niedziela, 4 września 2011

Lato nagich dziewcząt

„Lato nagich dziewcząt” to tytuł powieści Stanisławy Fleszerowej-Muskat, pisarki związanej w latach powojennych z Wybrzeżem.
Powieści Fleszerowej, jako młoda dziewczyna przeczytałam kilka. Nie pamiętam dokładnie ich treści, ale pamiętam, że bardzo mi się wtedy podobały. A najbardziej, to, że ich bohaterowie poruszali się znanymi mi uliczkami, chodzili w znane mi miejsca. Chciałam przekonać się, jak po latach będę odbierać twórczość tej autorki. Ostatni kontakt z prozą Fleszerowej - Muskat miałam rok temu. Było to „Pozwólcie nam krzyczeć” (recenzja -pozytywna-niedługo). Wcześniej obejrzałam, z dużą przyjemnością, ekranizację jednego z trzech tomów powieści „Tak trzymać”, która ukazała się w kinach pod tytułem „Miasto z morza”.
Akcja "Lata nagich dziewcząt" toczy się kilka lat po wojnie w Sopocie, epizodycznie w Gdyni (port) i Gdańsku (kino Leningrad). Do najmodniejszego kurortu, gdzie spotyka się świat kultury ze światem finansjery przyjeżdża zdolny,czterdziestoletni rzeźbiarz, Grzegorz. Postanawia on połączyć przyjemne z pożytecznym i wykorzystać klimat wakacyjnego relaksu z poszukiwaniem natchnienia oraz modeli. Grzegorz bierze udział w międzynarodowym konkursie na rzeźbę, będącą apoteozą młodości. W celu znalezienia pomysłu przemierza plaże, restauracje, kawiarnie oraz sale Grand Hotelu. Poznaje czwórkę młodych ludzi, którzy zostają jego modelami. Pomiędzy dwójką dziewczyn (Beą i Ulą) oraz dwojgiem młodych mężczyzn (Markiem i Kamykiem) relacje niemal od początku są bardzo napięte. Dziewczęta będące przedmiotem zainteresowania kolegów rywalizują o względy Grzegorza. Rzeźbiarz, mający za sobą trudne doświadczenia, samotnik, przyjaźniący się jedynie z psem (Gwoździem) nie zamierza wiązać się z żadną kobietą. A już na pewno, nie z taką, która mogłaby być jego córką. Wszystko się zmienia, w momencie, w którym Grzegorz poznaje matkę Uli (Annę).
Fabuła tej powieści jest niesamowicie banalna i przewidywalna, choć, jak to w czytadłach bywa dość wciągająca.
To co dla mnie najciekawsze w powieści to aspekt obyczajowy; klimat trójmiasta z końca lat pięćdziesiątych. Życie letniego kurortu toczące się do południa leniwie i niespiesznie; długie odsypianie nocnych zabaw i dancingów w jednym z sopockich hoteli, poranne kolejki do baru w celu zakupienia śniadania, kawa u Włocha na Monciaku, długie smażenie się na plaży, morskie kąpiele, spacery brzegiem morza, kawiarnie, restauracje, przedstawienia w Teatrze Letnim. Są malownicze opisy dansingów w Grand Hotelu, rezerwowania stolika, spędzania wieczoru w towarzystwie obcych osób, dopisywanie do rachunku. Są też scenki ze światka artystycznego; przygotowujący się do występu muzycy zespołu jazzowego, zakulisowe rozgrywki, rywalizacja pomiędzy artystami.
Tej artystyczno-finansowej warstwie społeczeństwa przeciwstawiony jest świat pracy w postaci mamy Uli - pracującej w porcie, jako rzeczoznawca od kauczuku. Anna wstaje wcześnie, aby na siódmą dojechać do pracy, gdzie spędza długie męczące godziny, potem powrót kolejką, zakupy tak ciężkie, że siatka wżyna się w ręce, mieszkanie w „kołchozie” (w jednym mieszkaniu po kilka osób, wspólna kuchnia i korytarz).
Podział na pozytywnych i negatywnych bohaterów przebiega niemal zgodnie z linią podziału pomiędzy światem ludzi pracy i światem ludzi posiadających pieniądze.
Postacie są zbyt jednoznaczne, przedstawione nieco naiwnie. Jedynie Grzegorz wyłamuje się z tej konwencji. Z żalem muszę stwierdzić, iż książka nie przypadła mi do gustu. Daję plus za rys ciekawy rys obyczajowy.
Początek książki brzmi następująco:
"Do Sopotu dotarł przed wieczorem. Była to godzina deptakowania, pracowitej prezentacji barwnych tkanin i nagich skór, obrumienionych na słońcu. Kolorowy tłum płynął ulicą, przewalał się przez jezdnię, hamował ruch. Grzegorz, prowadząc wóz na pierwszym biegu, przypatrywał się z bliska brązowym łydkom, lśniącym od oliwy ramionom i wszystkim odcieniom pomadki do ust marki "Cutex". Ogarnęło go zwątpienie, czy Sopot jest naprawdę najidealniejszym miejscem, w którym mógłby pracować i odpocząć trochę w ciągu lata. Otrzymał zaproszenie do wzięcia udziału w zamkniętym konkursie międzynarodowym na rzeźbę o tematyce młodości. Uważał to za wyróżnienie zmuszające go do największego wysiłku. Równocześnie jednak nie chciał tracić letnich miesięcy, słońca, kontaktu z naturą - uważał zresztą, że jest mu to potrzebne do wytworzenia właściwego nastroju wokół pracy, którą zamierzał podjąć."
Moja ocena 3+/6
Okładki; 1. Okładka mojego egzemplarza (choć mało atrakcyjna, to podoba mi się znacznie bardziej, niż mające przyciągnąć wzrok pozostałe okładki) 2, 3 okładki książki

5 komentarzy:

  1. Też ją czytałam, będąc młodą i pryszczatą. Przypomniałam sobie dzięki guglom, że na pewno była "zatoka spiewających traw" i "Kochankowie róży wiatrów". Prawdopodobnie "Lato nagich dziewcząt" też, ale nie dam sobie ręki uciąć. Oczywiście, były to błahe lektury, ale na pewno miło przy nich płynąl czas, inaczej bym jej nazwiska nie zapamiętała. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja natomiast pamiętam Milionerów i Kochankowie róży wiatrów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. brawo ! wreszcie ktoś napisał o mojej ulubionej Autorce! Fleszerowa to prawdziwie wybitna pisarka, a kto źle pisze o jej książkach robi krzywdę i Pisarce i książkom.
    Czytałam a jakże .... Trylogia Tak trzymać nalezy do moich najulubieńszych, polecam wam jeszcze bardzo piękne dwie ścieżki czasu, okres powojenny widziany okiem mądrej kobiety .....

    OdpowiedzUsuń
  4. Fleszarową dawno temu zaraziła mnie mama - i od czasu do czasu sięgam. Ostatnio "Pozwólcie nam krzyczeć" miałam w rękach, piękna książka, piękna!

    OdpowiedzUsuń
  5. @Agnes u nas także mama czytała Fleszerową i potem obie zachwycałyśmy się Milionerami i Kochankami. Pozwólcie nam krzyczeć też mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń

Jestem bardzo rada z każdego komentarza, ale nie będę tolerować komentarzy agresywnych, wulgarnych, czy obrażających moich gości (innych komentatorów).