Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edynburg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edynburg. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 kwietnia 2015

W Edynburskiej Galerii Narodowej



Wielebny .. na łyżwach Henry Reaburn
Kilka dni temu bardzo chciałam znaleźć się w pojutrze, dziś, kiedy owo pojutrze stało się czasem przeszłym dokonanym, (dodajmy szczęśliwie dokonanym i miejmy nadzieję niepowtarzalnie przeszłym) wracam myślami do zeszłorocznego pobytu w Edynburgu.

Wśród atrakcji turystycznych miasta mało wspomina się o Narodowej Galerii Szkocji. Przewodnik po Edynburgu wydany w serii Podróże marzeń poświęca jej zaledwie kilka zdań. Galeria dzieli się na dwie części; poświęconą sztuce współczesnej oraz tę, w której króluje wszystko to co powstało przed wiekami. Głucha na sztukę współczesną niemal sprintem przebrnęłam przez ascetycznie pustawe i zimne sale eksponujące nie przemawiające do mojej wyobraźni dzieła. Wchodząc do galerii, w której prezentowano obrazy, nazwijmy je „klasycznymi”, odetchnęłam z ulgą, znalazłam się bowiem w otoczeniu, które odczuwam, nawet, jeśli nie zawsze rozumiem zamysł ich twórców.
Ciekawa byłam dzieł szkockich malarzy, ponieważ ta dziedzina
Wiosna W.McTaggart
sztuki była mi dotąd nie znana. Nie potrafiłam wymienić nawet jednego nazwiska malującego Szkota. Z powodu słabości do impresjonizmu artystą, na którego obrazy zwróciłam uwagę był pozostający pod wpływem tego nurtu William McTaggart. Początkowo malował głównie dzieci, z czasem w jego dziełach zaczęły przeważać krajobrazy oraz motywy marynistyczne.
Sztorm W.McTaggart
Najbardziej spodobały mi się; przypominający wczesnego Pissarro obraz przedstawiający dwie dziewczynki na łące (Wiosna) powstały w 1864 roku oraz trochę w stylu Moneta Sztorm (Burza) powstały w 1890 roku. Na podstawie tych dwóch dzieł widać jak daleką drogę przeszedł w swym artystycznym rozwoju malarz. Szczególnie rozczula mnie Wiosna, jest taka świeża, pełna nadziei, optymizmu, spokoju i niewinności. Przy tym obrazie można odpocząć. Jest taki prosty, naiwny i nie wymagający w odbiorze.
Będąc na świeżo po lekturze Marii Stuart Stefana Zweiga moją uwagę przykuły dwa obrazy namalowane przez niemal rówieśników McTaggarta Zabójstwo Dawida Rizzio pędzla Sir Williama Allana (1833) oraz Powrót Królowej Szkocji Marii do Edynburga pędzla Jamesa Drummonda (1870); oba prezentujące malarstwo historyczne; pierwszy stawia sobie za zadanie wierność historii, drugi jest artystyczną wizją wydarzenia, jakim był powrót oskarżonej o morderstwo na Darnleyu Marii Stuart do ojczyzny. 


Zwycięstwo P.A. Traquair
Kolejną artystką, której dzieło zapadło mi w pamięć była Phoebe Anna Traquair (Irlandka) i jej seria czterech haftów nazwanych Postęp duszy. Są one połączeniem fantazji, magii, radości, symbolizmu. Z informacji, jakie udało mi się znaleźć o tej artystce wynika, iż była niezwykle i to w różnych dziedzinach sztuki uzdolnioną osobą; haft, biżuteria, malarstwo ścienne, rysunek, obróbka metalu, projektowanie książek. 
Ciekawa byłam sztuki miejscowych artystów, nie spodziewałam się jednak, iż znajdę tam również perełki malarstwa renesansowego (w tym Botticelli, Rafael, Cranach, Memling), czy obrazy holendrów (Vermeer, Peter de Hooch, Avercamp, oraz tak pięknie opisane przez Herberta w Martwej naturze z wędzidłem Ojcowskie napomnienie Gerarda ter Borcha), czy w końcu moi ulubieńcy impresjoniści i postimpresjoniści (Monet, Renoir, Degas, Van Gogh, Gauguin). Oczywiście zbiory edynburskie impresjonistów nie dorównują tym paryskim, czy choćby londyńskim, będąc jednak w szczęśliwym posiadaniu w zwojach pamięci bogatej kolekcji dzieł impresjonistów skwapliwie korzystam z każdej okazji powiększenia "stanu posiadania". 
Sala impresjonistów

Malarstwo renesansowe


Ojcowskie napomnienie Gerard ter Borch

Drzewa oliwne Vincent Van Gogh


Nie jestem w stanie wymienić całej imponującej kolekcji artystów, których dzieła wystawione są w Galerii Edynburskiej. Zainteresowanych odsyłam na stronę galerii, gdzie w alfabetycznej zakładce można odnaleźć katalog artystów i miniaturki wystawianych obrazów.
Na zachętę dodam, iż podobnie, jak w Londynie odwiedziny w tej galerii (poza wystawami czasowymi) są bezpłatne.

niedziela, 12 października 2014

Paryż i Edynburg w nie byle jakim towarzystwie


Paryż i Edynburg – to miasta o tak różnych obliczach, że mogłyby obrazować historię życia kobiety, której losy są z nimi nierozerwalnie związane. Miasta te były celem wrześniowej eskapady. Chcąc być w zgodzie z historią powinnam była odbyć tę podróż nieco inną trasą, jednak szczupłość czasu i środków zdeterminowały taki, a nie jej inny przebieg. Tym razem moją przewodniczką była niezwykła kobieta. Zweig napisał o niej, że nie znajdzie się chyba druga kobieta, której sylwetka byłaby odmalowana w tak rozmaity sposób: już to jako morderczyni, już to jako męczennica, raz jako wściekła intrygantka, kiedy indziej jako anielska święta.
Niewątpliwie była kobietą, którą życie obdarzyło tyleż hojnie, co tragicznie. Paryż przywitał ją, jako pięcioletnie dziecko, koronowaną królową Szkocji i przyszłą królową Francji. Maria Stuart, bo o niej mowa, przeżyła tutaj swoje, jeśli nie najszczęśliwsze, to najspokojniejsze lata. Wywieziona ze Szkocji w obawie przed wojskami Henryka VIII, oddana została pod opiekę przyszłego teścia Henryka II Walezjusza. Kształciła się na
Notre Dame -jeden z filarów

królewskim dworze, tam też doświadczyła monarszego przepychu otoczona świtą dam dworu i liczną służbą. Rozpieszczana, wynoszona na piedestał, muza poetów, wykształcona młoda kobieta miała wszystko, o czym mogła zamarzyć. Mając szesnaście lat poślubiła w katedrze Notre Dame delfina Francji Franciszka II.                       Gdyby Notre Dame potrafiła mówić, powstałaby jedna z najwspanialszych ksiąg dokumentujących życie Paryżan na przestrzeni wieków. Nie będzie dla nikogo nowiną, iż katedra stanowi stały punkt programu każdego pobytu w tym mieście. Kamień węgielny położono równo osiemset lat przed moim urodzeniem, co wywołuje dodatkowy dreszczyk emocji, kiedy o niej myślę.
Była świadkiem tak wielu wydarzeń, że wchodząc do jej wnętrza czuję przepływające przeze mnie wieki, a przed oczyma przesuwający się pochód pokoleń. Uroczyste kładzenie kamienie węgielnego, na którym nie mogło zabraknąć inicjatora jej budowy biskupa Maurice de Sully, Ludwika VII i papieża Aleksandra III, poświęcenie świątyni dwa wieki później, a potem chrzty, zaślubiny, koronacje w otoczeniu monarchów i dostojnych gości. Tutaj 24 kwietnia 1558 r. Maria Stuart poślubiła chorowitego następcę tronu Francji, syna Henryka II i Katarzyny Medycejskiej.
Tutaj za każdym razem siadam pod jednym z filarów i zapominam o otaczającym mnie świecie (o pracy, zmartwieniach, bólu, obawach).
Rozeta północna
Przykładam ciepły policzek do chłodnego kamienia i zespalam się z otoczeniem. Z bezpiecznej pozycji obserwuję cienie przeszłości; rozjuszony tłum wdzierający się do środka, aby zamienić tę "ostoję zacofania" w Świątynię Rozumu, spadające głowy biblijnych królów Izraela i Judei zdobiące królewską galerię, uczestników koronacji Napoleona i szkicującego swój wielki obraz J.Luisa Davida.
Będąc admiratorką prozy Hugo nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż dostrzegam przemykającego chyłkiem Quasimodo oraz dumnie kroczącego kanonika Frollo. Słoneczne promienie odbijają się kolorowymi refleksami poprzez północną rozetę. Czy młodziutka oblubienica delfina; beztroska i radosna, zachwycona przepychem uroczystości, przekonana, iż świat należy do niej, bo do posiadanej już korony Szkocji dołączy wkrótce koronę Francji, a kiedyś może i Anglii dostrzegała padające na jej suknię kolorowe, migotliwe promyki słońca. Młode, stawiane na piedestał przez poetów, otoczone miłością, nieco rozkapryszone powodzeniem dziewczę czekało już niedługo bolesne rozczarowanie. Staram się zatem zatrzymać czas, aby dać jej jeszcze chwilę cieszyć się pięknem tego dnia, ale historia jest nieubłagana.
Franciszek II nie panował długo, całe życie chorowity, po niespełna
Zamek Edynburski
półtora roku zmarł na banalne zapalenie ucha. Młoda wdowa po kilku miesiącach pobytu we Francji zmuszona była wrócić do swojej ojczyzny. Na dworze, na którym panowała  Medyceuszka nie było miejsca dla Marii Stuart. Po długim wahaniu (rokowaniach w sprawie objęcia tronu Anglii) wracała, aby objąć panowanie nad swoim dziedzictwem. Z kraju bogatego o bujnej kulturze przybywa do świata ciasnego, ciemnego i tragicznego pisze Zweig. Z kraju, gdzie była hołubiona, żegnana w blasku i wspaniałości wracała do kraju niemal dzikiego, surowego, gdzie nikt nie witał jej z otwartymi ramionami. Wracała, aby doświadczyć, o ile mniej jest być królową Szkocji niż królową Francji i o ile trudniej.

Port w Leith
Pierwsze co zobaczyłam był to wyłaniający się zza mgły Edynburski Zamek. Kiedy go ujrzałam zrozumiałam stan ducha królowej. Paryż jawi mi się jako miasto pogodne nawet w niepogodę, Edynburg ujrzałam pogrążony w oparach mgły, ponury i tajemniczy. Istna sceneria dramatów Szekspira. Leżący na wysokiej nagiej skale, otoczony fosą wydaje się twierdzą nie do zdobycia. Patrząc na leżące u jego podnóża góry miałam nieodparte wrażenie, iż tak musiała wyglądać posiadłość Makbeta i tylko patrzeć, jak pobliski las podejdzie pod jego mury. Po raz pierwszy miałam okazję doświadczyć tego, co nazywamy typowo angielską pogodą. Wilgotno, mglisto i ponuro. Zastanawiałam się, jak ludzie tutaj mogą żyć. 

Marię powracającą po kilkunastu latach do domu powitał spowity w gęstej mgle port w Leith z pustym nabrzeżem i paroma
Zamek Edynburski
gapiami. Nie mogła pamiętać Szkocji, którą opuściła, jako mała dziewczynka. Po życiu w przepychu i blasku paryskiego dworu, otoczona ceremoniałem i ubóstwiana przybyła do kraju, w którym nikt jej nie witał, przybyła do miasta splądrowanego przez Anglików, miasta, w którym nie było pałacu, który mógłby ją godnie przyjąć, bo pałac w Holyrood wiał chłodem i pustką. Zweig pisze, iż przybywając z Francji do Szkocji Maria cofnęła się o całe stulecie. Katoliczka do kraju, w którym przeważał protestantyzm. I tak, jak mnie po dwóch dniach pobytu, kiedy zaświeciło słońce i ujrzałam Edynburg w pełnym blasku poprawił się humor, tak i Maria niebawem odzyskała chęć do życia. Była osobą kierującą się w życiu emocjami, a nie rozsądkiem. Kiedy się zakochała nie zważała na nic, co nie było głosem serca. Z jej osobą związane są zarówno Pałac w Holyrood, jak i Zamek Edynburski. Pierwszy był świadkiem jej dwukrotnych zaślubin oraz morderstwa na  sekretarzu królowej Dawidzie Rizzio. Morderstwa  popełnionego na oczach ciężarnej królowej i którego inspiratorem był jej awanturniczy i zazdrosny małżonek. Drugi był miejscem narodzin jedynego potomka Jakuba I - następcy tronu Szkocji i Anglii. Za panowania Jakuba tworzył Wiliam Szekspir. Nie wiem, czy Szekspir odwiedził kiedyś Edynburski Zamek, ale właśnie tak wyobrażam sobie miejsce akcji jego największych dramatów.
Czasami i tu świeci słońce
I prawdę mówiąc cały Edynburg sprawia wrażenie miasta surowego, ponurego i tajemniczego. Jednak kiedy wyjdzie słońce, a jego mieszkańcy wylegną na skwerki, parki i trawniki  natychmiast zapomina się o jego mrocznej aurze.
Za dosłowność cytatów ze Zweiga nie ręczę, książkę poznałam w formie audiobooka.