Doktor Jekyll i pan Hyde nowela Roberta Louisa Stevensona stanowi jedynie pretekst dla zilustrowania tezy o dwoistości ludzkiej natury w musicalu „Jekyll & Hyde”. Nie wiem, czy musical należy do ścisłego kanonu gatunku, prawdę mówiąc sama usłyszałam o nim przypadkiem na Poznańskiem Festiwalu duetów musicalowych i operetkowych, podczas którego wykonano dwa utwory z musicalu. Nie jest to tytuł na tyle utrwalony w świadomości znawców gatunku, aby nucić sobie wyśpiewywane w nim piosenki. A mimo to jest on pełen pięknych utworów, których słuchanie jest balsamem dla ucha (i ducha też). Pozwala na zaprezentowanie śpiewakom całego warsztatu umiejętności, a co może ważniejsze pozwala słuchaczom oderwać się od tego, co pozostawiono poza ścianami widowni i przenieść do XIX wiecznego Londynu, w którym doktor Jekyll usiłuje naprawić świat butnie uważając, iż uda mu się wypreparować (i wyeliminować) pierwiastek zła z natury człowieka.
Do tej pory byłam gotowa zgodzić się ze zdaniem inżyniera Mamonia (z film Rejs), iż najbardziej podobają mi się melodie, które już raz słyszałam. Po obejrzeniu przedstawienia zmieniłam zdanie.
Doktor Jekyll nie uzyskując zgody na przeprowadzenie medycznego
eksperymentu decyduje się poddać mu się osobiście. Odtwarzającego tę rolę Janusza Krucińskiego oglądamy, jako oddanego idei naukowca, nieco zapalczywego, acz subtelnego. Gdyby nie charakterystyczny wokal trudno byłoby go rozpoznać (brawa dla charakteryzacji).
![]() |
| Janusz Kruciński w podwójnej roli (tu jako Hyde) |
Po odmowie akceptacji dla jego badań przez członków rady nadzorczej szpitala Jekyll wypija miksturę i stopniowo przeistacza się w bestię; mści się na członkach rady (morduje ich), wcześniej ukazując całą obłudę ich postępowania. Zmiana Jekylla w Hyde`a pociąga za sobą zmianę wyglądu (potargany włos, rozpięta koszula, długi płaszcz, dzikość ruchów, większa ekspresja w zachowaniu) i zmianę głosu (ciepły i miękki zamienia się w ochrypły, rockowy, diaboliczny). W przeciwieństwie do bohatera noweli Stevensona musicalowy Jekyll dokonuje swoich eksperymentów ze szlachetnych pobudek, chce pomóc chorym ludziom. Jednak okazuje się, iż nie będzie w stanie zapanować nad bestią, która zamieszkała w jego ciele.
Podwójna rola jest nie lada wyzwaniem dla wokalisty. Właściwie cały musical stoi tą rolą. Pomijając już to, że jest to rola wymagająca sporych umiejętności aktorskich to wyzwaniem jest także częsta zmiana głosu. Janusz Kruciński (którego do tej pory znałam, jako genialnego wykonawcę roli Jeana Valjeana w Les Miserables w warszawskiej Romie, czy Bema pamięci żałobny rapsod z gdańskiego koncertu poświęconego pamięci Czesława Niemena) fantastycznie wywiązał się ze swego aktorsko-wokalnego zadania. Utwory, w których Jekyll prowadzi dialog z Hyde`m są majstersztykiem umiejętności wokalnych (kulminacją jest Konfrontacja). Pan Janusz sprawił, iż uwierzyłam kreowanym przez niego postaciom, wierzyłam w dobre intencje naukowca, usprawiedliwiłam nawet zemstę na członkach rady i współczułam, kiedy zło zapanowało nad jego duszą. To nie była tylko gra, na scenie znaleźli się dwaj tak różni panowie a każdy przenosił w swój świat.
| Tawerna Deacon Brodie w Edynburgu |
Również pozostali odtwórcy ról wywiązali się świetnie ze swoich zadań. Mnie szczególnie do gustu przypadły panie: Monika Bestecka, jako Lucy (piosenkarka z klubu dla panów) oraz Ewa Łobaczewska, jako Emma (narzeczona doktora). Obie młode, świeże i zakochane w tym samym mężczyźnie i obie śpiewające przepięknie. Duet, jaki stworzyły śpiewając W jego oczach przypomina nieco duet Esmeraldy i Fleur de Lys (Soleil). Bardzo dobrą rolę wykreował też ojciec Emmy pan Wiesław Paprzycki.
Scenografia dość oszczędna w stylu (ale nie ascetyczna; nie odciągająca widza od wokalu, a wprowadzająca w klimat spektaklu) z kostiumami z epoki świetnie współgra z choreografią przygotowaną przez panią Paulinę Andrzejewską.
Przerywnikami dla ciężkiej atmosfery spektaklu są sceny grupowe będące komentarzem zdarzeń rozgrywanych na scenie (jak powtarzająca się dwukrotnie Fasada, w której mowa o ukrywaniu się za maską konwenansów. Szczególną rolę odgrywa tutaj strój, jego zmiana kreuje odmienne zachowanie). Scena w nocnym klubie, w której Lucy śpiewa Niech się zjawią panowie przypominała mi nieco scenę z innego musicalu (Kabaret), ale nie jest jej kalką.
Musical przeniósł w świat, w którym ściera się dobro ze złem, świat jednocześnie tętniący grzechem, jak i skory do religijnej przesady, pełen występku, jak i fasadowej pobożności, pełen rozpasania, jak i skrajnej bigoterii, jak napisano w programie spektaklu.
Osobne brawa należą się dla orkiestry pod batutą Piotra Deptucha,
która grała płynnie i lekko, doskonale współbrzmiała z całością.
| Tawerna imienia pierwowzoru Jekylla/Hyde`a |
Jeśli ktoś w musicalu lubi jedynie szczęśliwe zakończenia może poczuć się rozczarowany. Ten musical nie należy do lekkich i łatwych, a jednak dla wielbicieli pięknej muzyki i dobrego wykonania będzie to prawdziwa uczta.
Choć wcześniej napisałam, że przedstawienie stoi rolą jego tytułowego bohatera, to przecież to wynik współpracy wielu osób, a osobą, której zawdzięczamy efekt końcowy jest reżyser. Pan Sebastian Gonciarz powiedział, iż kocha ten musical i to się czuje. Myślę, że dzięki niemu jeszcze co najmniej parę osób go pokocha.
Choć wcześniej napisałam, że przedstawienie stoi rolą jego tytułowego bohatera, to przecież to wynik współpracy wielu osób, a osobą, której zawdzięczamy efekt końcowy jest reżyser. Pan Sebastian Gonciarz powiedział, iż kocha ten musical i to się czuje. Myślę, że dzięki niemu jeszcze co najmniej parę osób go pokocha.
To było przedstawienie w stylu najlepszych produkcji Teatru Muzycznego Roma z Warszawy, a w moich ustach to chyba największy komplement. Czy to zasługa "desantu" z Warszawy, czy połączenie talentów wielkopolsko - mazowieckich nie mam pojęcia, ale najważniejsze, że efekt okazał się znakomity. I powiem tylko tyle, że chętnie obejrzę ponownie.
I jeszcze jedno, rzadko się to zdarza, ale uważam musical za o wiele bardziej udany i mogący przemówić do współczesnego widza lepiej, niż nowela Stevensona.
Podobno inspiracją dla Stevensona był niejaki William Brodie w dzień przykładny rajca miasta Edynburg, w nocy włamywacz i złodziej. Przy Królewskiej Mili mieści się upamiętniający go Pub, którego fotografie zamieściłam powyżej.



