest przerażający, tak jak przerażające są zaludniające go istoty. Jedynym celem wegetujących tu istot jest walka o przetrwanie za każdą cenę; kradzieże, donosy, pobicia, prostytucja. Celem sowieckiego obozu nie jest fizyczne unicestwienie człowieka, a psychiczne i mentalne przeobrażenie go w bezwolną służącą systemowi kukłę. Zniszczony i doprowadzony do skrajnej rozpaczy człowiek miał nie tylko przyznać się do fikcyjnej winy, ale miał w nią uwierzyć i przekonać o tym przesłuchujących go katów, miał udowodnić swoją winę, aby mógł rozpocząć proces odkupienia (poprzez pracę lub poprzez śmierć) i urzeczywistnić swoje uwięzienie. 
"nie wystarczy strzelić komuś w łeb, trzeba jeszcze, żeby o to na procesie pięknie poprosił" 
Wysyłanie na Kołymę było tym czym u Niemców wysyłanie do obozów koncentracyjnych, z tym, że w obozach dążono do fizycznej eksterminacji, u sowietów do wyciśnięcia wszystkich soków podczas katorżniczej pracy w obozie.
Opisy kaźni są rzeczowe, obojętne i pozbawione emocji, może dlatego, iż jak pisze Grudziński, życie jest łatwiejsze, jeśli zatarciu ulegną wspomnienia z wolności, przyzwyczajenia, pragnienia. Pozbawia się uwięzionych wszystkiego, aby tym łatwiej się nimi kierowało dając im w zamian małą cząstkę tego, czego wcześniej ich pozbawiono. 
Podobnie jak u Obertyńskiej pojawia się wspomnienie pobytu w szpitalu, jako jedno z najpiękniejszych przeżyć podczas niewoli oraz obawa przed wolnością, w której znowu trzeba będzie się pilnować, aby nie trafić z powrotem do obozu.
Podobnie też jak W domu niewoli obraz pobytu na wolności różni się niewiele od pobytu w więzieniu. 
Obóz sowiecki pozbawił miliony swych ofiar jedynego przywileju, jaki dany jest każdej śmierci – jawności – i jedynego pragnienia, jakie odczuwa podświadomie każdy człowiek-przetrwania w pamięci innych.
Myślę, że przeczytanie tej książki jest jakimś rodzajem hołdu dla milionów bezimiennie pomordowanych.
Lepiej umrzeć niż żyć na kolanach cytował Grudziński hiszpańską komunistkę, tyle, że umrzeć wcale nie było łatwo, na śmierć trzeba było sobie „zasłużyć”.
Książkę poznałam w postaci audiobooka, co uniemożliwiło mi zamieszczenie większej ilości cytatów. Zaletą audiobooka są muzyczne rzewne rosyjskie ballady towarzyszące czytającemu książkę Henrykowi Machalicy.

25 komentarzy:

  1. Matko Boska, co ty za książki dobierasz? Katujesz się sama lekturą? Ja przeczytałam raz i powiedziałam, że nigdy więcej. Przez kolejny rok po lekturze w szkole średniej miałam głowę nabitą książką. dzis już oczywiście nie pamietam, ale wówczas....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy widzę tego typu literaturę u koleżeństwa też zadaję sobie to pytanie. A jednak to nie jest samo-umartwianie, czy katowanie się, aczkolwiek lektury nie można nazwać przyjemną. Czytałam po raz pierwszy. A dlaczego? wydaje mi się, że odpowiedziałam na to pytanie we wpisie.

      Usuń
    2. Tak, rozumiem.
      Każdy wybiera czy też dobiera taką lekturę, jaką chce, pragnie i na jaką ma ochotę. Trzeba też poznawać to co nieznane, zapomniane. U mnie odłożone w pamięci gdzieś daleko. Mam tego świadomość, ale od kilku lat moja psychika w ogóle nie akceptuje tego typu książek. Podziwiam więc :)

      Usuń
  2. To były miejsca, w których metodycznie pozbawiano ludzkie istoty człowieczeństwa.
    Na razie poznałam Grudzińskiego z innej strony z przyjemnością czytając dwa jego opowiadania.
    Ale myślę, że to był początek poznawania jego pisarstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z chęcią poznałabym Grudzińskiego z innej strony. Ciekawa jestem jego pisania nieobozowego.

      Usuń
    2. Mój syn dostał jako nagrodę książkę "Skrzydła ołtarza", w której są dwa jego opowiadania "Wieża" i "Pieta dell'Isola" - bardzo mi się spodobała ich tematyka, jak i piękny język jakim zostały napisane.

      Usuń
    3. Brzmi włosko, więc już mi się podoba.

      Usuń
    4. Akcja toczy się we Włoszech

      Usuń
    5. Tym bardziej ciekawam :)

      Usuń
  3. Czytałam...wstrząsająca lektura.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam ją jako lekturę w liceum, mocna, poruszajaca proza, nie da się przejść obok niej obojętnie. Na co dzień stronie o d takie literatury, ale warto znać trochę literatury obozowej, bo trzeba wiedzieć, nie można udawać, że tego nie było i to się nie działo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również na co dzień raczej unikam, ale ilekroć trafię dochodzę do wniosku, że warto, że trzeba, że chcę wiedzieć, znać..

      Usuń
  5. Dopóki to była książka zakazana, chciano ja czytać. Teraz, jak jest lekturą, czytają głównie jej streszczenie w internecie. Nie wiedząc, co tracą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Jak to z lekturami bywa, część z tego powodu będzie z założenia zniechęcona do książki, bo lektura i taka przygnębiająca, a cześć dzięki temu, że lektura po nią sięgnie i pozna. Jako licealistka też chyba większą wagę przywiązywałam do fabuły niż do sposobu opisu :)

      Usuń
  6. Trudne książki po prostu trudno się czyta, niezależnie od tego, czy z musu, czy z własnej chęci poznania kanonu. "Inny świat" ostatnio kupiłam na wyprzedaży za parę złotych. Uświadomiłam sobie, że warto ją przeczytać teraz, jako osoba dorosła, jak napisałaś, z innym bagażem doświadczeń niż uczeń. Myślę, że choć bolesna, to nadal, będzie wartościowa lektura. Trudno, z bólem też trzeba się zmierzyć. W liceum pamiętam, że było mi ciężko, bo emocjonalnie naprawdę nie dawałam sobie z tym rady (swoją drogą, ten natłok wówczas literatury obozowej był naprawdę przytłaczający, ledwo się pozbierałam po Nałkowskiej i Borowskim i już trzeba było czytać Grudzińskiego.. to było naprawdę dużo)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za moich czasów (nie cierpiałam, kiedy tak mówiła moja mama :)) Inny świat nie był lekturą, natomiast Borowski i Nałkowska owszem i też pamiętam, że ciężko mi było przez te lektury przejść. Dziś nie zakładam powrotu, ale że nigdy nie powinno się mówić nigdy, bo życie nas często zaskakuje, może i po nie kiedyś sięgnę. To jest wartościowa lektura i myślę dobra literatura.

      Usuń
  7. Piękna recenzja, pełna wartościowych spostrzeżeń.

    Twierdzenie, że czytanie tego typu książek jest spłatą długu wobec wcześniejszych pokoleń, wcale nie brzmi dziwnie, bo ci ludzie pozamykani w różnych obozach, zamęczani, umierający śmiercią głodową, marzyli o tym, by przynajmniej ktoś pamiętał o ich cierpieniu. Niestety, w naszych czasach mało kto chce o tym pamiętać, większość osób woli lektury lekkie, łatwe i przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet się temu nie dziwię, taka potrzeba poznawania tego typu literatury często przychodzi z wiekiem, a czasami wcale, co oczywiście nie wyklucza wyjątków. Cieszę się, że myślimy podobnie, biorąc sobie nasze czytanie jako spłatę długu wobec przodków. Skazanie na niepamięć byłoby chyba jeszcze większą "karą" dla zamęczonych, bo karą nie od prześladowców, a od potomnych.

      Usuń
  8. Wczesna młodość to mimo wszystko czas wielkiej wrażliwości, dobrej pamięci a jednocześnie czas kształtowania charakteru, więc pomimo że wstrząsające, trudne, przykre dla młodego człowieka książki Herlinga-Grudzińskiego, Borowskiego, Nałkowskiej powinny być w kanonie lektur. Tylko pamięć tragedii i brak złudzeń na temat natury człowieka może uratować przed popełnianiem tych samych błędów. Swoją drogą ciekawe, czym inne nacje "katują" literacko swoją młodzież?

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z Tobą, choć czasami wydaje mi się, że są to nasze pobożne życzenia, a książki nikogo (mało kogo zmienią) nie zmienią, kiedy w grę wchodzą inne czynniki. Czy dzisiejsi przywódcy czytali za młodu i czy coś im z tego zostało? A to oni pociągają za sznurki

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam. Powiem Ci bardzo szczerze, nie lubię takich książek. Zbyt mocno wszystko przeżywam.
    Zastanawiam się czy ja mam jakąś dziwną psychikę?
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy myślę o swoim stosunku do tego rodzaju książek to trudno nazwać go lubieniem, albo nielubieniem. Kiedyś nie sięgnęłabym po tego typu książkę bez przymusu, dziś zdarza się, że sięgam, bo czuję jakiś wewnętrzny przymus, potrzebę. Choć muszę przyznać, tak trochę a propos umartwiania się, że kiedy wybrałam się ostatnio do nowo powstałego muzeum żydów polskich to z pełną świadomością ominęłam ekspozycję dotyczącą okresu drugiej wojny światowej skupiając się na czasach wcześniejszych; historii, zwyczajach, obrzędach, tradycji, kulturze.

      Usuń
  11. Czytałam, bardzo dawno temu. Było to w 1980 roku, gdy po raz pierwszy pojechałam do Londynu. Jako świeżo upieczona maturzystka, z piątką z polskiego. Wydawało mi się, że mam całą literaturę polską w jednym palcu. I nagle weszłam do polskiej księgarni na King Street i odkryłam dziesiątki pisarzy o których istnieniu nie miałam zielonego pojęcia-Wata, Gombrowicza, Mackiewicza, Miłosza i właśnie Herlinga-Grudzińskiego. Przeżyłam szok! A nawiązując do tej książki, to byłam ostatnio na wystawie w muzeum Quai Branly o tatuażach i sporo jest tam o łagrach. Kupiłam nawet wielki album o tym, jak tatuowali się więźniowie wywożeni na Syberię w Rosji sowieckiej. Bardzo ciekawe! Muszę o tym napisać, ale może wcześniej przeczytam jeszcze raz "Inny świat". To jest kawałek naszego dziedzictwa, kraju Europy Wschodniej a pamięć jest ważna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mnie nadal wydaje się często, iż jest tylu pisarzy, których poznać powinnam, których poznać bym chciała, tyle książek, których nigdy nie przeczytam i będę o to poznanie uboższa. Czy już ci to kiedyś mówiłam, że podziwiam rozległość i różnorodność twoich zainteresowań. Pewnie nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy wybrać się na wystawę tatuażu, a jak widać i to może być ciekawe przeżycie. Podobnie, jak Ty uważam, że powinno się znać przynajmniej wybrane pozycje również z literatury, której czytanie nie sprawia przyjemności i nie relaksuje. Ten brak udało mi się nadrobić, ale zostało jeszcze całkiem sporo innych.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).