 |
| Na widowni Teatru Olimpijskiego |
O ile do Padwy jechałam z uwagi Giotto i uniwersytet, o tyle impulsem do odwiedzenia Vicenzy był Palladio. Palladio był renesansowym architektem, jednym z największych w historii architektury. Po raz pierwszy usłyszałam o nim dopiero parę lat temu słuchając audycji Olafa Kwapisa w Radio Nowy Świat. Kiedy przeczytałam, że w Vincenzy znajduje się parę zaprojektowanych przez niego obiektów nie mogłam odmówić sobie wycieczki, zwłaszcza, że podróż trwała około pół godziny.
Na wycieczkę wybrałam się w niedzielę, dzięki czemu uniknęłam niedzielnych tłumów w Padwie. Jak tylko wysiadłam z pociągu i szłam przez niemal puste Pola Marsowe do Porta Castello - bramy prowadzącej na główną ulicę Corso Andrea Palladio już mi się podobało, taka cisza i spokój. Przyznaję było dość wcześnie, ale i później (mimo większej ilości spacerujących) nie było tłoku. A kiedy już weszłam na główne Corso poczułam odświętność miejsca i urok renesansowej zabudowy. To wszystko co w Padwie zagłuszył, czy zeszpecił zgiełk jarmarcznych bud z chińszczyzną tu miało szansę pokazać się w całym majestacie, bez zakłóceń. Dobremu nastrojowi sprzyjała i mała ilość ludzi i ładna, ciepła, słoneczna pogoda i czystość miasta połączona z elegancją. Vicenza należy do jednego z najbogatszych miast włoskich.
 |
| Porta Castello- brama prowadząca na Corso Andrea Palladio |
Idąc Corso mijam zadbane portyki kamienic, jakże inne sprawiające wrażenie od tych padewskich. |
| przez Corso Andrea Palladio |
Kiedy weszłam na Piazza dei Signori mogłam cieszyć oczy przepiękną zabudową. Basilica Palladiana, która stanowi jej najważniejszą ozdobę sprawia na mnie dużo korzystniejsze wrażenie, niż Palazzo Ragione w Padwie. Jest w nim więcej elegancji, prostoty, dostojeństwa. A może sprawiło to kolebkowe zadaszenie (skłonność do podziwu wszelkich kulistości, krągłości, owalu😊) Bazylika wbrew nazwie nie jest świątynią, a miejscem spotkań rady miejskiej. Nazwa nawiązuje do czasów rzymskich, kiedy to bazylika była halą targowo-sądową i stała na forum. Jej renowację – odnowienie fasady , obudowę krużgankami i pokrycie dachem było pierwszym poważnym zadaniem zleconym Palladio (połowa XVI w.).
 |
Basillica Palladiana
|
Jako renesansowy twórca studiował zabytki starożytnego Rzymu (Witruwiusza) a także dzieła Giulio Romano czy Donato Bramante. Plac okolony jest wieloma wieloma ładnymi budynkami. Mnie najbardziej spodobały się Palazzo del Capitaniato (dziś siedziba rady miejskiej) i Loggia del Capitaniato, czyli Pałac i Loża Kapitana także zaprojektowane przez Palladio oraz kolumna z weneckim skrzydlatym lwem. Zadziwiające jest jak większość miast zacięcie walczyła o niepodleganie Republice Weneckiej, a z drugiej strony, jak często spotyka się nawiązania do Wenecji w architekturze miast. Obok kolumny z weneckim lwem stoi kolumna z Odkupicielem.
 |
| Piazza dei Signori |
 |
| Loggia del Capitanaio |
W Vicenzy co krok można spotkać któreś z dzieł Palladia, stąd nie dziwi ani nazwa głównej ulicy, ani pomnik ustawiony przy jednej ze ścian Bazyliki jego imienia. Kolejnym dzieła architekta był Palazzo Chiericati zbudowany na zlecenie rodziny Chiericati, której dwój przedstawicieli było patronami Palladia. Pałac został ukończony dopiero 130 lat po rozpoczęciu prac przez Andreę stąd jego ostateczny wygląd różni się zapewne od projektu. Dziś w Pałacu mieści się Muzeum Miejskie. Jak w każdym muzeum znalazłam coś dla siebie; od płaskorzeźbionego popiersia Cesarza Oktawiana dłuta Antonio Canovy, poprzez rzeźbę madonny z dzieciątkiem Sansovina do rysunku węglem popiersia księżniczki Trubeckiej autorstwa Johna Sargenta (którym interesuję się od czasu przeczytania książki Bez ramiączka). |
| Oktawian Canovy |
 |
Madonna z dzieciątkiem Sansovino
|
 |
| Popiersie księżniczki Trubeckiej Sargenta (niestety światło dzienne i światła lamp odbijają się w szkle, podobnie, jak obrazie z przeciwległej ściany) |
Jednak tym co mnie absolutnie urzekło z dzieł Palladia był Teatr Olimpijski. Było to ostatnie z dzieł Palladia i nie dożył jego ostatecznej realizacji. Jest to najstarszy nowożytny teatr, pierwszy w Europie zadaszony z wymalowany na suficie niebem. Tym, co mnie zachwyciło był efekt iluzji na scenie. Nie mam pojęcia ile w tym pomysłu Andrei, ile jednego z następców. Siedząc na widowni ma się wrażenie że będące na scenie uliczki ciągną się w nieskończoność. Robiłam zdjęcie za zdjęciem, ale obawiam się, że nie oddają one tej perspektywy, jaka jest udziałem widza. Chciałoby się zejść z widowni i zapuścić w owe uliczki sceniczne. Siedziałam jak zahipnotyzowana i gapiłam się w głąb sceny. I zastanawiałam się, jaką rolę gra iluzja, a jaka jest rzeczywistość. Ten teatr był inspiracją dla później powstałych w teatrów w całej Europie. |
| Scena Teatru Olimpijskiego |
Po odwiedzeniu muzeum i teatru był czas na kawę i lody.
 |
| Kawowa przerwa, jakże mnie zdumiało, kiedy kelnerka podeszła i zabrała mi kawę, aby ją wymienić na nową, widać pianka się za bardzo rozpieniła :) |
Po kawowej przerwie wybrałam kolejne dwie z czterech atrakcji wchodzące w skład srebrnej karty turystycznej. Zdecydowałam się na Kościół Św. Korony pełniący obecnie funkcję muzealną oraz Galerie Włoch, czyli kolejną galerię sztuki, w której poza ikonami i sztuką XVIII wieczną odbywała się wystawa fotografii pani Cristiny Mittermaier.
 |
Chrzest Chrystusa Giovani Bellini kościół Santa Corona
|
Kościół wybrałam z uwagi na obraz ołtarzowy Chrzest Chrystusa wykonany przez Giovaniego Belliniego. Bellini Giovani należy do jednego z niewielu weneckich malarzy, których prace mnie ciekawią, a po obejrzeniu Madonny z Frai (Anuncjaty), o które pisarze tworzą wiersze tym chętniej oglądam jego dzieła. Sam obraz nie zachwyca tak bardzo, jak jego bogata oprawa; łuki, kolumny, kapitele, tympanon, pilastry – można sobie przypomnieć architektoniczne słownictwo. Ciekawy jest też ołtarz główny inkrustowany szlachetnymi kamieniami z marmurowymi kolumienkami. |
| Ołtarz w całej okazałości kościół Santa Corona |
 |
| Ołtarz główny Kościół Santa Corona |
 |
| Predella Głównego Ołtarza kościoła Santa Corona |
Na koniec zostawiłam sobie galerię sztuki nie do końca wiedząc czego się po niej spodziewać. Nie szukałam wcześniej informacji na temat znajdujących się tam zbiorów, bowiem zakup karty turysty był spontaniczną decyzję. Paradoksalnie to co wydawało mi się najmniej interesujące czyli wystawa fotografii nieznanej mi pani fotograf okazało się najciekawszą dla mnie częścią zbiorów. Może po trosze na zasadzie kontrastu dla sztuki dawnej, której się sporo naoglądałam wcześniej, (a przyznam, że okres malarstwa XVIII wieku, czy nawet późnego XVII niespecjalnie leży w kręgu moich zainteresowań) te piękne współczesne fotografie doskonałej jakości, wręcz przejrzystości były niczym powiew świeżego powietrza. Z jednej strony były to portrety etiopskich kobiet fantastycznie udekorowanych płodami ziemi, co tworzyło ciekawą kompozycję, a z drugiej natura dzika, nieskażona cywilizacją, przepiękna.Poniżej parę fotografii z wystawy pani Mittermeier

Wpis tworzyłam troszkę w pośpiechu więc pewnie niedopracowany. Chciałam w miarę na świeżo zanim wyruszę w kolejną podróż pojutrze zapisać wrażenia. A jeszcze czeka Werona. I tradycyjnie parę zdjęć z Vicenzy
 |
| Kościół Santa Corona |
 |
| Kamieniczka, a może pałacyk przy Corso Andrea Palladio |
 |
| Palazzo Chieriati |
 |
| Pomnik Andrea Palladio |
 |
| Katedra w Vicenzy |
 |
| Podcienia pod Basilica Palladiana |
Vicenza nie jest obleganym turystycznie miasteczkiem, co jest jej ogromną zaletą, a ma wiele do zaoferowania; ciekawa architektura, bogate zbiory muzealne, niesamowity, jedyny w swoim rodzaju Teatr Olimpijski, elegancję i spokój.
O, to coś dla mnie, spodobała mi się Vicenza :). Mało turystów, większy porządek, klimat taki bardziej... europejski. Malowidło w teatrze rzeczywiście fantastyczne!
OdpowiedzUsuńBlisko Werony, Wenecji i dobra baza wypadowa. To takie miejsce, gdzie można pobyć, nawet, jak już obejrzy się te wszystkie atrakcje to można po prostu usiąść, czy pospacerować, bo dobrze się tam człowiek czuje, przynajmniej ja się świetnie czułam, polubiłam od pierwszego spotkania. W Padwie jest zapewne więcej miejsc godnych odwiedzin, ale tam nie czułam tego klimatu spokoju. Myślałam, że to może zaleta niedzieli, ale czytałam na kilku blogach że ludzie mają podobne odczucia, takie ciekawe miejsce trochę pomijane przez turystów a bardzo szanowane przez mieszkańców.
UsuńCudny ten dzień w Vicenzy, niebo w niebieskościach i miasto przepelnione zabytkami i przebogatą architekturą, iluzja malarska w teatrze niesamowita ale prawdziwym, dla mnie odkryciem jest pani Cristina Mittermeier, poszukałam sobie o niej w internecie, Meksykanka, bardzo ceniona fotografka, niesmowite są jej zdjęcia. .
OdpowiedzUsuńa przygoda z kawą rzeczywiscie niezwykła
pozdrawiam serdecznie
To już kolejny raz, kiedy trafiam na wystawę fotograficzną w trakcie podróży cenionego fotografa, czy fotografki, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Liczę, że może zostanie nazwisko w głowie. Mnie też się bardzo podobały jej zdjęcia
UsuńKsiężniczka o współczesnej urodzie.
OdpowiedzUsuńNiebieskie niebo i urok włoskiego miasteczka, to nigdy się nie znudzi. Brak tłumów to turystyczny bonus.
Najpierw pomyślałam, jaka księżniczka:) no i pyk jak u pomysłowego Dobromira zajarzyłam, że zamieściłam portret księżnej Sargenta. Sargent to malarz z przełomu XIX i XX wieku, ale fakt, że wygląda dość współcześnie.
OdpowiedzUsuńOj pogoda dopisała podczas całej podróży, poza jednym wietrznym dniem w Weronie, ale tego dnia szczególnie
Zachwyciła mnie Vincenza zpareznetowana przezrzeźbę madonny z dzieciątkiem Sansovina
OdpowiedzUsuńTwoje zdjęcia ukazują, że Vicenza jest niezwykle eleganckim, urokliwym miastem, z zachwycającą architekturą. Fotografie Pani Mittermeier są przepiękne. Mnie zachwyciła jeszcze piękna rzeźba Madonna z Dzieciątkiem Sansovino. Serdecznie pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńRzeźba bardzo ładna, podobnie, jak zdjęcia, mnie też się podobały, podobnie, jak całe miasteczko. Polubiłam je od razu, miało w sobie to coś..:)
UsuńVincenza po prostu mnie urzekła, to taka trochę ukryta perełka. A największe wrażenie zrobił Teatr Olimpijski i już marzę o kolejnej wyprawie do Włoch. Pozdrawiam serdecznie i życzę kolejnej ciekawej wycieczki :)
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że nie byłam początkowo przekonana do tej wycieczki do Vicenzy, chciałam powrócić do Bolonii, aby tam obejrzeć rzeźbę Michała Anioła którą przeoczyłam, ale podróż do Bolonii była dłuższa, a dla jednej rzeźby w niedzielę nie chciało mi się jechać taki kawał drogi, więc padło na Vicenzę i wtedy jak przeczytałam o Palladio już wiedziałam, jakim tropem podążę, ale trafiły się też nieoczywiste odkrycia, jak te fotografie
OdpowiedzUsuńTeatr Olimpijski robi wrażenie. Nie słyszałam o nim wcześniej.
OdpowiedzUsuńSpodobały mi się bardzo prace Cristiny "Mitty" Mittermeier i podobnie jak Grażyna sięgnęłam po więcej informacji o tej fotografce pochodzącej z Kolumbii Brytyjskiej. Ma ona między innymi swój profil na Facebooku, gdzie opowiada o swojej pracy...
Życzę kolejnych tak ciekawych wrażeń i odkryć :)
To miasteczko jest bardzo ciekawe. Nie wiedziałam, że Bazylika, to w tym mieście nie kościół, a ratusz.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)*
Piękne miasto! Nawet gdybym nie widziała tych wspaniałych miejsc, to nazwisko Palladio wystarczy, by wiedzieć, że należy spodziewać się najlepszego i najpiękniejszego dzieła. Gdyby nie on nie powstał by styl klasycystyczny, a ja nie oglądałabym willi i pałaców inspirowanych jego twórczością:)))
OdpowiedzUsuńWracając dzisiaj z pracy czytałam sobie powyższy wpis a po powrocie wyjęłam ze skrzynki widokówkę z Padwy za którą bardzo dziękuję. Takie właśnie są Włochy, dzieła sztuki można znaleźć nawet na ulicy i kiedy trzeba być znawcą aby umieć to docenić. Zdjęcia pani Mittermeier bardzo mi się podobają, Teatr Olimpijski jest zachwycający. No a z tym że wymienili Ci kawę na świeżą to się nigdy nie spotkałam i słyszę o tym pierwszy raz, albo to przez rozpienioną piankę albo dlatego, że Ci wystygła. Niemiej miło.
OdpowiedzUsuńMałgosiu, bardzo ciekawa i owocna wycieczka, choćby z racji Palladia, którego sztuka miała wielki wpływ na włoską architekturę. Jego wille nieopodal Vcenzy nad rzeką Brentą były wzorem również dla wielu architektów XIX wiecznych, jak choćby Luigi Cagnola, który zostawił sporo swoich dzieł w Lombardii. Ja miałam ochotę odwiedzić Vicenzę, tym bardziej, że to miasto rodzinne Antonia Fogazzaro, jednak jakoś mi to nie wyszło, czego bardzo żałuję. Zgadzam się że Basilica Palladiana jest bardziej efektowna i elegancka niż wcześniejsze od niej Palazzo della Ragione w Padwie, które na dodatek jest wtłoczone pomiędzy budynki wokół placu, więc trudno mu się dobrze przyjrzeć z należytej perspektywy. Natomiast co do dachu to trochę mnie zaskoczyłaś, bo obydwa budynki mają dachy krążynowe o takiej samej konstrukcji, chociaż może tego nie widać z powodu, o którym pisałam powyżej. Zapomniałam co masz w planie na ten miesiąc, ale mam nadzieję, że gdzie by to nie było pogoda Ci dopisze i będzie to wspaniała wycieczka!
OdpowiedzUsuń