niedziela, 1 lutego 2015

Życie pana Moliera Michaił Bułhakow (audiobook)

Od biografii oczekuję pigułki wiedzy przekazanej w przystępny sposób z zachowaniem obiektywizmu w ocenie. Autor może wyrażać swe sympatie bądź antypatie, ale powinien przedstawiając swego bohatera pisać zarówno o jego wadach, jak i o zaletach. A kiedy jeszcze autor ma lekkie pióro i pisze z polotem to czegóż trzeba więcej. 

Życie pana Moliera autorstwa Michaiła Bułhakowa spełniło zadość moim oczekiwaniom. Jan Poquelin, znany jako Molier, syn nadwornego tapicera, wnuk pasjonata sztuki teatralnej, z wykształcenia prawnik, przyjęty na zaszczytne stanowisko królewskiego lokaja, z zamiłowania człowiek teatru życie prowadził niezwykle ciekawe, choć myliłby się ten, kto uważałby, iż autor największych komedii w dziejach literatury był człowiekiem wesołym. Od najmłodszych lat interesował go teatr i sztuka dramatyczna. Przez wiele lat próbował swych sił, jako aktor dramatyczny odniósłszy na tym polu sromotną klęskę. Chyba do końca życia nie mógł zrozumieć, dlaczego to jego komedie osiągają tak wielki sukces. Był człowiekiem o niełatwym i zmiennym charakterze, zapalczywym, upartym, nieostrożnym, szczerym, a jednocześnie niezdecydowanym i tchórzliwym. Świetny obserwator, utalentowany autor sztuk i odtwórca ról komediowych, człowiek, dla którego teatr był wszystkim. Żyjąc w czasach monarchii absolutnej niejednokrotnie zmuszony był sprzeniewierzać się sobie szukając poparcia u króla zarówno pisząc sztuki na zamówienie, jak i dedykując je najjaśniejszemu panu w słowach spływających pochlebstwami. 

Bułhakow wiedział o czym pisze, bowiem sam wielokrotnie
wnętrze Komedii Francuskiej w XVIII w ze strony Wikipedii
przerabiał swe utwory, aby uzyskać akceptację najjaśniej panującego generalissimusa Stalina. Jakże gorzko i dwuznacznie brzmią słowa narratora "aktorzy namiętnie kochają w ogóle każdą władzę. Bo przecież nie wolno im nie kochać!. Jedynie silna, trwała i zasobna władza umożliwia rozkwit sztuki teatralnej. Mógłbym na poparcie tego twierdzenia przytoczyć mnóstwo przykładów, i nie robię tego tylko dlatego, że i tak wszystko jest jasne"

Chcąc wyszydzać wady wszystkich warstw społecznych (atakując i paryskie wykwintnisie, i mieszczan dążących do zdobycia arystokratycznych szlifów, lekarzy, którzy w tamtych czasach częściej uśmiercali pacjentów, niż leczyli Molier zmuszony był szukać protekcji. Znalazł ją najpierw u królewskiego opiekuna kardynała Mazarina, następnie prowincjonalnego wielmoży, potem królewskiego brata, a wreszcie samego monarchy Ludwika XIV. Dzięki temu jego sztuki zyskują i uznanie i widownię. Jednak nawet protektorat monarchy nie ochronił Moliera przed szykanami. kiedy ośmielił się targnąć na świętość- władzę duchowną. Tarrtuff, czyli świętoszek będący drwiną z obłudnych pozorów świętości wywołał oburzenie zdezorientowanej publiczności, a dzięki działaniom arcybiskupa Paryża zakazano jego wystawiania. Ponieważ łaska pańska na pstrym koniu jeździ Tartuff powraca po kilku latach na deski paryskiej sceny (oczywiście uzyskawszy zezwolenie monarchy) i zdobywa szturmem publiczność. 
Biografia jest mocno osadzona w epoce; rys historyczny, opis obyczajów, początki pierwszej sceny narodowej we Francji Comedie - Francaise.
Autor sporo miejsca poświęca życiu prywatnemu bohatera, które mogłoby posłużyć, jako fabuła niejednej powieści.  
Ta niewielka objętościowo książeczka napisana jest pięknym językiem, a że temat ciekawy, bohater przedstawiony z sympatią, ale i dość krytycznie lektura warta polecenia. 
Po audiobooka sięgnęłam zachęcona recenzją u Kasi z Mojej pasieki

17 komentarzy:

  1. Od biografii oczekuję tego samego, co Ty. Nie znoszę, kiedy autor stara się przedstawić bohatera w zbyt dobrym świetle i nie pisze o jego wadach, ale też nie lubię sytuacji odwrotnych - kiedy autor biografii (np. Siedlecka) stara się "zdemaskować" postać, o której pisze. Nie lubię też biografii plotkarskich. I zbyt długich, przesadnie szczegółowych też nie lubię.
    O, widzę, że Molier miał trudny charakter i potrafił dokuczyć pracującym z nim ludziom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta biografia nie jest wielka objętościowo, powiedziałabym sama kwintesencja. Też nie lubię, kiedy biografia napisana jest bardzo naukowym językiem; same fakty, zdarzenia, daty, nazwiska, kiedy autor nie pokusi się o słowo od siebie. Biografia może być dla mnie obszerna, ale nie powinna nużyć nadmiarem wiedzy (suchej i bezbarwnej), a z drugiej strony nie lubię tych powieści beletryzowanych, w których znane nazwisko jest jedynie tłem jakiegoś romansidła (tak jak w książce o Degasie - bodajże Tancerka Degasa). Geniusze z reguły nie mają anielskiego charakteru :)

      Usuń
  2. Mam tę książkę w domu, kiedyś nawet ją przeglądałam, ale nigdy mnie specjalnie nie ciągnęło, żeby ją przeczytać. Ale po Twojej recenzji poczułam chęć, żeby jednak to zrobić :) Bardzo lubię dobre, rzetelnie napisane biografie, a jeśli są napisane pięknym językiem - to rzeczywiście, czego chcieć więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja widziałam ją na półce audioteki i też nie miałam ochoty sięgać, dopiero recenzja u Kasi sprawiła, iż postanowiłam się zapoznać. Myślę, że warto. Jest taka wyważona w odmalowaniu postaci. Może dzisiejszy poziom wiedzy jest już inny, bogatszy, ale nie sądzę, aby obraz postaci wywrócił on do góry nogami.

      Usuń
  3. Nie czytałam tej biografii Moliera, ale chętnie bym do niej zajrzała. Mam wrażenie, że nieprzypadkowo Bułhakow wziął na warsztat akurat tego dramaturga francuskiego i ciekawym byłoby prześledzić jak pisał o relacjach na osi twórca-władca. Powieść z kluczem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia relacji twórcy z władzą nie stanowi osi biografii, aczkolwiek jest tu mocno podkreślona. Dla osoby interesującej się kulturą francuską myślę, iż byłaby to ciekawa lektura.

      Usuń
  4. Tez kiedyś czytałam i też z duym zadowoleniem:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izunia, jak miło Cię gościć, ostatnio jakby cię było mniej w blogosferze. Nie dzwonisz, nie piszesz, nie kochasz? :)

      Usuń
    2. Ojoj, mocne słowa, postaram się częściej komentować:).

      Usuń
  5. Przed paru laty czytałam biografię Bułhakowa (nie jestem teraz całkiem pewna, ale to mógł być "Mistrz i diabeł" Drawicza), przypominam sobie, jakie wrażenie wywarła na mnie - jakiej siły wymagało samo zmaganie się z przeciwnościami, większymi i mniejszymi niebezpieczeństwami "ciekawych" czasów, zwykłymi uciążliwościami życia - te wspólne mieszkania, donosy, cenzura i wieczne ryzykowanie karierą lub życiem. To jedna z książek, które każą się jeszcze raz zastanowić: jak oni żyli, jak dali radę pisać i to pisać takie rzeczy! Bułhakow, Osip Mandelsztam, Nadieżda M., Achmatowa. Czytałam wtedy o okolicznościach powstawania "Życia pana Moliera". I rzeczywiście to napięcie między twórcą a protektorem, autorem a udzielnym władcą to kwestia, która dotyczyła Bułhakowa jak najbardziej osobiście.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie przeczytam biografię Bułhakowa, uwielbiam jego Mistrza i Małgorzatę. Pana Drawicza jakoś kojarzyłam bardziej z funkcją medialną niż z pisaniem, a tu widzę tłumaczenia, biografia, redagowanie. Człowiek całe życie się uczy. Nie wiem, jak wyrazić myśl, która mi przyszła do głowy, że czasami prawdziwe talenty żyją w ciężkich warunkach i to one ich hartują, są pożywką dla ich twórczości. Taki paradoks. Bo czyż może być wielkim twórcą człowiek pieszczony przez dysydentów. A może się mylę..

    OdpowiedzUsuń
  7. Sztuki Moliera oglądane w teatrze tv wspominam z wielkim sentymentem.....Jakiś rys biograficzny samego Moliera łyknęłam kiedyś, ale to było dawno temu.
    Biografią napisaną przez Bułhakowa zainteresowałaś mnie.....chyba nigdy twórcy nie mieli łatwo ...ciężko sponsorów zadowolić....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się zamarzyło odświeżenie Moliera i przeczytanie Świętoszka, którego nie miałam okazji poznać. Moje ostatnie spotkanie z Molierem to Chory z urojenia w Teatrze na 6 piętrze, która to adaptacja średnio przypadła mi do gustu.Te wszystkie spieszczenia; kotenienku, rybenieńko ... brrr.. powodowały, że aż skóra mi cierpła. A pan Grabowski w tytułowej roli za bardzo przypominał mi Ferdynanda Kiepskiego

      Usuń
    2. Nowe adaptacje nie zawsze służą sztuce...klasyka, powinna taką pozostać na scenie a na Grabowskim Kiepski jednak położył się cieniem....

      Usuń
    3. Też mam taki staroświecki pogląd, że lubię klasykę w klasycznym wykonaniu :) Pan Grabowski jest świetnym aktorem i myślę, że gdyby wizja bohatera była odmienna z tą zaprezentowaną poradziłby sobie z nią znakomicie, ale wydaje mi się, że taki był zamysł reżyserski (przyciągnięcie publiki na Kiepskiego, a nie na Moliera).

      Usuń
  8. I Bułhakow, i Molier, to musi być pasjonujące.
    A ja zapraszam w kieleckie /jakie piekne!/ na sztukę do naszego teatru im. S Żeromskiego. Ciekawe czy spodobałaby ci się. Moja recenzja jest krótka. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kielecczyzny nie znam, więc kto wie. Ostatnio mamy nieco lepsze połączenia międzymiastowe, tylko może być problem z urlopem, którego wciąż mniej niż pomysłów. Zaraz zerknę do recenzji.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).