Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eco Umberto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eco Umberto. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 lutego 2013

Cmentarz w Pradze Umberto Eco- o manipulacji doprowadzonej do perfekcji



Pierwsza refleksja, jak mi się po przeczytaniu książki nasunęła była taka, trudno mi tę książkę ocenić jednoznacznie. Momentami fascynowała, momentami nużyła. Może popełniłam ten błąd, że chciałam ją przeczytać zbyt szybko, od deski do deski. A tak nie powinno się postępować w przypadku tego rodzaju literatury. Może nieopatrznie początkowo odebrałam, ją wyłącznie, jako powieść sensacyjno – szpiegowską, kiedy teraz, jakiś czas po lekturze, wydaje mi się ona próbą przybliżenia nastrojów społecznych w XIX wiecznej Europie, analizą ludzkich zachowań i zdarzeń, w których rolę niezmiernie istotną odgrywała manipulacja. Cmentarz w Pradze niesie bowiem treści i dawkę wiedzy historycznej tak duże, że trudno je ogarnąć laikowi. Tak więc nie mam przekonania, czy to ja, jako czytelnik nie sprostałam zadaniu, czy też autor próbował w jednej książce zawrzeć zbyt dużo treści. 

Jedno jest pewne, książką jest warta przeczytania. Jest tak obfita w treści, że nie podejmę się jej streszczenia. Lektura powoduje poszerzenie horyzontów i zachęca do dalszych poszukiwań. Przyznam, że po raz pierwszy czytałam tu np. o Protokołach Mędrów Syjonu, "fałszywej" książce, która miała wywrzeć tak ogromne znaczenie w historii holokaustu. Cmentarz w Pradze to również połączenie powieści psychologicznej z powieścią sensacyjną. Narrator Simone Simonini, człowiek o podwójnej osobowości prowadzi czytelników poprzez najbardziej wstydliwe i budzące odrazę zakamarki ludzkiej natury i historii. Uosabia poglądy i lęki ludzi rządzących Europą w XIX wieku. Nienawidzi Żydów, Francuzów, kobiet, kleru, jest bezwzględny i zdolny do popełnienia każdej zbrodni. Mimo to autor skonstruował jego portret psychologiczny w taki sposób, iż trudno ocenić go jednoznacznie, zwłaszcza, że przeszkadza w tym jego alter ego, druga (jaśniejsza) strona jego osobowości ksiądz Dalla Piccola. Simonini irracjonalnie wzbudza w czytelniku pewien rodzaj sympatii. A tajemniczości dodaje postaci fakt, iż do końca nie wiadomo, czy narrator jest księdzem, czy też ksiądz jest narratorem (fałszerzem i zbrodniarzem).  

Myślę, że aby dobrze ocenić tę książkę należy nabrać do niej dystansu, oceniać z pewnej odległości czasowej. Im więcej czasu mija od lektury, tym więcej zaczynam dostrzegać w niej treści i tym bardziej zaczyna mi się podobać jej zamysł.

Jestem pełna szacunku dla erudycji autora. Nie znam tak dobrze historii XIX wieku, ale chociażby pobieżna jej znajomość potwierdza, iż opisane na łamach książki zdarzenia historyczne miały miejsce w rzeczywistości. Książkę dobrze się czyta, fabuła wciąga, choć muszę przyznać, że były momenty dłużyzn; zbyt drobiazgowe opisy pewnych zdarzeń, czy rytuałów, losów narratora i jego dziadka, a także wstawki kulinarne, które nie konweniowały z całością.

Książka jest również kopalnią ciekawych spostrzeżeń. Zacytuje jedynie dwa, które bardzo przypadły mi do gustu:

„Ktoś powiedział, że patriotyzm to ostatnie schronienie łajdaków; ludzie bez zasad moralnych owijają się zwykle sztandarem, a bękarty powołują się zawsze na czystość swojej rasy. Narodowa tożsamość to jedyne bogactwo biedaków, a poczucie tożsamości oparte jest na nienawiści – na nienawiści wobec tych, którzy są inni. Należy podsycać nienawiść, jest cnotą obywatelską. Wróg to przyjaciel ludów. Potrzeba zawsze kogoś, kogo się nienawidzi, aby dzięki temu uzasadnić własną nędzę”.

„Organizujemy demonstracje przeciwko sobie, aby udowodnić ludowi, iż jesteśmy niezbędni, do tego, aby przywrócić porządek”. (drugi cytat podaję z pamięci, więc nie ręczę, za jego dosłowność)

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Imię róży Umberto Eco

O Panie, w jakie ręce wpadł Twój Kościół! Przemieniony w nierządnicę, zmiękczony przez przepych, wije się w lubieżności niby wąż w ogniu! Od nagiej czystości stajenki w Betlejem, z drewna, jakim było lignum vitae (drzewo żywota) krzyża, do orgii złota i kamienia. 
Początek XIV wieku; do benedyktyńskiego opactwa, które ma stać się miejscem teologicznej debaty z udziałem papieskiego legata, debaty na temat uznania prawa własności duchowieństwa, przybywa uczony franciszkanin brat Wilhelm wraz z pomocnikiem - nowicjuszem Adso. Zostaje on poproszony o pomoc w wykryciu sprawcy zbrodni. W opactwie w przeciągu krótkiego czasu zaczynają ginąć w niewyjaśnionych okolicznościach braciszkowie. W niezwykłej; mrocznej i ponurej atmosferze kamiennych, zimnych murów, unoszących się oparów mgieł brat Wilhelm, były inkwizytor poszukuje rozwiązania kryminalnej zagadki.
Książka w znakomity sposób przenosi nas w okres średniowiecza. Przy opisie życia mieszkańców opactwa, a także opisie wegetacji okolicznej biedoty odczuwam radość z powodu przyjścia na świat w dwudziestym wieku. W klasztorze panuje ponury nastrój, wszelkie przejawy radości życia tłumione są w zarodku. Śmiech jest narzędziem szatana. Ponurzy są ludzie i ich otoczenie. Żywiący się odpadkami z opackiej kuchni okoliczni mieszkańcy są ciemni, biedni i brudni. Czytając niemal czuję przenikliwy chłód oraz odór odpadków, a po plecach przebiega dreszcz odrazy z powodu ciemnoty wieków średnich. 
Na tle kryminalnej intrygi autor snuje rozważania na tematy teologiczne, ale także na temat prawdy i fałszu, polityki, mądrości, życia, miłości.
Powieść pełna jest metafor; jak choćby biblioteka czy labirynt symbolizujące życie i jego pułapki. Labirynt jest tajemniczy i wydaje się nie do pokonania, bez pomocy z zewnątrz człowiek nie jest w stanie z niego wyjść. Trzeba znać reguły, aby móc uniknąć pułapek, jakie czyhają tu na człowieka. Te reguły znają tylko nieliczni. A posiadając taką wiedzę nie wszyscy chcą się nią dzielić. Łatwiej jest zapanować nad człowiekiem, który się boi i wierzy w przesądy.
Człowiek boi się tego, czego nie zna i nie rozumie. A że poziom wiedzy w wiekach średnich był katastrofalnie niski, ludzie bali się wszystkiego; głównie działania sił nieczystych. 
Ale powieść to poza tłem historycznym i filozoficznymi rozważaniami także wspaniale opowiedziana, intrygująca historia kryminalna wciągająca i trzymająca w napięciu do ostatnich stron. Akcja rozgrywa się wokół poszukiwania tajemniczej, zakazanej księgi. Prawda w niej zawarta okazuje się owocem zakazanym, którego lepiej nie próbować. 
Lękaj się (...), proroków i tych, którzy gotowi są umrzeć za prawdę, gdyż pociągają za sobą na śmierć licznych, często przed sobą, czasem zamiast siebie.
Zawsze lepiej, żeby ten, kto budzi w nas strach, bał się bardziej niż my.
Muszę się jednak przyznać, że początki lektury nie były łatwe, czytało mi się ciężko. Średniowiecze nie jest moją ulubioną epoką historyczną, a odniesienia historyczne były początkowo dość nużące. Kiedy jednak przebrnęłam przez ciężki początek (a przyznaję, że trwało to dość długo) zarówno akcja powieści, jak i ukryte w niej treści zaczęły mnie wciągać. Przyznam też, że kilkakrotnie odkładałam książkę, aby wrócić do niej po jakimś czasie. Wróciłam i nie żałuję.

wtorek, 29 listopada 2011

O bibliotece oraz Zapiski na pudełku od zapałek Umberto Eco

O bibliotece  
Czy Umberto Eco spodobałaby się moja biblioteka? Można tu chodzić między półkami i wybierać książki, jednak na ukrycie trupa między półkami nie ma szans, gdyż rzędów półek jest około dziesięciu, a co za tym idzie zbiory nie są za bogate. Kserokopiarka stoi na korytarzu zewnętrznym i nie sądzę, aby pozwolono kopiować książki, chociaż nie próbowałam. Zjeść, ani wypić w niej nie da rady, chyba że własną kanapkę w kąciku między półkami. O toalecie należy zapomnieć, podobnie, jak o krzesełku, stoliczku, foteliku. Ale za to jest otwarta w sobotę aż do 14 tej. 
O bibliotece to nie książka, nawet nie książeczka. Jest to kilku stronicowy odczyt wygłoszony podczas jubileuszu biblioteki Miejskiej w Mediolanie. O bibliotece poprzedzone zostało opisem "Biblioteki Babel" Jorge Luisa Borgesa. Potem następuje opis wzorcowej biblioteki, w której pod ochroną znajdują się zbiory książek, nie czytelnicy. Znajduje się tu zbiór zasad, jakimi kierują się niektóre biblioteki, aby zniechęcić odwiedzających. Następnie autor opisuje swoje ulubione biblioteki, będące przeciwieństwem biblioteki wzorcowej. Są to biblioteki, które hołubią czytelnika i pozwalają mu na niczym nieskrępowaną swobodę w poszukiwaniu, wypożyczaniu, kopiowaniu i przywłaszczaniu książek, co w konsekwencji może stanowić poważne zagrożenie dla tychże książek. 
Eco zastanawia się też nad przyszłością bibliotek. Tekst aktualny zwłaszcza dziś w dobie książki elektronicznej i kultury obrazkowej. 
Jaki jest ratunek dla bibliotek i czytelników? Autor przedkłada model biblioteki przyjaznej ludziom, biblioteki gotowej ponieść ryzyko zniszczenia, czy kradzieży paru egzemplarzy książek nad biblioteki fortece broniące swych zbiorów przez czytelnikami. Czym byłaby biblioteka bez czytelników? Wg mnie cmentarzyskiem zapomnianych książek. 
Marzy mi się taka biblioteka, do której mogłabym pójść o każdej porze dnia, bez stresu, że z powodu korków nie zdążę przed zamknięciem oddać książek. 
Marzy mi się biblioteka z większą ilością zbiorów, gdzie dostałabym wszystkie dzieła Hugo, Zoli, Dumasa, czy Balzaka. Marzy mi się biblioteka, w której jeśli nie przy stoliczku, to chociaż na krzesełku mogłabym przysiąść na chwilkę i obejrzeć książkę. Tekst dotyczący „wzorcowej” biblioteki czytałam już wcześniej w zbiorze felietonów Eco „Zapiski na pudełku od zapałek”.

Zapiski na pudełku od zapałek
Kto czyta książki, żyje podwójnie (Umberto Eco)
Książkę wypożyczyłam pamiętając, iż jedna z moich koleżanek zalicza ją do swoich ulubionych lektur. Zaciekawiona tym, co też moja koleżanka tak bardzo sobie upodobała, sięgnęłam po pudełko z płytą (audiobook). To chyba normalne, że interesuje nas to, co interesuje naszych bliźnich, przynajmniej dopóty, dopóki nie stwierdzimy, że nas to nie interesuje. Wydaje mi się wyrazem poszanowania to, że próbujemy poznać i podzielić zainteresowania naszych bliskich. No właśnie próbujemy. Bo przecież nie zawsze podzielić je możemy. W tym przypadku jednak mogę podzielić upodobanie mojej koleżanki dla „Zapisków na pudełku od zapałek”.
Jest to zbiór ponad trzydziestu felietonów napisanych przez 60 letniego Umberto Eco.
Felietony te od bardzo naukowo brzmiących wywodów (jak pisać do katalogu wystawy) do bardzo prozaicznych historyjek (jak podróżować z łososiem) wykazują absurdy życia codziennego. Autor z ironią, a nawet sarkazmem opisuje przejawy ludzkiej głupoty. Nie wszystkie teksty podobały mi się jednakowo, były takie, które mnie znudziły, ale były też takie, które na dłużej zapadną w mej pamięci. W krótkiej formie (w przypadku audiobooka kilkuminutowej) pokazują, jak w prosty sposób można przedstawić nurtujące nas często banalne problemy dnia codziennego. Na przykład „Jak korzystać z faksu” to tekst o nadmiernym zachwycie nowinkami technologicznymi (tekst powstał, w okresie, w którym faks był nowością).
W technice obowiązuje [...] nieubłagane prawo, które mówi, że kiedy najbardziej rewolucyjne wynalazki stają się dostępne dla wszystkich, przestają być dostępne. [...] Pociąg pokonywał kiedyś odległość z A do B w ciągu na przykład dwóch godzin, ale pojawił się oto samochód, któremu wystarczy godzina. Dlatego samochód kosztował bardzo dużo. Gdy tylko stał się dostępny dla mas, drogi zatkały się i pociąg stał się znowu szybszy.
Oczywiście mnie, jako wroga publicznego numer jeden nadużywania telefonów komórkowych musiał zachwycić felieton „Jak korzystać z telefonu komórkowego”, w którym autor wykazuje nie tylko brak kultury telefonomaniaków, ale i ubolewa nad ich niskim poziomem inteligencji.
Człowiek możny to taki, który nie musi rozmawiać z każdym, kto zadzwoni, a nawet – jak zwykło się mawiać – jest niedostępny.
Szczególnie polecam uzależnionym, ale kto się przyzna, że jest uzależniony?
Jest to lektura lekka i zabawna, skłaniająca do zastanowienia się nad pewnymi zjawiskami, a jednocześnie niezmuszająca do ciężkiej pracy umysłowej. Nie są może genialne, ale nie mogę się zgodzić z pewnymi twierdzeniami czytelników, że są aroganckie i cyniczne.
Odnoszę wrażenie, że Eco wyszydzając pewne absurdy urzędnicze i pewne typy zachowań nie dąży do zmiany tychże, a raczej próbuje nam powiedzieć, że na pewne sytuacje należałoby reagować z przymrużeniem oka. Zresztą, wydaje mi się, że w niektórych felietonach autor śmieje się sam z siebie. 
No, bo mimo prawdziwości poniższego twierdzenia z felietonu „Jak unikać chorób zakaźnych” trudno byłoby unikać pewnych przyjemności lub obowiązków (w zależności od punktu widzenia).
[...] stosunek heteroseksualny to najkrótsza droga do śmierci; przecież nawet dziecko wie, że ma on na celu prokreację, a im więcej ludzi się rodzi, tym więcej umiera.
Tak więc to kolejna dobra lektura na poprawę humoru.