środa, 5 czerwca 2019

Jak dobrze dziś być Gdańszczanką

Na przełomie 1988 i 1989 roku pracowałam na terenie Stoczni Gdańskiej. Po ukończeniu studiów nie spieszyłam się, ze znalezieniem stałej pracy. Postanowiłam wówczas przedłużyć młodość uzyskując zgodę na pracę w Studenckiej Spółdzielni Pracy. Praca w niej była przywilejem studentów. Przywilejem, bowiem zarobki w Technoservice były niezłe. Z założenia student pracował dorywczo, więc jego godzinowa stawka odbiegała od stawek większości grup zawodowych. De facto byli tacy delikwenci, którzy pracowali w spółdzielni tygodniami, a nawet miesiącami. Dołączyłam do tej grupy szczęśliwców po uzyskaniu tytułu magistra prawa i przez kilka miesięcy pracowałam codziennie. Teoretycznie nie było to możliwe, bowiem aby pracować kolejnego dnia trzeba było dzień wcześniej zapisać się dzwoniąc do biura. O godzinie ósmej numer był zajęty, a pięć minut później nie było już miejsc. Jednak my, Polacy, umiemy obchodzić przeszkody i nawet tak niepotrafiąca  rozpychać się łokciami dziewczyna, jak ja, znalazła sposób na dołączenie do grona szczęśliwców i umawiała się bezpośrednio u brygadzistów (mieli oni pulę miejsc „dla swoich”. Wystarczyło rano szepnąć słówko i robota czekała). A była to ciężka praca. Wynieść kilkadziesiąt wiader złomu w ciągu zmiany z samych zęz na znajdujący się poza statkiem pojemnik nie było zajęciem lekkim, zwłaszcza dla dziewczyny. Nasze robocze ciuchy przesiąknięte były potem, lepiły się od brudu, a w ciała wbijały się igiełki szklanej waty, którą wykładano grodzie statku. Należąc do grupy wybranych miałam przywilej pracowania we własnych ciuchach, miałam też własną szafkę.
Praca była ciężka i wydawała się syzyfową, co dzień od nowa sprzątaliśmy tę stajnię Augiasza. Jednak dziś z perspektywy lat i życiowego doświadczenia mogę z pełnym przekonaniem napisać, że miała ona więcej sensu, niż zajęcie które wykonuję obecnie.
Lata 1988 - 1989  obfitowały w ważne wydarzenia. Byliśmy wówczas świadkami kilku stoczniowych strajków. Kiedyś nawet udało nam się „uczestniczyć” przez chwilę w jednym z nich, zanim bowiem się rozpoczął my zdążyliśmy wcześniej wejść na teren stoczni. Siedzieliśmy wtedy z robotnikami na styropianie. Później, w okresie strajków nie było zapisów do pracy dla studenckiej braci.

Czy wtedy wierzyłam w jakiekolwiek zmiany? Chyba już nie.
Po euforii sierpnia osiemdziesiątego roku, kiedy podpisanie porozumień czciłam na Placu (wówczas jeszcze nie Solidarności) z tysiącami mieszkańców, po odsłonięciu pomnika Trzech Krzyży, którego widokówkę otrzymaliśmy od naszej polonistki na znak przebaczenia nieodpowiedzialnego zachowania, jakim było nasze uczestnictwo w Juwenaliach (brzmi to dziś niewinnie, ale jak mówiła wówczas nasza pani profesor - w tych ciężkich czasach nie należało dawać władzy pretekstu. Kilku kolegów zostało spisanych przez milicję a szkoła została powiadomiona o zajściu), po słynnej lekcji historii, na której kolega Wojtek zrobił nam wykład na temat równości pomiędzy stalinizmem i faszyzmem, po ogłoszeniu stanu wojennego, braku studniówki (z powodu godziny milicyjnej), aresztowaniach, kłamstwach, prześladowaniach, cenzurze i telewizyjnych wiadomościach - młodzieńczy entuzjazm znacznie ostygł.
Podczas tamtych wyborów czerwcowych nie wierzyłam w zwycięstwo solidarności. A potem się stało. Nieoczekiwane. Niespodziewane. Niezwykłe.
Nie miałam świadomości konsekwencji tamtych zdarzeń i tego, że na naszych oczach upadł komunizm.  
Tak sobie to wszystko przypomniałam wczoraj, kiedy stojąc na ulicy mego miasta słuchałam wielu pięknych i pokrzepiających słów. I wtedy przypomniała mi się scena z serialu Dom, w której Klara Stroynowska (wychowana w Związku Radzieckim Polka) oglądając transmisję z wyboru Karola Wojtyły na Papieża mówi, jak dobrze dziś poczuć się Polakiem. Wówczas pomyślałam sobie, jak dobrze być i czuć się Gdańszczanką.
Nawet jeśli lata już nie te, zdrowie trochę szwankuje  i takie tam inne (o których sza...)   nie napawają optymizmem. 

15 komentarzy:

  1. Małgosiu!
    Przesyłam szczere gratulacje dla Ciebie i miasta Gdańsk. Święto Wolności I Solidarności było świetnie przygotowane. Dostarczyliście nam Polakom, wielu wzruszeń.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zaleta włodarzy miasta. Pozdrawiam również

      Usuń
    2. Podpisuję się pod komentarzem Łucji- Marii.
      Szacun.
      Moc pozdrowień posyłam.

      Usuń
  2. Czyżby początek książki biograficznej?
    Mnie tak dopadło kilka lat temu, dokładnie w lipcu 2011 roku postanowiłam swoje wspomnienia pisać i publikować na blogu. Na początku było to 14 OBRAZÓW, później blog miał już charakter podróżniczy...
    W 1981 roku po tym jak zostałam przewodnicząca Solidarności w zakładzie liczącym około 400 pracowników, mąż wywiózł mnie do Paryża...
    Tak na marginesie jestem fanką biografii.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. :) Życie niemal każdego z nas to materiał na książkę, po warunkiem, że trafi się utalentowany biograf. Gdy mnie się trafiła taka Magdalena Grzebałkowska, albo Stone to chętnie bym poopowiadała. :) Tak mnie wczoraj naszło na wspomnienia, kiedy przypomniałam sobie o tym dniu strajku w Stoczni. A i serial Dom pełni ważną rolę w moim życiu. Znam go niemal na pamięć i uważam że jest fantastycznie wielopłaszczyznowy, a bohaterowie pełnokrwiści, i jest o nas- Polakach, niezwykle zróżnicowanych, ale zrobiony z sympatią do ludzi, wszystkich ludzi. Też jestem fanką biografii. A na twoje wspomnienia z ciekawością zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że mamy podobną pracę :P Dopiero co wczoraj powiedziałem, że chciałbym być zdolnym stolarzem, bo przynajmniej coś by po mnie zostało, a i zajęcie miałoby sens :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wypełnianie kolejnej tony papierków z gwizdkiem nad uchem ... Niestety kiedy do końca tego rozdziału zostały trzy lata z haczykiem to może uda się wytrwać :) A z drugiej strony to niezmiernie przykre i pesymistyczne, że coraz rzadziej można dziś spotkać zadowolonego ze swej profesji pracownika. Ostatnio spotkałam pana od instalacji c.o. który z pasją opowiadał o swoim zajęciu, że aż miło było posłuchać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ładne wspomnienie. Tusk wspominał w przemówieniu chyba właśnie o takim strajku, jaki opisujesz. I też ponoć nie miał nadziei na pozytywne zmiany. A jednak się udało.
    Oglądając obchody w telewizji na Mazowszu i z niesmakiem obserwując zachowanie prawicy, pomyślałam sobie, że o Twoim mieście wciąż można mówić Wolne Miasto Gdańsk. Podoba mi się Wasz duch i zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Choć nie ukrywam swoich poglądów - zagryzam zęby, aby publicznie (a blog to taka płaszczyzna publiczna) powstrzymywać się od jakichkolwiek komentarzy sytuacji politycznej, bo z racji wykonywanego zajęcia byłoby to nieetyczne, choć kto dziś o etyce pamięta. Ale czasami mi się uleje. I w Gdańsku nie brak przykładów niegodnego zachowania i nie zawsze są to goście ze stolicy :), no cóż chyba cudu nam dziś trzeba, aby ta pęknięta na pół Ojczyzna się połączyła i abyśmy przestali na siebie warczeć. Ale, że w historii zdarzają się cuda trzeba wierzyć i nie tracić nadziei, nawet, gdyby było się tą ostatnią osobą, która myśli inaczej niż reszta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie cudu chyba trzeba. Pocieszam się, że wszystko ma swój kres.;)

      Usuń
  8. Tyle zmian w ciągu tych lat. czasami chwile są radosne, ale tak ogólnie, źle się dzieje w stosunkach międzyludzkich tak po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z Tobą. Co co było nie do pomyślenia, kiedy ja zaczynałam pracę (w 82 roku) dziś jest na porządku dziennym.

    OdpowiedzUsuń
  10. To były ciekawe czasy... Człowiekowi czasem się wydaje, że nic wielkiego nie przeżył, a tymczasem jak się tak zacznie wspominać, to się okazuje, że jest co :).

    OdpowiedzUsuń
  11. Też tak sobie pomyślałam, że to co wydawało mi się takie zwyczajne z biegiem czasu, zwłaszcza dla młodszych kolegów może okazać się interesujące.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).