Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sienkiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sienkiewicz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 marca 2016

Sienkiewicz Alina Nofer- Ładyga

Chciałam przeczytać biografię, trafiłam na analizę utworów pisarza z przewijającymi się informacjami na temat życia twórcy. Nie winię za to autorki, bo podjęła się ona zupełnie innego zadania. Trochę mylący jest tytuł, który sugeruje opis życia a nie twórczości, choć na dobrą sprawę jedno i drugie łączą się nierozerwalnie. 

Pani Nofer- Ładyga podeszła do zadania bardzo poważnie, bibliografia wskazuje na liczne źródła; są to głównie pisma, wspomnienia, opracowania czy prasa z końca XIX wieku. 
Twórczość Sienkiewicza znam głównie od strony Trylogii i Quo Vadis, a zatem pogłębione analizy pozostałych utworów (Szkice węglem, Wiry, Bez dogmatu, Krzyżacy, Rodzina Połanieckich - dwa ostatnie znam tylko z ekranizacji) przejrzałam dość pobieżnie. 
Zainteresowanie pisarza rycerskim eposem kształtowało się już w dzieciństwie. 
Nie wiem i nie pamiętam, czy umiałem już czytać, gdy uczono mnie śpiewów historycznych Niemcewicza. Chciałem wówczas jeździć po cecorskim i po innych błoniach, jak Sieniawski- ‘odważny i smutny’- innymi słowy pragnąłem być rycerzem, Potem rozpalił mą wyobraźnię Robinson Cruzoe i Szwajcarski. Marzeniem moim było osiąść na bezludnej wyspie. Te wrażenie dziecinne zamieniły się z czasem w chęć i zamiłowania do podróży… Trzecią książką, która wywarła na mnie nadzwyczajne wrażenie, było ilustrowane życie Napoleona. Od chwili jej przeczytania chciało mi się być wielkim wodzem. (Str. 38)
Autorka pisze o młodzieńczych marzeniach udziału w bitwach, zainteresowaniu powieściami wojennymi, o książkach Waltera Scotta i Aleksandra Dumasa, o Szekspirze i Homerze -pozaszkolnych lekturach. Młodzieńcze lata przypadły na okres przygotowań do powstania styczniowego. Sienkiewicz, prawdopodobnie powstrzymany zakazem rodziców nie brał w nich udziału. Ciekawe, w jaki sposób to posłuszeństwo mogło wpłynąć na jego twórczość czy późniejsze poglądy. Młody człowiek wychowywany w duchu patriotycznym, marzący o bohaterstwie na polu chwały nie mając możliwości przekucia pragnień w czyny wysyła swoich literackich bohaterów na wojny, daje im zaznać licznych przygód a także chwały i sławy. Czyżby pisanie było rodzajem rekompensaty. Ale to tylko moje przypuszczenia. 
Portret psychologiczny młodego człowieka odbiega od tego, jaki dziś znamy. Racjonalista i sceptyk, świetnie zorientowany w kierunkach wiedzy współczesnej, wyznawca koncepcji człowieka myślącego, pomijającej przywileje urodzenia i stanu, polemicznej wobec pretensji szlachecko-klerykalnego zaścianka. (str. 49). Po latach to się zmieni. I to dość radykalnie. 
Sienkiewicz początkowo studiował medycynę, jednak, ku utrapieniu matki porzucił studia na rzecz filozoficzno-historycznych. Te porywy fantazji i bujność wyobraźni (...) nie dadzą mu, niestety, pewnego, niezawisłego chleba, na który pracować przeznaczony! Z postępem lat i doświadczeniem przejdą same z siebie, wynikiem ich będzie kilkanaście arkuszy zabazgranych uczonymi rozprawami, których nikt czytać nie zechce, a stanowisko jego w świecie pozostanie zawsze na stopniu tak niskim, że mu ani sławy, ani szczęścia dobrego bytu nie zapewni (str. 52). Te obawy rodzicielki, jak pokazał czas okazały się chybione. 
Początkowo zajmował się dziennikarką. Sporo podróżował, długi czas spędził w Ameryce, podróżował po Europie, doświadczenia i obserwacje zawarł w cyklu korespondencji. Najbardziej znane są Listy z podróży do Ameryki. Przedstawił w nich ciekawy (realistyczny) obraz świata i dał wyraz demokratycznym poglądom. Zdarzyło się nawet, iż odmówiono raz publikacji listu z powodu jego radykalnie antyreligijnego, ultra ateistycznego charakteru. Wydaje się to dziś niewiarygodne; Sienkiewicz antyreligijny? No ale to był epizod w życiu pisarza.
Wróciwszy do kraju rozpoczął poszukiwania własnej drogi. Nie aprobował ówczesnej ideologii pozytywistycznej, nie odpowiadał mu też nurt realistyczny. O twórczości Zoli pisał „człowiek zmęczony aż nadto rzeczywistym życiem - rad by choć na chwilę od niego się oderwać i choć w literaturze znaleźć otuchę, zapomnienie, nadzieję… Zola nie może być przewodnikiem ani dla naszych czytelników, ani dla naszych pisarzów. Jest on objawem może naturalnym w społeczeństwie tak wyrafinowanym jak francuskie, które przy tym, przy ogromnej różnorodności smaków, pożądań, celów, zatraciło świadomość, co właściwie ma być głównym upragnieniem i jedynym celem. Być może, że wskutek tego wielu ludzi utraciło wiarę w taki wyższy cel. Ci szukają wrażeń i ostrej podniety dla stępiałych nerwów- i tym prawdopodobnie Zola wystarcza. My jesteśmy w innym położeniu. Nam iść w górę, nie staczać się w dół. Droga nasza jest inna, poważniejsza, surowsza, więc i powieść ma zadanie odmienne, a mianowicie powinna dawać zdrowie, nie rozszerzać zgniliznę. (str.165-166). Podobnie ostro potraktował utwory kolegów po piórze; Prusa, Orzeszkowej i Konopnickiej. To, co dla tamtych było obowiązkiem pisarza, dla Sienkiewicza należało do spraw, które należy przemilczeć. 
Rozczarowany rzeczywistością zwraca się w przeszłość, tam chcąc szukać przyczyn upadku kraju. Jednak z czasem nie tyle szuka przyczyn, co odnajduje w niej źródło tradycji, ideałów, chluby. Nie widzi jej wad, a idealizuje zasługi. Literatura, która ma krzepić czytelników winna odnosić się do tego, co w przeszłości najlepsze, a jeśli zabraknie tego co można by wziąć na warsztat to zawsze można wykreować przeszłość wspanialszą i piękniejszą, bohaterów dobrych, cnotliwych, a jeśli błądzących to i tak koniec końców nawracających się na łono kochanej Ojczyzny. 
Autorka pisze zarówno o historycznych przekłamaniach, o jednostronności spojrzenia pisarza, o założonej apriori idei, której podporządkowuje fabułę powieści, o papierowych (prostych) bohaterach, jak i o umiejętności barwnego opisywania zdarzeń, pięknym języku literackim, świetnym stylu oraz o niezwykłym talencie do tworzenia niezapomnianych kreacji (Zagłoba, Petroniusz, Kmicic). 
Bohaterowie Sienkiewicza nie są skomplikowani. Widać ich jak na dłoni i w miłości i w wojnie. Nie mają żadnego wnętrza, żadnego drugiego dna. Świat ich przeżyć jest w gruncie rzeczy niezwykle ubożuchny, tyle, że pogmatwany przygodami. Na filozofowanie nie ma w tym świecie miejsca, tak jest wypełniony emocjami różnego kalibru i służbą na ołtarzu Ojczyzny. Ale gdzie spotka się drugiego takiego Zagłobę? (str. 242)
Wskazuje także na uważaną za najlepszą w Quo vadis a może nawet w całej twórczości pisarza postać Petroniusza. Był on zdaniem wielu krytyków uczuciowo dużo bliższy Sienkiewiczowi niż Św. Piotr. (str.313). 
O mojej ukochanej powieści Sienkiewicza Quo vadis pisze, atrakcyjność (jej) nie polega na idei utworu, ale na jego postaciach, scenach, doskonale skonstruowanej akcji, w której nie ma ani jednego zbędnego wątku, i w całym tym świetnym i barwnym obrazie antycznego świata (str. 313). 
I przyznaję rację, bo przecież nie ten nieprawdziwy, wyidealizowany obraz pierwszych chrześcijan, którzy z pieśnią na ustach idą na rozszarpanie lwów i nie te papierowe postacie Marka Winicjusza czy Ligii są jej zaletą.
Umiejętność opisania historii w sposób tak barwny i zajmujący, że nawet największe kłamstwo staje się prawdą to też nie lada sztuka. To ona zyskała mu szerokie grono wielbicieli. 
Autorka ani nie odmawia pisarzowi wielkości, ani też go nie gloryfikuje. Jawi się on, jako postać niejednoznaczna w przeciwieństwie do jego powieści. Z jednej strony marzyciel, idealista, konserwatysta z zamiłowaniem do idei narodowościowych, z drugiej samotnik, odmieniec, esteta, człowiek utalentowany. 
I dwie jeszcze ciekawostki.
Sienkiewicz i podróże. 
Z jednej strony to podróżnik z zamiłowania (Warszawa, Kraków, Kaltenleutgeben, Włochy [Rzym, Neapol, Florencja], Francja, Anglia, Belgia, Niemcy, Hiszpania, Egipt, Zanzibar, Ostenda, Sopot, Cieplice, Karsbad. Z drugiej człowiek, który nigdzie nie czuł się dobrze. 
„Hegoland jest obskurną dziurą pod każdym względem. Jadło pod psem (nigdy kąpiel nie miała więcej nad 13 R), towarzystwo pod psem- skarżył się przyjaciołom, „Zakop (ane) nieznośne. Po wszystkich zakątkach procesja. Ludzi mnóstwo- czysta linia AB. Wcale nie wychodzę z domu i klnę przez sztachety. A szkodzi mi ten klimat, jak zawsze do najwyższego stopnia. Nogi, krzyże, żołądek- wszystko złe. Urągam Zakopanemu, górom i piszę- oto, co czynić powinien prawdziwy desperat” (str. 252)
Sienkiewicz a Wyspiański
Po premierze Wesela (Wyspiańskiego) miał powiedzieć No albo ja jestem grafoman, albo to on jest grafoman. (str. 380-381). 
Gdybym mogła to skomentować napisałabym - Panie Henryku - myli się pan, ani Wyspiański nie był grafomanem, ani pan nim nie był. Choć każdy z was był pisarzem w innym wymiarze. 
Sienkiewicz dla mnie jest takim Matejką literatury. Obu poważam i cenię, ale obaj wydają mi się za bardzo patetyczni. A może to "wina" tych, którzy ich na piedestał stawiają szafując pojęciami, które dziś zostały mocno zdewaluowane. 

sobota, 9 czerwca 2012

Pan Wołodyjowski - audiobook


Wydawnictwo: Agora
audiobook: czas trwania 16,5 godziny
lektor: Janusz Gajos
Pana Wołodyjowskiego czytałam po raz pierwszy, jako nastolatka wygrzebawszy spod szklanego stoliczka (zamieszkałej na wsi) cioci. Czasy mojej wczesnej młodości przypadały na okres, kiedy o dostęp do książek nie było tak łatwo, jak dzisiaj. Pamiętam uczucie radości, kiedy na książkę trafiłam (znając jedynie filmową jej adaptację) oraz żal, że nie będę jaj mogła zabrać ze sobą.
Oczywiście podczas tej pierwszej lektury zakochałam się w małym rycerzu, a w mojej główce roiło się, iż mogłabym zostać damskim odpowiednikiem pana Michała, albo co najmniej dzielnym hajduczkiem.
Po audiobooka Pan Wołodyjowski sięgnęłam dzięki trójkowemu wyzwaniu u Sardegny oraz jej rekomendacji.
W Panu Wołodyjowskim niemal każdy może odnaleźć coś dla siebie. Znajdują się tam wątki; miłosne, historyczne, przygodowe, obyczajowe. Jest cała galeria ciekawych i zróżnicowanych postaci z panem Onufrym Zagłobą na czele z jego krotochwilnymi przypowiastkami.
Ponowna lektura zaowocowała odkryciem i innych atutów powieści. Przede wszystkim u Sienkiewicza zachwyca przepiękny, staropolski język. Swego czasu Lirael zaproponowała akcję przywracania do użytku dawno zapomnianych słów. Ja ze swojej strony chętnie zaadoptowałabym takie perełki jak: amicycja, abominacja, mydłek, pobratymstwo, larum, animusz, afekt i moje ulubione zali (czy).
Czy uchował się jeszcze ktoś kto nie wzruszy się na słowa:

Dla Boga, panie Wołodyjowski! Larum grają! Wojna! Nieprzyjaciel w granicach! A ty się nie zrywasz! Szabli nie chwytasz? Na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu? Zaliś swej dawnej przepomniał cnoty, że nas samych w żalu jeno i trwodze zostawiasz?

Dla wielbicieli powieści historycznej gratką będzie umiejscowienie akcji na tle wojen z Turcją w latach 1668-1673, elekcji Michała Korybuta Wiśniowieckiego, obrony Kamieńca Podolskiego i bitwy pod Chocimiem. Na ile zgodne z historyczną prawdą- to już inna sprawa. 
Uwagę zwraca też warstwa obyczajowa XVII wiecznej Polski (elekcja, życie na stanicy, stosunki damsko-męskie) a także opis życia Polaków wziętych w jasyr.

Znajdzie się też coś dla wielbicielek romansów. Mały rycerz jest nie tylko pierwszym rycerzem Rzeczpospolitej, ale i niezwykle kochliwym człowiekiem. Jeszcze nie zdążył opłakać Anusi Borzobohatej, a już w serce zapadła mu Krzysia, żeby za chwilę zapałać afektem do Basi. W Panu Wołodyjowskim jest tych miłosnych historii i dramatów więcej (Krzysia i Ketling, Pan Nowowiejski i panna Boska, Azja i … Ewa Nowowiejska/Basia Wołodyjowska). No bo jak mawiał Ketling:

Kochanie to niedola ciężka, bo przez nie człek wolny niewolnikiem się staje. Równie jak ptak, z łuku ustrzelon, spada pod nogi myśliwca, tak i człek, miłością porażon, nie ma już mocy odlecieć od nóg kochanych... Kochanie to kalectwo, bo człek, jak ślepy, świata za swoim kochaniem nie widzi... Kochanie to smutek, bo kiedyż więcej łez płynie, kiedyż więcej wzdychań boki wydają? Kto pokocha, temu już nie w głowie ni stroje, ni tańce, ni kości, ni łowy; siedzieć on gotów, kolana własne dłońmi objąwszy, tak tęskniąc rzewliwie, jako ów, który kogoś bliskiego postradał... Kochanie to choroba, gdyż w nim, jako w chorobie, twarz bieleje, oczy wpadają, ręce się trzęsą i palce chudną, a człowiek o śmierci rozmyśla albo jak w obłąkaniu ze zjeżoną głową chodzi, z miesiącem gada, rad miłe imię na piasku pisze, a gdy mu je wiatr zwieje, tedy powiada: "nieszczęście!"... i ślochać gotów...”
A jednak - Jeśli miłować ciężko, to nie miłować cięże jeszcze, bo kogóż bez kochania nasyci rozkosz, sława, bogactwa, wonności lub klejnoty? Kto kochanej nie powie: „Wolę cię niźli królestwo, niźli sceptr, niźli zdrowie, niźli długi wiek?...” A ponieważ każdy chętnie by oddał życie za kochanie, tedy kochanie więcej jest warte od życia...

Ale, że Pan Wołodyjowski jest ostatnią częścią Trylogii pisanej „ku pokrzepieniu serc” to bohaterowie ponad szczęście osobiste i kochanie przedkładają obowiązek obrony umiłowanej Rzeczpospolitej w imię hasła Bóg, honor, ojczyzna. Obraz jest mocno wyidealizowany.
Jest w Panu Wołodyjowskim coś z pięknej baśni, gdzie bohaterowie, są szlachetni, rycerscy, odważni, gotowi na wszystko w imię przyjaźni i w imię miłości (szeroko pojętej, czy do kobiety, członka rodziny, czy ojczyzny), a przy tym nie są postaciami papierowymi, czy pozbawionymi wad.
Dodatkową zaletą audiobooka jest piękna interpretacja pana Janusza Gajosa.
Z książką zapoznałam się dzięki wyzwaniu Trójka e-pik, a zaliczam także do wyzwań klasyka i nobliści.





wtorek, 31 stycznia 2012

Quo vadis (czyli dokąd idziesz Panie) Henryk Sienkiewicz

Po Quo vadis Henryka Sienkiewicza sięgnęłam spontanicznie. Przeczytawszy krótką (encyklopedyczną niemal) biografię noblisty (seria Portrety Polaków) nabrałam ochoty na powrót do sienkiewiczowskiej prozy. Chciałam sprawdzić, czy Sienkiewicza da się dzisiaj czytać. Wiele młodych ludzi pisze, iż jego proza jest nie do strawienia. Ujrzawszy zatem Quo vadis u znajomych na półce stwierdziłam, że jest to znak, którego nie mogę zlekceważyć. Zaczęłam czytać w piątek wieczorem, skończyłam w niedzielę rano.
Quo vadis to powieść historyczna o czasach cesarza Klaudiusza Nerona. Powstała ona na skutek fascynacji autora starożytnością. Na miejsce akcji wybrał Sienkiewicz Rzym, dzięki swej dogłębnej znajomości topografii miasta. Kiedy odwiedzał je po raz czwarty (a było to wiosną 1893 roku) pomysł powieści kiełkował już w jego głowie. Cicerone Sienkiewicza był wówczas malarz Henryk Siemiradzki, który zaprowadził go do mieszczącej się na Via Appia kapliczki Quo vadis. Legenda mówi, iż powstała ona w miejscu spotkania Chrystusa ze Św. Piotrem opuszczającym Rzym. Quo vadis Domine?, czyli Dokąd idziesz, Panie? - tymi słowy miał się zwrócić pierwszy apostoł do Chrystusa, kiedy zobaczył go idącego do Rzymu. Apostoł nie mógł zrozumieć, dlaczego Pan wraca do miasta, w którym niepodzielnie rządził wszechwładny i okrutny Neron, do miasta bezprawia i rozpusty, miasta, w którym przelano krew tylu niewinnych chrześcijan.
Zarówno Siemiradzki, jak i Sienkiewicz interesowali się starożytnością, czytywali Roczniki Tacyta i opowiadania Swetoniusza. Zainspirowały one między innymi Siemiradzkiego do namalowania słynnego obrazu Pochodnie Nerona (ukazującego oczekiwanie cesarskiej świty na ukaranie chrześcijan za spowodowanie pożaru Rzymu), a Sienkiewicza do napisania dzieła, które zapewniło mu światowy rozgłos. Quo vadis zostało przetłumaczone na kilkadziesiąt języków i jest chyba najbardziej znanym utworem noblisty.
Fabułę utworu stanowi historia miłości rzymskiego patrycjusza Marka Winicjusza do słowiańskiej królewny Ligii, będącej zakładniczką cesarza. Ligia za namową Petroniusza, krewnego Marka, zostaje sprowadzona na dwór Nerona, aby stamtąd być odesłaną do domu Winicjusza i zostać jego kochanką. Ligia, będąca wyznawczynią nowo szerzącej się religii, mimo rodzącego się w jej sercu uczucia do młodego patrycjusza, woli ucieczkę i perspektywę życia w ukryciu, wśród swoich współwyznawców, niż zhańbienie i życie w dostatku w jego domu. Jak to często bywa w życie jednostek wkracza historia i polityka. Walka o zwiększenie strefy wpływów pomiędzy Tygellinem (prefektem pretorianów) a Petroniuszem (doradcą Nerona) wplątuje młodych bohaterów powieści w liczne opresje. Porwanie, ukrycie, aresztowanie, osadzenie w więzieniu i skazanie na śmierć dziewczyny. W Rzymie wybucha wielki pożar, który niszy sporą cześć miasta i pozbawia życia wielu jego mieszkańców. Sprawcą pożaru z 64 r. n.e. (ostatniego, tak wielkiego pożaru Rzymu) czyni Sienkiewicz samego Nerona, który postanawia spalić miasto, aby czerpać z tego faktu natchnienie dla tworzenia swojej poezji. Historycy nie są zgodni, co do faktycznej przyczyny pożaru, ale w większości przeważa pogląd, iż był on zdarzeniem losowym, spowodowanym między innym nieodpowiednim sposobem zabudowy miasta oraz brakiem sprzętu gaśniczego. Pragnąc uspokoić wzburzony lud Neron rozpoczyna poszukiwania winnych i znajduje ich w postaci wyznawców nowej sekty (tak wówczas nazywano chrześcijan, przypisując im przy okazji szereg niegodziwości, w tym mordowanie dzieci czy zatruwanie studni).
Dla złagodzenia niekorzystnych nastrojów Neron urządza igrzyska, w których zamierza przykładnie ukarać chrześcijan.
Opisy tortur, jakim poddano pierwszych męczenników budzą grozę i wstręt. Miałam ochotę opuścić co bardziej „malownicze” obrazy bestialstwa i zezwierzęcenia.
Fabuła stanowi tło dla przedstawienia rządów despotycznego cesarza Nerona oraz trudnych początków chrześcijaństwa w Rzymie. Opis męczeństwa pierwszych wyznawców Chrystusa wystawia świadectwo barbarzyństwa tamtych czasów.
Nie leżący w kręgu moich historycznych zainteresowań okres starożytności, dzięki lekturze Sienkiewiczowskiej Quo vadis rozbudził mój apatyt na bliższą znajomość z tym okresem dziejów, a Rzym starożytny (a raczej to, co z niego pozostało) będzie przedmiotem kolejnych poszukiwań podczas kwietniowej wycieczki.
Stworzony przez Sienkiewicza obraz starożytnego miasta urzeka barwami i wyrafinowanym smakiem. Sienkiewicz pisząc o Rzymie korzystał między innymi z dzieła Petroniusza, którego uczynił jednym z bohaterów powieści (rzymskiego patrycjusza, pisarza, polityka i filozofa) Uczta Trymalchiona. Może dlatego czytelnik odnosi wrażenie, iż wsiadł w machinę czasu, cofnął się kilkanaście wieków wstecz i stał się obserwatorem życia na dworze cesarza, w patrycjuszowskich domach, czy czynszowych kamienicach (zwanych insulami). Sienkiewicz opisuje bardzo dokładnie codzienność miasta; od architektury, poprzez stroje, obyczaje, potrawy, a nawet to, co stanowiło przedmiot rozmów.
Powieść napisana jest pięknym, literackim językiem, z tym cudownym, sienkiewiczowskim – jakowoż. Czytając jakowoż natychmiast pojawia mi się przed oczami koniec I tomu W pustyni i w puszczy (Jakowoż byli wolni, ale w samym sercu afrykańskiej puszczy). Lektura dosłownie wsysa do wewnątrz. Tacy bohaterowie jak Neron, Chilon, czy Petroniusz pozostają na zawsze w pamięci czytelnika, ze względu na ich wyrazistość. Natomiast sama Ligia i Marek Winicjusz na ich tle wypadają dość blado, podobnie zresztą, jak postaci pierwszych chrześcijan z pokorą idących na śmierć.
Mnie czytało się fantastycznie. Moim zdaniem jest to bardzo dobra książka, do której warto wrócić i którą powinno się przeczytać. Filmowe adaptacje stanowią jedynie erzac. 
Zdjęcia z internetu: 1. okładka, 2. Pochodnie Nerona Siemiradzkiego, 3. Kaplica Qvo vadis na Via Appia w Rzymie