poniedziałek, 29 grudnia 2014

Święta w Krainie Łagodności



Niech zakwita, niech oczyszcza, niech kształt nada
Tam, co w nas tkwi gdzieś na dnie samym
Niech się wznosi, niech się wznosi
Aż zabłyśnie tęczą
Do krainy łagodności bramą.*
Kraina Łagodności - to nie miejsce na ziemi, ale stan ducha, jaki można odnaleźć w sobie. Niektórzy, aby go znaleźć nie potrzebują nigdzie wyjeżdżać, innym wystarczy wyjść za próg domu, a jeszcze inni potrzebują oddalić się od domu o kilka, kilkanaście lub kilkaset kilometrów.


Ponieważ mój wewnętrzny spokój został przywalony tonami złych emocji potrzebowałam trochę większego dystansu dla ponownego jego odzyskania. Padło na Kraków, miasto bliskie sercu, miejsce, w którym mimo zgiełku wielkiej aglomeracji łatwiej jest odnaleźć stan wyciszenia, harmonii, spokojności. Poszukiwania zwieńczone zostały powodzeniem. Czas pokaże, na jak długo. 
To były piękne święta obfitujące w czas, spokój, refleksję. Spacery, spacery i jeszcze raz spacery, przerywane lekturą, koncertem, kinem, teatrem i smakowaniem Krakowa. 


Takie święta bez pośpiechu, bez poczucia zawiedzenia czyichś oczekiwań, bez przejedzenia (a jednak z uczuciem sytości), bez żalu, że znowu coś umknęło, że się nie zdążyło, nie odpoczęło, nie odwiedziło, nie kupiło, nie podało, nie sprzątnęło, nie zrobiło, nie pospało, albo pospało za długo...
Aby jednak nie było tak całkiem idyllicznie muszę wrzucić mały kamyczek do tego Ogródka Łagodności. 
Gdyby ktoś dziś mnie zapytał o radę w sprawie świąt poza domem, odpowiedziałabym, że jeśli nie odczuwa się obawy przed byciem ze sobą to polecam, ale nie w kraju, a przynajmniej jeszcze przez jakiś czas nie w Polsce.


Kiedy rok temu spędzałam święta w Amsterdamie miałam wrażenie, że całe otoczenie świętuje; ludzie życzliwi, radośni, spokojni, uśmiechnięci. Amsterdam to miasto otwarte dla mieszkańców i dla gości. Miasto dzielące się swymi bogactwami. Otwarte restauracje, kawiarnie, muzea i galerie, a zapewne i teatry. Zarówno turysta, jak i tubylec może wykorzystać wolny czas na wspólne z rodziną czy przyjaciółmi wyjście z domu. Nie dyskryminuje się ludzi, którzy nie chcą spędzać dwunastu godzin pod telewizorem bądź zamknięci w czterech ścianach własnego mieszkania. 
W Krakowie w okresie 24-26 grudnia pozamykane były prawie wszystkie muzea, galerie i teatry. Pozamykana była też większość kawiarni i restauracji. Kartkę z takim napisem (jak na zdjęciu obok) można było znaleźć na dwóch trzecich (jeśli nie więcej) tego typu lokali. W samo Boże Narodzenie otwartych było zaledwie kilka procent ogółu lokali gastronomicznych. Wygłodzonych turystów ratował Bożonarodzeniowy Jarmark serwujący na świeżym (mroźnym) powietrzu bigos, pierogi, pieczone kiełbaski, czy golonkę. 
Mnie się udało znaleźć kilka miejsc oferujących smaczny i ciepły świąteczny posiłek, ale wielu nie miało takiego szczęścia. 
Ale, żeby nie było tak pesymistycznie napiszę, iż i tak jest dużo lepiej niż parę lat temu, co mogę stwierdzić czytając wpis u buksy (na podstawie książki Zagajwskiego Lekka przesada).


Humor dopisywał i nawet jeśli marzły stopy i dłonie, wiał silny wiatr, w oczy zacinał deszcz lub oślepiało słońce (pogoda zaprezentowała całą gamę możliwości) to rekompensowały to piękne widoki, poczucie nieskrępowanej wolności, klimat miejsca i niesamowite doznania towarzyszące odwiedzinom na kilku wystawach (przed i po świętach) czy wysłuchaniu przepięknego koncertu w kościele Piotra i Pawła (jednej z niewielu atrakcji, jaką miasto oferowało w Dniu Bożego Narodzenia). 
Można też było się ogrzać przy ognisku obok kościoła Franciszkanów, gdzie odbywała się żywa szopka i wspólne śpiewanie kolęd. Cieszę się, że spędziłam tutaj kilka dni, bo odwiedzając miasto w okresie świąt mogłabym nie znaleźć Mojej Krainy Łagodności.
* fragment piosenki Wojtka Bellona Pieśń łagodnych 

54 komentarze:

  1. Byłam na króciutkim spacerze w Krakowie w pierwszy, świąteczny dzień. Jarmark działał w najlepsze, a w Noworolskim wszystkie stoliki zajęte - może rzeczywiście z tego powodu, że większość lokali zamknięta?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może widziałaś mnie:) siedziałam w Noworolskim na obiedzie. To był jeden z niewielu otwartych tego dnia lokali. Miałam szczęście, że dostałam tam stolik.

      Usuń
    2. Byłam około 17.00, bo pamiętam, że słuchałam jeszcze hejnału z wieży mariackiej stojąc przy oświetlonej choince, a potem zajrzałam przez szybki do Noworola. Pan grał na fortepianie...
      Nie wchodziłam, bo o stoliku nie było co marzyć.

      Usuń
    3. Ja byłam na obiedzie około 13 tej. O 17 wróciłam do hotelu, aby przyszykować się (czyt. cieplej ubrać) na koncert u Piotra i Pawła. A i tak nogi miałam, jak sople lodu, ale co tam, koncert był cudny, aż się nie chciało wychodzić.

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia, piękna relacja, a najpiękniejsze słowa o świętach spędzonych w tak "pogodny" sposób. To budujące:) Mnie też się udało spędzić je bez gonitwy, bez napięć, ale rodzinnie...Pozdrawiam poświątecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym Roku odnoszę wrażenie, iż Święta wielu osobom przyniosły radość i trochę spokoju w przeciwieństwie do lat ubiegłych, kiedy wiele osób powracało do pracy ze słowami, jakie szczęście, że święta już się skończyły :)

      Usuń
  3. Masz rację, każdy nosi swoją krainę łagodności w sobie, tylko nie każdy potrafi, chce lub może otworzyć do niej bramę. Cieszę się, że Tobie się to udało. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami kluczyk od tej bramy gdzieś się zagubi i pozostaje tylko pukać i czekać aż otworzą, albo samemu ją wyważyć :)

      Usuń
  4. Wydaje mi się, że w Polsce akurat w Boże Narodzenie osobom, które nie chcą poddać się ogólnemu trendowi, faktycznie może być ciężko. Sama też celowałabym w zagranicę. Dobrze jednak, że Twoje ogólne wrażenie wyszło na plus.
    I faktycznie, tak jak napisałaś wyżej w komentarzu: mi też w tym roku udało się lepiej spędzić święta. Bez napinania - to chyba klucz do sukcesu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej na plus. Poza tym, ja zawsze się zabezpieczam i w hotelu miałam coś tam na czarną godzinę, co na szczęście nie okazało się potrzebne. I zawsze też można szukać pozytywów w każdej sytuacji (choć nie zawsze się to udaje), np. nie zjem mniej przytyję:) A ze świętami może doszliśmy do pewnego kresu wytrzymałości związanego z tym wszystkim, co nas otacza i w świętach szukaliśmy już tylko okazji do wytchnienia (bez tego całego napięcia, pośpiechu, rywalizacji).

      Usuń
  5. Jakże miło Cię znowu "widzieć" w wirtualnym świecie! :) Cieszę się, że spędziłaś te Święta w oderwaniu od codziennych trosk i problemów. Niech pozostaną daleko od Ciebie w Nowym Roku, a przynajmniej staraj się je traktować ozięble ;) Kraków to magiczne miejsce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę się starała, czego i Tobie i wszystkim życzę. Nie jest to łatwe, ale nie jest chyba niemożliwe, choć pewna osoba usiłuje mnie przekonać, że życie jest pasmem nieszczęść i nie ma się z czego cieszyć :)

      Usuń
  6. Piękne miałaś Święta w tej krainie łagodności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne i pełne wrażeń i miłych wspomnień. :)

      Usuń
  7. czyli Zagajewski trochę miał rację ;). Dobrze, że nie całkiem i że tradycja jarmarkowego dokarmiania wędrowców wciąż żyje, a nawet się rozwija :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że miał dużo racji, jeszcze parę lat temu musiało to wyglądać przygnębiająco. Jarmark działał całe święta i jakieś resztki po świętach jeszcze cieszyły oko i żołądki gości.

      Usuń
  8. Kojący i magiczny Kraków - jak zawsze. Moja Kraina Łagodności mieści się chyba w książkach:)
    Należę do osób ceniących rodzinne święta, ale lubię odejścia od stołu. Dokładnie rok temu w Boże Narodzenie zwiedzałam Dachau i byłam zszokowana liczbą turystów. Myślałam, że tylko ja mam taki pomysł. Sklepy w takie dni pozamykane, ale obsługa ruchu turystycznego pracuje na maksa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja - tak na stałe w muzyce, często w książkach, a czasami w różnych punktach na ziemi. Rodzinne święta z czasów dzieciństwa to jedne z piękniejszych i cieplejszych wspomnień. Ja rok temu w Drugi Dzień Świąt zwiedzałam Dom Anny Frank i też zbudowana byłam ilością odwiedzających takie - smutne i przygnębiające miejsce w ten radosny świąteczny czas. Tym razem odwiedziłam cmentarz na Rakowicach; pasjami lubię stare nekropolie.

      Usuń
  9. To miałaś udane święta w tej Krainie Łagodności... Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwiązany licznymi powrózkami nie mogę sobie na taką ekstrawagancję świąteczną pozwolić. Jeszcze nie :) Ale opis taki, że zachciało mi się kiedyś z tego pomysłu skorzystać :D Noworocznego najlepszego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze kilka lat temu z racji rodzinnych zobowiązań także nie mogłam marzyć o takim sposobie spędzania świat, nie mogłam, a nawet nie chciałam, nie wyobrażałam sobie, jak można w taki czas wyjechać z domu. Na wszystko jest odpowiedni czas. Noworocznie wzajemnie:)

      Usuń
  11. Cieszę się, że wybrałaś Kraków na Święta (i to jeszcze te Święta rodzinne, spokojne, radosne). Miasto w Boże Narodzenie wygląda inaczej niż na co dzień. Nie ma tu praktycznie turystów, nie ma studentów, a przyjezdni mieszkańcy jadą do swoich domów.

    Trudno faktycznie znaleźć lokal gastronomiczny i czynne atrakcje w pierwszy dzień Świąt, ale w drugi już nie powinno być problemu, chociaż muzea mają wtedy nadal skrócone godziny pracy. Szkoda, że nie pokusiłaś się o odwiedzenie szopek w krakowskich kościołach - szczególnie te u Kapucynów oraz Pijarów są naprawdę świetne (i oczywiście żywa szopka u Franciszkanów, ale ją widziałaś). Pasterka u o.o. Dominikanów też jest warta zobaczenia - niesamowite przeżycie.

    Kraków jest od zawsze moją Krainą Łagodności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy nie ma turystów? Widziałam ich sporo, ale nie mam skali porównawczej, ostatnio byłam dwa lata temu chwilę po świętach i było podobnie. Może teraz w okresie poza świątecznym bywa tłumniej. W Noworolskim, w Staropolskie, na koncercie, w świątyniach, które odwiedzałam słyszałam głównie obcokrajowców. Atrakcje turystyczne mimo zapowiedzi internetowych o skróconym czasie pracy w wielu miejscach były zamknięte. Szopki krakowskie oglądałam; do Pijarów miałam dwa kroki z hotelu, ale chyb a najbardziej podobała mi się u Bernardynów; coś w stylu szopek neapolitańskich. No i oczywiście obejrzałam tradycyjnie Szopki w Krzysztoforach (w wigilię mimo informacji internetowej zamknięte). Co do Pasterki nie miałam rozeznania i poszłam do Mariackiego. Kraków jak najbardziej zasługuje na miano Krainy Łagodności. Pozdrawiam

      Usuń
  12. Parafrazując Woody Allena: święta we własnym towarzystwie to w końcu święta spędzone z najbardziej ukochaną osobą na świecie.;)
    Od jakiegoś czasu kusi mnie, żeby wypróbować taki wariant. Niestety (?) coraz bardziej lubię podróżować samotnie, to świetnie resetuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod warunkiem, że się siebie kocha, bo znam osoby, które same siebie nie lubią :( Ja niestety też, odkąd odkryłam zalety takiego podróżowania ciężko przestawić mi się na inną opcję. Myślę, że wychodzi ze mnie jakiś rodzaj egoizmu, nie trzeba iść na żadne kompromisy:)

      Usuń
    2. To może także świadczyć o niezależności.;)
      Masz rację, są osoby, które siebie nie lubią. Aż trudno w to uwierzyć.

      Usuń
    3. Niezależność brzmi zdecydowanie lepiej niż egoizm, więc tego się będę trzymać :)

      Usuń
  13. To wspaniale, że udało Ci się odnaleźć w sobie wejście do Krainy Łagodności! I że mimo niezbyt sprzyjających warunków w postaci zamkniętych wystaw i lokali, udało Ci się jednak spędzić te Święta w cudowny sposób! Zdjęcia, które zrobiłaś, wyglądają niesamowicie klimatycznie i są przepełnione aurą Świąt! Oby spokój ducha utrzymał się w Tobie jak najdłużej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci z całego serca. Dzięki temu odnalezionemu w sobie wejściu nie wytrąciły mnie z równowagi takie drobiazgi, jak zamknięty lokal, czy galeria, miałam w zanadrzu plan B :)

      Usuń
  14. Czasami bardzo bym chciala, zeby wszystko bylo otwarte w dni swiateczne, zeby mozna bylo sobie pojsc na przyklad do biblioteki, z drugiej, jako przedstawiciel wszelakiej obslugi klienta i wszystkiego, co z tym zwiazane wiem jak daja sie we znaki wszelkie swieta w pracy z wiecznie czegos zadajaca i niezadowolona (wlasnie dlatego ze swieta) klientela. I tak zle i tak nie dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to niezadowolenie z pracy w dni nawet około-świąteczne dało się w paru miejscach odczuć, skwaszone miny nie tyle z powodu wymagającej klienteli, ale klienteli w ogóle, która zamiast siedzieć w domu łazi po muzeach; a wynocha mi, a okna myć, gary szorować, gotować, a nie pętać się po salach:) Jako była pracownica Muzeum Narodowego w Gdańsku mam doświadczenie w pracy podczas świąt. Kiedyś muzea były czynne w święta. Pamiętam, że pracowałam w Pierwszy Dzień Świąt i pamiętam, jak na zmianę urywałyśmy się z koleżankami na mszę do pobliskiego kościoła :)

      Usuń
  15. O i zapomnialam o zyczeniach :) Wszystkiego najlepszego, wielu rozwijajacych podrozy, wielu ciekawych ksiazek i wszelakich innych podniet upiekszajacych zycie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za życzenia pięknie dziękuję i oby się spełniły choć w części już będzie wspaniale. Ja również życzę wielu przyjemnych chwil w tym nowym roku.

      Usuń
  16. Ważne, że te niedogodności nie przeszkodziły Ci w czynnym i sympatycznym a na dodatek pełnym intelektualnych wrażeń odpoczynku w tej Krainie Łagodności jak określiłaś tym razem Kraków ...nie zgadłam gdzie się wybierasz.
    Święta to taki czas, w którym przynajmniej jeszcze w naszej tradycji każdy czy też prawie każdy chciałby mieć wolne stąd występuje delikatna niezgodność interesów między tymi, którzy chcą korzystać z usług innych w tym czasie a tymi, którzy te usługi muszą świadczyć. I stąd w Krakowie nie mogło być jak w Amsterdamie......przynajmniej na razie.

    Z przyjemnością oglądnęłam Twą fotorelację z Krakowa, do którego mam tak blisko a zarazem do wybrania się tak daleko, bo tylko niecałe 78 km.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem potrzeby i chęci, ale też rozumiem, że nie możemy mieć wszystkiego, co byśmy chcieli. Rozumiem, że praca w święta (tak jak i niedziele) może kłócić się z czyimś światopoglądem. I rozumiem, że tradycją jest u nas rodzinne spędzanie Świąt i to jest cudowne, bo nigdzie jak u nas (albo prawie nigdzie) nie obchodzi się ich z taką celebrą i tak uroczyście, ale należy też zrozumieć, że poza nami są jeszcze inni ludzie, wcale nie gorsi przez to, że mają inne zwyczaje. A czytając fragment książki przywołany przez buksy widzę, że jednak sytuacja się zmienia i być może kiedyś pójdzie to wszystko w całkiem innym kierunku (na wzór zachodni) i to też nie było by dobre. Tak więc i tu powinna zadziałać metoda złotego środka; zrozumieć jednych i drugich i pozwolić każdemu tak spędzać święta jak lubi. Ba, ale jak to zrobić? Nie wiem. A że masz tak blisko do Krakowa- ja mam nad morze jeszcze bliżej, a bywam tam stanowczo za rzadko. Jak mówią szewc bez butów chodzi.

      Usuń
  17. Kraina Łagodności to miejsce, które (obie) tak chętnie odwiedzamy. Ten radosny czas, każdy z nas powinien spędzać tak jak lubi. Mimo, pewnych niedogodności Twój pobyt w Krainie Łagodności był udany. Odnalazłaś spokój wewnętrzny i może pewność, że nic nie jest na darmo.

    Gosiu, wszystkiego najlepszego w Nowym 2015 Roku!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie wyznaję filozofię, że wszystko dzieje się w jakimś celu. I choć często tego nie pojmuję w momencie, kiedy się dzieje, po czasie widzę w tym jakiś sens. Wszystkiego dobrego

      Usuń
  18. Kochana, akurat w te święta mówiłam mężowi, że gdybym była sama w życiu i byłoby mnie na to stać, to w święta absolutnie nie siedziałabym w domu. Lepsze to niż "rodzinne" siedzenie przy stołach. Święta podporządkowane są dzieciom (jak i całe życie), ale latanie od rodziny do rodziny (dwie wigilie) i siedzenie za stołem (lub latanie za dzieckiem) mnie wykańcza. Brakuje mi takiego właśnie zatrzymania się, obcowania ze sztuką, własnych myśli. Doskonale Cię rozumiem o czym piszesz, szkoda tylko, że tych "przyjemności" tak mało zaznałaś.
    Wszystkiego dobrego w Nowym 2015 Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie zgadzam się z tym, iż święta podporządkowane są dzieciom, co do całego życia- powiedziałabym- że do momentu, kiedy osiągną pełnoletność, potem powinniśmy dać im odfrunąć z gniazda i czekać na owoce (ale to mówię, ja osoba bezdzietna, więc oczywiście mogę się mylić). Latanie po rodzinie i zaliczanie kolejnych wigilii, próba usatysfakcjonowania wszystkich i niemożność zadowolenia nikogo- znam te opowieści. Zadowolenie jednej rodziny bywa ciężkim wyzwaniem, a co dopiero kilku. Co do przyjemności nie narzekam - znalazłam czas na to wszystko, o czym piszesz, że Tobie ostatnio brakuje. Byłam w sumie na czterech wystawach, kilkunastu spacerach, przeczytałam dwie książki, no i to o czym pisałam już wyżej. :) Wszystkiego dobrego w nowym roku, oby był mniej stresujący i obyś znalazła trochę czasu dla siebie

      Usuń
  19. Boimy się świętować poza domem w kraju, więc i lokale są nieczynne. A Krainy Łagodności trzeba szukać w sobie i otoczeniu mimo jego wad. Dobrze, że szukałaś i znalazłaś w Krakowie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mam nadzieję, że przywiozłam ją w sobie :)

      Usuń
  20. Myślę, że jednak w takim Amsterdamie, trochę mniej katolików i z tego wynika, że większość przybytków była otwarta. U nas jednak tradycja silniejsza i ta chęć (szczera lub nie) spędzenia świąt z rodziną przeważa. Najważniejsze jednak, żeby każdy spędzał święta tak, jak lubi, bez przymusu, napinki - myślę, że to będzie i u nas ewoluowało. Ja na przykład nie chciałabym w święta pracować, ale może są tacy, którzy by chcieli?

    Tak czy inaczej wpadłam, żeby Tobie i sobie złożyć noworoczne życzenia :) Tobie wszystkiego, co sobie wymarzysz, żeby Ci się poukładało, tak, jak sobie życzysz! A sobie - żebyś więcej pisała :), żebyśmy się wreszcie spotkały :) i żebym więcej czasu na komentowanie u Ciebie miała (bo czytam regularnie każdy wpis) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie o to chodzi, aby każdy spędzał tak jak lubi. Myślę, że każdy wolałby w święto mieć wolne, choć wykonując pewien rodzaj pracy usługowej ludzie mają świadomość, że zmianowość wpisana jest w ten rodzaj zajęcia.
      Dziękuję za życzenia i mogę się tylko odwzajemnić. Życzę spokojnego roku, w którym znajdzie się też trochę czasu dla siebie i na odrobinę szaleństwa oraz środków na spełnianie marzeń. Postaram się więcej pisać i też więcej komentować.

      Usuń
  21. Ładne!
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku i oczywiście kolejnych wizyt w Krainie Łagodności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie pomyślałam, że blogosfera (z nielicznymi niechlubnymi wyjątkami) też może stanowić Krainę Łagodności. Życzę i sobie i wszystkim, aby ją odnaleźli i nigdy nie musieli jej opuszczać.

      Usuń
  22. Swoje smutki i radości niesiemy wszędzie tam, gdzie się udajemy. Dlatego radość życia musimy mieć w sobie. Czego życzę Ci w tym właśnie rozpoczętym roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i tego też życzę Tobie i Wszystkim

      Usuń
  23. Życzę Ci z całego serca, żeby ten zawodowy horror zamienił się w Nowym Roku w lekki film obyczajowy. I oczywiście jak najliczniejszych pochodów mrówek po kręgosłupie w obcowaniu ze Sztuką i Światem! :)
    Fajna relacja i zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, za mrówki i za miłe słowa. No i ten film też bym z chęcią obejrzała

      Usuń
  24. Miałam już iść spać, ale jak tu nie przeczytać o Krainie Łagodności? Jest w tej historii taki spokój... "Spokój, spokój, prawie szczęście" - to zdanie jeśli dobrze pamiętam z "Brzeziny", często je przywołuję, bo cenię sobie ten stan, czasem myślę, że to najwyższa forma szczęścia, osadzona na fundamencie spokoju, dla mnie to brzmi jak bajka.
    Jest w tej opowieści siła płynąca z niezależności, jest wolność - może trochę gorzka, ale to takie cenne przecież. To był dobry dla Ciebie czas, tak myślę. Oby na jak najdłużej wystarczyło zapasu siły i spokoju.
    I nawet byłaś u Bernardynów. Mogę małe sprostowanie? W dzisiejszym krakowskim wpisie wspominasz o św. Barbarze, ale jeśli szopka 'neapolitańska' to tylko najcierpliwsi bernardyni - nie mam nic do jezuitów (hmmm? no, nieważne) ale to nie ich specjalizacja ;)
    I te wawelskie chochoły na różanecznikach - zawsze mi przypominają wiadome bronowickie wydarzenia. A wiesz, że ja też do Bronowic wciąż nie dotarłam?

    Pięknie mi się spacerowało Twoimi śladami. A święta u mnie - oczywiście w domu, przynajmniej pierwsze dni. Natomiast potem wybrałam się do mojej własnej K.Ł.. która w tymże przypadku mieściła się w Ojcowie. Ach i zima była taka prawdziwa i mróz dość ostry i nawet kilka słonecznych dni. I tak pięknie i łagodnie udało się nam zakończyć stary i wejść w nowy rok. Niech będzie dobry dla Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  25. Bo radość, szczęście to niekoniecznie fajerwerki i ekstaza, czasami jest to wyciszenie i właśnie to poczucie wolności. I proszę, nie pisałam we wczorajszym wpisie o takcie? pisałam. Tak delikatnie zwracasz mi uwagę na pomylenie nazw kościołów. Oczywiście, że Bernardyni, wspominam zresztą o tym w komentarzu wyżej. Niestety mam zwyczaj (?) mylenia i przekręcania nazw. Już poprawiłam. Chochoły chyba już na zawsze będą mi się kojarzyły z Weselem, rok temu byłam w Wilanowie i tam także były, tyle, że nie tak dekoracyjne. Co do Bronowic- to radzę zadzwonić wcześniej i wypytać o możliwość indywidualnych odwiedzin i termin, ja mimo informacji na stronie internetowej odeszłam niepocieszona (niestety tak to jest, kiedy domem zarządza rodzina, która nie zawsze będzie miała chęć przyjmowania gości).
    Dziękuję za życzenia i Tobie także życzę Dobrego Roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, z dworkiem w Bronowicach to jest bardzo dobra rada, dziękuję!
      Mylenie nazw to moja specjalność :) Zwłaszcza w mowie, ale i pisząc też zdarzało mi się to nie raz, więc bardzo proszę o korektę jak tylko coś zauważysz!

      Usuń
    2. Mam doświadczenie w odchodzeniu z kwitkiem (też od Dworku w Podkowie Leśnej:() więc się dzielę. Jak zauważę dam znać.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).