niedziela, 4 września 2016

Impresjoniści w Gdańsku


Boudin Widok basenu portowego w Trouville
Wędrująca po Polsce wystawa sygnowana nazwiskami trzech wielkich mistrzów pędzla (Moneta, Renoira i Delacroix) dotarła też do Gdańska. Nie mogłam odmówić sobie jej odwiedzenia, jestem bowiem kolekcjonerką obrazów mających jakikolwiek związek z impresjonizmem. Moją kolekcję całkiem pokaźnych rozmiarów przechowuję w miejscu niedostępnym szerszej publiczności tj. w pamięci i wspomnieniach, dzieląc się jej fragmentami sporadycznie na tej płaszczyźnie. 

Idąc na wystawę Normandia namalowana wiedziałam, iż nie zobaczę tam znanych dzieł malarzy, ich nazwiska są jedynie wabikiem dla przyciągnięcia publiczności. Niestety nasze rodzime zbiory nie dają nam prawie żadnej karty przetargowej do wymiany dzieł. Spodziewałam się zatem kilku szkiców, rysunków, czy mniej znanych obrazków. A jednak rzeczywistość przerosła jednak moje oczekiwania. Co prawda jedyny obraz Renoira był naprawdę kiepski, dwa Monety choć niezłe, nie były najbardziej reprezentatywne dla tego malarza i nie zachwycały, a Delacroix chyba przegapiłam (co jest o tyle dziwne, iż wystawa mieściła się w pięciu niewielkich salkach) ale niemal cała reszta obrazów (ponad osiemdziesiąt) była warta ze wszech miar obejrzenia.
Lebourg Rouen, Le pre aux loups
Obrazy powstały w latach 1790 do 1940 i stanowią zbiór dzieł pozyskanych z zarówno z prywatnych kolekcji, jak i publicznych instytucji. W przeważającej mierze są to obrazy nie znanych szerokiej publiczności twórców, może poza Camillem Corotem (ojczulkiem Corot, jak zwali go pieszczotliwie impresjoniści), czy Gustawem Coubertem. Ale jakie może mieć znaczenie dla oglądającego, który kocha impresje, niezależnie od tego czy namalował je Monet, czy Albert Lebourg (którego zauważyłam po raz pierwszy oglądając jego zimowe spojrzenie na paryską katedrę Notre Dame w Muzeum w Rouen). I choć może nie wszystkich twórców obrazów pokazanych na wystawie można nazwać impresjonistami to spora część pokazanych tu obrazów jest reprezentatywna dla tego nurtu. Skupienie się na pejzażu, ulotność chwili, niezwykła gra świateł (jakże inna od tej, którą portretowali holenderscy mistrzowie martwej natury), rozmyte kontury, przejrzystość tła (wręcz przezroczystość), powietrze mieniące się barwami, malowanie krótkimi pociągnięciami pędzla (kreski, plamki), pastele i pogoda nawet kiedy tematem płótna jest pochmurny, szary dzień. 
Boudin Wędkarze na brzegu morza

Spośród przedstawionych na wystawie trzech cyklów tematycznych uwiodły mnie te, w których tematem przewodnim była woda. Pierwszym bohaterem cyklu Na wybrzeżu jest człowiek na tle natury. Obrazy przedstawiają ludzi przy pracy żyjących zgodnie z rytmem przypływów i odpływów (Wędkarze na brzegu morza Eugene Buodin) i przybywających tu i burzących spokojne bytowanie mieszkańców turystów przywożących powiew wielkiego, nowoczesnego świata z jego modą, zwyczajami, rozrywkami i hałasem (Plaża w Dieppe Jacques-Emile Blanche czy Matka i dziecko w normandzkim porcie Berthe Morisot). Drugim z bohaterów jest żywioł morski w jego odsłonach dwóch odsłonach, głównie łagodnej, pozwalającej na spokojne dryfowanie po płaskiej niczym stół powierzchni wody (Ludovik Lepic Pejzaż morski) ale i rozszalałej pokazującej całą grozę natury (Pejzaż morski przy sztormowej pogodzie Gustave Coubert).
Lepic Pejzaż morski

W cyklu Nad Sekwaną jak łatwo się domyślić bohaterką jest najpiękniejsza z francuskich rzek. Urok rzeki i jej okolic w połączeniu ze wspaniałą architekturą inspirowały niejednego z artystów. Mnie oczywiście zaczarował wcześniej wspomniany Lebourg i jego obraz Rouen, Le pre aux lu Może to sentyment związany z miejscem poznania artysty spowodował, że obrazów tego 
malarza wyszukiwałam ze szczególnym zainteresowanie. 
Spośród cyklu Krajobrazy Normandii uwagę przykuwa obraz Chata kryta słomą w Fontaine –la- Mallet Emille Othon Friesz mający coś wspólnego z klimatem Czerwonych dachów Pissarra.
Friesz Chata kryta słomą w Fontaine-La- Mallet
Podczas każdej wystawy wyszukuję nowe nazwisko twórcy, którego impresje zrobiły na mnie największe wrażenie, tym razem miałabym duży problem, czy wybrać Lepica za jego Pejzaż morski (jakiż spokój tchnie z tego obrazu, jaka cisza – cisza, której tak nam dzisiaj brakuje- chciałoby się znaleźć na pokładzie jednej z tych łodzi żaglowych i płynąć w bezkres mórz zapominając o wszystkim co przyziemne i hałaśliwe), czy Eugene`a Boudina`a, uznawanego za prekursora impresjonizmu (podobno wzorował się na jego malarstwie Monet) za jego pejzaże z Trouville (Nabrzeże pod­czas przypływu w Trouville, Widok basenu portowego czy Odpływ przy zachodzie słońca). 

Odbyłam piękną podróż do krainy łagodności. 
Nie ma tu może arcydzieł, nie ma dzieł wybitnych, ale są bardzo urokliwe obrazy o niezwykłej świeżości spojrzenia –prekursorskie odchodzące od odwzorowywania rzeczywistości ku przeczuwaniu tejże. 
Szkoda wielka, iż wystawa nie doczekała się katalogu. 
Wielbicielom dobrego malarstwa polecam. Wystawa potrwa do 18 września w Oliwskim Pałacu Opatów.
Ponieważ jakoś moich zdjęć nie oddaje uroku obrazów pozwolę sobie zamieścić kilka znalezionych w necie. 
Źródło zdjęcia

Courbet Pejzaż morski przy sztormowej pogodzie  źródło 


Boudin Trouville Nabrzeże podczas przypływu źródło
Lebourg Rouen, Le pre aux loups  źródło 
Kilka innych wpisów dotyczących bezpośrednio lub pośrednio impresjonistów 
Biografia Moneta (Claude i Camille),
Raj tuż za rogiem (trochę o Gauguin) 

Być może w najbliższym czasie będę jeszcze mniej aktywna w blogosferze z powodu zbliżającego się urlopu.

18 komentarzy:

  1. Byłem, widziałem... Cóż, szału nie ma. Jeśli to byłoby czyjeś pierwsze spotkanie z impresjonistami to nie zdziwiłbym się, gdyby zapytał po wystawie, jakim cudem narobili kiedyś tyle zamieszania. A funkcjonująca obok wystawa "Saga rodu Sobczaków", to jak się wyraził mój syn, jakaś masakra, z czym się z nim zgadzam. Na szczęście park i katedra nie zawodzą :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Drugiej wystawy nie oglądałam, więc się nie wypowiem, po zdjęciach w necie wnoszę, że nie byłaby to moja ulubiona wystawa. Co do Normandii malowanej ja byłam oczarowana urokiem prostoty, nie wielkością, a jej zapowiedzią dopiero. Mnie się podobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie polemizuję :-) Większe wrażenie zrobiła na mnie kolekcja malarstwa polskiego.

      Usuń
    2. :) malarstwa polskiego nie widziałam w Pałacu Opatów. Ponieważ znajdują się tam głównie zbiory sztuki nowoczesnej, z którą mi nie po drodze (nie "czuję jej:) rzadko w nim bywam.

      Usuń
    3. Rzeczywiście sztuka nowoczesna jest i faktycznie to nic specjalnego, ale większość ekspozycji stanowi na szczęście "tradycyjne" malarstwo polskie od II poł. XIX w. do poł. XX wieku i w sumie to wypadło ono ciekawiej niż wystawa "normandzka".

      Usuń
    4. To mój błąd - nastawiłam się na tych pre-impresjonistów, więc nie sprawdzałam co jest jeszcze do zobaczenia kojarząc Pałac Opatów ze sztuką współczesną. Czyli zadziałało myślenie stereotypowe :(

      Usuń
  3. Szkoda, że Pałac Opatów w Gdańsku jest tak daleko. Z przyjemnością zobaczyłabym Normandię namalowaną. Wiesz, że lubię impresjonistów a szczególnie Moneta, Delacroix'a, Renoira. Domyślam się, że te znane nazwiska wielkich mistrzów wzbudziły zainteresowania odwiedzających.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyś wybrała się wyłącznie na tych panów byłabyś zawiedziona. Ale jak napisałam to nie oni byli bohaterami wystawy i jej atrakcją.

      Usuń
  4. Lubię impresjonistów więc z przyjemnością przeczytałam twój post i oglądnęłam obrazy, które do niego załączyłaś. Świetne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też przyciągnęła "nalepka" impresjonizm i choć jak napisałam obrazy nie były wielkiego artyzmu to ja miałam dużą przyjemność z ich oglądania.

      Usuń
  5. Kiedyś nie przepadałam za malarstwem marynistycznym, ale po zobaczeniu filmu o Turnerze zmieniłam zdanie.;) A widoki, jak prezentujesz powyżej, są faktycznie kojącą wycieczką w krainę łagodności, chyba musiałam do nich dojrzeć.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często i mnie się zdarza, że wykazuję zainteresowanie czymś, co wcześniej wydawało mi się obce dopiero poznawszy np. biografię twórcy.

      Usuń
  6. Na wystawie nie ma najwybitniejszych obrazów, ale może właśnie dzięki temu zauważa się taką perełkę jak obraz Lepica... Rzeczywiście tchnie spokojem. Podoba mi się chyba bardziej niż słynna "Impresja" Moneta...:)

    OdpowiedzUsuń
  7. To co teraz napiszę zabrzmi pewnie jak herezja, ale nie sprawiła mi tak dużej przyjemności wystawa impresjonistów w Gdańsku oglądana kilka lat temu ze słynną Impresją (i parę bardziej znanych tytułów), jak ta wystawa. Może to zresztą kwestia eksponowania. Tę samą Impresję oglądałam w paryskim Marmottan i miałam wrażenie, że widzę ją po raz pierwszy. Wówczas mnie zachwyciła i dostrzegłam coś czego nie widziałam oglądając reprodukcje, czy gdańską wystawę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lepic na Twoim zdjęciu wygląda lepiej niż na tej wielkiej reprodukcji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) jak to czasem brak profesjonalizmu pomaga dziełu.

      Usuń
  9. Kocham impresjonistów. Kilka dzieł widziałam ostatnio w Petersburgu. Żadne zdjęcie nie odda głębi tych obrazów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, cała prawda i święta prawda. :) Szczęśliwcami są ci, którym było dane dotknąć wzrokiem. Ach, jak ja bym chciała obejrzeć je w Petersburgu. Wierzę, że mi się uda.

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).