Wiadomości nabyte podczas czytania ulatują z pamięci coraz szybciej, ale anegdotkę o pierwszym wrażeniu, jakie na małoletnim jeszcze chłopcu wywołała książka Prusa, myślę, że na długo zapamiętam.
Pewnego dnia wpadła do nas bibliotekarka… z wypiekami na twarzy, podniecona, wzburzona, trzymając w ręku jakieś książki. Zdyszanym głosem rzekła: Pani prezesowo (do matki Boya); my tego w bibliotece trzymać nie możemy; to jest ohyda, ohyda! Cisnęła książki na stół. To była Lalka. Rzecz prosta, rzucił się na trzy tomy i pochłaniał je przez kilka dni. „Byłem nieprzytomny z zachwytu”.
… Wrócił do Lalki po latach, by opowiedzieć o tym spotkaniu w odczycie radiowym Prus w perspektywie czasu. Mówi: Teraz… przerywając lekturę… wyszedłem z domu, aby przejść się trochę”. Idąc szlakiem Wokulskiego”, skręcił z Krakowskiego Przedmieścia, gdzie mieszkał na Karową i skierował się ku Wiśle. Pomyślał, że asfaltowany bulwar, wysadzany drzewami zachwyciłby Prusa… I w naddatku niepodległa Polska, która też Prusowi-o parę lat, nie było dane doczekać. (str.43-44).
Kiedy mówi się o Boyu natychmiast pojawia się skojarzenie z literaturą francuską, której był gorącym admiratorem; Balzak, Maupasant, Sthendal, Gide, Proust, Molier, Baudelaire i wielu innych.
Miał lat kilkanaście, kiedy poznał Baudelaire`a. Egzemplarz znalazł na biurku Kazimierza Tetmayera, swojego kuzyna… Uderzył mnie tytuł Les Fleurs dum al (Kwiaty zła), tajemniczo odpowiadający mojemu stanowi ducha. Baudelaire – poeta krakowski – określił to w późniejszym szkicu. „Chłonąłem w zachwycie (…) wszystkie upajające trucizny. Znajomość była zawarta. Sztama. Na kilka lat B. stał mi się nieodłączny, stał się wcieleniem poezji. (str. 46)
Czytał France`a, jak całe jego pokolenie, „aż do opilstwa”. I chociaż po dwudziestu kilku latach „nie zawsze odnajduję dawne entuzjazmy, mam wrażenie- broni swojej lektury-że mimo swego nihilizmu ksiądz Hieronim Coignard był dobrym mistrzem”. A oto dlaczego: Życie aż nadto uczy codziennie człowieka niezłomnie wierzyć, w to co mu wygodnie, ku czemu prą go jego interesy lub namiętności, filozofia tedy, która uczy go wątpić, jest zbawienną i ludzką nauką. (str. 48)
Kiedy mu jednak zarzucano, iż poza klasykami francuskimi nie widzi innej literatury odpowiadał, że …całego Dostojewskiego ma za sobą. („Boże Ty mój- wzdycha w ruskim zaśpiewie-nie zawsze było się zgniłym zapadnikiem”). Biesy czytał z osiem razy, wciąż wracał do Idioty (‘najpiękniejsza powieść świata”), wspomina Wieś Stefańczykowo i jej mieszkańców, odkrywając w tym opowiadaniu pokrewieństwo ze Świętoszkiem Moliera. Kochał się w demonicznych kobietach Dostojewskiego: Nastazji Filipownie, Gruszeńce, nieszczęsnej Sońce Marmieladównie. Czytał te książki po francusku, ale kiedy rozczula się nad Łagodną, odezwie się tytułem rosyjskim (str. 45)
O Przybyszewskim (pod którego pozostawał we wczesnych latch znajomości wrażeniem i w którego żonie się kochał) pisze po latach;
Nie da się czytać Przybyszewskiego, tak drażni. Weźmy książkę Szlakiem polskiej duszy”. Całe stronice superlatywów. W końcu wszystko mu za słabe: mamy więc wyrażenia takie, jak „rozmonarszy się w przeolbrzymim majestacie”, jak „tytaniczna Niagara potęgi”… „oczywiście wszystko dusza polska”. […] Na wyżyny, na jakie Mickiewicz raz wzbił się w Improwizacji, Przybyszewski chciał chodzić codziennie spacerem. Nie wolno ględzić na górze Synaj” (str. 78)
W literaturze zadziwia mnie aktualność spostrzeżeń, jak znajomo brzmi wykorzystywanie idei / tematu dla własnych potrzeb (choć w zacytowanym fragmencie dotyczy wieszcza).
W recenzji ze Snu srebrnego Salomei Słowackiego pisze, iż idea Boga w poemacie „zrodziła się z Polski i do polskiej sprawy jest wciągnięta; Bóg jest zdecydowanym polskim nacjonalistą, że zaś ówczesny nacjonalizm siłą rzeczy sprzęgnięty bywa ze szlachetczyzną, Bóg poety jest tu niejako nadwornym kapelanem pana Regimentarza. […] Niebezpiecznie jest mieszać Boga do rzeczy, od których Bóg, jeśli je dostrzega, odwraca ze smutkiem głowę i w których włada jedynie okrutne prawo miecza i racja zwycięzcy’ (str. 235)
Czytając poniższe słowa uśmiecham się na własną reakcję dokładnie odwrotną od Boyowskiej na literaturę romantyczną.
Kiedy byłem w szkole […] budzili we mnie szczerą antypatię owi filareci, filomaci i promieniści, którzy wypisywali sobie, jako godło „naukę i cnotę”. To są rzeczy, które starsi zalecają młodym, a przeciw którym młodzi się buntują lub sobie z nich kpią; ale żeby młody sam sobie stawiał za ideał naukę i cnotę, to mi się wydawało potworne. (str. 41).
Ja natomiast pamiętam, że w czasach licealnych uwielbiałam romantyków a jednym z najmilszych wspomnień szkolnych była lekcja poezji romantycznej przy zasłoniętych oknach i zapalonych świecach. To było takie piękne i podniosłe i takie dla mnie ożywcze.
Ale i Tadeuszek dostrzegł zalety Mickiewiczowskiej poezji.
W gimnazjum poza wkuwaniem na pamięć rozmaitych koncertów z Pana Tadeusza –Wojskiego na rogu, Jankiela na cymbałach- należało zapamiętać, że w ostatniej księdze Tadeusz zamienił chłopom pańszczyznę na czynsz, uczynił ich ludźmi wolnymi, no i że wszystko to kończy się hasłem „Kochajmy się”. […] Dajcie wy się wypchać moi drodzy, obywatelstwem Tadeusza i niewinnością Zosi, ale są w tym Panu Tadeuszu cuda języka, symfonie dźwięków takie, że gdziekolwiek je posłyszeć, bodaj na głupim popisie szkoły dramatycznej, coś ściska w gardle. Trzeba być fizycznie wrażliwym na poezję, aby to odczuć, a to jest może jedyny prawdziwy do niej stosunek” (str. 257).
Zgadzając się z Boyem czytam mój ulubiony fragment Pana Tadeusza, jak najmilszą muzykę mając przed oczami obraz tej scenki:
Tu roznoszono tace z całą służbą kawy,
Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane,
Na nich kurzące wonnie imbryki blaszane
I z porcelany saskiej złote filiżanki;
Przy każdej garnuszeczek mały do śmietanki.
Takiej kawy, jak w Polszcze, nie ma w żadnym kraju:
W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju,
Jest do robienia kawy osobna niewiasta,
Nazywa się kawiarka; ta sprowadza z miasta,
Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku
I zna tajne sposoby gotowania trunku,
Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu,
Zapach moki i gęstość miodowego płynu.
Wiadomo, czym dla kawy jest dobra śmietana;
Na wsi nietrudno o nią: bo kawiarka z rana,
Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie.
I sama lekko świeży nabiału kwiat garnie
Do każdej filiżanki w osobny garnuszek,
Aby każdą z nich ubrać w osobny kożuszek.
Cytaty z książki Boy-Żeleński błazen- wielki mąż Józefa Hena Wydawnictwo PWN , rok 2011 oraz fragment Drugiej księgi Pana Tadeusza Adama Mickiewicza.





