![]() |
| Dar Pomorza |
Gdynia towarzyszy mi od dziecka i o ile w latach młodości uważałam ją za niezwykle nowoczesne miasto do niedawna traktowałam nieco po macoszemu uważając, iż zastygła w wieku XX. Powstało wiele nowoczesnych dzielnic mieszkaniowych, a w okolicy skweru Kościuszki wyrosły szklane biurowce, jednak główna arteria – ulica Świętojańska sprawia wrażenie niezmiennej od lat pięćdziesięciu. Tyle, że pięćdziesiąt lat temu była ona synonimem luksusu. Marynarzowe, peweksy, baltona, cinkciarze, okno na świat. Stąd z Gdyni wypływały statki na zachód, między innymi najbardziej znany pasażerski statek pływający do Ameryki – tss Stefan Batory (transatlantyk - następca ms Batorego).
Dziś marynarzowa nie budzi zazdrości, peweksów, balton i cinkciarzy już nie ma, a na zachód lata się samolotami.
![]() |
| Fontanna na skwerze Kościuszki |
Pamiętam znajdujący się na początku ulicy Świętojańskiej sklep obuwniczy, w którym na wystawie stał ogromny but, Był tak duży, że mogłabym się w nim schować. Nie zrobiło by tego jednak wówczas żadne dziecko, bo wychowywało się je w systemie zakazów i nakazów, większa była dyscyplina.
Przechodzenie obok tego sklepu zawsze było (dla nas dzieciaków) sporą atrakcją. W czasach, kiedy nie było telefonów komórkowych, a w telewizji jeden lub dwa kanały, dzieci bawiły się na podwórku grając w gumę (dziewczyny) i kopiąc piłkę (chłopcy), albo jedni i drudzy grając w palanta lub w noża - wówczas but o długości metra na sklepowej wystawie był nie lada atrakcją, rozwijał naszą wyobraźnię. Dzisiejsze dzieci nie mają wyobraźni, bo nie trzeba niczego sobie wyobrażać, wszystko wymyśli za nie AI.
Inną atrakcją była wizyta w Delicji, jednaj z najstarszych gdyńskich cukierni znajdującej się na ulicy 10 lutego. Na tej ulicy mieściła się też siedziba PLO (Polskich Linii Oceanicznych, czyli przedsiębiorstwa zatrudniającego marynarzy), a to nadawało prestiż ulicy. Otarcie się o pływających to otarcie się o wielki świat. Modne ciuchy, fryzury, wyższy status materialny dawał się tu wyczuć.
![]() |
| spacery po Bulwarze Nadmorskim |
W Delicji sprzedawano na pewno wiele słodkości, ale najlepiej pamiętam galaretkę z bitą śmietaną i rodzynkami. W czasach sporej mizerii w strefie gastronomii do dobrego tonu należało wybranie się na krem sułtański, cytrynowy czy czekoladowy. Dziś można się tylko uśmiechać pod nosem na takie delicje w Delicji (mając piętnaście rodzajów serników, trzydzieści rodzajów eklerów, kilkanaście rodzajów pączków i …. można by tu wymieniać w nieskończoność komu dziś zaimponuje bita śmietana w pucharku).
A wtedy pięćdziesiąt lat temu odświętna kiecka u matki i u córki, galowy mundur u ojca i rodzina świętowała wizytę w modnej kawiarni. High life. Potem obowiązkowy spacer przez Skwer Kościuszki. Takie mam wspomnienia z okresu dzieciństwa.
| Orłowo - plaża w drodze na Orłowski Klif |
Potem były lata młodości i moje wizyty w Gdyni odbywały się głównie przy Dworcu Morskim, gdzie albo żegnałyśmy ojca wypływającego w morze albo towarzyszyłam tacie podczas wacht na statku. Dziś zapewne było by to nie do pomyślenia, wówczas nie było problemu z wprowadzeniem na statek osoby nie będącej członkiem załogi. Ależ byłam wtedy dumna, chodziłam z tatą mierzyć poziom oleju i zapisywałam go w notesie (nie pytajcie po co😊, a w domu opowiadałam, … u nas na statku (identyfikując się z miejscem pracy taty). Najmilej wspominałam dzień, kiedy po obiedzie na deser podano wiaderko z lodami i każdy mógł sobie nałożyć ile chciał. Taka góra lodów to była radocha.
Kilka lat później ciotka Wanda po raz pierwszy zabrała mnie do teatru muzycznego. Będę jej za to wdzięczna do końca życia, bo wówczas narodziła się we mnie pasja (opętanie musicalowe), a życie stało się dzięki temu barwniejsze i bogatsze. Nie pamiętam, jaki to był ten pierwszy musical, ale załapałam bakcyla i tak mi zostało. Jak mi się coś spodoba to potrafię iść nawet kilkanaście razy na przedstawienie. Tak więc Gdynia dzisiaj kojarzy mi się głównie z Teatrem Muzycznym im. Baduszkowej. Przepięknie zmodernizowanym, z dużą ilością miejsca dla publiczności.
| Orłowski klif |
Potem na jakiś czas zamieszkałam w Gdyni przy ulicy Szczecińskiej. Mile wspominam ten czas, było to samodzielne mieszkanie (poczucie wolności i swobody, świetny czas, prywatki, czy jak się potem mawiało domówki, wspólna nauka do egzaminów, muzyczne wieczorki z widokiem na las. Pamiętam taki psychodeliczny nastrój, kiedy przy dźwiękach muzyki do filmu Twain Peaks patrzyliśmy na szumiący za oknem las, gałęzie drzew poruszane wiatrem współgrały z niepokojącą muzyką).
Od niedawna do skojarzeń musicalowych doszły filmowe. Znajdujące się obok Teatru Gdyńskie Centrum Filmowe kusi mnie i moje koleżanki filmami z cyklu Sztuka na ekranie. A każdy seans poprzedza wizyta w kawiarni i ploteczki.
Po seansie przy ładnej pogodzie lubimy przejść się nadmorskim bulwarem do Wzgórza Św. Maksymiliana (dawniej Nowotki).
![]() |
| Ms Batory (zezłomowany w 1967 r.)- wystawa fotografii p. Zdanowskich |
Z okazji stulecia miasta postanowiłam uczcić jubilatkę wizytą w Muzeum Miasta Gdyni a także spektaklem muzycznym Wanożnice (będącym częścią programu uświetniającego obchody miasta). W Muzeum obejrzałam wystawę fotografii Światło Gdyni Bolesławy i Edmunda Zdanowskich przedstawiające miasto w latach 1945-1970 (od czasu odbudowy poprzez pierwsze lata powojenne, aż do lat, kiedy Gdynia stała się jednym z najnowocześniejszym miast w Polsce). Oglądając zdjęcia z ówczesnej plaży czy z Dni święta morza nie mogłam się nadziwić ilości znajdujących się tam ludzi. Narzekamy dzisiaj na zatłoczone aglomeracje, a wówczas wcale nie wyglądało to lepiej. Prawdę mówiąc nigdy nie odwiedzałam gdyńskiej plaży (było to dla mnie za daleko, my jeździliśmy na plażę gdańską na Stogach), ale w mojej pamięci nie ma takich tłumów.
![]() |
| Gdynia plaża -lata 50-te -wystawa fotografii p. Zdanowskich |
Te tłumy na zdjęciu wyglądają na większe niż na współczesnych obrazkach z plaży we Władysławowie, tyle, że nie ma na nim parawanów. Sporo osób znajduje się też na zdjęciach z pierwszomajowego święta, choć to już nie dziwi; po pierwsze wiele osób wówczas wierzyło w nowo budowany ustrój, po drugie podpisywało się listę obecności ze swoich zakładów pracy, więc nie można było sobie tak zwyczajnie nie przyjść, po trzecie rozdawano tam z tego co pamiętam kiełbasę i oranżadę, co mogło niektórych skusić. Zdjęcia przypomniały mi też Dni święta morza, jakie kiedyś obchodzono huczniej niż dzisiaj (choć tu mogę się mylić, bo dawno z tej okazji nie byłam na nabrzeżu i nie obserwowałam imprez towarzyszących). Pamiętam Dni Morza odbywające się w Ustce, bo najczęściej w tym czasie (29 czerwca początek wakacji) tam przebywałam. W tamtym czasie (lata 70 te) fajerwerki były wydarzeniem sezonu, a defilady statków na redzie wspaniałym widowiskiem.
Po obejrzeniu wystawy udałam się do mojego ulubionego Teatru Muzycznego na dyplomowy spektakl studentów Studium Wokalnego – Wanożnice, czyli po kaszubsku Wędrowcy. Spektakl oparty jest na utworach Ola Walickiego z dwóch płyt Kaszebe I i Kaszebe II i opowiada o spotkaniu teraźniejszości z przeszłością podczas wędrówki po Kaszubskim lesie i wpływie historii na nasze życie. Część utworów wykonywana jest w języku kaszubskim. Przyznam, że zaskoczyłam sama siebie tym wyborem. Nigdy nie interesowałam się zagadnieniem regionalizmów, nie pasjonowały mnie Kaszuby jako takie z ich językiem, kulturą, tradycjami. Spektakl był ciekawy, a młodzi wykonawcy zapowiadają się na godnych następców dzisiejszych wokalistów Teatru Muzycznego. A ja poszerzyłam nieco swoje widzenie otoczenia i jego historii.
Najbardziej romantyczne widoki Gdyni kojarzymy z Orłowem i Klifem Orłowskim. Lubię spacery po molo czy brzegiem morza, zwłaszcza w dzień powszedni i poza sezonem, kiedy zdarzają się dni spokojne i niemal bezludne. Tam też znajduje się Domek Żeromskiego, w którym podobno pisał Wiatr od morza. Jakoś nie udało mi się przebrnąć przez tę książkę, ale może teraz po doświadczeniu z Wanożnicami sięgnę ponownie.
![]() |
| Przez fontannę (skwer Kościuszki lata 1955-1960)- wystawa fotografii p. Zdanowskich Jeszcze z pomnikiem Wdzięczności Armii Radzieckiej zwanym Nataszą zdemontowanym w 1990 r. |
Uroczyste obchody stulecia miasta Gdyni trwają cały rok, a najbardziej widowiskowa ich część miała miejsce 10 lutego, tego dnia otrzymała ona prawa miejskie, a senat rzeczpospolitej ogłosił rok 2026 rokiem Gdyni.


























