wtorek, 20 stycznia 2015

Kraków i okolice (nowy/stary blog)

Wyspiańskiego Planty z widokiem na Wawel (na wystawie Zawsze Młoda)
















Istniał kiedyś w blogosferze blog Kraków i okolice. Uwielbiałam tam zaglądać. Autentyczna miłość do miasta, erudycja, bystrość sądów, duża kultura i takt. Prowadząca bloga Ada stała się w pewien sposób pokrewną duszą, choć wirtualną. Żałowałam, że odkryłam go tak późno i byłam niepocieszona, kiedy blog z dnia na dzień został zlikwidowany. Miesiąc temu, będąc w Krakowie wciąż czerpałam inspirację z nieistniejącego już bloga, który tak mocno zapadł mi w pamięci. To dzięki niemu odwiedziłam po raz kolejny wystawę Zawsze Młoda. Ada pisała o niej tak entuzjastycznie, że jej zachwyt był zaraźliwy. Przechodząc przez kolejne sale przypominałam sobie fragmenty wpisów. Na niektóre obrazy patrzyłam oczami Ady, inne odkrywałam na własny użytek. Byłam niepocieszona, że nie mogę do tamtych relacji wrócić. 

Moje :) Planty z Wawelem za drzewami 

Kiedy spacerowałam pod Wawelem próbowałam odnaleźć pejzaże malowane przez młodopolskich malarzy. 
Z myślą o wpisie dotyczącym muzeum Mehoffera ponownie udałam się do domu narodzin Wyspiańskiego na Krupniczą 26. Choć, aby być całkowicie szczerą muszę przyznać, iż początkowo planowałam wizytę w rozśpiewanej Bronowickiej Chacie Rydla i dopiero fakt, iż zastałam posesję zamkniętą na cztery spusty spowodował, że udałam się po raz kolejny do Domu Mehoffera, aby tym razem bez przeszkód oddać się kontemplacji wyposażenia, obrazów, zdjęć, szkiców, witraży. 


A wieczorami szukałam świetlnych, kolorowych refleksów na Wiśle. To dzięki niej trafiłam do Bernardynów (a nie kościoła pod wezwaniem Św. Barbary, jak napisałam pierwotnie), w którym zauroczył mnie bogaty wystrój i przepiękna neapolitańska szopka. 
Gdybym chciała napisać o wszystkich inspiracjach jakimi podążałam tropem Ady wpis byłby o wiele dłuższy. Jednym z nich jest między innymi zakup Rozważań Marka Aureliusza. Nie jestem też pewna, czy zachęta do odwiedzenia Teatru Witkacego z Zakopanego nie pochodzi od Ady, a właśnie korzystając z gościnnych występów w Teatrze Szekspirowskim wybieram się na jedno z przedstawień.


Wczoraj odkryłam, że Ada reaktywowała swojego bloga. We wpisie powitalnym gospodyni wyjaśnia powody dłuższego zamilknięcia. Nie muszę chyba pisać, iż odkrycie to sprawiło mi ogromną radość, poczułam się tak, jakbym spotkała ponownie kogoś bliskiego, a dawno nie widzianego. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła ponownie wrócić do archiwalnych wpisów (o obrazach, spacerach, cmentarzach, kościołach, kapliczkach, Wiśle, Krakowie i jego okolicach). Mam tylko jedną obawę, czy teraz odważę się pisać o Krakowie.


Tego, kto znał boga nie muszę chyba namawiać na jego odwiedziny, tym, którzy nie znali polecam.
Chciałam utrwalić choć namiastkę piękna, jakie podziwiałam na blogu Kraków i okolice (refleksy świetlne na Wiśle)

29 komentarzy:

  1. Jak zwykle interesujący wpis i świetne zdjęcia.
    O blogu Ady dowiedziałam się dzisiaj u to przeczytałam, gdzie właścicielka blog, o którym piszesz informuje o reaktywowaniu bloga.
    I ja tam będę zaglądać..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zajrzałam do statystyk (zawodowe zboczenie, lubię podglądać, kto do mnie zagląda i jeśli widzę nowy nick zaglądam i ja z ciekawości). Widząc Kraków i okolice pomyślałam, że ktoś wpadł na identyczny pomysł tytułu bloga, nawet nie śmiałam marzyć, że to Ada. Może jeszcze wróci kiedyś lirael, jezanna i parę innych blogerek.

      Usuń
    2. I ja czekam na ich powrót....

      Usuń
  2. Wspaniale! Pamiętam tego bloga i bardzo przykre powody jego zamknięcia... Cieszę się jednak, że jego autorka wróciła! Gdyby nie Ty, nie wiedziałabym.
    Nawiązując do tematu muzeów krakowskich, nowy rok zaczęłam od obejrzenia obrazów Boznańskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wystawie obrazów Boznańskiej też byłam, choć troszkę przez przypadek, poszłam obejrzeć wystawę stałą i scenografie operowe, byłam już porządnie zmęczona, było to moje drugie muzeum, ale jeszcze siłą woli wstąpiłam i nie żałuję. Już gdzieś pisałam, że podoba mi się reklama tej wystawy. Zresztą reklamy w środkach komunikacji miejskiej w Krakowie w ogóle mi się podobają-jak ta o nie rozmawianiu przez telefon, której nawiasem mówiąc nikt nie bierze na serio :)

      Usuń
  3. Pamiętam tamten blog, żałowałem że jego autorka dała się wówczas stłamsić trollowi, ale taki pewnie jest już los wrażliwców. W każdym razie miło, że zdecydowała się wrócić, że tak pojadę klasykiem "J-23 znowu nadaje" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam początkowo, że chodzi wyłącznie o trolla, ale przyczyny były chyba bardziej złożone. Nie ważne, ważne, że Ada znowu nadaje :)

      Usuń
  4. Miło się spacerowało:)
    Piękny jest ten witraż Mehoffera, który znajduje się w jego domu-muzeum. Warto też wybrać się na Szpitalną, do okazałego budynku, gdzie mieści się Bank PKO, tam na 1 i 2 piętrze na klatce schodowej można podziwiać wspaniałe witraże tego artysty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Szpitalnej Ada też swego czasu pisała, ale jakoś mi ta informacja umknęła, pamiętałam, że gdzieś dzwoniło, tylko nie wiedziałam, w którym kościele.

      Usuń
  5. Pieknie, tez myslalam ostatnimi dniami o Wyspianskim, o Krupniczej 26, i o tym, widoku na Planty http://part-timefairy247.blogspot.co.uk/2015/01/stalowe-niesamowite-oczy-i-czarny.html
    snill mi sie nawet Kraków :) a na inspirujacego bloga zaraz zajrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kraków się może przyśnić i nie wątpię, że piękny to był sen. Z Krakowem tak mam (zresztą nie tylko z nim), że jeszcze tam jestem, a już tęsknię za nim. :)

      Usuń
  6. Pięknie Ci wyszło to zimowe zdjęcie Plantów. Kraków zawsze pobudza wyobraźnię, dobrze że są ludzie, którzy potrafią zarazić innych swoimi opisami. Do takich osób i Ty należysz, zawsze z przyjemnością zaglądam, chociaż nie zawsze komentuję.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się także to zdjęcie podoba, choć z reguły mam sporo zastrzeżeń do własnych zdjęć. Ale, jak obiekt jest piękny to i zdjęcie czasami mi się spodoba. Co do zaglądania- i vice versa

      Usuń
  7. Małgosiu, nie wiem doprawdy co powiedzieć. A to nie zdarza mi się często ;) jak wiesz. Po prostu - dziękuję.

    Nie ma znaczenia miejsce, w którym się spotykamy - czy jest to przestrzeń realna czy tzw. wirtualna - jeśli istnieje jakieś pokrewieństwo dusz* albo zrozumienie albo po prostu zwyczajna ludzka życzliwość, to doświadcza się ich niezależnie od tego jak sobie definiujemy przestrzeń spotkania. Trochę czasu potrzebowałam, żeby to zrozumieć. Oczywiście prawdą jest też to, co mówi Marlow - ta druga strona "losu wrażliwców". Myślę, że już się trochę uodporniłam, a pewne jest, że wsparcie znanych i nieznanych osób było bardzo ważne i przyczyniło się do tego powrotu. Co nas nie zabije... etc.

    Ten wpis to przepiękny prezent inauguracyjny. Czytam go sobie i czytam! A tu jeszcze u mnie remont ;) Przywracam archiwalne wpisy, zdjęcia. Proszę jeszcze o trochę cierpliwości, ale pojawiają się już nowe wpisy. Dziś omiatam pajęczyny... ciekawe, jak Ci się spodoba.

    Chciałam jeszcze powiedzieć, że przedstawiłaś w tym wpisie kwintesencję mojego patrzenia na Kraków, są tu wszystkie najważniejsze wątki, wszystkie linie sił. Muzea, malarstwo, Wyspiański, witraże, spacery, wodne odbicia. Na Twoich zdjęciach wspaniała interpretacja tych tematów - a już te refleksy wodne! I cudne Planty. Pisz o Krakowie, pisz jak najwięcej.

    * trochę w stylu Ani Sh., wiadomo, ale dzień powrotów ma swoje prawa ;)

    Dziękuję najserdeczniej


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pokrewieństwo dusz - to zamierzone nawiązanie do Ani S. Jakoś przylgnęło do mnie to określenie i chyba zostanie ze mną już do końca i oby te pokrewne dusze także. :) Wrażliwość jest do życia konieczna, tzn. pewna doza wrażliwości, choć jej nadmiar mocno nam komplikuje życie. Jak wspomniałam- przebywanie w świecie realnym (środowisku pracy) wyrabia pancerz ochronny, który czasami (choć nie zawsze, nie w każdej sytuacji i nie względem każdego) pozwala uniknąć ciosów. Jeśli Tobie podoba się moje nieudolne naśladownictwo kolorów świetlnych na wodzie to jest mi bardzo miło. I trzymam Cię za słowo, że nie będziesz już nam znikać :)

      Usuń
  8. Gosiu,
    ja też ucieszyłam się, że Aga reaktywowała blog. Byłam, przeczytałam kilka postów.
    Jestem mocno zdziwiona Twoim stwierdzeniem, że: "Mam tylko jedną obawę, czy teraz odważę się pisać o Krakowie".
    Ty masz obawy? Jesteście jak pokrewne dusze. Każdy Wasz post jest doskonałym utworem literackim.
    Z ogromną przyjemnością zaglądam na Twój. Czytam każdy post.
    To samo czyniłam i oczywiście czynić będę u Ady.
    A co do zamieszczanych komentarzy? To ja "mam tylko jedną obawę, czy teraz odważę się pisać( o Krakowie) u Was"...
    Pozdrawiam bardzo serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buźka to za mało- tu powinien znaleźć się szeroki uśmiech, bo to z mojej strony nie kokieteria, i myślę, że z twojej także, ale przypomina mi się rozmowa z czarą podczas naszego pierwszego spotkania, kiedy przyznałyśmy się do naszych obaw, że rozczarujemy drugą stronę. Ja naprawdę uważam, że piszę tak banalnie, że jak czytam wpisy na innych blogach (może nie wszystkich, ale na wielu) to wydaję mi się, że moje pisanie jest takie nieciekawe, oczywiste, nudne (?), sama nie wiem. Czasami nawet obawiam się komentować u takich "mądrych" (bez podtekstów) blogerów, ale jak już się odważę i taka osoba zaczyn a mi odpowiadać dystans, jaki bezwiednie czuję skraca się i potem zanika :) Więc skoro i Ty tak masz, więc uznajmy sprawę za zamkniętą i piszmy co nam w duszy gra. To mi przypomina balbinę, która też znikła kilka lat temu i prowadziła bloga o takiej nazwie. Może i ona kiedyś powróci.

      Usuń
    2. Naprawdę zadziwiające jest to podobieństwo, mogę tylko napisać, że czuję po prostu tak samo. Były i są takie blogi, które odwiedzałam bardzo długo nie zostawiając żadnego znaku - bo cóż ja mogłabym napisać... nic wartościowego. Czasami ta moja niepewność może być odczytana jako arogancja, tego się obawiam. Teraz, po tak długiej nieobecności, to wszystko jest jeszcze trudniejsze.
      Małgosiu, pisz o Krakowie, bo to jest bardzo cenny głos. Czytam powoli wszystkie Twoje krakowskie wpisy, nawet z poprzedniego bloga :)

      Dziękuję też wszystkim, którzy pamiętają i powrócili - zostawić słowo albo po prostu poczytać.

      Usuń
    3. Postaram się pisać, nie mogę tylko obiecać, że prędko to nastąpi, prowadzę bardzo różnorodnego bloga, a tematy pchają mi się w ręce, w przeciwieństwie do czasu, ten przecieka przez palce. Ale kiedyś postaram się nie wypuściwszy jednego złapać i drugie :)

      Usuń
  9. Miła wiadomość :) Niegdyś byłam i ja gościem Ady :)
    A powiedziałabym nowatorski Teatr Witkacego w Zakopanym, kilka lat temu, zrobił na mnie ogromne wrażenie. Ciekawa jestem jak działa dzisiaj, czy tak samo szokuje widza !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym przekonam się jutro, i oby nie był to wyłącznie szok i nic więcej :)

      Usuń
  10. Nie każdy potrafi pisać w taki sposób, no cóż.

    Fajne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ada ma wyjątkowy dar łączenia obrazów z tekstem, refleksji z odpowiednimi cytatami.

      Usuń
  11. Bloga Ady nie znam, ale teraz bede wiedziala gdzie go szukac, to moze nadrobie, bo cos czuje ze warto. Wiecej Twoich Plant poprosze, to zdjecie ma tak wspaniala atmosfere, ze chcialabym tak moc wejsc w nie i isc i isc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli podobają Ci się moje planty to u Ady przepadniesz; zdjęcia klimatyczne, nostalgiczne, trochę retro, trochę magii, a teksty takie, że łapię się na brzydkim uczuciu zazdrości.

      Usuń
  12. Dziękuję za drugie i czwarte zdjęcie. Pięknie mnie zatrzymało. Szkoda, że o takich blogach się nie wie. :/

    OdpowiedzUsuń
  13. Za to, jaka radość z odkrycia takiego bloga :)

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).