Łączna liczba wyświetleń

piątek, 5 sierpnia 2022

Iść ciągle iść za marzeniem, czyli Lord Jim Conrada

Lord Jim, zanim został gdzieś w głuszy półwyspu Malajskiego nazwany Lordem był młodym podoficerem pływającym na statku z pielgrzymami. Od dzieciństwa marzył o bohaterskich czynach, które staną się jego udziałem, niestety w chwili próby zawiódł. Czy to z powodu nadmiaru bujnej wyobraźni, czy też na skutek całkiem ludzkiego strachu w chwili próby Jim nie zachował się tak, jak należy.

Kiedy statek wpłynął na przeszkodę i groziło mu zatonięcie Jim wyobrażając sobie panikę i chaos, jaką wywoła to w kilkuset pogrążonych we śnie pasażerach nie zrobił kompletnie nic. Stał wbity w miejsce i z obrzydzeniem obserwował swego kapitana i jego pomocników, którzy szykowali się do ucieczki. Jim potępiał ich tchórzostwo. On zamierzał utonąć razem z pozostałymi. Dróg ratunku nie dostrzegał, skoro łajba nie miała wystarczającej ilości szalup.  

Jednak w ostatniej chwili wyskoczył do opuszczonej na wodę szalupy. Może czyni to ze strachu, do którego nie potrafi się przyznać nawet przed sobą. Od tej pory wyrzuty sumienia stale go prześladują.  I nie będzie miało żadnego znaczenia, że pasażerów statku uratowano.

Jim jest niezwykle ludzkim bohaterem, popełnia straszny, okrutny błąd, ulega strachowi bądź to przed własną wyobraźnią (jak sam chce wierzyć), bądź takiemu rzeczywistemu, paraliżującemu strachowi, którzy nakazuje walczyć o życie w chwili bezpośredniego zagrożenia. 

Jim jest człowiekiem skomplikowanym, pełnym sprzeczności, niezrozumiałym, zwłaszcza, kiedy jako jedyny  wśród członków załogi, którzy uciekli z tonącego statku stawi się przed sądem, aby ponieść za swój czyn odpowiedzialność. Choć uważa, że  nie popełnił błędu, to  poczucie honoru nakazuje mu stawienie czoła sytuacji. Nie mógłby uciec ponownie. To poczucie utraconego honoru, które będzie mu nakazywało ciągłe poszukiwanie okazji do naprawienia błędu stanie się niezrozumiałe nawet dla tych kilku osób, których zainteresuje los Jima, i które będą mu życzliwe. 

Wydaje się, że jedynie Stein, bogaty i szanowany kupiec rozumie go tak naprawdę, nazywając romantykiem, wiernym zasadom. To on powie, iż najważniejszym jest Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem - i tak wiecznie, aż do końca.  

Jim od najmłodszych lat pragnął zostać bohaterem, uratować kogoś z opresji, los dał mu na to szansę, wystarczyło jedynie zostać na statku wraz z jego pasażerami i zostałby okrzyknięty bohaterem, a on tej szansy nie wykorzystał. I już całe życie będzie nosił piętno tego, który postąpił niehonorowo, nie tyle w opinii innych, co własnej.  Jim nabiera wiatru w żagle po spotkaniu Marlowa (narrator), który wskazuje  mu szansę sprawdzenia się. On tej szansy nie zmarnuje. I choć Jim tym razem nie popełni błędu,  to los postawi go przed kolejnymi dylematami.

Lord Jim jest wymagającą lekturą, pisaną z pozycji kilkorga narratorów, bez zachowania chronologii czasowej co nie ułatwia odbioru, a jednak trud włożony w lekturę wynagradza czytelnikowi interesującymi dylematami moralnymi.

Tak, potwierdzam przeczytaną u Marlowa (Galeria Kongo) konkluzję, iż tej książki się nie zapomina. 

Stawia wiele pytań, nie udzielając  na nie odpowiedzi. Możemy sami poszukać argumentów na usprawiedliwienie, lub potępienie Jima, a możemy też dojść do wniosku, że bywają sytuacje, w których nie ma dobrych rozwiązań. A może pytania są ważniejsze od odpowiedzi. 

Jako niepoprawna romantyczka uważam, że trzeba iść za marzeniem, iść ciągle iść, aż do końca. Nawet, jeśli do dla innych niezrozumiałe. 

Książkę przeczytałam w ramach stosikowego wyzwania u Anny.

niedziela, 24 lipca 2022

Tamara Łempicka - kobieta w podróży

Autoportret w zielonym bugatti
Życie jest jak podróż. Spakuj tylko to, co najbardziej potrzebne, bo musisz zostawić miejsce na to, co zbierzesz po drodze.  Tamara Łempicka

Nie wiem czy to normalne, ale strasznie mnie kręci oglądanie ładnych obrazów. Kiedy przeczytałam informację o wystawie Tamara Łempicka Kobieta w podróży odbywającej się w Muzeum Narodowym w Lublinie poczułam nieodpartą ochotę jej obejrzenia. Widziałam wcześniej kilka obrazów Tamary, ale wystawa w Lublinie jest największą, jak dotąd w Polsce wystawą dzieł malarki.              W drodze do Lublina przeczytałam biografię Łempicka Tryumf życia Małgorzaty Czyńskiej, byłam zatem uzbrojona w podstawową wiedzę na temat orędowniczki wolnej miłości i przyjemności życia, uwodzicielki, skandalistki, kobiety Sfinks, której życie owiane było legendą, jaką sama sobie tworzyła. Tamara uwielbiała się wyróżniać na tle innych i jej obrazy też wyróżniają się na tle pozostałych; mocno nasyconą, intensywną barwą i ostrymi wyrazistymi konturami. Bardziej niż obrazy przypominają mi plakaty, czy okładki gazet (niektóre zresztą w tym celu powstawały). Na pewno przykuwają wzrok.

Mam wrażenie,  że nawet ci, którzy niezbyt dobrze znają obrazy Łempickiej kojarzą takie, jak Autoportret w zielonym bugatti czy Młoda dziewczyna w zielonej sukience. Zieleń jest ich wspólnym mianownikiem i jednym z ulubionych kolorów Tamary. Zieleń to  wiosna, młodość, uroda, witalność.  Nawet, jeśli jest to życie na pokaz, bo ich bohaterki są mocno  odrealnione, zblazowane i zdecydowanie wyróżniają się z tłumu.

Tamara
Autoportret w zielonym bugatti przedstawia nowoczesną, elegancką Wenus w luksusowym,  sportowym aucie. Tamara nie jeździła bugatti, choć zapewne by chciała, lubiła otaczać się luksusem, a był to wówczas  najmodniejszy  pojazd dla bogaczy. I choć pochodziła z zamożnej polsko-rosyjskiej rodziny o korzeniach żydowskich jeździła „tylko” żółtym renault, do którego zakładała żółte sukienki z czarnymi dodatkami. Kiedy powstawał obraz ona była już po rozwodzie z Tadeuszem Łempickim, który porzucił ją dla innej. Tadeusz miał już dość romansów żony, w tym z Gabrielem d`Annunziem włoskim poetą-playboyem obrzydliwie bogatym typem. Tadeusz nie rozumiał, że artystka potrzebuje wolności i nieskrępowania.  Może tym obrazem mówiła byłemu mężowi - popatrz, co straciłeś, a może już wabiła kolejnego kochanka, jej przyszłego męża barona Raula Kurffnera. A na pewno chciała być rozpoznawalna, być w centrum uwagi, chciała, aby o niej mówiono i aby ją podziwiano. Obraz jest kolejną z jej kreacji samej siebie. Zdjęcia pięknych kobiet w sportowych samochodach często w latach dwudziestych i trzydziestych zdobiły okładki gazet, Tamara wykorzystała ten pomysł i przedstawiła siebie, jako jedną z nich. W skórzanej czapce i rękawiczkach, jedwabnym szalu, z czerwonymi ustami wygląda jak gwiazda kina. Kreowała się na aktorkę i schlebiało jej, kiedy ktoś brał ją za Gretę Garbo. 

Jak pięknie współgra z tym obrazem Młoda dziewczyna w zielonej sukience. Na wystawie oba obrazy wiszą naprzeciwko siebie. Zieleń sukni wygląda jak mokra materia opinająca ponętne kształty kobiety niczym ze stali, nowoczesnej, walecznej, silnej, zdobywczyni świata, której nic i nikt nie jest w stanie się oprzeć, tak doskonałej, że aż nieludzkiej. Loki włosów wiją się, jak serpentyny metalu, prześwitujące przez suknię piersi są jak pancerna zbroja, uzbrojone w rękawice dłonie jak palce robota.

Całkiem inny wizerunek przedstawia Matka przełożona. Oczywiście i wokół tego obrazu Tamara zbudowała legendę. Kiedy chora na depresję, po rozwodzie z Tadeuszem i po rozstaniu z kochanką  chciała uciec od świata i zamknąć się w klasztorze zobaczyła gdzieś niedaleko Parmy matkę przełożoną, na której twarzy odbijało się cierpienie całego świata, które było tak przerażające, tak smutne, że z miejsca wyjechała. Chęć uwiecznienia tej twarzy, powrotu do malarstwa okazała się tak silna i nieodparta, że uleczyła Tamarę z depresji. Po przybyciu do Stanów z pamięci namalowała tę twarz. Podobno Tamara uważała ten obraz za najlepszą ze swoich prac.

Ponieważ kojarzymy jej malarstwo ze sztuką dekoracyjną, przyjemną wizualnie pewnym zaskoczeniem będą obrazy powstałe na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych. W 1931 roku powstał obraz Uchodźcy. Tamara mająca za sobą doświadczenie utraty majątku w wyniku  rewolucji 1917 roku i konieczność ucieczki z Rosji dobrze rozumiała los uchodźców i wiedziała, jaka to trauma.

Pod koniec lat trzydziestych tuż przed wojną czytając i słuchając opowieści  o nagonkach na Żydów, Murzynów czy homoseksualistów zaczęła odczuwać strach i przygotowywać się do podróży, której nie nazywała wówczas ucieczką, bo a jedynie wyjazdem na jakiś czas, bo to lepiej brzmiało. Powstał wówczas przejmujący obraz Ucieczka przedstawiający kobietę z dzieckiem na rękach. Kobieta ma przerażony wzrok, strach w oczach, twarz pełną boleści. To niezwykle przejmujący obraz. 

Matka przełożona

 
Uchodźcy 

Ucieczka

Łempicka całe życie sporo podróżowała, czasami z konieczności (ucieczka przed skutkami rewolucji, czy ucieczka przed wojną), ale też często z potrzeby (dla odreagowania depresji, bólu istnienia, twórczego spleenu, bo przecież nic nie koi lepiej duszy artysty niż piękne dzieła sztuki). Już jako młoda dziewczyna dużo podróżowała po Europie (głównie po Włoszech, do których wracała przez całe życie). Po raz pierwszy pojechała tam z babką, która oprowadzała ją po galeriach sztuki i po świątyniach. Czerpanie wzorców ze sztuki renesansu zaowocowało takimi obrazami jak: Portret młodzieńca z książką (hołd uznania dla Botticellego czy Rafaela, których sztukę bardzo ceniła)

Portret młodzieńca z książką (podarowany Irze Perol- przyjaciółce i kochance

 
Kobieta w kapeluszu (mająca w sobie coś z madonny)

Graziella 

 

Portret rudowłosej dziewczyny

Choć na wystawie przeważały portrety to z przyjemnością wyłuskałam dwa obrazki z podróży z ulubionych Tamary i moich Włoch. Pierwszy przedstawia Wenecję w deszczu (miasto do którego wielokrotnie wracała) W tym obrazie widać wpływ impresjonistów na jej malarstwo. Drugi to Klasztor w Toskanii.










 

Zaskakujące dla mnie są obrazy martwej natury, to kolejny rodzaj malarstwa którego się po Tamarze nie spodziewałam. 

No i nie mogło zabraknąć portretów córki zwanej Kizette, do której się nie przyznawała przedstawiając ją jako siostrę. Dziewczynka wygląda na nich jak młoda kobieta, a nie jak dziecko, bardziej lolitka, młodociany wamp, niż uosobienie niewinności. 



Wbrew tytułowi Komunia Święta dziewczyna bardziej wygląda na kusicielką niż niewinną dzieweczkę

Na wystawie sporo jest zdjęć Tamary z różnych okresów życia. Oczywiście najwięcej jest tych, na których wyglądem przypomina filmową gwiazdę, ale moją uwagę przyciągnęło to, na którym jest już starą kobietą, która za wszelką cenę stara się zachować resztki dawnej świetności, z pomalowanymi paznokciami, obwieszona biżuterią, z papierosem w dłoni i nieodłącznym pierścieniem  z topazem-pożegnalnym prezentem od dawnego kochanka D`Annunzio. 

 
 
Źródła:
Łempicka Tryumf życia Małgorzata Czyńska,
Rozmowy obrazów Tom 1 Grażyna Bastek - rozdział Kobiety malarki w poszukiwaniu tożsamości
Tamara Łempicka Kobieta w podróży Muzeum Narodowe Lublin- przewodnik z okazji wystawy
 
Jeśli ktoś chciałby obejrzeć wystawę powinien się pospieszyć, jest czynna jedynie do 14 sierpnia tego roku. A naprawdę warto.  Poza obrazami Łempickiej znajdują się tam obrazy paru twórców tworzących w tym samym okresie. Mnie najbardziej zainteresowały rysunki Mojżesza Kislinga oraz portret Kiki z Montparnasse, czyli Misi Godebskiej pędzla Maurycego Mędrzyckiego. Ponadto znajdują się tam meble, rzeźby i zastawa stołowa czy szkło z okresu. 
Dla mnie to jedna z lepszych wystaw, jakie oglądałam w Polsce. 


niedziela, 10 lipca 2022

Wizyta w Palazzo Doria Pamhilij w Rzymie

Na dziedzińcu Pałacu

Koleżanka z pracy zapytana, czy jedzie zwiedzać, czy wypoczywać odparła szybko, że zwiedzać to będzie dwa dni, a resztę wypoczywać. Wypowiedziawszy te słowa, na które zapewne nie zwróciłabym uwagi, niemal natychmiast, jakby uświadomiła sobie, że popełniła jakieś straszne głupstwo – sprostowała - nie, nie, zwiedzać będziemy najwyżej dzień, a potem wypoczywać. I wydaje się odetchnęła z ulgą, iż ktoś mógłby ją podejrzewać, o tak niecne zamiary, jak zwiedzanie na urlopie.

Rozbawiało mnie to setnie, zabrzmiało tak, jakby zwiedzanie było czymś o czym nie warto wspominać,  czymś do czego nie powinno się przyznawać, czymś wstydliwym.

A mnie się marzy taki grand tour w XVIII czy XIX wiecznym stylu, kiedy człowiek podróżował po to, aby poznawać świat, ludzi i siebie, aby na własne oczy zobaczyć  miejsca, o których pisali literaci i które utrwalali malarze na swych płótnach. Zapewne  dlatego moje wyjazdy związane są ze zdzieraniem butów, marszrutą od rana do wieczora  poprzez ulice, place i galerie. Najchętniej połączone z wizytą w teatrze czy na koncercie.

Sala balowa

Podczas tegorocznego wiosennego rzymsko-florenckiego grand tour odwiedziłam ponownie Galerię w Palazzo Doria Pamhilij mieszczącą się przy Via Corso.

Pałac rodu Pamphilij w monumentalnym Rzymie nie wyróżnia się od strony fasady  niczym szczególnym. Ot, kolejna budowla, jakich wiele. Dopiero wejście na zielony dziedziniec budzi zaciekawienie. Po raz pierwszy kilka lat temu weszłam tam przez przypadek. Był to szczęśliwy przypadek. Od tamtej chwili marzyłam o powrocie i ponownym obejrzeniu jego bogatych zbiorów. 

Historia tego pałacu zaczyna się na przełomie XV i XVI wieku, kiedy zaprojektowany z przepięknym arkadowym dziedzińcem (ponoć dziełem samego Donato Bramante) wzbudził podziw papieża Juliusza II z rodu della Rovere. Wówczas zażyczył on sobie, aby pałac został podarowany jego bratankowi, Francesco Maria della Rovere. Kolejnym właścicielem pałacu został ród Aldobrandinich, a z powodu braku męskiego potomka pałac odziedziczyła Olimpia Aldobrandini.

Galeria lustrzana

Olimpia, jako jedyna spadkobierczyni ogromnej fortuny rodu, w wieku 15 lat wyszła za mąż za księcia Borghese. Po jego śmierci, 23 letniej wdowie wpadł w oko bratanek papieża Innocentego X, Camillo Pamhilij. Camillo był synem Olimpii Maldaichini, innej niezwykłej kobiety tamtego okresu. Olimpia Maldaichini w przeciwieństwie do swej synowej, pochodziła z niezamożnej rodziny poborcy podatkowego. Ojciec chciał, aby podobnie, jak jej siostry wstąpiła do klasztoru. Olimpia sprzeciwiła się woli ojca i wyszła za mąż za najbogatszego w miasteczku człowieka Paola Niniego wykazując niezwykłą wówczas siłę woli. Po śmierci męża wydała się za brata Giovani Batisty Pamhilego, Pamphillio. Była bardzo wpływową kobietą i to ona doprowadziła swego szwagra polityką kupowania poparcia na tron Piotrowy, a potem została jego prawą ręką i rządziła polityką papiestwa. Olimpia Maidalchini nie była zadowolona z decyzji syna ożenku z Olimpią Aldobrandini. Była świetną partią, ale zarówno matka, jak i wuj papież przeznaczyli go do kariery duchownego. Dla przyszłej żony zrezygnował z tytułu kardynalskiego.

Kaplica Pałacowa

Olimpia Aldobrandini, będąca jedyną spadkobierczynią bogatego rodu, wdową po księciu Borghesse (kolejny zamożny ród) i żoną papieskiego bratanka  miała ogromne fundusze, dzięki którym powiększała rodową kolekcję dzieł sztuki, a także rozbudowywała i upiększała odziedziczony pałac. Wniosła w wianie kolekcję dzieł sztuki, która stała się zaczątkiem Galerii znajdującej się do dziś w Pałacu przy Via Corsa.

Po śmierci ostatniego męskiego potomka rodu Pamphilj, księżnę Annę Pamphilj wydano za mąż za genueńskiego arystokratę Andreę III Doria. Ich potomek żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku, doprowadził do kolejnej modernizacji pałacu. Wtedy powstała też sala Balowa i odnowiono kaplicę. Dzieło powiększania pałacu kontynuowali również jego potomkowie, wówczas wybudowano między innymi pałacowe stajnie, w których dzisiaj znajdują się pomieszczenia sąsiadującego z pałacem banku.

Galeria lustrzana 2
Palazzo jest więc spuścizną kilku niezwykle zamożnych rodów (Borghese, Pamphilij, Aldobrandini, Doria).

Wygląd samego pałacu jest imponujący, zachwycają zwłaszcza sala balowa, czy galeria lustrzana ze złoconymi sztukateriami, lampami, posągami oraz dekoracyjnym pokrytym freskami sklepieniem.

Z ciekawostek pałac jest cały czas zamieszkały przez potomków rodu, którzy spierają się o spuściznę przodków. Przed wejściem do budynku można oglądać niezwykle imponujące najnowsze modele aut jego mieszkańców. Myślę, że wśród męskiej części odwiedzających Galerię wielu będzie bardziej zainteresowanych stojącymi w przejeździe brannym lamborghini niż którymkolwiek z obrazów.

Ponadto w Pałacu znajduje się między innymi stacja naukowa Polskiej Akademii Nauk.

Ja, nieczuła na  wdzięki współczesnych karoc przyjemność czerpałam z oglądania dzieł sztuki malarskiej.   

Jest ich tutaj ogrom. Na mnie największe wrażenie zrobiły;
Portret Innocentego X (Velazquez)
Wyeksponowany w malutkiej salce na końcu jednego z korytarzy galerii portret Innocentego X pędzla Valazqueza. Dumny wzrok, majestat postaci, bogate papieskie szaty i coś co sprawia, że nie można tego papieża po prostu minąć. Jakiś nieprzyjemny dreszcz sprawia, że nie czujemy się zbyt komfortowo stając twarzą w twarz z Giovanim Batistą Pamhilij, był to papież okrutny, straszliwy niczym Juliusz II papa teribile (a jednak ten namalowany przez Rafaela Juliusz II ma jakiś rys łagodności i zmęczenia, w przeciwieństwie do portretu Innocentego).  Był to człowiek apodyktyczny, okrutny i władczy, tu z zaciśniętymi ustami, z trudem próbuje przybrać maskę majestatycznego duchowego dostojnika. Kiedy papież ujrzał swój portret miał ponoć zakrzyknąć to zbyt prawdziwe.
 Innocenty X wg Bacona (Stany Zjednoczone)

Ostatnio poznałam bardzo ciekawy portret będący reinterpretacją tego najbardziej znanego portretu papieża. Portret – hologram namalowany przez Bacona. Papież wygląda, jak uwięziony w klatce, jakby siedział na krześle elektrycznym, usta ma otwarte i wrzeszczy z wściekłości i gniewu. Jest być może jeszcze bardziej prawdziwy, niż mógł namalować go Velazquez.  U niego papież milczy (choć z trudem zapewne to mu się udaje), u Bacona wrzeszczy.

Odpoczynek podczas ucieczki do Egiptu Caravaggio – to jeden z dwóch obrazów, które najlepiej zapamiętałam podczas pierwszej wizyty w galerii. I chyba pierwszy Caravaggio, który mnie urzekł, pierwszy z tych wiszących w galeriach sztuki. Powstały z inspiracji Ewangelią Św. Mateusza obraz podróży Józefa z rodziną do Egiptu w celu uniknięcia gniewu Heroda zawiera nietypową scenkę.

Odpoczynek  podczas ucieczki do Egiptu Caravaggio
W Ewangelii mowa jest o cudownościach i niezwykłościach wydarzeń w podróży do Egiptu, ale nie ma tam mowy o grającym na skrzypcach aniele. Prawdopodobnie pomysł zrodził się w otoczeniu kardynała Del Monte (jednego z mecenasów Caravaggia) miłośnika muzyki i sztuki. Skrzypce były wówczas nowoczesnym, używanym od niedawna instrumentem. Święta rodzina przedstawia zwykłych prostych ludzi, Józef to człowiek, który nie bardzo rozumie, skąd wziął się tutaj anioł i dlaczego gra im na skrzypcach, jest zażenowany swoim ubóstwem i pokorny, nosi zwykłe szaty i ma bose nogi. Natomiast  Maryja zmęczona podróżą wraz z dzieciątkiem śpią. Blask bijący od anioła oświetla tę część obrazu. Gra światłem to typowe dla Caravaggio). Obok Odpoczynku podczas ucieczki do Egiptu znajduje się obraz Pokutująca Magdalena, do której postaci pozowała ta sama modelka. Zauroczył mnie ten anioł - nie anioł, chłopiec-hermafrodyta, z rozwianym lokiem i przypiętymi skrzydłami, nagi, a jednak osłonięty zwiewną wstęgą.

Dla miłośników Caravaggia zbiory Galerii to istny raj. Obok siebie znajdują się wspomniana wyżej Pokutująca Maria Magdalena i Święty Jan Chrzciciel. Ten ostatni (chyba) wypożyczony z Muzeów Kapitolińskich (więc lepiej się nie nastawiać, że będzie tam na stałe).

Piękny obraz Jana Brueghela starszego niemal ginie w natłoku tych wszystkich Tycjanów, Rafaeli, Carracich, Massysów. Pejzaż połączony z biblijną opowieścią o wygnaniu Adama i Ewy z raju zachwyca delikatnością, kolorytem, sielanką. Na pierwszym tle znajdują się fauna i flora, całe bogactwo ziemskie, a Adam z Ewą ledwie widoczni w oddali jakby nieistotny element całości.

Raj ziemski Jan Brueghel Starszy
Do kolekcji osobistej obrazów Zwiastowań oraz obrazów Filippo Lippiego - byłego zakonnika, artysty o pojemnym sercu dołączyłam kolejne Zwiastowanie.


którego koloryt uzależniony od kąta padania światła był zupełnie inny 


Z przyjemnością także poznałam kolejnego Memlinga, bowiem jak dotąd pierwsze i jedyne skojarzenie z Memlingiem, czyli tym, czym słynie Muzeum Narodowe w Gdańsku jest Sąd Ostateczny (obraz, przed którym spędziłam tak wiele czasu, jak przed żadnym innym). 

Mniej znany Hans Memling (tytuł Opłakiwanie? Zdjęcie z krzyża?- nie znam)

Artystą, na którego zwróciłam uwagę w zbiorach Galerii był Quentin Masys. Dotąd kojarzony jedynie z jednego obrazu Bankiera z żoną (znajdującego się w Luwrze). Teraz po lekturze książki Rozmowy obrazów tom 1 Grażyny Bastek także z portretem Starej kobiety (brzydkiej księżniczki) znajdującym się w National Gallery w Londynie. Jestem pewna, że musiałam go tam widzieć, jest bowiem charakterystyczny. Jest to portret kobiety o zniekształconych chorobą rysach twarzy, wyglądający karykaturalnie. Znajdujące się w Galerii Pamphilij obrazy Masysa także przedstawiają osoby o twarzach nieco zniekształconych. Takie osoby o wyjątkowym wyglądzie, nietypowych, często zniekształconych rysach twarzy  były wówczas (XVI wiek) przedmiotem zainteresowania, sprowadzano je na dwory panujących, uwieczniano na obrazach, pokazywano. Brzydota fascynowała malarza.

Na zakończenie popiersie Olimpii Maldaichini, którą można by nazwać kobietą papieżem, bowiem wywierała bardzo duży wpływ na dworze swego szwagra. Trochę to dziwne, bowiem miał on silny, apodyktyczny charakter, iż pozwalał swej szwagierce na tak wiele, ale też wszystko co miał jej właśnie zawdzięczał. Na popiersiu Alessandro Algardiego Olimpia w wieku mocno dojrzałym wieku. Chyba nie chciałabym spotkać tej kobiety na swojej drodze.Widać, że słowo nie, nie istnieje w jej słowniku.

Olimpia Maidalchini - papieżyca, albo prawa ręka papieża Innocentego X