Potężna świątynia imponuje zarówno rozmiarem, jak i
dostojeństwem, jakie kamieniom nadaje patyna czasów. Masywna bryła z
noszącą ślady wieków fasadą, dzięki licznym ozdobnym wieżyczkom i
ażurowym dekoracjom mimo całej swej przysadzistości sprawia wrażenie
lekkości. Pierwsze wow powoduje rozmiar. Choć widziałam nie jedną katedrę, to zawsze każda kolejna zadziwia tym człowieczym dążeniem
sięgnięcia gwiazd. Tą pychą i arogancją połączonymi z nadzieją i ufnością, że tym razem uda się
stworzyć rzecz bardziej okazałą, bardziej imponującą, bardziej godną
dzieła dziecka bożego. Nieodmiennie wprawiają mnie w rodzaj nabożnego podziwu bryły katedr. Dzisiejszy kształt został nadany świątyni w XIII
wieku, w czasach, kiedy o anglikanizmie nikomu się nawet nie
śniło. Z chwilą ogłoszenia się Henryka VIII głową kościoła
katolickiego benedyktyńskie opactwo zostało przejęte przez monarchię. Wskrzeszone na
krótką chwilę przez
Marię I Tudor (zwaną Krwawą Mary) zlikwidowała
ostatecznie Elżbieta I Tutor (przyrodnia siostra Mari I).
W Opactwie Westminsterskim, w grobach lub w relikwiarzach, leżą prochy trzech tysięcy osób. Gigantyczne wnętrza
wypełniają doczesne szczątki królów, polityków, naukowców, poetów i
muzyków. Ich groby, upchnięte w każdej najmniejszej niszy i w każdym
zakamarku, na skali przepychu sytuują się od prawdziwie królewskich
mauzoleów — jak mauzoleum królowej Elżbiety I, której sarkofag pod
baldachimem mieści się w jej prywatnej kaplicy — do najskromniejszych
metalowych płyt, na których wieki i stopy przechodniów zatarły
wyrzeźbione napisy i tylko wyobraźnia podpowiada, czyje szczątki mogłyby
leżeć w krypcie. Zaprojektowanego w stylu wielkich katedr Amiens,
Chartres i Canterbury Opactwa Westminsterskiego nie uważa się ani za
katedrę, ani za kościół parafialny. Nosi ono miano royal peculiar,
miejsca kultu podległego tylko monarsze. Od dnia koronacji Wilhelma
Zdobywcy w Boże Narodzenie 1066 roku mury tego przepięknego sanktuarium
były świadkiem niezliczonych ceremonii królewskich i uroczystości
państwowych — od kanonizacji Edwarda Wyznawcy do ślubu księcia Andrzeja i
Sary Ferguson, pogrzebów Henryka V, królowej Elżbiety I i lady Diany.*
Rzeźby i ozdoby zdobiące mury katedry w pierwszej chwili nie rzucają się w oczy. Dopiero wieczorne światła wydobywają z
mroku i pozwalają dostrzec całą różnorodność architektonicznych detali i
ozdób fasady. Wejście do środa, w przeciwieństwie do wielu świątyń
znajduje się z boku, a nie od frontu. Portal nad drzwiami prowadzącymi
do środka nie jest imponujący, prawdę powiedziawszy omal go nie
przegapiłam. Wizytę w świątyni
odbyłam w pochmurne popołudnie.
Odwiedzających nie było wielu, jednak nie poczułam ciszy, którą
spodziewałam się tu zastać. Przechodząc przez próg bazyliki, (…) poczuł, jakby świat zewnętrzny
ulotnił się i nagle zapadła cisza. Nie docierają tu odgłosy ruchu
ulicznego. Nie słychać deszczu. Tylko ogłuszająca cisza, która odbijała
się od ścian katedry, jakby stare mury szeptały coś do siebie. (..)
wznieśli oczy w górę, gdzie otchłań katedry zdawała się eksplodować ku
niebu. Kolumny z szarego kamienia pięły się w górę jak potężne sekwoje,
wyginały wdzięcznie nad oszałamiającymi przestrzeniami, po czym spływały
z powrotem w dół do kamiennej podłogi. Przed nimi rozpościerała się
szeroka aleja północnego ramienia transeptu jak głęboki kanion otoczony z
dwóch stron skałami z witrażowych okien. W słoneczne dni na podłodze katedry można było zobaczyć pryzmatyczną układankę ze światła. Dzisiaj deszcz i ciemność nasycały tę potężną przestrzeń aurą niesamowitości, która i tak, z natury rzeczy, panowała w tej krypcie. (…) .. nie widział ani tłumów, ani pełgających świateł wpadających przez witraże, widział jedynie bezkresne przestrzenie kamiennej podłogi i puste, zanurzone w cieniu boczne ołtarze.**
Dzięki mapce i audio przewodnikowi mogłam poruszać się w rozległym labiryncie zakamarków, kaplic, komnat, nisz bez
przeszkód. Ilość znajdujących się wewnątrz pamiątek, nagrobków, tablic,
rzeźb, posągów jest imponująca. Nie będę opisywała ich wszystkich,
zatrzymam się na kilku, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Będąc na świeżo po lekturze Marii Stuart
Stefana Zweiga z ciekawością obejrzałam miejsce spoczynku obu
zwalczających się królowych. Angielska i szkocka w jednym spoczęły domu,
choć po przeciwnych stronach kaplicy ołtarzowej. Po lewej w
towarzystwie przyrodniej siostry Blooody Mary leży w okazałym grobowcu
Elżbieta, po prawej w niemniej okazałym, aczkolwiek nieco skromniejszym
pochował Marię Stuart syn Jakub (następca zmarłej bezdzietnie Królowej
Dziewicy). I to nie tyle ozdoby, czy rozmiar grobowców zwracają na
siebie uwagę (choć, jak to w przypadku monarszych sarkofagów bywa są
imponujące), co
właśnie refleksja na temat tego, jaki epilog czeka
wszystkie ziemskie spory, epilog godzący ze sobą katolików z
protestantami, panujących z poddanymi, zwycięzców z przegranymi.
Pomiędzy miejscami spoczynku królowych, które weszły nie tylko na karty historii, ale i literatury znajduje się Lady Chapel, kaplica Marii Panny wybudowana za czasów Henryka VII. Kto raz ją odwiedził ten chyba nigdy nie zapomni jej przepięknego wachlarzowego sklepienia, charakterystycznego dla późnego angielskiego gotyku. Sklepienie wygląda jak zamieszkałe przez gromady koralowców, albo pokryte koronkową serwetą. Wprost nie można od niego wzroku oderwać.
No i wreszcie miejsce pielgrzymek wielbicieli twórczości Dana Browna; Grobowiec Newtona.
Zwieńczeniem piramidy jest postać kobieca w zwiewnej szacie (muza, natchnienie, śmierć?), którą nieco przysłania niezwykle dekoracyjny, pełen barw i detali marmurowy baldachim. Jednak tym co przyciąga tutaj wielbicieli "sensownych tworów słownych" (jak zdefiniowała literaturę Stefania Skwarczyńska) jest Zakątek Poetów, czyli miejsce, w którym pochowano lub co najmniej upamiętniono marmurową tablicą największych angielskich poetów i pisarzy (Szekspir, Blake, Keats, Byron) .
Nie sposób przeoczyć znajdującego się w nawie głównej Grobu Nieznanego Żołnierza, czyli wielkiej czarnej, marmurowej płyty ku czci poległych za króla i ojczyznę. Wygląda on bardzo brytyjsko, co oznacza, iż czerwień kwiatów stanowiących jego obramowanie daje ostro po oczach.
Krzesło koronacyjne z 1301 r., na którym koronowano niemal wszystkich królów Anglii nie sprawia wrażenia zbyt wygodnego, aczkolwiek świadomość tak znacznej ilości koronowanych głów, które je zaszczyciły swoją osobą budzi respekt.
Zdjęcia mojego autorstwa, te z wewnątrz zrobione z pamiątkowych kartek (w środku obowiązywał zakaz fotografowania)
Cytaty od 1 do 3 pochodzą z książki Dana Browna Kod da Vinci
Cytat 4 - str. 47 Widoki Londynu Wirginia Woolf Wydawnictwo Prószyński i Spółka rok wydania 2009
