Francuska kawiarenka literacka

sobota, 28 lutego 2026

Luty z Marianem Mokwą i jego Pracami w porcie

 

Prace w porcie (W porcie Gdynia)

Mokwa jest najwybitniejszym polskim malarzem marynistycznym. O jego obrazach mówiło się w domu, choć rodzice nigdy nie interesowali się sztuką. Nie mniej, tata (będąc absolwentem Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej), który większość życia spędził na morzu bardzo lubił obrazy o tematyce marynistycznej.

Nazwisko malarza przypomniało mi się w zeszłym roku podczas odwiedzin Muzeum Morskiego w Gdańsku, gdzie zobaczyłam kilka jego obrazów.

Urodził się pod koniec XIX wieku (1889 r.) w zamożnej rodzinie chłopskiej. Studia artystyczne odbywał w Norymberdze, Monachium i Berlinie. Jako wysłannik Gazety Grudziądzkiej został wysłany na Bałkany i Bliski Wschód. Podróżował po Turcji, Rosji, Azji Środkowej (Samarkanda, Taszkient, Tybet). Podczas I wojny światowej złożył przyrzeczenie, że jeśli Polska odzyska niepodległość on poświęci życie na malowanie polskiego morza. Słowa dotrzymał. Studiował morską historię polski i pomagał pozyskiwać materiały świadczące o polskości Pomorza potrzebne polskiej delegacji na konferencji paryskiej. Malował cykl historyczny Apoteoza Polski Morskiej, opowiadający dzieje Polski nad Bałtykiem począwszy od Piastów aż do budowy portu morskiego w Gdyni.

Stworzył Galerię Morską przeznaczoną do ekspozycji prac o tematyce marynistycznej, nie tylko własnych. To kosztowne przedsięwzięcie umożliwiła wysoka pozycja finansowa i sukces komercyjny jego malarstwa. W czasie II wojny Galeria została przez Niemców podpalona a większość obrazów zniszczona. Po wojnie na podstawie zachowanych szkiców próbował odtworzyć obrazy z cyklu Apoteoza Polski Morskiej. Współpracował z przedsiębiorstwami zajmującymi się gospodarką morską (PLO, Dalmor, Centromor), a także malował na zamówienie Marynarki Wojennej i Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Malował głównie morze, ale był też dobrym portrecistą. Dożył sędziwego wieku 98 lat. Jego prace cieszyły się sporą popularnością.

Na lutowy obraz wybrałam Prace w porcie (W porcie Gdynia). Obraz z 1950 r. przedstawia prace rozbiórkowe na wraku pancernika Gneisenau, który Niemcy wycofując się w 1945 r. zatopili u wejścia do gdyńskiego portu. Podniesienie go i usunięcie z dna portowego było niezbędne do udrożnienia drogi do portu. Było to jedno z pierwszych zadań nowo powstałego Polskiego Ratownictwa Okrętowego. Kiedy spojrzałam na ten obraz na myśl przyszło mi 20 tysięcy mil podmorskiej żeglugi Juliusza Verne`a. Chyba z powodu znajdującej się na pierwszym planie grupy nurków, która to scena przypomina mi ilustrację do książki, a może kadr z filmu ze stającą grupą nurków (w kombinezonach) tyle, że w książce/filmie znajdującą się pod pokładem Nautilusa


fragment powyższego obrazu

Temat niezwykle prozaiczny obraz być może został stworzony na zamówienie PRO. A jednak jest tu klimat romantyzmu, jaki tworzy otoczenie, spokojna tafla wody, statki, holowniki, czy nawet portowe dźwigi. Miał ukazywać ciężką pracę portowych robotników. Jest tu etos pracy. Nawet tak prozaiczne zajęcia ratowników, jak odpompowywanie wody, wydobywanie części, cięcie elementów kadłuba, czy wytaczanie beczek - cały nieład towarzyszący pracy w porcie czy na stoczni zostały przedstawione w sposób artystyczny. Nie jest to reklamowy plakat, a obraz który z przyjemnością powiesiłabym sobie w pokoju.

Kutry wychodzące w morze

Być może ma na to wpływ moje dzieciństwo, profesja taty albo praca na stoczni w studenckiej spółdzielni (często oglądałam takie widoki i mimo, iż ta praca wydawała się nie mieć końca miała dla mnie większy sens, niż praca, którą wykonywałam później). Ale żebyście nie kojarzyli Mokwy z pracami wyłącznie na zamówienie państwowych przedsiębiorstw obraz przedwojenny o zdecydowanie bardziej romantycznym charakterze Kutry wychodzące w morze. Jak mawia stare powiedzonko kobieta w tańcu, koń w galopie i żaglowiec pod pełnymi żaglami to najpiękniejsze rzeczy na świecie. Tytuł sugeruje kutry, ale mnie owe pływające jednostki przypominają bardziej małe żaglówki. Jest w tych obrazach coś z impresji, a jednocześnie są utrzymane w jednolitej, monochromatycznej kolorystyce; troszkę smutnej, troszkę smętnej, a troszkę tajemniczej. Podczas ostatniej wizyty w Muzeum Morskim zakupiłam album z pracami Mariana Mokwy i była to bardzo dobra decyzja, bo oglądanie zdjęć jego obrazów sprawia mi dużą przyjemność.

fragment powyższego obrazu

Pierwsze zdjęcia robione w Muzeum, drugie z albumu- a jaka różnica w kolorystyce (w muzeum wiszą w sali bez okien, dość ciemnej, album zaś leży pod oknem przez które dziś świeci słońce).

20 komentarzy:

  1. Kojarzę nazwisko, ale niezbyt wiele o tym artyście wiedziałam. Nie mogę powiedzieć, że jestem fanką malarstwa marynistycznego, ale wiele tego rodzaju obrazów oglądam z dużą przyjemnością, podobnie jak chętnie sięgam po książki o tematyce morskiej. Z tych obrazów, które pokazałaś, bardziej mi się spodobały "Kutry wychodzące w morze", natomiast doceniam dokumentalne znaczenie pierwszego obrazu. Co do zdjęć, to czasem porównuję zdjęcia tego samego obrazu w dwóch albumach i okazuje się, że mimo pozornie dobrej jakości, mają bardzo różną kolorystykę. Oczywiście zawsze najlepiej obejrzeć oryginał :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo lubię morze, a nie przepadam za górami, choć one są oczywiście fantastyczne, ale moja niechęć do wspinania sprawia, że czy to zdjęcia czy obrazy gór nie są w stanie wywołać we mnie zachwytów, jakie wywołują u mojej przyjaciółki, która góry kocha nade wszystko, a dla mnie na każdym zdjęciu wyglądają tak samo. Może te uczucia przekładają się też na odbiór sztuki. Wybrałam pierwszy obraz, aby sprawa była mniej oczywista, bo wiadomo, że ten drugi od razu rzucił mi się w oczy, a ten pierwszy po chwilowym zastanowieniu i przyjrzeniu:)

      Usuń
  2. Tak, był wybitnym malarzem i też bardzo płodnym. Stworzył około osiem tysięcy obrazów, co na pewno jest niesamowitym osiągnięciem. :) Z tych zdjęć, które pokazałaś, tylko ostatnie jest w miarę pogodne, pozostałe wydają mi się bardzo ponure.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnie i przedostatnie to ten sam obraz tylko inaczej sfotografowany :) A rzeczywiście był niezwykle pracowitym artystą, co przełożyło się na niezłą sytuację materialną. No i malował nie powiem, że pod publikę, ale miał szczęście, że jego obrazy się podobały klientom, więc odbiega od stereotypowego obrazu artysty cierpiącego nędzę i przymierającego głodem. Na zdjęciu z 1935 r. niespełna 50 letni elegancki pan siedzi na tle biblioteki i pamiątek z podróży, biała koszula, białe spodnie - tak zapamiętałam mojego tatę. Choć zupełnie inny typ urody

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam autora, więc dziś też dowiedziałam się czegoś nowego. A "Kutry wychodzące w morze" chętnie bym przygarnęła do swojego salonu. Piękne!

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, ze się podobają. Kolejnym razem wybiorę bardziej znanego autora

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekoniecznie. Cały czas będę się edukować, bo wiedzy nigdy za wiele 😉

      Usuń
    2. Ja też się uczę i dowiaduję czegoś nowego, nawet, jak piszę o nieco bardziej znanym malarzu :)

      Usuń
  6. U mnie w domu na wsi jest dużo obrazów marynistycznych, a właściwie plakatów Gospodarza, który też pracował na morzu. Ja bardzo lubię morskie obrazy czy związane z wodą. Też mam w domu u siebie kilka akwarelek z Kanału Południowego we Francji i u córki również bo ona kocha wodę.

    OdpowiedzUsuń
  7. A zatem to kolejna rzecz, która nas łączy. Uwielbiam wodę, akweny wodne we wszelkiej postaci. Kiedyś (jako młoda dziewczyna) zaczytywałam się w literaturze marynistycznej, której u nas w domu było sporo. Dziwiło mnie jedynie, iż tata nie miał książek Conrada, ale wiem, że je czytał. Te znalazłam w bibliotece wujka z Poznania (męża mojej ukochanej cioci Wiesi) i wyczytywałam je wszystkie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Też lubię obrazy marynistyczne, zwłaszcza takie, gdzie artysta przedstawił okręty pod żaglami. Bardzo mi się podobają Kutry... świetnie, że pokazałaś zdjęcie z albumu, chociaż mnie by bardziej przypadła do gustu przekłamana wersja kolorystyczna na zdjęciu z muzeum. Osobiście szaleję za widokiem żółto-zielonych kutrów na piasku z pękami drążków z proporczykami. Obrazek z kutrami był w moim elementarzu, mogłam patrzeć na niego godzinami i tak mi zostało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie zielono-żółta? mam chyba niebiesko białe, ale poszukam do kolejnego wpisu o Gdyni:) Okazuje się, że więcej tu miłośników malarstwa marynistycznego, a myślałam, że taki nudny wpis zamieściłam, który mało kogo zainteresuje.

      Usuń
    2. Takie były w elementarzu https://photos.app.goo.gl/ivhciPoATfXVQidS7 strasznie się ucieszyłam, kiedy je zobaczyłam na plaży w Orłowie.

      Usuń
  9. Nazwisko owszem obiło mi się o uszy, ale do tej pory niczego o nim nie wiedziałem. Dlatego lubię do Ciebie zaglądać, bo zawsze znajdzie się tutaj coś ciekawego. A obray bardzo przypadły mi do gustu, mają w sobie coś z impresjonizmu, który bardzo lubię. Ostatnio brak mi czasu , po prostu mamy gorszy czas. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie nazwisko było znane, ale już z obrazami bym nie powiązała, a teraz dzięki paru obrazom obejrzanym w Muzeum Morskim, a także i chyba głównie dzięki albumowi mam jako takie rozeznanie w jego malarstwie. Jako takie, bo jak wspomniała Agnieszka był malarzem płodnym więc trudno znać wszystkie jego dzieła. I dziś można trafić często na aukcjach jego obrazy, choć ceny choć nie zaporowe ale są dość wysokie.
    Trzymam kciuki aby się poukładało (i zdrowia dla Asi, a tobie siły)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo iż Marian Mokwa należy do najpopularniejszych artystów Wybrzeża to ja wcześniej nie spotkałam się z jego twórczością.
    Zajrzałam do Wikipedii - jest tam ładne zdjęcie (będące w posiadaniu Narodowego Archiwum Cyfrowego) przystojnego mężczyzny; Mokwa ubrany na biało czyta czy może tylko przegląda jakąś publikację . Bardzo ciekawa postać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdjęcie jest też w poświęconym mu albumie z Muzeum Morskiego. Elegancją przypomina mi mojego tatę, może to wyprostowana postawa ludzi morza sprawia i ten biały strój, ale spodobał mi się pan Marian. A jego obrazy jeszcze bardziej

      Usuń
  12. To niesamowite jak kolorystyka zdjęcia zmienia odbiór tego samego obrazu. Na fotce z albumu niebo jest pogodne i zakładamy (a raczej zakładają ich rodziny), że wrócą szczęśliwie z dobrym połowem. A na tym muzealnym jest jakiś niepokój.
    Ciekawy malarz, dotąd mi nieznany. Widzę, że i ludzi malowal, wpadł mi w oko portret starego rybaka. I życiorys interesujący (i długi, prawie setki dożył).

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz rację. Zawsze się zastanawiam patrząc na zdjęcia, które jakże często mają inny odcień raz bardziej wpadają w niebieskości, raz w zieloności, czasem są jaśniejsze, innym razem ciemniejsze, które jest bliższe oryginałowi. Bo przecież co innego znaczy jasny co innego ciemny odcień, co doskonale zauważyłaś na zdjęciu. Oczywiście światło w muzealnej sali nieco przyciemnione może zaciemniać odbiór, ale wydaje mi się, że w obrazach Mokwy jest jakiś smutek i niepokój, co nie umniejsza ich uroku. Prawie sto lat, gdybyż tyle lat było przede mną (znaczy tyle brakujące do setki- ho, ho to ci dopiero)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby ta seteczka (w zdrowiu fizycznym i umysłowym) była zagwarantowana, to my jeszcze młódki byśmy były haha

      Usuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).