niedziela, 3 kwietnia 2016

Boy Żeleński Błazen-wielki mąż Józefa Hena


Boya znałam przede wszystkim, jako świetnego tłumacza literatury francuskiej. I choć czytałam w jego tłumaczeniu i Balzaka i Maupassanta to pokochałam go dopiero czytając W poszukiwaniu straconego czasu Prousta. Choć sama nie byłam w stanie docenić tłumaczenia, mam świadomość, iż to jego przekładowi autor zawdzięcza, iż jest nie tylko strawny dla polskiego czytelnika, ale też u wielu budzi niekłamany zachwyt. Z napisanych przez Boya książek czytałam jedynie mało reprezentatywną dla jego twórczości Marysieńkę Sobieską. 
Józefa Hena miałam okazję poznać jako autora wspaniałej książki Nie boję się bezsennych nocy i nieco nudnawych Królewskich snów.
Błazen - wielki mąż przybliża Tadeusza Żeleńskiego - tłumacza, krytyka, lekarza, społecznika, satyryka, estetę, twórcę, przybliża też rys historyczny i obyczajowy przełomu wieków. 
Nazwanie się błaznem to dla Boya nie kokieteria, a wyraz dużego dystansu do własnej osoby. Uczyłem się dobrze. Ale miałem jedną właściwość, która mi została; byłem błaznem. Muszę powiedzieć, że cieszyłem się u profesorów dużą bezkarnością, podobną do tej, jakiej zażywają błazny na dworach królów str. 48.
Jestem niepoprawnym błaznem i marzycielem pisał oceniając jedną ze sztuk teatralnych (str. 177). 
Podoba mi się humor Boya, który niemal każdą poważną kwestię potrafi okrasić uśmiechem. 
Podnoszenie godności człowieka, godności wszelkiej pracy, a nie poniżanie jej sztucznymi różnicami… Jeden będzie specem od bakteriologii, drugi od malarstwa pokojowego, inny od zakładania dzwonków elektrycznych, inny od filozofii… to kwestia ich talentów, ochoty i wyboru. Ale nie ma miejsca na żadne przepaści społeczne. Światła, szacunku, chleba i mydła dla wszystkich. A z reszty można się uśmiać. (str.51)
Od najmłodszych lat pochłaniał książki, czytał Fredrę, Słowackiego, Dumasa, w oryginale Heinego, był zapalonym szekspirologiem, czytał Dostojewskiego i literaturę skandynawską. 
Po lekturze powieści francuskich –trzynastoletni smarkacz-umazane ręce i podarte spodenki- w wyobraźni mieszkałem w wykwintnych garsonierach „światowców” i w marzeniach okrywałem pocałunkami gorące i smukłe ciała czarodziejskich mężatek, które po godzinie rozkoszy wymykały się dyskretnie, zostawiając za sobą smugę perfum… odkładałem książkę z wypiekami, z daremną czułością w duszy (str.44). Jakże to odmienne od Sienkiewiczowskich marzeń o polach bitewnych i bohaterskich czynach. 
W wieku młodzieńczym zaczytywał się w skrajnie pesymistycznych dziełach Dostojewskiego i Schopenhauera oraz w mrocznej literaturze skandynawskiej, co skomentował później Od tego czasu… poznałem kilka miłych kobiet i kilkanaście ładnych książek, nie łudzę się jednak, abym szczególnie zmądrzał, ale nauczyłem się bodaj rozumieć, że prawdziwą mądrością życia może być uśmiech, a zgrzyt może być tylko jego pół i ćwierć-mądrością. Str. 45 Może to niezbyt mądre porównanie, ale przypomina mi wypisz wymaluj słowa Ani z Zielonego Wzgórza, która po skończeniu uniwersytetu mówiła, nauczono nas tej prawdy… że humor jest najwspanialszym bogactwem życia. Śmiać się ze swoich omyłek, czerpiąc z nich jednocześnie naukę. Trudności życiowe obracać w żart, ale starać się przezwyciężać je. 
Uwielbiał teatr. Chodzenie do teatru było wówczas nagrodą za dobre sprawowanie, a karą za złe jego zakaz. 
Ta miłość do teatru zaowocuje po latach, kiedy Żeleński zostanie krytykiem teatralnym. 
Przez dom rodzinny i domy znajomych przewinęło się wiele znanych postaci ówczesnej sceny kulturalnej; od Kazimierza Tetmajera, Oskara Kolberga, Władysława Mickiewicza, Aleksandra Gierymskiego, Jacka Malczewskiego, Leona Wyczółkowskiego, Jana Stanisławskiego, Feliksa Jasieńskiego po Stanisława Wyspiańskiego. 
Tadeusz Żeleński pojął za żonę Zofię Pareńską, którą Wyspiański uwiecznił najpierw w Weselu potem w przepięknym obrazie Macierzyństwo. I mimo rozlicznych miłostek i romansów (najbardziej brzemienne w skutkach zakończone podpisaniem cyrografu lekarza wojskowego na lat sześć było uczucie do żony Przybyszewskiego-Dagny) stanowili z żoną dobraną parę aż do śmierci.
Satyryczny talent Boya objawił się w pełnej krasie podczas współpracy z kabaretem Zielony Balonik. Pisał o tym, co go śmieszyło. Składałem piosenki i wiersze w wesołości ducha, bez myśli o druku… Ani mu w głowie było „chłostać biczem satyry”. Błaznował. A co go śmieszyło? Otóż to, co było karykaturą normalnego życia. Co nad tym życiem ciążyło i gniotło je. (str. 104) Tutaj po raz pierwszy występuje w obronie kobiet, ich prawa do miłości i godności, tu wyśmiewa stawianą na piedestał krakowską matronę. 
Ty, co z głębin swej kanapy
Wychylając kibić tłustą
Brzydkie swe nadstawiasz łapy
Przerażonym naszym ustom…
...
Za co stwór podeszły wiekiem
Co kobietą być już przestał,
A nigdy nie był człowiekiem
Windujemy na piedestał?
Str.106-107
Tłumacząc zaprzeczał tezie, iż przekłady są jak kobiety, albo wierne i brzydkie, albo piękne i niewierne. Chyba najlepiej (na ile znam jego prace) oddaje to tłumaczenie Prousta, nie do końca wierne, a jakże piękne. Lubił prowokować. Tłumacząc Żywoty pań swowolnych Bramtome`a w bogobojnym (dulszczyźnianym) Krakowie wiedział, iż wywoła zgorszenie. Gorszenie matrony krakowskiej zawsze należało… do jego ulubionych zajęć. Pielęgnowałem mit – zepsutego człowieka. (str. 131)                     W przedmowie do Rabelais napisze;
I nic nie pragnę, jeno byście zdrowo
Chcieli swym kuprem uczcić co najraniej
Me wdzięczne chuci
Jako recenzent teatralny nieraz naraża się autorom dzieł, nie oszczędzając nawet przyjaciół. Piętnuje patos, megalomanię, sztuczność, obłudę. Najbardziej ceni sobie szczerość, zastrzegając jednocześnie, iż nie ma monopolu na rację. Pisanie o teatrze jest dla mnie jedynie miłym wytchnieniem po innej pracy, której oddałem się cały. Na wiedzy teatralnej, w ścisłym tego słowa znaczeniu się nie znam… (str.189) W teatrze czuje się bardziej widzem, niż krytykiem. Wychodzi z niego zawsze bardziej zamyślony nad życiem, niż nad teatrem. (str.190). 
Nie przysporzyły mu sympatii liberalne poglądy, pisanie o antykoncepcji, aborcji, edukacji seksualnej (Boy sygnalizował odkrycie kalendarzyka [..] wbrew potwarcom nigdy nie propagował przerywania ciąży, które uważał za własną, dramatyczną właściwie decyzję kobiety (str. 263)), krytyka kościoła (kiedy rozważa przyczyny „błędów i wypaczeń” kleru wobec zwykłego życia, widzi je w celibacie. Przecież większość księży- to mężczyźni, jak inni” I taki mężczyzna „skazany jest przez całe życie na sytuacje nieprawidłowe” i ktoś taki, chce gwałtem być dyktatorem w sferze, która absolutnie przekracza jego kompetencję!. (str. 266), a także szarganie narodowych świętości (odbrązawianie Mickiewicza i Fredry, czy krytyka Sienkiewicza). Mierziła go obłuda i zakłamanie. 
To wszystko spowodowało, iż mimo sławy, jaką się cieszył, zyskał także liczne grono oponentów; atakują go wszyscy, którzy czują się dotknięci, prawica, kościół, konserwatyści, pisarze, którym nie podobały się recenzje sztuk, a najbardziej Karol Irzykowski w Beniaminku
A jednak wiele jego myśli pozostaje aktualne i dziasiaj, jak choćby ta poniższa (cytat z Piekła kobiet)
Uczynić biedną dziewczynę matką, pozbawić ją pracy dlatego, bo się spodziewa macierzyństwa, kopnąć ją z pogardą, zrzucić na nią cały ciężar błędu i jego skutków, i zagrozić jej latami więzienia, jeżeli, oszalała rozpaczą, chce się od tego zbyt ciężkiego na jej siły brzemienia uwolnić — oto filozofia praw, które, aż nadto znać, były przez mężczyzn pisane! Głosić wzniosłe teorie o „prawie płodu do życia”, znów grozić matce więzieniem w imię praw tego płodu, ale równocześnie nie troszczyć się o to, aby nosicielka tego płodu miała co do ust włożyć… I rzecz szczególna, ten sam płód, nad którym trzęsą się ustawodawcy, póki jest w łonie matki, w godzinę po urodzeniu traci wszelkie prawa do opieki prawnej, może zginąć pod mostem z zimna, gdy matka — którą jej „święte” macierzyństwo czyni nieraz wyrzutkiem społeczeństwa — nie ma dachu nad głową. 
Co do samej biografii to poza licznymi zaletami w postaci przybliżenia czytelnikom postaci wielkiego człowieka, sporą ilością cytatów z Boya, pomimo widocznej sympatii do bohatera, co nie przeszkadzało autorowi pisać zarówno o wielkości, jak i o małostkach człowieka (zamiłowanie do hazardu, skłonność do romansów) - raził mnie w niej pewien chaos. Biografia nie musi być pisana w układzie chronologicznym, ale w tym przypadku jej brak przeszkadzał w czytaniu. 
Poza tym Hen sporo uwagi poświęca recenzjom sztuk teatralnych, których tytuły nic mi nie mówiły. Jak pisze autor, mimo, iż dotyczyły one osób, których po latach nikt nie pamięta to miały wymiar uniwersalny, jako komentarz do rzeczywistości, w której żył i tworzył Boy. Muszę jednak przyznać, iż było to nieco nużące. 

Mimo tych drobnych uwag postać Boya jest na tyle ciekawa, że warto się z nią zapoznać, jeśli nie poprzez biografię, to choćby poprzez jego dzieła.
Książkę przeczytałam w ramach stosikowego losowania u Anny.

Znalazłam tu wiele interesujących cytatów i informacji i posłużą one do sporządzenie kilku wpisów. 

26 komentarzy:

  1. W "Beniaminku" Irzykowski używa sobie na Żeleńskim ile wlezie i mimo, że ta krytyka robi wrażenie małostkowej, to jednak coś było na rzeczy. I tak Żeleński miał szczęście, że książka była pisana kilka lat przed epizodem lwowskim, który położył się plamą na honorze ale na szczęście nie za kolaborację z okupantem Boya-Żeleńskiego cenimy. Można by dyskutować, czy małżeństwo Boya było udane, nie dam głowy, czy jego żona też była tego zdania - na pewno było specyficzne albo jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli "nowoczesne".

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do epizodu lwowskiego muszę wrócić, bo mam wrażenie, że Hen przedstawia go jednak inaczej (nie jako kolaborację). Co do małżeństwa z Zofią - to rzeczywiście było ono nietypowe. Mimo różnych nazwijmy je zawirowań- przetrwało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, że go tak nie przedstawia - przecież u nas w tej materii utrwaliła się już wieloletnia tradycja. Gdyby tak Żeleński publikował coś w niemieckich pismach okupacyjnych pewnie by mu się oberwało, tak jak na przykład Szklarskiemu, ale w rosyjskich? Przecież wiadomo, że Rosjanie nikogo nie okupowali a tylko przyszli wyzwolić Białoruś i Zachodnią Ukrainę.
      Małżeństwo Iwaszkiewiczów też przetrwało ale chyba mało kto nazwałby je udanym.

      Usuń
    2. Sprawdziłam- otóż Hen pisze z perspektywy osoby która tam była, pisze o niepewności, tymczasowości, jaką wydawała się być ówczesna sytuacja, o tym, że do Warszawy nie miał Boy po co wracać, bo Fuś słał mu listy, aby nie wracał, o tym, iż nie wiedziano o aresztowaniu oficerów, o tym, że był już stary (Boy) i chyba pogubił się. To apropos wykładów, natomiast podpis pod oświadczeniem pisarzy był dla Hena oznaką, że skoro podpisał- to widać musiał podpisać, sfingowanych dokumentów, itp. Opisał to tak sugestywnie, że wątek współpracy (a raczej zgody na pracę dla Sowietów)- nie zwrócił mojej uwagi. Coś mi się majaczy, jak Hen w Nie boję się bezsennych nocy pisał o tym wrednym Irzykowskim, który tak się pastwił nad Boyem, który zginął w tak okrutny sposób. Wspomina też Hen kilkakrotnie, iż Boy przyjął w tych ciężkich dniach postawę Kubusia z Kubusia Fatalisty- wszystko co nas spotyka na świecie dobrego i złego- zapisane jest w górze. A mnie przypomina się myśl, jaką wyczytałam w Dziennikach Gide`a - jakie szczęście, że nie zostałem postawiony wobec egzaminu, którego mógłby nie zdać. Czy mogę wiedzieć, jak zachowałbym się wobec rzeczywistego niebezpieczeństwa? Z jakiej prostej materii są ci, którzy mogą odpowiadać za siebie w każdej godzinie dnia i nocy! Ilu żołnierzy czeka z trwogą wydarzenia, które im powie, czy są odważni? A ten, kto nie reaguje jak chciałby, ten czyja wola tylko jest odważna? Czy znane ci z Lorda Jima- Rozpacz człowieka, który ma siebie za tchórza, ponieważ ustąpił chwilowej słabości- a spodziewał się, że jest mężny. Nie chcę tłumaczyć, czy usprawiedliwiać, ale tak sobie myślę, że nie chciałabym zostać postawiona przed takim wyborem, bo choć wydaje się, że jesteśmy pewni własnych wyborów, dopóki dopóty przed nimi nie staniemy- nie poznamy siebie.

      Usuń
    3. To trochę ryzykowna perspektywa bo co siedemnastolatek, którego nikt nie znał mógł wiedzieć o sytuacji luminarza polskiej kultury, który był od niego w dodatku trzy razy starszy. Z całym szacunkiem dla Hena, to nie ten kaliber, przynajmniej wówczas, w okresie o którym piszemy.
      Oczywiście można próbować rozwodnić poglądy na postawę Boya ale Twój tok myślenia prowadzi do tego, że powinniśmy wyrażać tylko sądy pochlebne a krytycznych już nie, bo brak nam do tego kompetencji, bo nie znaleźliśmy się w analogicznej sytuacji. Równie dobrze można powiedzieć, że i sądów pochlebnych wyrażać nie możemy z tego samego powodu. Nawiasem mówiąc, ciekaw co by na to powiedzieli sędziowie :-)

      Usuń
    4. Przywołanie Gide`a (czy raczej skojarzenie) jest moje, nie Hena. On podawał argumenty przywołane w pierwszej części wypowiedzi. Oczywiście to, że nie wiemy, jak my zachowalibyśmy się w takiej sytuacji wcale nie oznacza, że mamy pewne fakty pomijać, czy ignorować. Kiedy wczoraj przeczytałam Twój komentarz- pomyślałam, iż jeśli Hen rzeczywiście nie napisał o tym lwowskim epizodzie to mogłabym się "kolokwialnie mówiąc do tego przyczepić", bo byłaby to nierzetelność. Tymczasem, on pisze o faktach, tyle, że ocenia je inaczej (albo też naświetla inaczej, co rodzi ryzyko, iż czytelnik nie mający wiedzy może je przeoczyć, ale to już nie może moim zdaniem stanowić zarzutu w stosunku do autora). Pisze, że wierzył, iż Boy nie miał wyjścia i był zmuszony tak postąpić. Można się z tym zgodzić lub nie. A skoro tak zrozumiałeś moją wypowiedź to zapewne oznacza, iż nie potrafię precyzyjnie przedstawić swojego punktu widzenia :( Bo gdyby dalej iść tym tokiem "mojego rozumowania" doszlibyśmy do jeszcze dalej idących absurdów.

      Usuń
    5. Kurcze teraz widzę, że piszesz o Henie. Tym razem ja cię nie zrozumiałam. Więc zrobił się jakiś galimatias:)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy post. Boy nie jest mi bliżej znany ...mąż był w młodości miłośnikiem jego "Słówek" - posiadamy ich egzemplarz z 1953 roku. Podczytujemy je. W nich zawarty jest ten ogrom jego humoru połączonego z dystansem do siebie, o którym piszesz w poście.
    Kiedyś, gdy wspominałam w poście Irenę Krzywicką czytając jej biografię w sieci wyczytałam o jej związku z Boyem / on Prousta tłumaczył a ona była wielką popularyzatorką jego twórczości / i wspólnej pracy na rzecz edukacji seksualnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hen w biografii pisze o związku Boya między innymi z Ireną Krzywicką. Swoją drogą - niezła z niej była skandalistka. Pisała, iż sypiała z mężem, Boyem, a i z innymi chętnie by popróbowała. Pamiętam, że jakiś czas temu przetoczyła się przez blogi fala recenzji jej wspomnień, które spisała bodajże pani Tuszyńska. Wówczas niewiele mi to nazwisko mówiło. A książka wydawała mi się taka nie dla mnie- coś w rodzaju ploteczek i skandalików, ale może się mylę. Muszę poszukać recenzji na zaprzyjaźnionych blogach.

      Usuń
    2. Ktoś polecał mi akurat biografię Krzywickiej.....ale wydaje się, że wszystkie biografie pisane przez Tuszyńską warte są uwagi.

      Usuń
    3. Nie czytałam nic pani Tuszyńskiej, ale obejrzałam kiedyś wywiad z nią i wydała mi się mądrą i rozsądną kobietą. Mówiła o Ćwiczeniach z utraty. Kilka razy chciałam sięgnąć po Wierę Gran, ale nie byłam gotowa. Tak jakoś zżyłam się z wizerunkiem Szpilmana, że bałam się rozczarowania.

      Usuń
    4. Jak wynika z wiadomość w Wikipedii Wiera Gran to postać niejednoznaczna a Tuszyńska analizuje ich związek...czy tego się boisz?
      Chyba nie warto się bać.....ja byłabym ciekawa.....

      Usuń
    5. :) masz rację. Nie będę dalej rozwijała swojej myśli, bo coś jak widać mam z tym dzisiaj problem (skoro marlow wyczytał z mojego komentarza coś, czego wg mnie tam nie było :( widocznie mam problem z komunikacją (albo słowa nie nadążają za myślą).

      Usuń
    6. Z Marlowem w dyskusji łatwo się nie wygrywa.....

      Usuń
    7. Ale ja wcale nie chciałam ani wygrać, ani przekonać, tylko przedstawić swój punkt widzenia, a teraz widzę, że sama błędnie odczytałam jego komentarz :)

      Usuń
    8. Mnie również nie chodzi o wygraną, nie wiem skąd ten pomysł. Po prostu uważam, że zbyt łatwo przechodzi się do porządku dziennego nad niewygodnymi faktami z życia ludzi skądinąd wybitnych, załatwiając to wytrychem "nie wiemy, jak byśmy postąpili w ich sytuacji".

      Usuń
    9. Dlatego nie nadaję się do roli prokuratora, bo raczej szukam argumentów na obronę niż oskarżenie.

      Usuń
    10. Tylko, że tu nie chodzi ani o obronę ani o oskarżenie tylko rzetelną ocenę.

      Usuń
  4. Mam tę książkę w domu, uwielbiam ją!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też generalnie uwielbiam biografie, bywają często znacznie ciekawsze od powieści.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zmartwił mnie ten chaos, o którym wspominasz w biografii. Książkę mam i liczyłam (ciągle jeszcze liczę) na owocne spotkanie z Boyem-Żeleńskim. Mam sentyment do jego twórczości. To prawda, że bywał złośliwy wobec uznanych wielkości, ale jakże pięknie opowiadał o nich anegdoty! Moją ulubioną książką pozostaje zbiór esejów "Reflektorem w mrok". Uwielbiam wracać do opowieści o Wyspiańskim (bo go uwielbiam). Od czasu do czasu poczytuję plotki o "Weselu" czy o pewnych meblach, które zaprojektował ten wielki, aczkolwiek nie do końca praktyczny artysta:) O ile autor lubi dać prztyczka w nos osobistościom (np. Sienkiewiczowi, jak wspominasz), to o Wyspiańskim pisze z uśmiechem, ale i z wielką sympatią:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hen pisze niby chronologicznie, ale też pisze tematycznie, co powoduje wybieganie w przyszłość, w następnym rozdziale wracanie. W sumie to nie musi być wadą, mnie jednak trochę ciężej było przez to przebrnąć, aczkolwiek wiele ciekawostek i wiele informacji, których nie znałam wcześniej- otrzymałam. Właściwie biografii Boya nie znałam wcale. Wspomnienie o Wyspiańskim i jego Weselu, a jakże jest, podobnie, jak o podarowanych Żeleńskim wielce niepraktycznych meblach. Reflektorem w mrok leży na półce- otrzymałam od koleżanki blogerki. :) Mam szczęście co do Boya- od marlowa dostałam Obrachunki Fredrowskie (po raz pierwszy udało mi się nie przekręcić na Freudowskie, co czynię nagminnie).

    OdpowiedzUsuń
  8. Małgosiu, jak pewnie pamiętasz bardzo lubię biografie. I zbieram je maniakalnie.
    Też mam tę książkę.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. To jesteśmy i w tym do siebie podobne, bo ja także mam całkiem pokaźną kolekcję biografii. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).