Francuska kawiarenka literacka

wtorek, 7 kwietnia 2026

Padwa miasto Giotta i Uniwersytetu


Enrico Scrovegni ofiarowujący Kaplicę Areny Matce Boskiej w scenie Sądu Ostatecznego

Do Padwy pojechałam z dwóch powodów. Pierwszym była chęć obejrzenia Kaplicy Areny, zwanej kaplicą Scrovegnich z freskami Giotta. Kolejnym chęć odwiedzenia drugiego najstarszego Uniwersytetu w Europie.

Kaplicę Scrovegnich obejrzałam i choć nie wpadłam w zachwyt nad freskami to było to duże przeżycie; towarzyszyła mi świadomość, iż oglądam ważne dla historii sztuki dzieło, stanowiące punkt odniesienia dla następców Giotta. Bilet kupiłam przed wyjazdem i choć wiedziałam, że trzeba to zrobić wcześniej o mały włos a obeszłabym się smakiem. Na tydzień przed wyjazdem okazało się, że nie ma biletów na żaden z czterech dni mojego pobytu w Padwie. Dopiero, kiedy zrezygnowałam z opcji zakupu biletu łączonego ze zwiedzaniem muzeum Eremitani (Pustelników) znalazłam kilka dostępnych biletów na poniedziałkowe wejście. Jeśli jesteście zainteresowani odwiedzinami w kaplicy pamiętajcie o tym, aby nie zwlekać z rezerwacją biletów. Trzeba też pamiętać, aby przyjść punktualnie, bowiem spóźnialscy mogą nie zostać wpuszczeni.
Sąd Ostateczny w kaplicy Areny

Jak pisałam we wcześniejszym poście na temat Pocałunku Judasza kaplica zrobiła na mnie wrażenie XIII lub XIV wiecznej kaplicy „Sykstyńskiej”, cała udekorowana freskami od podłogi po sklepienie. Kaplica Areny miała szczęście, podczas nalotu aliantów (II wojna światowa) udało się jej nie uszkodzić, w przeciwieństwie do znajdującego się parę metrów dalej Kościoła Pustelników. 
Na ścianach bocznych znajduje się 36 scen przedstawiających historię Marii i Jezusa, a na ścianie głównej wielki fresk Sąd Ostateczny z szatanem pożerającym potępionych. Bardzo mi ten Szatan przypominał Szatana z fresku Piekło wg Dantego Giovaniego da Montana w Bazylice Św. Petroniusza w Bolonii (o którym pisałam tu). W zasadzie to nie szatan a wielki goryl o sinym ciele pożerający i wydalający grzeszników.
Sąd Ostateczny-detal

A skoro mowa o Dantem to kaplicę Scrovegnich ufundował Enrico Scrovegni syn lichwiarza Reginaldo Scrovegni, którego Dante umieścił w Boskiej Komedii w kręgu piekielnym, tam, gdzie znajdowali się udzielający pożyczek na procent. W Scenie Sądu Ostatecznego Giotto przedstawił fundatora kaplicy – Enrico Scrovegniego – po stronie Zbawionych, gdzie przyklękając podaje makietę kaplicy Matce Boskiej (pierwsze zdjęcie). Patrząc na moje zdjęcia i kolejność ich sporządzania widzę, że dostałam oczopląsu biegając od fresku do fresku, wcale nie robiąc tego systematycznie wg chronologii, jakbym bała się, że nie zdążę, że zaraz każą opuszczać kaplicę. Mam zresztą taki zwyczaj, aby najpierw obejrzeć całość przechodząc od jednej ściany do drugiej, a potem powolutku wrócić do wybranych dzieł. Na końcu robię zdjęcia. Tutaj miałam rozbiegany wzrok i choć i poczytałam i obejrzałam film o kaplicy nie potrafiłam spokojnie oglądać poszczególnych scen. W każdym razie kiedy wyszłam nie miałam wątpliwości, że warto było do Padwy przyjechać choćby dla tego właśnie widoku. Czułam satysfakcję, iż udało mi się ją obejrzeć, nawet, jeśli serce nie waliło mi podczas tych oględzin szybciej.

Wspomniałam o Bolońskim fresku w Bazylice Św. Petroniusza. Porównywanie Padwy z Bolonią jest nieuniknione. Są to najstarsze miasta uniwersyteckie w Europie, a to oznacza sporą ilość młodych ludzi na ulicach obu miast, a co za tym idzie radosny nastrój. Na głównej ulicy Padwy niedaleko historycznej kawiarni Pedrocchi widziałam pewnego dnia wiele tańczących par, a kawiarnie pełne były grupek młodzieży. Pełen młodych ludzi był także Prato della Valle (określany największym placem we Włoszech i jednym z największych w Europie. Jest charakterystyczny i zdobi niemal wszystkie widokówki z Padwy. Nawiasem mówiąc początkowo nie mogłam znaleźć sklepików z pamiątkami, a tym samym z widokówkami. Okazało się, że niemal wszystkie pamiątkarskie sklepiki usytuowane są wokół Bazyliki Św. Antoniego Padewskiego.
Zarówno Padwa jak i Bolonia mają podobną zabudowę; kamienice z podcieniami i kamienice wybudowane nad samym korytem rzeki (stąd porównania do bolońskiej czy padewskiej Wenecji owych fragmentów miasta).
Miasto odbijające się w wodzie zawsze robi na mnie korzystne wrażenie

Będąc w Kaplicy Areny warto odwiedzić Kościół Pustelników, jest to (nie tylko moim zdaniem) najładniejsza świątynia w Padwie. Katedra czy bazylika świętej Justy są ciekawe architektonicznie z zewnątrz, ale już wewnątrz wieje chłodem i pustką. Bazylika Św. Antoniego Padewskiego może się podobać zarówno z zewnątrz, jak i w środku, ale nie jest ona tak klimatyczna jak Kościół Pustelników. Kościół Eremitani, którego budowę rozpoczęto pod koniec XIII wieku urzekł mnie charakterystycznymi pasiastymi wnętrzami (biało, czerwono, żółtymi) i pięknymi freskami pokrywającymi ściany świątyni w połączeniu ze ściennymi kamiennymi ołtarzami i nagrobkami Carrarów (średniowieczni władcy w Padwie). Wydaje się bardzo skromny, ale to tylko pozór.
W kościele Pustelników Madonna z dzieciątkiem Bonino da Campione


Znajdują się tam freski Andrea Mantagny zniszczone w trakcie wojny. Obraz zniszczeń świątyni przedstawiają zamieszczone na ścianie zdjęcia. Bardzo chciałam zobaczyć owe freski, gdyż zainteresowała mnie reprodukcja w przewodniku po Padwie Męczeństwa Św. Krzysztofa. Nie miałam pojęcia, iż wg podań ludowych Święty miał liczyć ok czterech metrów wysokości, stąd leżący na obrazie mężczyzna sprawia wrażenie olbrzyma, a że malarz stosuje perspektywę żaby (czyli patrzy od dołu) wygląda to dziwacznie. Sam Krzysztof powalony na ziemię przez oprawców wygląda, jak Guliwer, który znalazł się w Krainie Liliputów. Znajdujące się na pierwszym planie olbrzymie nogi sprawiają niezbyt przyjemny widok. Ilustracja wręcz napawała mnie odrazą. Jednak ten fragment fresku okazał się niemal całkowicie zniszczony - wyblakły. Natomiast pozostałe freski sprawiają przygnębiające wrażenie z powodu zniszczeń, wyglądają jak puzzle, które zaczęto układać, ale nie dokończono z braku sporej części elementów. 
Fragment fresków Mantegny odtworzony częściowo z małych kawałeczków uratowanych w czasie nalotów aliantów

Na jednej ze ścian znajduje się tabliczka pamiątkowa poświęcona naszemu rodakowi Janowi Kochanowskiemu, który studiował na padewskim Uniwersytecie i był nawet tam rektorem (w czasach, kiedy rektora wybierała brać studencka, jako swego przedstawiciela. Oznacza to, iż był lubiany przez kolegów.

Ten kościół ma w sobie coś, co sprawie, że chce się wracać.
Sarkofag Ubertino da Carrara

Drugim celem mojej wizyty w Padwie był Uniwersytet. Będąc w Bolonii, nie zdążyłam odwiedzić najstarszej europejskiej uczelni, stąd moje postanowienie pójścia na uniwersytet padewski. I tu znowu pojawia się związek z Bolonią, uniwersytet w Padwie założyli profesorowie i studenci Uniwersytetu Bolońskiego niezadowoleni z ograniczeń, jakie nakładała na nich uczelnia w Bolonii. Został on założony na początku XIII w. (1222 r.) i przyświecała mu idea wolności nauczania. Jego historyczna siedziba mieści się w Pałacu Bo, w samym centrum miasta nieopodal najstarszej kawiarni Pedrocchi i vis a vis Ratusza Miejskiego. Bardzo byłam ciekawa Teatru Anatomicznego, czyli Sali, w której przyszli medycy mogli studiować anatomię oglądając sekcje zwłok. Studenci siedzieli w auli wyglądającej jak teatralna sala ze znajdującą się pośrodku sceną na której medycy dokonywali sekcji, na leżącym na stole delikwencie. Wiedziałam, że padewski teatr anatomiczny był niewielki (znacznie mniejszy niż boloński), ale nie spodziewałam się, że był aż tak malutki. Jest to najstarszy teatr anatomiczny i pochodzi z 1595 r. Na scenie mieścił się stół i parę osób wokół niego ciasno zgromadzony, natomiast pierwsze (najbliższe scenie) rzędy krzeseł znajdowały się jakieś półtora metra wyżej, a ostatnie kilka, a może kilkanaście metrów wyżej. Z takiej odległości przyszły student ledwie widział kończyny, a co dopiero mówić o narządach wewnętrznych, no ale z drugiej strony poziom ówczesnej medycyny był tak niski, że trudno się dziwić, iż tak to właśnie wyglądało.
Teatr anatomiczny widziany z perspektywy nieboszczyka

Podczas zwiedzania Uniwersytetu weszliśmy do Magna Aula, w której prowadzono wykłady, Sali z trybuną, z której przemawiał Galileusz (znajdują się w niej portrety najsłynniejszych studentów z różnych części świata, z Polski Jan Kochanowski oraz nieznani mi wcześniej Klemens Janicki (poeta i humanista) i Witello (mnich i uczony, matematyk, fizyk, filozof. Jest tu też portret Stefana Batorego z narodowością węgierską. Na Uniwersytecie w Padwie studiował też Mikołaj Kopernik (po zakończeniu edukacji na Akademii Krakowskiej i Uniwersytecie Bolońskim), W Padwie studiował medycynę i kontynuował studia prawnicze. Już o tym wspominałam przy okazji wpisu o Uniwersytecie w Bolonii, ale ucząc się w szkole życiorysów naszych rodaków bardzo mi imponowało, że studiowali we Włoszech, uznawałam to za swego rodzaju nobilitację. 
Magna Aula

W ramach zwiedzania wchodzi się też do Sali medycznej z czaszkami wykładowców, co sprawia upiorne wrażenie. Przy wejściu na klatkę schodową znajduje się marmurowy posąg pierwszej na świcie kobiety, która uzyskała tytuł doktora (w dziedzinie filozofii). Była to Elena Lucrecia Cornaro (pochodziła z zamożnej starożytnej rodziny weneckiej, z której pochodziło kilkoro kardynałów i papieży). Uznana za cudowne dziecko, znała siedem języków, studiowała filozofię, astronomię, matematykę i teologię, była też uzdolniona muzycznie, grała na instrumentach, komponowała i śpiewała. Stopień doktora na Uniwersytecie w Padwie uzyskała w 1678 r. Aż do drugiej połowy XX w żadna inna kobieta nie uzyskała doktoratu na tym Uniwersytecie (czyżby Padwa nie mogła podnieść się z szoku, jakim była kobieta w stopniu doktora😊) Do śmierci wykładała matematykę na Uniwersytecie.
Trybuna z której przemawiał Galileusz z portretami sławnych studentów powyżej (trzeci od prawej u góry to Jan Kochanowski)

Pierwsza na świecie doktorantka studentka i wykładowczyni Padewskiego Uniwersytetu

Skoro już mowa o Uniwersytecie to bardzo chciałam odwiedzić uniwersytecki ogród botaniczny - najstarsza na świecie tego typu placówka (z 1545 r.). Pierwszego dnia pobytu zobaczyłam kwitnącą magnolię z pięknymi biało-różowymi kwiatami wielkości dłoni. Byłam tak zaskoczona stopniem rozkwitu i wielkością kwiatów, że aż musiałam jej dotknąć, aby się przekonać, czy czasem nie jest sztuczna. Tego dnia zamykano ogród za pół godziny, więc pomyślałam, że to za mało czasu na odwiedziny. Kolejnego dnia, kiedy weszłam do ogrodu (wstęp płatny 10 euro) okazało się, iż obeszłam go w dziesięć minut, jest niewielki a widziana zza ogrodzenia magnolia była jego największą atrakcją. Ponadto ma wadę, jaką ma wiele włoskich parków i ogrodów brak ławeczek.
Magnolia z Ogrodu Botanicznego w Padwie (21 marca)
i dla porównania poniżej magnolia z parku oliwskiego 6 kwietnia



Jak wspominałam we wcześniejszym wpisie o Pocałunku Judasza Giotta w mieście trwała wystawa w przestrzeni ogólnodostępnej rzeźb włoskiego współczesnego rzeźbiarza Gianfranco Meggiato, z których tę zainspirowaną Pocałunkiem Judasza już pokazałam, natomiast w wielu punktach miasta znajdowały się inne rzeźby artysty. Moim zdanie także bardzo interesujące, z uwagi na kształt, rodzaj materiału i pomysł. Nie wiem, co miały wyrażać, ale przyciągały moją (i zapewne nie tylko moją) uwagę oraz ładnie się komponowały z renesansową zabudową. Poniżej parę rzeźb z wystawy pana Meggiato


 






I parę zdjęć z Padwy, która nie zachwyciła tak jak Bolonia (może miałam szczęście odwiedzić ją w bardziej sprzyjających okolicznościach), ale jest niewątpliwie ładnym miastem; szkoda tylko, że momentami skażonym jarmarcznymi budami z chińszczyzną. Pierwszy dzień pobytu przywitał mnie stoiskami z majtkami, konfekcją i wyrobami z plastiku  na Piazza dei Signori, Piazza delle Erbe (Ziół) i Piazza della Frutta (owoców) a także na Prato della Valle. Zeszpeciło mi to widok tych ładnych placów z ciekawą zabudową, Palazzo della Ragione był mało widoczny znad straganów. Podobnie było ostatniego dnia pobytu. Znak czasów. Jakże inaczej przedstawiały się owe piękne place w poniedziałek - dzień bez handlu chińszczyzną. Jednak pierwsze wrażenie pozostało. Prato della Valle najbardziej widowiskowy plac Padwy wydał mi się pierwszego dnia nieciekawy. Zabrakło mi tam zieleni i tradycyjnie, jak to we Włoszech ławeczek. Przysiąść można było jedynie na kamiennych murkach, co nie stanowi dla mnie przeszkody, pod warunkiem, iż jest ciepło. 

Prato della Valle (ze 178 posągami znanych osób, zasłużonych dla miasta)
Znajdują się tam posągi podpisane jako Jan Sobieski i Stefan Batory. O ile Sobieski jest podobny do znanych nam wizerunków malarskich, o tyle Batory wcale. Ponoć ma rysy Jana Zamoyskiego. Pomniki ufundował Stanisław Poniatowski chcąc uhonorować rodaków. 


Z braku ławek można odpocząć na murku



Loggia Amulea- budynek przy Prato della Valle z posągami Dantego i Giotta 
Ten budynek spodobał mi się bardzo, ale Bazylika Św. Justy chyba jeszcze bardziej.


Bazylika Św. Justy

Zegar astronomiczny- najstarszy we Włoszech (prace rozpoczęto w 1344 r.). Mieszkałam jakieś trzysta metrów nieopodal, więc mijałam go kilka razy dziennie. Kojarzył mi się z Wenecją z powodu owego weneckiego uskrzydlonego lwa na kolumnie. Podobnie, jak kopuły świątyń z Bazyliką Św. Marka 

Bazylika Św. Antoniego

Reasumując pobyt w Padwie (trwający w sumie trzy dni, jeden dzień uszczknęłam na wycieczkę do Vicenzy) uważam za udany, może nie było ochów i achów, ale poznałam wiele ciekawych miejsc, bardzo mi się podobała architektura świątyń, zabudowa z podcieniami (choć może nie tak urokliwa jak w Bolonii), wyrastające z rzeki kamieniczki, a przede wszystkim to, że zrealizowałam moje must see (kaplicę Areny i Uniwersytet). Może troszkę rozczarował mnie ogród botaniczny, choć przyznaję rację mojej włoskiej ciotce, być może to kwestia pory roku, kwitły jedynie dwie magnolie, swoją drogą przepiękne (a w Vicenzy magnolia już niemal całkiem przekwitła, co mi przypomina słowa Iwaszkiewicza, iż można podróżować szlakiem kwitnących roślin) i to, że choć ludzi nie było tak wielu, jak ostatnio w Rzymie, czy Florencji to więcej niż się spodziewałam. I chociaż Padwa zrobiła na mnie mniejsze wrażenie, niż Werona, do której pojechałam dalej, czy nawet Vicenza, która wydała mi się bardziej przytulną to cieszę się, że ją odwiedziłam. I kiedy mowa o Padwie już wiem, jak tam jest.

15 komentarzy:

  1. Rozbudziły się we mnie wspomnienia. Od czasu mojej wycieczki do Padwy minęły już dwa lata, a mam wrażenie jak by to było wczoraj. Oczywiście do kaplicy z freskami nie weszłam, bo nie zarezerwowałam wcześniej biletów, ale w kościele Eremitów byłam i również byłam zachwycona. Piękna niepozorna ale dostojna świątynia. W ogóle Padwa bardzo przypadła mi do gustu. Nie wiem, czy bym ją tak samo dobrze wspominała, gdybyśmy tam spędziły tylko jeden dzień, ale z racji, że była to nasza baza wypadowa, miałam okazję zobaczyć Padwę o różnych porach dniach, w słońcu, w deszczu, zasnutą chmurami, codzienną i niedzielną. Piękne miasto z długą historią. Jestem ciekawa Twojej opinii na temat Vicenzy, bo my próbowałyśmy tam pojechać, ale to chyba nie był odpowiedni moment, bo los pokrzyżował nam plany i zamiast odkrywać Vicenzę, zagłębiałyśmy w kolejne zaułki Padwy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jest wcale pewne, czy tobie freski w kaplicy by się spodobały na tyle, że byś nie żałowała wejścia :) Różnie to bywa. Ja nie mogę napisać, że mi się Padwa nie podobała, bo byłaby to nieprawda, ale też nie mogę napisać, że mnie zachwyciła. Oglądałam ją raczej przy ładnej pogodzie słonecznej i ciepłej, jedynie te jarmarczne budy, a może miałam muchy w nosie :) Babcia miała takie powiedzenie, że piorda pełna, czyli na nasze poprzewracało im się w czterech literach. I znowu zacytuję tu Iwaszkiewicza, który o jednym z pięknych włoskich miast pisał, że go nie zachwyciło, choć nie rozumie dlaczego, bo wszystko było piękne, i pogoda i sztuka i otoczenie. A jak spojrzeć na te zdjęcia to nawet wydaje się że ludzi nie było za wielu :) O Vicenzy zrobię kolejny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  3. Imponujące nagromadzenie dzieł sztuki. Z opisanych przez Ciebie obiektów najchętniej chyba zobaczyłabym uniwersytet. Kaplica robi wrażenie jako całosć, ale pojedyncze freski, obrazy, jakoś nie bardzo do mnie trafiają. W Empiku akurat zauważyłam świeżo wydany album o Giottcie i kaplicy Scrovegnich, może Ciebie to zainteresuje. Jarmarczne budy mnie też zawsze strasznie irytują, w takich historycznych miejscach nie powinno ich być w ogóle. No ale pewnie połowy tych "turystów" wtedy też by nie było, a to są jednak jakieś pieniądze dla miasta i zarządców muzeów, No cóż, komercja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za informację, przejrzę ten album. Kupiłam sobie w muzealnym sklepiku książeczkę o kaplicy po włosku lub po angielsku (nie chce mi się teraz sprawdzać) bardziej dla fotografii niż dla treści, ale zawsze kupując obcojęzyczną literaturę mam taką nadzieję, że kiedyś nauczę się na tyle języka, że poczytam :))) Cieszę się, że podzielasz moje zdanie co do tych jarmarcznych bud. Co innego jarmarki świąteczne, wyroby rękodzielnicze, a co innego konfekcja sprzedawana na wagę. Myślisz, że to turyści kupują na tych stoiskach? Może i tak. Trudno mi było określić, bo raczej starałam się je omijać szerokim łukiem, co innego stoiska z pamiątkami w Weronie na Piazza Erbe (mam słabość do tych malowanych owocami ceramik, nawet, jeśli pochodzą z Chin :) tzn. lubię je oglądać, bo na zakup nie zdecydowałam się, są dość ciężkie i nieporęczne w podróży. I te to już na pewno są pod turystę.

      Usuń
  4. Dobrze, że kupując bilety do Kaplicy Areny szukałaś opcji innych niż bilet łączony bo dzięki temu zobaczyłaś to po co do Padwy przyjechałaś. Jak zwykle Twój wyjazd obfitował w wiele doznań artystycznych. Bardzo mi się podoba pomysł z tym, że najpierw coś oglądasz a dopiero później robisz zdjęcia bo dzięki temu nic Ci nie umyka. W czasach kiedy tak powszechna jest fotografia mamy tendencję do patrzenia na wszystko przez obiektyw. W Maroku podczas lotu balonem, który trwał tylko 40 minut, sama sobie ograniczyłam robienie zdjęć, zrobiłam kilkanaście na początku lotu a później schowałam telefon.
    Brak ławek może być problemem ale zaletą murków lub krawężników jest to, że można je znaleźć wszędzie, nie tylko w miejscach turystycznych, dzięki czemu mamy świetny widok na zwykłą codzienność a jej obserwowanie, przynajmniej dla mnie, jest nieodłącznym elementem każdej podróży.
    Zdjęcie z nogami na murku pamiętam 😀.
    Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że żyjemy poprzez obiektyw aparatu, fotografujemy, nie patrzymy, dopiero potem powiększamy i dostrzegamy coś czego nie widzieliśmy tak na prawdę. Sama się na tym czasami łapię. Murki mają zaletę, ale dla ludzi w pewnym wieku bywają niekomfortowe. Sama się sobie dziwiłam, że tam usiadłam, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Miłego dnia

      Usuń
  5. Nie byłam w Padwie, więc bardzo Ci dziękuję za wycieczkę. Podobają mi się pokazane miejsca i dzieła sztuki. Latem na pewno jest ładniej, szczególnie w parkach i ogrodach, ale wtedy i tłumów więcej. Coś za coś. Na murkach też raczej nie odpoczywam, ale fotkę na pamiątkę masz fajną!
    Miłych wiosennych dni. Oby już przybyły!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, albo ładniejsza pogoda, albo mniej ludzi - życie, zawsze jest coś za coś. Też nie mogę się doczekać cieplejszych dni mając świadomość, że potem za jakiś czas będzie mi za ciepło, bo ja źle znoszę upały, ale takie coś pomiędzy by się przydało. Tak od 16 do 26 stopni mogloby być i cały rok, jak dla mnie.

      Usuń
  6. Małgosiu, przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Widzę, że miałaś dobrze opracowany plan i wiedziałaś po co jedziesz. Padwa to takie trochę dziwne miasto, ale w sumie jest tam sporo ciekawych rzeczy do zobaczenia. Bardzo mnie interesowała część o uniwersytecie, bo ja byłam tylko na dziedzińcu i w korytarzu na parterze, ponieważ trwały tam jakieś remonty. Pojechałam na jeden dzień, kiedy pracowałam w Mantui, nawet sporo widziałam, ale tak jak chyba już pisałam, straciłam bardzo dużo zdjęć z tej wycieczki. Cieszę się, że mogę poczytać o niej u Ciebie i trochę odświeżyć wspomnienia. Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy byłam tak dobrze przygotowana- to nie jestem pewna:) Staram się czytać przed wyjazdem, choć często robię to za szybko, kilka miesięcy czy tygodni wcześniej, nawet jakieś notatki, a potem wszystko zapominam, na szczęście notatki przesyłam sobie na pocztę i potem zerkam na nie. Chyba najwięcej czytałam o kaplicy Areny, choć też nie tak dużo, mój umysł przyswaja jakieś podstawowe dane i ciekawostki, a jak za wiele szczegółów to już gorzej, choć staram się go ćwiczyć. Brak zdjęć to zawsze wielka szkoda, mnie zginęło trochę zdjęć z Paryża i choć mam dziesiątki (setki:) jak nie tysiące) innych to tamtych akurat nie mogę odżałować, bo miałam np grobowiec Pisarro na Perlache - sama się uśmiecham no to stwierdzenie, bo jak tu żałować brak zdjęcia grobowca, kiedy inni woleliby swoje zdjęcie na tle... :) Pozdrawiam

      Usuń
  7. Nie wiem czy będę oryginalna ale wśród tylu przykładów sztuki bardzo wiekowych z przyjemnością popatrzyłam na nowoczesne dzieła pana Meggiato, dodają lekkości temu miastu tak bogatemu w stare place i zabudowania. Fresk Sąd Ostateczny przerażający, chyba miał na celu straszyć ludzi tak wymyslną karą jak ta na obrazie przedstawioną....po takiej scenie jak ta wielu musiało się zastanowić co robić by na coś takiego odrażajcego nie zasłużyć :D
    I znów wyrażam mój zachwyt Twoją pasją. Pozdrawiam sedecznie

    OdpowiedzUsuń
  8. Też mi się podobają przykłady współczesnej rzeźby w przestrzeni miejskiej - zwłaszcza takiej zabytkowej, albo w parkach, choć za współczesną sztuką - nie to że nie przepadam, ale mniej przepadam niż za klasyczną, ale w takim otoczeniu ona się dobrze prezentuje. To mi przypomina eksponaty w Muzeum Palazzo Mattei w Weronie, gdzie klasyka przemieszana była z nowoczesnością i dzieło, na które nie zwróciłaby uwagi gdyby stało w towarzystwie jemu podobnych nagle zyskiwało na tym kontraście.
    Taka wizja Sądu Ostatecznego musiała być wówczas częsta bo jak wspomniałam podobny goryl-szatan przeżywał i wydalał ludzi w bolońskiej świątyni, a wczoraj byłam w "moim" gdańskim muzeum, gdzie co prawda Sąd Ostateczny Memlinga jest w renowacji, ale wyświetlany jest film-animacja, która ożywia postacie z obrazu, dochodzą do tego jęki, szlochy, krzyki- no wygląda to strasznie, choć to tylko obraz, a jeszcze jak się jest wierzącym to musowo do kościółka iść i zrobić rachunek sumienia. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas ciągle coś się dzieje, chociaż widziałem wpis już wcześniej, ale dopiero dzisiaj mogłem przeczytać i obejrzeć zdjęcia na spokojnie. Przeczytałem z zainteresowaniem ponieważ w Padwie nigdy nie byłem. Fajnie, że piszesz o wcześniejszej rezerwacji. Dla tych którzy planują obejrzenie kaplicy to cenna uwaga. Mogę wyobrazić sobie fresk Sąd Ostateczny posiłkując się zdjęciami z Bolonii, których nie publikowałem ale byliśmy i widzieliśmy. Podobnie jest z teatrem anatomicznym ten boloński zrobił na nas niesamowite wrażenie. Jak widać Padwa to bardzo interesujące miasto bardzo podobała mi się bazylika św. Justy, Loggia Amulea i zegar astronomiczny. Serdecznie Cię pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja żałuję, że w Bolonii nie zwiedzałam Uniwersytetu, bo ten padewski teatrzyk anatomiczny maluteńki, ale wyobrażenie sobie, jak to wyglądało te 500 lat temu to ciekawe; ta ciemność- sala bez okien, ten zaduch, ten fetor, ta atmosfera tajemniczości (wszak sekcje zwłok były zabronione, jedynie z rzadka na nie pozwalano).
    A zegar też mi się bardzo podobał, zrobiłam mu sporo zdjęć, choć na każdym wygląda tak samo, ale wciąż mnie zachwycał, kopuły i Św. Justy i podobne, może na zdjęciu nie uwidocznione tak dobrze u Św. Antoniego - także z powodu nawiązania do weneckich, a loggia przyciągała wzrok. Dziś znajduje się tam posterunek policji.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ech, odżyły moje wspomnienia z wycieczki do Padwy. Przez moment zastanawiałam się, czy Ty aby nie wkleiłaś zdjęcia moich nóg :) Też odpoczywałam w tym miejscu i miałam na sobie jeansy i identyczne buty (do sprawdzenia na blogu, nie ma tam Twojego komentarza)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).