Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą France Anatol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą France Anatol. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 marca 2019

Zbrodnia Sylwestra Bonnard Anatol France



Wiedzieć jest niczym, wyobrazić sobie wszystkim (str.66)
Miniaturowa książeczka wygrzebana spośród stosu innych na stoliku w antykwariacie skusiła mnie swym rozmiarem. Wydawała się idealną lekturą na podróż. Podróże do pracy, które zajmują mi w ciągu dnia średnio licząc dwie godziny chętnie uprzyjemniam sobie czytaniem.
Na Zbrodnię Sylwestra Bonnard składają się dwa opowiadania, które łączy osoba dobrodusznego uczonego, będącego jednocześnie narratorem. W części pierwszej Polano starzejący się bibliofil całą energię poświęca na studiowanie ksiąg i poszukiwanie wymarzonego manuskryptu Złotej legendy. Z pozoru nie dostrzegający świata spoza kart swych ksiąg poczciwy pan Sylwester okazuje się osobą niezwykle empatyczną i wcale nie skupioną wyłącznie na fikcyjnym świecie ksiąg. Pomaga zarówno mieszkającej na poddaszu pani Coccoz, jak i przypadkowo napotkanemu biednemu urwisowi. Bywa nieco odrealniony, momentami jego naukowo-filozoficzne rozważania mogą nużyć, ale całość zasługuje na uwagę. Naiwność starszego pana bywa urzekająca, a jego dystans wobec samego siebie i duże poczucie humoru czynią lekturę zajmującą. Druga część Joasia Aleksandre to istna bajka dla dorosłych, jest w niej biedna sierotka (wnuczka byłej sympatii bibliofila), zła wychowawczyni, chciwy i lubieżny opiekun, stary zamek i cudowna nimfa. W takim otoczeniu pan Sylwester żyjący do tej pory w świecie książek i w tych księgach wręcz zakochany odkrywa radości innego rodzaju, w odnalezionej po latach dziewczynce odnajduje namiastkę rodziny, której nigdy nie miał, a której brak rekompensowały mu księgi. I choć deklarował, iż …”sen życia przemarzył (….) w bibliotece i gdy nadejdzie pora pożegnać się z tym świat em … (pragnął), oby Bóg zabrał (go) z drabinki, sprzed półek zapełnionych książkami!” to w końcu popełnia czyn, który sam nazywa zbrodnią, a który ze zbrodnią nie ma nic wspólnego. Nie jest to może wybitne dzieło, ale lektura tej miniaturki sprawiła mi dużą przyjemność. Niespieszna opowieść o poczciwym staruszku, który kochał życie wśród książek, ale też kochał ludzi, napisana pięknym językiem. Dziś odbierana będzie, jako staroświecka i momentami przegadana. Książeczka pełna nieco naiwnych, ale szczerych wyznań, prezentująca i moje przekonanie, że czucie jest ważniejsze niż rozum. Zdecydowanie przypadła mi do gustu. A już scena opisu nimfy siedzącej na Kronikach Norymberskich w starym zamku pobudza wyobraźnię. Jest jak z bajek Andersena.Przeczytana w ramach stosikowego losowania u Anny.