Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Portugalia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Portugalia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 lutego 2016

Pałac z Tysiąca i Jednej Nocy, czyli Pałac Pena w Sintrze

Kolejny kiepski dzień. Dla poprawy nastroju sięgam po zdjęcia z wakacji i trafiam na barwną budowlę, której widok (mimo, iż niektórzy określą ją mianem kiczu) może poprawić humor. Eklektyczny obiekt pokryty gamą różnobarwnych kolorów nie ma w sobie nic wyrafinowanego, a jednak nie widziałam człowieka, czy to małego, czy dużego, któremu nie sprawiłaby przyjemności wizyta w Bajkowym Pałacu niczym z Tysiąca i Jednej Nocy. Romantyczna wizja idealnego Pałacu urzeczywistniła się w Sintrze, miejscowości położonej niecałą godzinę godziny drogi od Lizbony. Sama nie wiem, czy częściej ulegałam zadziwieniu z powodu pomieszania stylów (epok) zadzierając głową ku fasadzie, aby obejrzeć kolejny detal, czy częściej ulegałam dziecięcej radości z wizyty w miejscu niczym z bajki. Czasami dobrze jest dać się ponieść nie wymagającej analizowania  
przyjemności z podziwiania wytworu ludzkiej wyobraźni w służbie czyjegoś kaprysu. 
Kaprys miał Ferdynand von Sachen – Couburg drugi mąż portugalskiej królowej Marii II, który zlecił baronowi von Eschweg stworzenie portugalskiej wersji delirycznego zamku Neuschwanstein Ludwika Bawarskiego (pisała o nim Łucja tutaj). Ferdynand poślubił owdowiałą królową per procura. Później musieli się jednak spotkać, przynajmniej parę razy, bowiem, kiedy on czuwał nad budową wymarzonego domostwa (położony w górach bajkowy pałacyk
Potwór morski nad Łukiem Trytona 


ona rodziła kolejne dzieci (a mieli ich jedenaścioro). Przy ostatnim porodzie królowa zmarła. Budowa pałacu trwała zaledwie dwanaście lat, z czego ostanie siedem zajęły zdobienia (była połowa XIX wieku). Wyczyn nie lada, zważywszy na to, iż Pałac umieszczony jest na najwyższym pięciuset metrowym wzgórzu Sintry. 
Podobno Maria przed śmiercią zdążyła go zobaczyć.
Budowla powstała w miejscu chrześcijańskiej świątyni (XV wiecznego klasztoru pustelników z bractwa Hieronima). Jakiż dysonans pomiędzy prostotą i skromnością klasztoru (tak go sobie wyobrażam), a złożonością i przepychem Pałacu. 
Słoneczne (a nawet świetliste) kolory fasady (żółć, beż i ceglana czerwień) zostały stonowane porcją spłowiałego błękitu. Wieże i wieżyczki, zdobienia, ażury, mozaiki, rzeźby i płaskorzeźby, bramy, łuki, kolumny, balkoniki, pilastry -  czego tu nie ma. Zachwycają misterne detale, a wzrok przyciąga strzegący Pałacu umieszczony nad Łukiem Trytona potwór morski. 


To eklektyczne połączenie wielości w jedność nie wprowadza dysonansu. 
Style gotycki, egipski, manueliński, dalekowschodni, renesansowy, mudejarski (znawcy dopatrzą się pewnie jeszcze innych) mieszają się ze sobą, a odwiedzający znajdą przyjemność w ich identyfikacji. Trochę to jak zabawa w szukanie charakterystycznych cech zdobniczych. 
Kicz czy dzieło sztuki? A to już rzecz gustu. W każdym razie trudno przejść obojętnie. 
Dekoracyjność obiektu, zarówno z zewnątrz, jak i w środku jest imponująca.   
Może miałam pecha, bowiem podczas pobytu w Sintrze padał deszcz i wiał silny wiatr, tak silny, że z wielką ostrożnością przemierzałam mikroskopijnej wielkości balkonik ciągnący się wzdłuż jednej z wieżyczek. A może to nie był pech, bowiem w słoneczny dzień pałac mógłby wydać się zbyt bajkowy (jak polukrowany kawałek tortu). A tak chmurność dnia stonowała jego jaskrawo barwną powłokę.