wtorek, 7 lipca 2015

Odzywam się, czyli bardzo krótki wpis o niczym

Smutek Henri Latin
Najpierw była jak mantra powtarzana data 30 czerwca (mój zawodowy koniec roku), do której to trzeba zdążyć wykonać 100, 200 lub 300 procent normy, bo jeśli nie to zawiedzie się czyjeś oczekiwania i ktoś tam zmarszczy brew. Nie będę się powtarzać, bo o absurdzie zjawiska pisałam już wcześniej, a temat to mało pasjonujący dla osób spoza branży, choć i dla tych z roku na rok coraz bardziej powszednieje. Dość, że informacja na temat „osiągnięcia sukcesu” nie wzbudziła entuzjazmu tych, kosztem zdrowia i jakości życia rodzinnego (poza zawodowego) ten sukces osiągnięto i jak w serialu Dom marzą już tylko o kubku kawy, mając świadomość, że może okazać się, że kawy nie dowieziono.
Teraz nadszedł czas gojenia ran, czyli słaniania się ze zmęczenia. Kiedy trzymająca w napięciu adrenalina opadła zaczęły dopadać choroby, a skumulowane zmęczenie spotęgowane zbyt wysoką temperaturą powoduje, że brakuje sił na radość i czerpanie przyjemności z chwilowego braku bata nad głową w postaci nowych zadań i terminów. 
I jeśli ktoś wie w jakim celu to piszę to wdzięczna byłabym za każdą podpowiedź, bo moje zwoje mózgowe przestały funkcjonować. 
No może po to, aby od czegoś zacząć, bo przecież jeszcze się nie poddaję, jeszcze nie tracę nadziei na powrót sił witalnych i chęci do pisania, choć stan mojego ducha oddaje modelka na obrazie.
A przecież jak pisał Marek Aureliusz Nie należy gniewać się na bieg wypadków, bo ich to nic nie obchodzi.


29 komentarzy:

  1. Odpoczynku potrzeba, zdecydowanie, zdrowie najważniejsze.
    Zafunduj sobie odpoczynek od bloga, toksycznych ludzi i dogadzaj sobie. A my ... poczekamy na Twój powrót. Przytulam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że powoli nabieram dystansu, a wpis miał być wprawką do napisania pierwszego słowa:)

      Usuń
  2. Dużo zdrowia. Odpoczywaj. Napisać też coś możesz. Ale nie musisz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wszystko łącznie z dyspensą od pisania z jednoczesnym przyzwoleniem na pisanie :)

      Usuń
  3. Guciamal, głowa do góry, nawet tak banalny post może poprawić komuś humor - świadomość, że nie tylko moje "zwoje mózgowe przestały funkcjonować" napawa mnie optymizmem. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie pomyślałam, że w końcu to co piszę jest większości z was doskonale znane, ot codzienność, tyle, że czasami się uleje i sama od czasu do czasu "pocieszam się" tym, że nie jestem osamotniona

      Usuń
  4. Marek Aureliusz był mądrym człowiekiem.
    Nie poddawaj się, nie. Staraj się odpoczywać, ile to możliwe, i myśleć pozytywnie, na przykład o swoich podróżach, tych już odbytych i tych planowanych (wymarzonych), a wtedy siły witalne powinny zareagować... Pozdrawiam! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba sięgnę w końcu po Rozważania, które już chyba z rok czekają na półce :)

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana i może nie udostępniaj mojego posta, bo ja nie lubię o sobie per publico bono mówić. Nawet przez tyle lat się nie nauczyłam. Jest źle, to jest. Będzie lepiej. Inni mają gorzej. Ściskam raz jeszcze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opublikowałam, zanim doczytałam do końca, więc usuwam zgodnie z życzeniem:) Montgomerry po prostu solidaryzowała się z moim nastrojem

      Usuń
  7. Na pewno za kilka dni radość życia i chęć do pisania wróci. Trzeba przeczekać, odpocząć. Też miałam przez ostatnie kilkanaście dni takie nastroje, ale już mi przechodzi. Trzymaj się :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tej wersji się będę trzymać :) Zauważyłam twoje ostatnie zniknięcie a dziś widzę prowokacyjny wpis, oj czuję, że będzie się działo. Narazie przeczytałam tylko tytuł na pasku z boku, ale zaraz wejdę na stronkę.

      Usuń
  8. Trzeba zrobić sobie przerwę od pisania. Nabrać do wszystkiego dystansu, odpocząć. Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo bym chciała coś napisać, niestety przepracowania sprawiło, że czuję się taka otępiona, jakbym dostała obuchem w głowę :)

      Usuń
  9. U mnie w tym roku 30 czerwca także był deadline'm, choć z innych powodów niż u Ciebie. Po raz kolejny sprawdziła się jednak taktyka pt. "zamknąć szafę i natychmiast wyjechać!". Dziś właśnie wróciłam i mam wrażenie, że przynajmniej częściowo odzyskałam panowanie nad własną głową. Może i zapał do pisania wróci, kto wie? Czego i Tobie życzę!
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamknąć szafę to i owszem, ale wyjazd w lipcu to nie najlepszy pomysł, wpadłabym z deszczu pod rynnę, podróżuję na południe, a tam w lipcu i sierpniu ryzyko upałów większe, a ja i upały nie przepasamy za sobą :) Życzę Ci owocnego powrotu, co do mnie czuję, że mój zapał do pisania jest już blisko - jeszcze chwilka i go dosięgnę.

      Usuń
    2. Moze krotki wypad na polnoc?:)

      Usuń
    3. No oczywiście, czemu ja na to wcześniej nie wpadłam, za rok zaplanuję jakiś wypad w lipcu np do Norwegii :)

      Usuń
  10. Tak mi przykro Gosiu, że Twoja praca pozbawia Cię radości życia. Zastanawiam się, gdzie Ty pracujesz? I czy nie powinnaś pracy zmienić...wiem, wiem, że dzisiaj o nią niełatwo, ale zdrowie najważniejsze a nawet to psychiczne do jakiegoś stopnia ważniejsze niż fizyczne...
    Szczęśliwie nie musiałam być wyrobnikiem w tych już nowych czasach i chociaż zanim odeszłam na emeryturę na swoim zakrętu nie łapałam to jednak nikt mi norm nie podkręcał i nie wysysał ze mnie wszystkich żywotnych soków.

    Ale nie zamykaj się w sobie tylko to wszystko z siebie wyrzucaj....a Tomasza a' Kempisa polecam....może leczenie ciała duchem coś da.....

    OdpowiedzUsuń
  11. Aniu, teraz bardzo wiele osób, jeśli nie większość pracuje w ten sposób; praca wyciska z nas wszystkie soki. Wydaje mi się, że należysz do tego szczęśliwego pokolenia, które ominął okres wczesno - kapitalistycznego wyzysku człowieka pracy. Zmiana pracy- tyle, że wszędzie dookoła jest tak samo, albo i gorzej, więc co to zmieni, a jak mawiają lepszy wróg znany/oswojony, niż nowy, którego trzeba na nowo poznawać. Moja koleżanka odeszła na emeryturę siedem lat temu z tej samej firmy i nie potrafi zrozumieć tempa naszej pracy, bo też trudno to wytłumaczyć komuś, kto tego nie doświadczył. Na szczęście to pozbawienie radości życia rokrocznie udaje mi się odbudowywać, tyle, że czasami trwa to trochę dłużej. Radość wróciła, wena potrzebuje chwilkę dłuższego czasu:) Tomasza notuję.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nasz blogowa brać jest także po to, by się z nią dzielić takimi chwilami. Nie zawsze jest słodko... Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  13. To miłe, nawet takie wirtualne wsparcie leje kropelkę miodu na serce:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przyjmij trochę miodu ode mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Guciu, przykro, że praca wysącza z Ciebie niczym jakiś wampir energię do czegokolwiek. Spóźniłam się ze słowami wsparcia, więc tylko wyrażę nadzieję, że powrócił Ci już entuzjazm do życia (szczególnie w jego najpiękniejszych przejawach:) którego zwykle Ci nie brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki dziś (a może nie tylko dziś) większości ludzi pracy, którzy mają to "szczęście"( a jednak szczęście), że pracę mają. Z pewnym opóźnieniem (regeneracja z roku na rok wymaga więcej czasu) doszłam do błogiego carpe diem.

      Usuń
  16. I dzięki za świetny cytat z Marka Aureliusza! Nie znałam go, a jest naprawdę... otrzeźwiająco-tonujący :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też go nie znałam, szukałam czegoś a propos sytuacji.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).