Czy wiedzieliście, że Andersen poza pisaniem bajek dla dzieci (przypomnę tu tylko Dziewczynkę z zapałkami, Królową śniegu, Księżniczkę na ziarnku grochu czy Nowe szaty cesarza, a powstała ich ponad setka) pisał także dla dorosłych. Tu taka mała dygresja, jako dziecko uwielbiałam bajki Andersena, ale znałam je jedynie z opowiadań taty, który wieczorami odmalowywał ich treść na dobranoc. Nieco później poznałam je w wersji pisanej z pożyczonej od koleżanki książki. Oczywiście marzyłam o własnym egzemplarzu Baśni Andersena. Otrzymałam go któregoś roku pod choinką. Odtąd święta bożonarodzeniowe kojarzyły mi się z Andersenem, Kopenhagą i śniegiem. Pamiętam (albo wyobraźnia płata mi figla i takie podsuwa obrazki), że kiedy mama zmywała naczynia po wigilijnej kolacji, ja siedziałam przy choince i zaczynałam lekturę baśni, obok stał talerzyk ze struclą makową i pomarańcze. Nieodłączne wspomnienie świąt lat dzieciństwa.
Okazuje się jednak, iż Andersen poza baśniami, które przyniosły mi spory rozgłos pisywał też dla dorosłych. Wydał wiele wierszy, opowiadań, szkiców, powieści. Improwizator należy do jednaj z najbardziej znanych.
| Nie kopenhaski, ale równie baśniowy widoczek |
Powieści nie można odczytywać w oderwaniu od życiorysu pisarza. Zawarł w niej wątki autobiograficzne, a główny bohater wykazuje duże podobieństwo do samego pisarza. Andersen pochodził z biednej rodziny (syn szewca i praczki, w dodatku alkoholiczki), zajmowała się nim pracująca w przytułku dla chorych babcia. W młodym wieku opuścił dom rodzinny i przeniósł się do Kopenhagi chcąc zostać aktorem, próbował swych sił w teatrze, a także jako śpiewak. Wszystko bez powodzenia. Jednak dzięki wytrwałości i pracowitości został zauważony przez Fryderyka VI. Uzyskał królewskie stypendium, dzięki któremu mógł się dalej kształcić, kontynuować pracę twórczą i rozwijać zainteresowania. Wiele podróżował (Niemcy, Włochy, Francja). Mimo dużego wsparcia finansowego i sporych możliwości nie umiał znaleźć swojego miejsca na ziemi. Kompleksy, skomplikowany charakter, niepewność, nadmierna wrażliwość, egocentryzm sprawiły, iż nie prowadził ustabilizowanego życia, wpadał w stany depresyjne czy melancholię.
| Palazzo Borghese |
| Kaplica Sykstyńska |
Wewnętrznej pustki bohatera nie zapełnia ani poezja (mimo zachwytów nad Boską Komedią Dantego), ani teatr (który odwiedza dla pięknej solistki), ani piękno świata, którego staje się bacznym obserwatorem. Wciąż czegoś mu brakuje; poczucia bezpieczeństwa, jakiego pozbawiło go wczesne sieroctwo, czy wyrwanie z biednego, ale pełnego miłości domu u starej Domeniki, a może miłości. Choć spotyka wiele pięknych, miłych i cnotliwych dziewcząt nie wiadomo, którą tak naprawdę obdarzył uczuciem.
Rozdarcie bohatera, niemożność znalezienie swego miejsca kontrastuje z pięknem świata zewnętrznego (świata natury i sztuki). Zyskując możnych opiekunów może być świadkiem karnawałowych zabaw w Rzymie, pięknych ceremonii religijnych na Watykanie, wspaniałych występów operowych, może oglądać przepiękne dzieła sztuki w Palazzo Borghese, podróżować do Neapolu, Herkulanum, Pompei, Amalfi, Capri, Wenecji, oglądać wybuch Wezuwiusza czy burzę w Weneckiej Lagunie. Ale to wszystko mimo swej urody nie ukoi rozdarcia duszy bohatera.
I ... pojawia się ostatni rozdział, w którym następuje zwrot akcji i zakończenie, w rodzaju ... i żyli długo i szczęśliwie. Niewiele tu zdradzam, bowiem obiektów westchnień Antonio było kilka. Zupełnie mi to zakończenie do powieści nie pasuje, wygląda, jakby autor nie miał pomysłu, co zrobić z tym cały czas miotającym się bohaterem.
![]() |
| Bernini w Palazzo Borghese |
Zaletą książki są piękne plastyczne opisy XIX wiecznej Italii, jej kultury, obyczajów, życia społecznego. Kiedy narrator pisze o wyścigach koni na Corso to słyszymy ich galop, słyszymy gwar, okrzyki, widzimy barwną maskaradę uczestników, kiedy pisze o wspinaczce na Wezuwiusza czujemy gorąc pod stopami i żar bijący w twarz, a kiedy opisuje burzę na lagunie słychać grzmoty i widać błyskawice na niebie. Lektura momentami jednak staje się nużąca, kiedy autor stosuje nazbyt rozwlekłe metafory.
Improwizator to powieść ciekawa, choć nie najlepsza. Warta poznania choćby dlatego, że to inny rodzaj twórczości bajkopisarza. Dla wielbicieli Włoch interesującym będzie poznanie miejsc, które dziś wyglądają zgoła inaczej oraz poznanie zapomnianych już zwyczajów.
Na zakończenie zacytuję tu dwa fragmenty powieści. Pierwszy dotyczy Boskiej Komedii Dantego, a równocześnie i mojego od dawna dysonansu związanego z nauką chrześcijańską.
Na widok owych szlachetnych mężów, którzy nie zaznawszy błogosławieństwa chrześcijaństwa, tutaj znaleźli mieszkanie- napełniły się oczy moje łzami. Homer, Sokrates, Brutus, Wergiliusz i inni najlepsi i najszlachetniejsi mężowie starożytności zostali na zawsze wyłączeni z raju. To mnie nie zadowoliło! Choć Dante urządził wszystko to pięknie i wygodnie, jak tylko w piekle być może, to pobyt w nim był jednak niedolą męczarni, tęsknotą bez nadziei zbawienia. Należeli oni do potępionych. Otaczały ich głębokie kałuże piekielne, gdzie jęki potępieńców tchnące jadowitą parą i zaraźliwymi wyziewami kipiały bezustannie ogromnymi bąblami. Nie mógł Chrystus, gdy zstąpił do piekieł, nim zasiadł na prawicy ojca swego, wyprowadzić tych wszystkich z doliny płaczu? Mogła miłość jego czynić wybór pomiędzy równo nieszczęśliwymi? Zapomniałem zupełnie, że to wszystko tylko poezja. (str.65).
![]() |
| Na Wezuwiuszu (widok w głąb krateru) |
Drugi to wizyta w Kaplicy Sykstyńskiej podczas której Antonio bardziej jest zainteresowany dziełem Michała Anioła niż lekcjami ze starych ksiąg i ja mu się wcale nie dziwię.
Zaczęto lekcje, lecz niepodobna mi było utrzymać oczu na martwych głoskach księgi. Zwróciłem je razem z myślą na ów cudowny świat, który Michał Anioł na ścianach i sklepieniu farbami przedstawił. Podziwiałem jego sybille i arcypięknych proroków, z których każdy z osobna podaje treść do obszernego dzieła o sztuce. Moje oczy napawały się tymi wspaniałymi rysunkami i widokiem pięknych chórów anielskich. Nie były to dla mnie obrazy martwe, o nie. Wszystko oddychało życiem! Drzewo wiadomości dobrego i złego, pod którym Ewa podaje Adamowi owoc zakazany; wszechmocny Bóg unoszący się nad wodami, nie jak dawniej przedstawiali go malarze, przez aniołów unoszony, ale przeciwnie, gromady aniołów na szacie swojej unoszący. Wprawdzie oglądałem już te obrazy nie raz przedtem, ale nigdy takiego na mnie nie zrobiły wrażenia jak w tej chwili, gdy umysł mój podniesiony był do egzaltacji, liczne zgromadzenie, a zapewne i liryczny polot mej myśli sprawiły, że na wszystko spoglądałem ze strony czysto poetycznej. (str. 125).
![]() |
| Grota na Capri |
Książkę przeczytałam w ramach stosikowego losowania u Anny.




