Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co czytali znani?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co czytali znani?. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 kwietnia 2016

Co czytał Boy?, czyli kolejny odcinek z serii co czytali znani?

Wiadomości nabyte podczas czytania ulatują z pamięci coraz szybciej, ale anegdotkę o pierwszym wrażeniu, jakie na małoletnim jeszcze chłopcu wywołała książka Prusa, myślę, że na długo zapamiętam.
Pewnego dnia wpadła do nas bibliotekarka… z wypiekami na twarzy, podniecona, wzburzona, trzymając w ręku jakieś książki. Zdyszanym głosem rzekła: Pani prezesowo (do matki Boya); my tego w bibliotece trzymać nie możemy; to jest ohyda, ohyda! Cisnęła książki na stół. To była Lalka. Rzecz prosta, rzucił się na trzy tomy i pochłaniał je przez kilka dni. „Byłem nieprzytomny z zachwytu”. 
… Wrócił do Lalki po latach, by opowiedzieć o tym spotkaniu w odczycie radiowym Prus w perspektywie czasu. Mówi: Teraz… przerywając lekturę… wyszedłem z domu, aby przejść się trochę”. Idąc szlakiem Wokulskiego”, skręcił z Krakowskiego Przedmieścia, gdzie mieszkał na Karową i skierował się ku Wiśle. Pomyślał, że asfaltowany bulwar, wysadzany drzewami zachwyciłby Prusa… I w naddatku niepodległa Polska, która też Prusowi-o parę lat, nie było dane doczekać. (str.43-44).
Kiedy mówi się o Boyu natychmiast pojawia się skojarzenie z literaturą francuską, której był gorącym admiratorem; Balzak, Maupasant, Sthendal, Gide, Proust, Molier, Baudelaire i wielu innych.
Miał lat kilkanaście, kiedy poznał Baudelaire`a. Egzemplarz znalazł na biurku Kazimierza Tetmayera, swojego kuzyna… Uderzył mnie tytuł Les Fleurs dum al (Kwiaty zła), tajemniczo odpowiadający mojemu stanowi ducha. Baudelaire – poeta krakowski – określił to w późniejszym szkicu. „Chłonąłem w zachwycie (…) wszystkie upajające trucizny. Znajomość była zawarta. Sztama. Na kilka lat B. stał mi się nieodłączny, stał się wcieleniem poezji. (str. 46)
Czytał France`a, jak całe jego pokolenie, „aż do opilstwa”. I chociaż po dwudziestu kilku latach „nie zawsze odnajduję dawne entuzjazmy, mam wrażenie- broni swojej lektury-że mimo swego nihilizmu ksiądz Hieronim Coignard był dobrym mistrzem”. A oto dlaczego: Życie aż nadto uczy codziennie człowieka niezłomnie wierzyć, w to co mu wygodnie, ku czemu prą go jego interesy lub namiętności, filozofia tedy, która uczy go wątpić, jest zbawienną i ludzką nauką. (str. 48)
Kiedy mu jednak zarzucano, iż poza klasykami francuskimi nie widzi innej literatury odpowiadał, że …całego Dostojewskiego ma za sobą. („Boże Ty mój- wzdycha w ruskim zaśpiewie-nie zawsze było się zgniłym zapadnikiem”). Biesy czytał z osiem razy, wciąż wracał do Idioty (‘najpiękniejsza powieść świata”), wspomina Wieś Stefańczykowo i jej mieszkańców, odkrywając w tym opowiadaniu pokrewieństwo ze Świętoszkiem Moliera. Kochał się w demonicznych kobietach Dostojewskiego: Nastazji Filipownie, Gruszeńce, nieszczęsnej Sońce Marmieladównie. Czytał te książki po francusku, ale kiedy rozczula się nad Łagodną, odezwie się tytułem rosyjskim (str. 45)
O Przybyszewskim (pod którego pozostawał we wczesnych latch znajomości wrażeniem i w którego żonie się kochał) pisze po latach;
Nie da się czytać Przybyszewskiego, tak drażni. Weźmy książkę Szlakiem polskiej duszy”. Całe stronice superlatywów. W końcu wszystko mu za słabe: mamy więc wyrażenia takie, jak „rozmonarszy się w przeolbrzymim majestacie”, jak „tytaniczna Niagara potęgi”… „oczywiście wszystko dusza polska”. […] Na wyżyny, na jakie Mickiewicz raz wzbił się w Improwizacji, Przybyszewski chciał chodzić codziennie spacerem. Nie wolno ględzić na górze Synaj” (str. 78)
W literaturze zadziwia mnie aktualność spostrzeżeń, jak znajomo brzmi wykorzystywanie idei / tematu dla własnych potrzeb (choć w zacytowanym fragmencie dotyczy wieszcza). 
W recenzji ze Snu srebrnego Salomei Słowackiego pisze, iż idea Boga w poemacie „zrodziła się z Polski i do polskiej sprawy jest wciągnięta; Bóg jest zdecydowanym polskim nacjonalistą, że zaś ówczesny nacjonalizm siłą rzeczy sprzęgnięty bywa ze szlachetczyzną, Bóg poety jest tu niejako nadwornym kapelanem pana Regimentarza. […] Niebezpiecznie jest mieszać Boga do rzeczy, od których Bóg, jeśli je dostrzega, odwraca ze smutkiem głowę i w których włada jedynie okrutne prawo miecza i racja zwycięzcy’ (str. 235)

Czytając poniższe słowa uśmiecham się na własną reakcję dokładnie odwrotną od Boyowskiej na literaturę romantyczną.
Kiedy byłem w szkole […] budzili we mnie szczerą antypatię owi filareci, filomaci i promieniści, którzy wypisywali sobie, jako godło „naukę i cnotę”. To są rzeczy, które starsi zalecają młodym, a przeciw którym młodzi się buntują lub sobie z nich kpią; ale żeby młody sam sobie stawiał za ideał naukę i cnotę, to mi się wydawało potworne. (str. 41).
Ja natomiast pamiętam, że w czasach licealnych uwielbiałam romantyków a jednym z najmilszych wspomnień szkolnych była lekcja poezji romantycznej przy zasłoniętych oknach i zapalonych świecach. To było takie piękne i podniosłe i takie dla mnie ożywcze. 
Ale i Tadeuszek dostrzegł zalety Mickiewiczowskiej poezji.
W gimnazjum poza wkuwaniem na pamięć rozmaitych koncertów z Pana Tadeusza –Wojskiego na rogu, Jankiela na cymbałach- należało zapamiętać, że w ostatniej księdze Tadeusz zamienił chłopom pańszczyznę na czynsz, uczynił ich ludźmi wolnymi, no i że wszystko to kończy się hasłem „Kochajmy się”. […] Dajcie wy się wypchać moi drodzy, obywatelstwem Tadeusza i niewinnością Zosi, ale są w tym Panu Tadeuszu cuda języka, symfonie dźwięków takie, że gdziekolwiek je posłyszeć, bodaj na głupim popisie szkoły dramatycznej, coś ściska w gardle. Trzeba być fizycznie wrażliwym na poezję, aby to odczuć, a to jest może jedyny prawdziwy do niej stosunek” (str. 257).

Zgadzając się z Boyem czytam mój ulubiony fragment Pana Tadeusza, jak najmilszą muzykę mając przed oczami obraz tej scenki:
Tu roznoszono tace z całą służbą kawy,
Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane,
Na nich kurzące wonnie imbryki blaszane
I z porcelany saskiej złote filiżanki;
Przy każdej garnuszeczek mały do śmietanki.
Takiej kawy, jak w Polszcze, nie ma w żadnym kraju:
W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju,
Jest do robienia kawy osobna niewiasta,
Nazywa się kawiarka; ta sprowadza z miasta,
Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku
I zna tajne sposoby gotowania trunku,
Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu,
Zapach moki i gęstość miodowego płynu.
Wiadomo, czym dla kawy jest dobra śmietana;
Na wsi nietrudno o nią: bo kawiarka z rana,
Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie.
I sama lekko świeży nabiału kwiat garnie
Do każdej filiżanki w osobny garnuszek,
Aby każdą z nich ubrać w osobny kożuszek.

Cytaty z książki Boy-Żeleński błazen- wielki mąż Józefa Hena Wydawnictwo PWN , rok 2011 oraz fragment Drugiej księgi Pana Tadeusza Adama Mickiewicza.

sobota, 9 sierpnia 2014

Książki i ludzie Barbara Łopieńska, czyli bez klasyki nie ma czytania


Książki i ludzie to zbiór wywiadów ze znakomitymi rozmówcami; historykami literatury, pisarzami, tłumaczami, krytykami, artystami, reżyserami (zestawienie pod wpisem) dotyczących ich stosunku do czytania, książek, ich kolekcjonowania.
Autorka wywiadów pani Barbara Łopieńska to osoba o niezwykłym darze zadawania właściwych pytań. Te z pozoru proste, czasami wyglądające na naiwne czy nieprzemyślane pytania wywołują w rozmówcach lawinę skojarzeń i zachęcają do snucia ciekawych opowieści na temat rodowodu i zawartości domowych bibliotek. Częścią z tych pytań posłużyłam się w zabawie książki i ja i jeśli wpis wydał się interesujący to wyłącznie zasługa „pomysłodawczyni”. Wywiady zawierają stały zestaw pytań, który w zależności od udzielanych odpowiedzi prowokował dalsze.
Rozmówców pani Łopieńskiej znam wybiórczo, niektórych lepiej, innych gorzej, a paru wcale, co nie miało większego znaczenia przy lekturze, albowiem książki to temat tak interesujący dla każdego bibliofila, że z przyjemnością czyta o preferencjach i zwyczajach związanych z lekturą nawet w odniesieniu do osób, których się nie zna.
Po raz kolejny okazuje się, iż jesteśmy niezwykle różnorodni i trudno o jakiekolwiek uogólnienia poza tym, że wszyscy rozmówcy niezależnie od pojemności i zawartości biblioteki bez czytania nie mogliby funkcjonować.
Wszystko inne trudno sprowadzić do wspólnego mianownika. Dla przykładu w kwestii uporządkowania zbiorów; u pani Marii Janion panuje chaos; książki są … w kuchni i w łazience, nie mówiąc o przedpokoju, a pani profesor ma niezwykłe umiejętności upychania książek w przeróżnych miejscach. Pan Paweł Hertz posiada względny porządek w zbiorach …Wiem, gdzie co jest, a książki są poukładane według klucza językowego. Natomiast idealny porządek u pana Janusza Tazbira nie zapewnia wcale szybkiego odnalezienia poszukiwanej lektury. Książki są ułożone alfabetycznie… Mam parę ciągów alfabetycznych, lecz teraz wiem, że to nie było całkiem słuszne. Czasem trzeba było układać według zagadnień - osoba lub temat, bo ja nie pamiętam, kto o danej osobie pisał, i znowu szukam. Czasem wypożyczam z biblioteki książkę, żeby sobie przypomnieć, jak ona wygląda, i żebym mógł ją u siebie łatwiej znaleźć. Zdarza mi się również kupić książkę, którą już mam.
Do kupowania książek już posiadanych przyznaje się wielu rozmówców, podobnie, jak do wypożyczania z biblioteki tych, których nie jest się w stanie odnaleźć w domowych zasobach przepastnych bibliotek, które niektórzy liczą w metrach bieżących. Zdarza się także, iż rozmówcy zabierają się do czytania książki pewni, iż jest to ich pierwsze spotkanie, a tymczasem odnajdują w nich własne notatki.
Różny jest też stosunek do zbierania książek.
Pani Janion marzy o posiadaniu niemal każdej wydanej książki, chciałaby czerpać z całego bogactwa ludzkiej myśli, niezależnie od jej rodzaju. Cechuje ją chęć zapanowania nad nieładem twórczym, nadmiarem książek, niemożnością ich odnalezienia, okiełznania myśli, pomysłów, zapisków, stąd liczne fiszki, teczki z wycinkami z gazet, fragmenty artykułów, zapiski. Ciężka praca nad dystrybucją rzeczywistości. Cały mój wysiłek jest w kółko skierowany na to, żeby opanować tę niesamowitą rzeczywistość, która mnie otacza i przytłacza. Żeby porobić w tej bibliotece ścieżki i dziurki i żeby można było przepełznąć. Zapewne dlatego jedyny rodzaj książek, jakich nie kupuje to romanse i literatura współczesna (z pewnymi wyjątkami), wszystkie inne uważa za przydatne, nawet te o wampirach.
Pan Hertz nie widzi potrzeby kupowania książek, ponieważ uważa, że wszystkie najważniejsze już ma. A te najważniejsze to takie, które mówią o rzeczywistej sytuacji człowieka - nie tej wymyślonej, ale tej wiecznej. Nie wczoraj albo teraz, albo jutro, ale na stałe - zawsze. Takich książek jest bardzo niewiele. Przede wszystkim to Biblia, potem Boska Komedia, Iliada, Odyseja, Eneida i Pan Tadeusz. Te książki zamykają w sobie całe doświadczenie człowieka. A Pan Tadeusz - całe doświadczenie człowieka mówiącego po polsku i wychowanego w kręgu kultury polskiej. I te książki, tak na dobrą sprawę, wystarczą. Oczywiście jest wiele innych, rozwijających sprawy zawarte w książkach, bez których nie można się obejść, i na pewno trzeba mieć, na przykład, Szekspira.
W wywiadach można znaleźć całe mnóstwo interesujących wypowiedzi, z niektórymi się identyfikowałam, inne mnie nieco zaskakiwały, ze dwa nawet oburzyły (o kradzieży czy o paleniu książek), jednak żaden z wywiadów nie znudził. Nie będę  wymieniać, kto książki pożycza, a kto w żadnym wypadku się z nimi nie rozstaje, kto je kolekcjonuje zachłannie nie pozbywając się niemal niczego, a kto robiąc miejsce dla nowych zbiorów stare prezentuje lub odsprzedaje. Nie napiszę także o najcenniejszych zbiorach w bibliotekach rozmówców, czy książkach dla nich najważniejszych, choć nikogo chyba nie zdziwi, że przeważa tutaj klasyka. W moim nowym cyklu Co czytali znani będę zamieszczać stosowne cytaty. Odniesienia do literatury współczesnej rozmówcom są niezwykle rzadkie.
Często padają w rozmowie nazwiska Szekspira, Dostojewskiego, Nabokova, Conrada, Tołstoja, Balzaca, Dąbrowskiej, Mickiewicza, Sienkiewicza, jednak wyznacznikiem stosunku do literatury klasycznej stali się Proust (W poszukiwaniu straconego czasu) oraz Mann (głównie Czarodziejska góra, ale i inne utwory).
I tak Paweł Hertz sięga po Prousta, ale czyta go wyłącznie po francusku, nigdy w przekładzie Boya czy własnym. Podobnie, Andrzej Osęka, który przez długi czas trzymał go w oryginale przy łóżku i czytywał w kółko przed zaśnięciem. Chyba bym zwariował, gdybym miał pożyczyć komuś Prousta w oryginale.
Cały Proust, podobnie jak cały Mann stoi w bibliotece u Artura Międzyrzeckiego i Julii Hartwig.  Pani Julia co najmniej kilka razy w roku wraca do Manna.
Hanna Kral posyłając córce do Stanów książki Prousta nie posłała, bo z nim nie mogła się rozstać. Pisarka wspomina nawet, iż na Prousta się podrywało. Piszę teraz o pianiście Andrzeju Czajkowskim i jego dawni kochankowie opowiadają mi, jak w latach pięćdziesiątych podrywał ich na Prousta.
Zygmunt Kubiak co jakiś czas czyta Prousta kawałkami, od nowa.
Gustawa Holoubka Proust nawiedził. Jego politura, ekscytacja każdym szczegółem rekwizytu, wiwisekcja duchowo-psychologiczna, wszystko to doprowadzało mnie do ekstazy.
Natomiast Czarodziejska góra była dla mnie wtedy przerażająca przez fakt opisywanego procesu nieuchronności. Teraz czytałem Czarodziejską górę w radio i od początku do końca strasznie mnie ona śmieszyła. Wydało mi się, że skrzydła tego ptaka zostały zlane deszczem, stały się ociężałe i nie mogły wzbić się w powietrze. Ten cały Mann, nie tylko w Czarodziejskiej górze, ale i, moim zdaniem, w okropnym Doktorze Faustusie jest ociężały, pozbawiony polotu, wyniesienia. Jest sumiennym belfrem, który opisał rzeczywistość z dokładnością zegarmistrza. Biedny. Na skutek osobistej miłości do pewnego kompozytora wypowiedział się na temat natury twórczości w ogóle i wylądował na manowcach. Kazał mi wierzyć w coś, co jest nieprawdą. Nie tak się tworzy, nie na tym polega mechanizm twórczy.

Magdalena Tulli, która twierdzi, iż ma może z dziesięć książek wymienia wśród nich Czarodziejską górę i Prousta, mimo, iż zajmuje dużo miejsca na półce i drażni ją jego rozwlekłość i szwindel (wszechwiedza narratora) oraz to, że się na nim zawiodła. Kiedyś czytałam z wielką ciekawością, jako brukowe historie z życia wyższych sfer. Byłam zdumiona, że można w ten sposób analizować uczucia bohaterów. Może dzięki Proustowi łatwiej zauważyłam, że sama mam uczucia? To było bardzo dawno. Drażni mnie u Prousta to, że narrator za dużo wie. Natomiast nie przeszkadza jej drobiazgowość, szczegóły opisu, to że opis czyjejś sukni ciągnie się przez pięć stron, a nawet się to podoba. Takie psychologiczne kawałki jak u Prousta w ogóle nie są mi potrzebne do szczęścia. To wszystko można powiedzieć o wiele zwięźlej, preparując odpowiednio historyjki, a nawet opisując przedmioty.
Andrzej Wajda nie może przezeń przebrnąć. Kiedyś przeczytałem tom pierwszy, a w zeszłym roku, na prośbę Krysi, która jest nie tylko fanatyczką Prousta, ale zna wszystko, co o nim napisano, przeczytałem ostatni.  Krystyna Zachwatowicz czyta go w kółko, podobnie, jak jego biografię. Mam fantastyczną, napisaną przez Anglika, biografię Prousta. A kiedy pracowałam przy filmie o Józefie Czapskim, który opowiadał współwięźniom w obozie radzieckim w Griazowcu o Prouście, pojechaliśmy z ekipą śladem Prousta i byliśmy w Combray. Teraz, kiedy go czytam, wszystko widzę i to jest fantastyczne.
Zofia Chądzyńska zabrała go do Polski z Argentyny, gdzie kupiła w wydaniu Plejady (znając już tłumaczenie Boya) i wtedy zainteresowała się literaturą francuską. A potem kłóciła się z mężem o tego Prousta, bo mimo, iż mieli dwa komplety, to jeden pożyczyli i wciąż go brakowało.
Z Manna lubię tylko Józefa i jego braci. Spodobał mi się Wybraniec, ale kiedy przeczytałam go po raz drugi, włosy mi na głowie stanęły. To samo było ze Śmiercią w Wenecji. Tomasz Mann nie jest bohaterem mojego romansu. Joanna Pollakówna uważa, że do pewnych książek należy stale powracać. Stale wracam do Prousta i do Manna. Obu trzeba przeczytać w młodości, a potem raz jeszcze, kiedy się jest dorosłym i więcej się z nich rozumie. Trzeba wracać do poezji oczywiście, ale to banał, co mówię, trzeba wracać do Pascala, do Biblii. Biblię powinien przeczytać każdy - ateista, chrześcijanin…
Annie Turowiczowej Proust nie smakuje, a Jerzy Turowicz przeczytałby go, gdy miał po francusku. Manna przeczytał z „grubsza” (ciekawe co oznacza owo z grubsza).
Dla Wiesława Ochmanna choć nie pada przed nimi na kolana …Czarodziejska góra oczywiście tak .... Proust oczywiście tak, ale, jak dla mnie, do przeczytania raz w życiu to przeczytanie Prousta i Manna uważa za obowiązek współczesnego człowieka.
Łukasz Korolkiewicz do Prousta i do jego biografii powraca. Na wakacjach przeczytałem rewelacyjną biografię Prousta George’a Paintera. Przeczytałem to po raz drugi. Właściwie muszę przyznać, że ostatnio nie czytam, ale poczytuję - jakiś rozdział, jakiś kawałek. Ale nigdy nie potrafiłbym odrzucić klasyków.
Erwin Axer pokochał Prosta dzięki temu, że się zakochał. Manna znam nieźle, ale do Józefowych historii nie miałem cierpliwości. Prousta pierwszy raz wziąłem do ręki w latach trzydziestych, kiedy studiowałem w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej w Warszawie. Był wtedy bardzo modny i we wszystkich kawiarniach o nim gadano, ale mnie znudził śmiertelnie. Przeczytałem go porządnie w wieku pięćdziesięciu lat. Jak to bywa z takimi starcami, bardzo się zakochałem…. Zakochałem się nie w Prouście, tylko w kobiecie! A ponieważ się zakochałem, nic nie mogłem robić. Leżałem na tapczanie i przeczytałem całego Prousta od deski do deski bardzo namiętnie. Teraz czasem do niego wracam.
Natomiast Manna czytał latami i w kółko. Na zakończenie zacytuję pana Gustawa Holoubka Więc czy nie warto wracać do klasyki? Warto. Choćby po to, żeby zbadać własną dojrzałość. Żeby się dowiedzieć, czy człowiek już na tyle dojrzał, żeby móc inaczej spojrzeć na to samo.
W książce znalazły się wywiady z:
Marią Janion - historyk literatury i kultury polskiej, krytyk literacki, Pawłem Hertzem  - pisarz, tłumacz, wydawca, profesorem Januszem Tazbirem - historyk, profesor w Instytucie Historii PAN, profesorem Jerzym Jedlickim - historyk i eseista, Julią Hartwig i Arturem Międzyrzeckim Julia - poetka, eseistka, tłumaczka. Artur - poeta, eseista, prozaik i tłumacz, Hanną Krall - pisarka, reporterka, Marianem Brandysem - pisarz, Andrzejem Drawiczem - krytyk, historyk literatury, tłumacz,  Andrzejem Osęką - krytyk sztuki i publicysta, profesorem Władysławem Jerzym Kunickim-Goldfingerem - mikrobiolog i genetyk, Zygmuntem Kubiakiem - pisarz, tłumacz literatury greckiej, łacińskiej, nowogreckiej, angielskiej, Ryszardem Kapuścińskim - pisarz, reporter, Ireną Szymadską i Ryszardem Matuszewskim  - wydawca, tłumacz z angielskiego i francuskiego, autorka kilku książek kryminalnych oraz krytyk literacki i historyk literatury, autor podręczników szkolnych, Gustawem Holoubkiem - aktor, reżyser, Magdaleną Tulli - pisarka, Jackiem Kuroniem - historyk, poseł na Sejm,Krystyną Zachwatowicz i Andrzejem Wajdą - scenograf, aktorka Piwnicy pod Baranami oraz reżyser filmowy i teatralny, Zofią Chądzyńską - pisarka, tłumaczka ,Piotrem Sommerem- poeta tłumacz, krytyk. Redaktor naczelny ”Literatury na Świecie”  Joanną Pollakówną - poetka, eseistka i historyk sztukiWiesławem Ochmanem - śpiewak operowy, Łukaszem Korolkiewiczem - artysta malarz, Erwinem Axerem - reżyser teatralny, Jerzym Turowiczem i Anną Turowiczową - publicysta, redaktor naczelny ”Tygodnika Powszechnego” oraz  tłumaczka, Czesławem Apiecionkiem - księgarz oraz od czasu do czasu wydawca. 
Książka jest niezwykle trudno dostępna, dlatego zdecydowałam się przeczytać ją w postaci pliku tekstowego zamieszczonego w internecie (na chomikuj.pl), dokonując wcześniej małej korekty (zawierała sporo błędów, zapewne nie wyłapałam wszystkich, mam tylko nadzieję, że z moim talentem do przekręcania wyrazów nie narozrabiałam. Jeśli ktoś chciałby skorzystać mogę przesłać na maila.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Co czytała Maria Dąbrowska - część 2


Pisarka czytała tak wiele, że nawet krótkie przytoczenie fragmentów jej refleksji jest niezwykle obszerne. Wybieram zatem te fragmenty, które w mojej ocenie są najciekawsze. Poniższe fragmenty wynotowałam z tomu drugiego Dzienników.
Maria Dąbrowska w latach 1933 - 1945 zdecydowanie większą wagę przykłada do opisu koncertów i przedstawień teatralnych, w których uczestniczyła. Bardzo emocjonalnie pisze o muzyce, która zajmowała w jej życiu dużą rolę. W 1948 r. po którymś z koncertów napisze, że dopiero teraz uwierzyło, że życie zaczęło się na nowo toczyć zwykłym torem. Ale nie mogło i tutaj zabraknąć choćby krótkich refleksji na temat lektury. Często swe zdanie na temat dzieła wyraża podczas refleksji związanej z teatralną adaptacją oraz z aktualną sytuacją polityczną.
..byłam na Weselu - akurat w dzień stracenia (…) dwóch chłopców ukraińskich. Patrzyłam na tę sztukę potwornie zresztą odegraną, jak na koszmar i myślałam: - Czegóż ten Janek tak rozpacza, że ostał mu się jeno sznur. Przecież nie złoty róg, a sznur właśnie okazał się bardzo dla chwały i wielkości państwa polskiego potrzebny”. Sznur szubieniczy i kat nigdy jeszcze nie były do tego stopnia symbolami państwa polskiego, co przy rządzie, którego twórcy byli kiedyś sami wieszani za takie same rzeczy, za jakie dziś wieszają- żyjąc sami w zbytku, oglądani co dzień przez ciekawych na dansingu w Adrii, niby klatka z małpami. Moral insinity.(5.1.33)
- gorzkie to słowa, ale cóż się dziwić, polityka sprowadza zawsze do parteru i wszelkie wzniosłe uczucia wydają się śmieszne w konfrontacji z otaczającą rzeczywistością. Bo ...dopiero, kiedy się zna jakąś sprawę, można zauważyć, do jakiego stopnia rząd hamuje wszelkie pulsowanie życia społecznego. To się fatalnie zemści. Jedyna wiara to wiara w samorzutną organizacyjna i witalną siłę społeczeństwa, które żyje i rozwija się pomimo szaleństwa ustaw, rozporządzeń i tego całego zamieszania, które wszędzie na świecie pociąga za sobą element władzy. (6.10.33)
I jeszcze jedno nawiązanie do polityki.
Czytam Pamiętniki Daszyńskiego, które mnie szalenia wprost zajęły. Drugi tom. Bardzo dobra jest analiza niebezpieczeństw moralnych, w które popadają wszelkiego rodzaju (nieczytelne) i zawodowi uzdrawiacze stosunków. W opisie wyborów do parlamentu wiedeńskiego w roku 1911 plastycznie opisana jest korupcja wyborcza endecji i konserwy, polegająca na głosowaniu na fikcyjne legitymacje zmarłych, nieobecnych, itp. Ani słowa nie wspomina się, że takie same metody stosowali postępowcy i socjaliści. Ja sama znam ze wszech miar czcigodnych królewiaków, którzy będąc wówczas w Krakowie głosowali w ten sam sposób pomagając tak lewicy. … Pamiętniki Daszyńskiego coraz bardziej mnie zajmują. Są tam wspaniałe dokumenty, demaskujące parszywców i endeków, i stańczyków galijskich (memoriał Jaworskiego do władz austriackich), a także drańskość Zagórskiego (generał w Legionach, który wraz z Sikorskim przeciwstawiał się Piłsudskiemu). (21.10.33)
… Rządy i władza – świetne i pozytywne ujście dla instynktów i skłonności bandyckich. Paradoks ten doskonale rozumiał Słowacki, pisząc „Króla – ducha”, którego właśnie – nie mogąc spać- o drugiej w nocy czytam. Równie genialnie ujął to Conrad, kiedy w Nostromo bandytę z gór czyni ministrem wojny. (16.11.38) Ale porzućmy politykę i wróćmy do literatury.
Wieczorem byłam na odczycie Ujejskiego o Conradzie. Dokumenty patriotyczne Conrada, które Ujejski po raz pierwszy w Polsce ogłasza, są wstrząsające, ale potrzebują komentarza i komentarz Ujejskiego, niestety, niestety, budzi we mnie gwałtowny sprzeciw. Robić z Conrada nacjonalistę polskiego równie nie odpowiada prawdzie jak robić z niego odstępcę. Jego namiętny nacjonalizm ujawniany niewątpliwie w przeczytanych urywkach listów i artykułów wynikał z jego „kompleksu zdrady”, rozbudzonego i doprowadzonego do stanu wrzenia bez wątpienia przez Orzeszkową. Jego enuncjacje w tej sprawie były jego Jimowskim Patusanem. Ci, którzy szkalowali go z powodu jego odszczepieństwa, nie mieli racji jak wszelcy potwarcy. Ale za cenę dania im w pysk nie można z Conrada robić nacjonalisty niemal w stylu hitlerowskim- niemal rasisty. Conrad był nade wszystko poszukiwaczem istoty człowieczeństwa- niezależnie od warstwy, klasy, szerokości geograficznej i rasy. A jeśli nawet wiara w ważność znalezienia takiego człowieczeństwa poza wszelkimi kryteriami jest złudzeniem, pułapką, sidłami, pokusą zbyt zuchwałą-niemniej to, a nie nacjonalizm- stanowi jego istotę twórczą. (29.10.34) Wieczorem rozmowa z Anną (Kowalską) o Conradzie, która mi dała przykro do myślenia, że w dziełach jego wyraźnie widać, jak niewygodnie było mu być Polakiem. Śród tylu nacji nigdy żaden Polak w jego powieściach nie występuje. Przysłowie „gość w dom, Bóg w dom” nazywa rosyjskim przysłowiem. (15.10.43)
Niezwykle zaskakującą opinię wydała Dąbrowska na temat Kuncewiczowej i jej najlepszej (moim zdaniem na podstawie kilku przeczytanych) powieści. Fragment ten przytaczał swego czasu ZWL, ale jest on tak zaskakujący, że nie mogłam sobie odmówić i ja jego zacytowania.
Czytam teraz Cudzoziemkę Kuncewiczowej. Po przymierzu z dzieckiem dużo więcej się po niej spodziewałam. Zawód na całej linii. Karykaturalne reminiscencje motywu Barbara-Toliboski. Postać Róży melodramatyczna- umiera, jak w złej operze. Wszystkie postacie antypatyczne, nie budzą ani współczucia, ani zadowolenia artystycznego. (9.01.36). Do obiadu czytam Cudzoziemkę, bo jestem w zbyt marnym usposobieniu, żeby coś zrobić. Zupełnie chybiona powieść. I jak można oprzeć cały temat na koncercie skrzypcowym Brahmsa, gdy istnieją arcydzieła muzyki, które rzeczywiście mogą odegrać decydującą rolę w życiu człowieka. Cała ta „muzyczna” strona utworu bardzo nudna. Któż słyszał aż tak rozpaczać na Brahmsem. Brahms wszystko wie- cóż pozostaje w takim razie dla Bethovena, Bacha, Chopina, Mozarta? (10.01.36) To chyba jedyna (do tej pory) opinia Dąbrowskiej skrajnie odmienna od mojej. Cudzoziemkę uważam za wspaniałą powieść, a postać Róży majstersztyk psychologiczny i nie dostrzegam tutaj żadnego podobieństwa pomiędzy Cudzoziemką a Nocami i dniami.
O Ogniem i mieczem Sienkiewicza pisze…Jakim sposobem ta posępna wizja Polski miała służyć „ku pokrzepieniu serc”. Trudno mi dziś zrozumieć. Chyba tylko ku ostrzeżeniu serc służyć mogła. Beznadziejnego to czasu obraz i Sienkiewicz nie był bynajmniej poczucia tej beznadziejności pozbawiony. Wcale nie był tak „wsteczny” ani tak głupi politycznie, jak o nim gadano. Sprawiedliwie też obdzielił zbrodniami i urokami obie strony- i polską i ukraińską. Artyzm genialny i nic się nie starzeje- ale oczywiście narzuca się jakby wizja dopełnienia „przemilczanego” w obrazie tego czasu. (27.11.38)
Iłłakowiczówna, którą pisarka się zachwycała w I tomie teraz oceniana jest bardzo krytycznie;
Mimo kajania się i pokorę w wyznawaniu rozmaitych swoich przywar, postaw i dziwactw, Iłł. pozostaje w całej tej książce (Ścieżka obok drogi) taką, jaką jest: wysoce niesympatyczną, „niemożliwą” osobą, pozerką, dziwaczką, kapryśnicą, zajętą tylko sobą i swoimi sprawami… finansowymi. (21.12.38)

Skończyłam Wojnę i pokój Tołstoja i jestem pod silnym wrażeniem i powieści i Tołstoja. Wiecznie żywy, wiecznie aktualny. (18.06.35) Zaczęłam czytać Sagę Forsaytów. Po Wojnie i pokoju zdaje się słabe. (27.06.35). Przeczytałam trzy tomy ‘Forsytów”- dalej czytać nie będę. Jako psychologia-papierowi ludzie, z którymi się bez żalu rozstałam. Jako epoka-nic. (5.07.55) Jak widać trzy tomy w niespełna 10 dni- fiu, fiu.., jakby powiedziała Baśka Wołodyjowska. Leżę prawie cały dzień i czytam Tołstoja różne nowele wiejskie z najmłodszych lat. Czytam to po raz pierwszy w życiu i porażona jestem pokrewieństwami tej twórczości z moją. W takich na przykład drobiazgach jak okrzyki wydawane przy jakiejś robocie ludzie ci krzyczą zupełnie tak samo, jak u mnie przy myciu owiec albo wnoszeniu łóżka Dalenieckiego. Zdumiało mnie, że można tak podobnie widzieć ludzi i świat. (2.04.37) Dąbrowska przez całe życie przyrównuje niemal wszystko co przeczyta do swojej twórczości, a zwłaszcza do Nocy i dni.
Doczytuję tu „Czarodziejską górę” Manna, której dwa pierwsze tomy czytałam kiedyś przed laty. Strasznie ciężki niemiecki sposób pisania- zagmatwane uczone gadulstwo, a jednak wartość w tym jest i jakaś wizja świata się z tego wyłania. (31.08.37)
Załatwiam trochę spraw bieżących i jak wariatka kończę „Idiotę” Dostojewskiego. Tam dopiero pokazane, do jakiego koszmaru życiowego doprowadza absolutna szczerość. Ci ludzie upierają się przy tym, aby wciąż coś obnażać, jakieś zatajenie w sobie lub innych. Ciągle „raskaiwajutsia” z jakichś grzechów i świństw i wciąż mówią bez ogródek wszystko najgorsze co myślą o drugich, im samym w oczy. Tymi sposoby doprowadzają się do zupełnej wścieklizny i wariacji, a w rezultacie wszystko kończy się bezprzykładnym wzajemnym szpiegowaniem się. I pod tego bałaganu nie można się oderwać. Dostojewski dokonał tego w sztuce, co uczeni w psychologii. Przez „zbadanie” artystyczne ludzi nienormalnych i chorych pokazał, czy być mogą i muszą rozmaite ciemne sprawy w duszy człowieka zdrowego. (8.01.36)
Ze zdziwieniem dowiaduję się, iż Proust nie przypadł pisarce do gustu.
Zaczęłam czytać Prousta. Nuży mnie, ale i zaciekawia. Nic czego bym nie wiedziała o człowieku, od niego nie dowiaduję się. Zbyt drobiazgowa kuchnia pisarska pokazana, ale dokument- b. potrzebny. (9.09.34) Wróciłam znów do Prousta. „Du cote de chez Swann” Zajmuje mnie teraz. Dużo myśli identycznych prawie z tym, co jest w mojej książce. Gdyby nasi kretyni krytycy lepiej znali Prousta, wnet by wyprowadzili insynuacyjny wniosek, że pisałam pod jego wpływem… (23.09.34) - czyżby Dąbrowska miała na myśli Noce i dnie?, jak zauważył Zwl jej się wszystko z tą książką kojarzyło.
… chwilę czytam pierwszy tom Prousta (wiele szczegółów tej miłości z Odette zbędnych, dygresje niektóre wręcz banalne, a dialogi miłosne płaskie, ale jest sporo i bardzo dobrych rzeczy). Nad Proustem zmorzyła mnie drzemka.. (7.10.34 – Dąbrowska kontynuuje czytanie I tomu podczas wycieczki po Włoszech. Jak widać lektura trwa już cały miesiąc, co tylko potwierdza moją opinię, iż Prousta czyta się niespiesznie). Po śniadaniu w ciemnych okularach z Henrykiem na tarasie czytamy. Ja Prousta Du cote de chez Swann. Coraz więcej zastrzeżeń. (10.10.34) Prousta na razie odrzuciłam- nie mogę. Nie mogłam przebrnąć przez kilkunastostronicowe opisy sukien pani Swann, małostkowe analizy bródki i stylu pisarza Bergotte i oglądanie przez mikroskop mocno podśmiardującego świata, który aby opisać, trzeba mieć nieco dynamitu w duszy. (5.12.34) Jak widać męczyła się Dąbrowska nad pierwszym tomem prawie trzy miesiące i nie dała rady.
Dziś w nocy nie mogąc spać, zaczęłam czytać drugi tom Prousta. Bardzo nudne, ale uparłam się, że pomału zmorduję. (29.01.36). Jest to jakaś alternatywa zamiast leku na bezsenność.
Dziś największa elita umysłowa i artystyczna zastąpiła Geldhabów i Jourdainów, nikt jej nie prześcignie w próżności i snobizmie, a „ostatni krzyk” wyrafinowanej literatury – Proust jest niejako rehabilitacją i psychologizującą apologią snobizmu i dorobkiewiczostwa duchowego. (23.03.36)
Skończyłam czytać „Wykolejeńca” i zaczęłam 7 tom dusznego Prousta, dusznego jak suterena biednych ludzi, mimo że opisuje świat bogatej wyrafinowanej burżuazji i arystokracji (21.04.36). Tempo czytania doprawdy olimpijskie, sześć tomów w trzy miesiące?, a może Dąbrowska czytała wybiórczo. Mnie się tom pierwszy bardzo podobał, drugi także, aczkolwiek czytało mi się go nieco ciężej.
I coś, co jest jak miód na moje serce. Z powodu wypicia o jedenastej dwu filiżanek b. mocnej kawy całą noc nie spałam. I przeczytałam blisko cały tom „Nędzników”, którymi się rozkoszuję. (30.01.37). Kończę czytać Nędzników, dzieło wzniosłe i wielkoduszne. Takie potrzeba dziś tworzyć dla uzdrowienia ludzkości. (6.02.37) A ja owszem, a ja tak.  
Moje refleksje o Hamlecie. Pojmuje się go zawsze jako uosobienie niezdolności do czynu, uosobienie wahającej się neurastenii. Tymczasem nikt w tej tragedii nie popełnił tylu czynów, co Hamlet. Za jeden grzech stryja i matki Hamlet zabił: Poloniusza, króla, królową (choć ostatecznie sami się zabijają), Leartesa, wysłał w gruncie rzeczy na śmierć Rozenkranca i Gildensterna, był sprawcą śmierci Ofelli. Można stąd wysnuć koncepcję, że intelektualista, gdy wejdzie na drogę czynu- zajdzie dalej na manowce niż zwykły człowiek czynu. (4.04.39) 

sobota, 2 sierpnia 2014

Co czytał Van Gogh? - cz. 2


Nocna straż Rembrandt
Pisałam już o literaturze francuskiej w życiu holenderskiego malarza. Wydaje się, że była ona w sposób szczególny bliska Vincentowi, tak jakby Francja była nie drugą, a pierwszą jego Ojczyzną. Vincent czytał też sporo literatury angielskiej i rosyjskiej.

Poniżej kilka informacji, co czytał i opinii na temat autorów i i książek. Najwcześniejsze relacje  w Listach dotyczą Dickensa. Pojawiają się także Charlotta Bronte (jako Currer Bell) oraz amerykanka Beecher Stowe. W lekturze niedoszłego kaznodziei, syna pastora nie mogło zabraknąć także Biblii, o której wspomina od czasu do czasu, głównie na zasadzie porównań, bądź to do literatury, bądź do malarstwa.
Dostałem od wuja Cora książkę A Child1s History of England Dickensa. Nie pamiętam, czy już ci pisałem, że książka ta to szczere złoto. Czytałem w niej między innymi opisy bitwy pod Hastings. Myślę, że gdy czyta się z uwagą takie książki, jak Moltleya, Dickensa lub Les Croisades Grusona, to człowiek może łatwo wyrobić sobie jasny i prosty pogląd na cały kształt historii. (Str. 62 Listów)
Oczywiście czytając tego rodzaju wpis mam natychmiast zamiar sięgnąć po Dickensa, którego czytywałam za młodu z wielką zresztą przyjemnością. Książka, która dałaby prosty pogląd na cały kształt historii musi być niezwykle ciekawa, zwłąszcza dla kogoś, kto lubi czytać książki umiejscowione głęboko w historii.
Zacząłem więc studiować książki, które znajdowały się w moim zasięgu- Biblię, Histoire de la Revolution Micheleta, a potem, ostatniej zimy, Szekspira, trochę Wiktora Hugo i Dickensa, Beecher-Stowe, ostatnio Ajschylosa i wielu innych, mniej klasycznych, wielkich małych mistrzów. (Str. 87 Listów)
Żydowska narzeczona Rembrandt
Nie wiem, czy znasz książkę Dickensa Mała Dorrit, w której występuje postać Doyce`a. Można go uważać za przedstawiciela tych wszystkich, którzy wzięli sobie za dewizę „How to do it?” Nawet jeśli nie znasz wspaniałej postaci robotnika z tej książki, to zrozumiesz jego charakter z kilku zdań. Gdy nic z jego pragnień się nie spełniło, gdy wszędzie natrafiał na obojętność lub gorsze jeszcze przykrości mawiał: To nieszczęście niczego nie zmienia, sprawa jest tak samo słuszna teraz (po klęsce), jak była wtedy (przed klęską). Str. 220 Listów
Wydaje się, iż i Vincent przyswoił sobie ten pogląd i dzięki niemu dość długo zachowywał równowagę, mimo niemożności zdobycia zrozumienia.
Nie wiem, czy czytujesz czasem angielskie książki, jeśli tak, to polecam ci bardzo Shirley pióra Currer Bell (Charlotty Bronte), autorki powieści Jane Eyre. Jej książki są tak piękne, jak obrazy Millaisa, Boughtona czy Herkomera. (str.104-105 Listów)
Przeczytaj koniecznie L`Amour i La Femme, a jeżeli będziesz mógł te książki dostać, to także My wife and I i Our neighbours pióra Beecher Stowe lub Jane Eyre i Shirley pióra Currer Bell (jak wyżej). Powiedzą ci dużo więcej o tych rzeczach i dużo wyraźniej niż ja. (Str. 129 Listów)
No proszę, a mawia się, że książki Bronte to literatura kobieca. Ileż razy spotykałam się (moim zdaniem niesłusznie) z określeniem ich mianem czytadeł, czy romansideł (co miało wydźwięk pejoratywny).
Miłość do książek była dla Holendra równie ważna, jak miłość do malowania obrazów. Już w poprzednim wpisie wspominałam, że te dwie dziedziny sztuki wzajemnie się u Vincenta przenikają, w książkach odnajduje kolory, obrazy, pejzaże, w obrazach widzi historie, o których czytał.
Pielgrzymi w Emaus Rembrandt
Jeśli możesz więc przebaczyć mi zgłębianie obrazów, musisz się też zgodzić, że miłość do książek jest tak samo święta jak miłość do Rembrandta, i myślę nawet, że oba uczucia się uzupełniają. Lubię bardzo portret męski Fabritiusa, który pewnego razu długo oglądaliśmy w muzeum w Haarlem: było to podczas naszej wspólnej przechadzki. Tak, ale równie lubię Sydneya Cartona Dickensa z jego Opowieści o dwóch miastach i mógłbym ci wskazać w innych książkach postaci dziwnie podobne. I myślę, że Kent z Szekspirowskiego Króla Leara jest równie szlachetny i niepospolity jak jakaś postać Th. De Keysera, choć Kent i król Lear żyli rzekomo dużo wcześniej. Żeby nie powiedzieć więcej. Mój Boże, jaki Szekspir jest piękny. (nie odnotowałam strony :()

Bardzo chciałbym tu mieć Szekspira, żeby czytać go od czasu do czasu. Istnieje pełne wydanie za szylinga, Dicks Shilling Shakespeare. Nie brak też innych wydań i myślę, że tańsze nie są gorsze od drogich. W każdym razie chciałbym, żeby koszt nie przekraczał trzech franków. (Str. 458 Listów)
Książki nie były chyba zbyt drogie, skoro nawet cierpiący niedostatek artysta, który często niedojadał mógł sobie na nie pozwolić, choć pewnie sporo dostawał od brata lub znajomych.
Dziękuję ci serdecznie za Szekspira. Ta lektura nie pozwoli mi zapomnieć tej odrobiny angielskiego, jaką pamiętam, ale nade wszystko- jakie to piękne. Zacząłem od czytania cyklu, który znam najmniej; kiedyś zajęty czymś innym i nie mając czasu zaniedbałem go; jest to cykl królewski. Przeczytałem już Ryszarda II, Henryka IV i połowę Henryka V. Czytam nie myśląc o tym, czy idee ludzi tamtych czasów są takie same jak nasze i co by się stało, gdyby porównać je z poglądami republikanów, socjalistów, itd. Ale
Autoportret Fabritius (uczeń Rembrandta)
podobnie, jak u pewnych powieściopisarzy współczesnych, najbardziej wzruszające u Szekspira jest to, że głosy tych ludzi, które dochodzą do nas po wiekach, nie wydają nam się nieznane. Tyle w tym życia, że mam wrażenie, jakbym ich znał i widział wszystko. I to jeszcze, co jeden Rembrandt ma wśród malarzy, ma także Szekspir; czułość w spojrzeniu, którą widzimy w Pielgrzymach z Emmaus, w Żydowskiej narzeczonej, w dziwnej postaci anioła na płótnie, które miałeś szczęście widzieć- ta wstrząsająca czułość, ta nieskończona nadludzka, a tak naturalna. (Str. 460 Listów) Muszę wrócić do Szekspira. Ostatnio jakoś wszystko popycha mnie do Szekspira; i Vincent i Dąbrowska i ten nowo (już prawie) wybudowany teatr szekspirowski, w którym we wrześniu odbędzie się pierwsze przedstawienie i niedawno obejrzane miniatury z Szekspira i planowane amatorskie przedstawienie Snu nocy letniej i czytane ostatnio Poskromienie złośnicy.
Z literatury rosyjskiej wspomina Tołstoja i Turgieniewa.
Zdaje się, że w książce Moja religia Tołstoj daje do zrozumienia, że jakkolwiek ma się rzecz z krwawą rewolucją, istnieje również intymna i utajona rewolucja w sercach ludzi, z której narodzi się nowa religia lub raczej coś zupełnie nowego, co nie będzie miało imienia, ale będzie miało tę moc pocieszania i czynienia życia znośnym, jak kiedyś religia chrześcijańska. Przypuszczam, że ta książka jest bardzo interesująca, w końcu ludzie będą mieli dość cynizmu i blagi i zechcą żyć bardziej muzycznie. (Str. 378 Listów)
W  Rijksmuseum  (w tle Syndycy cechu sukienników)
































































































































Z opisu malarza rzecz przypomina mi trzecią część trylogii Zoli o miastach – Rzym.
Książka Tołstoja Moja religia została wydana po francusku już w 1885, ale nie natrafiłem na nią nigdy w żadnym katalogu. Wydaje się, że Tołstoj nie bardzo wierzy w zmartwychwstanie czy to ciała czy duszy. Zwłaszcza nie bardzo wierzy w niebo, toteż roztrząsa zagadnienia niczym nihilista, ale w pewnym sensie w przeciwieństwie do nihilistów- przywiązuje wielkie znaczenie do czynienia dobrze tego, co się czyni, ponieważ prawdopodobnie ma się tylko to. (Str. 381Listów)
Nie znam jeszcze książek Turgieniewa, ale niedawno czytałem jego życiorys, który bardzo mnie zainteresował. Turgieniew ma wiele wspólnego z Daudetem, obaj chętnie posługują się modelami, stwarzając z 5 czy 6 modeli jakiś jeden, wspólny typ. (Str.305 Listów)
No cóż, mogę jedynie powiedzieć, iż ja także nie znam książek Turgieniewa. 
Zdjęcia: pierwsze i ostatnie mojego autorstwa z Rijksmuseum w Amsterdamie, pozostałe z Wikipedii.