| Katedra w Beauvais |
Geneza – miłość do starych katedr oraz niedawna recenzja
u Marlowa.
Budowa najwspanialszych katedr zawsze łączyła w sobie;
pychę i poczucie radości, dumę, butę i marzenie. Katedry w Paryżu, Chartres, Rouen a także dziesiątki innych powstawały z zarozumiałości, a
właściwiej mówiąc pychy ich pomysłodawców. Budowane z ich inicjatywy świątynie
miały być najwspanialszymi, najwyższymi i największymi wśród dotychczas
istniejących. O nich i ich zleceniodawcach miał rozprawiać i pamiętać cały
chrześcijański (i nie tylko) świat. Miały one stanowić wyraz potęgi miasta i jego dysydentów.
Ale też budowane świątynie były wyrazem dumy ich
budowniczych; setki mistrzów, rzemieślników, zwykłych pomocników budowlanych
z zapałem, nie szczędząc sił, zdrowia a nawet życia realizowali marzenia
sięgnięcia gwiazd, wzniesienia się bliżej Boga. Zupełnie, jakby dopiero w
majestacie ich kamiennych murów mogli zostać prawdziwie wysłuchani.
A jednak jest coś w tych bibliach z kamienia, co
sprawia, że ich mury dają poczucie bezpieczeństwa, a one same stanowią azyl dla
wszystkich potrzebujących i odrzuconych.
Ujrzała wnętrze kościoła zatopione w
mroku… A w nim, jak słońce tęczą malowane, niewidziane nigdy słońce przyszłego
żywota- wszelka przeciwległa różyca. Więc przekroczyła próg z sercem
kołatającym. Górą pod sklepieniem stało światło błękitne, zastygłe jak kadzidło
Aniołów w blasku tronu Najwyższego. Na prawo, na lewo, w mroku kolorowym niesączone,
niedosiężne szeregi słupów lekkich, jakby światłem pisanych, bez kresu i bez
początku. Oto jest Dom Ojca, i twierdza na Opoce, i miasto pokoju. Uklękła
pośród nawy z życzeniem, aby już nigdy stąd nie odchodzić. Milcząc podziękowała
Bogu za ten dzień i za to, że się narodziła*.
Nie inaczej było w Beauvais. Kiedy spłonęła znaczna
część starej katedry biskupi podjęli decyzję o wybudowaniu nowej. Oczywiście wyższej i większej niż niedawno
ukończona w Chartres. Budowa
świątyni scala całą społeczność
miasteczka, każdy chce mieć swój udział w jej powstaniu; od rzemieślników,
murarzy, cieśli, mistrzów budowlanych po tkające liturgiczne szaty i noszące strawę kobiety.
Ramię w ramię z budowlańcami staje sam monarcha, król Ludwik IX. Entuzjazm i
poczucie więzi towarzyszące początkom dzieła z czasem zdają się przygasać, w
serca ludzi wkrada się zwątpienie i przygnębienie, zarówno budowa, jak i
kolejna krucjata pochłaniają mnóstwo
pieniędzy. Do tego zniszczone w wyniku burzy rusztowanie, zamordowany przez bandytę cieszący się powszechnym szacunkiem i podnoszący wszystkich na duchu mnich oraz obrabowany chłopak zbierający
datki na budowę świątyni. Jakby tego było mało zastępujący
głównego budowniczego majster zostaje przyłapany w murach katedry in flagranti z
żoną jednego z cieśli.
| główny portal katedry w Beauvais |
Bohaterowie przeżywają chwile radości, smutku, zwątpienia, dni pogodne przeplatają się z pochmurnymi.
Jak w przypadku każdej książki i tę można odbierać na
wiele sposobów. Dla mnie Kamienie wołać
będą to powieść o tym, jak niedoskonali ludzie tworzyli piękne rzeczy.
Większość bohaterów Malewskiej błądzi, popełnia grzechy, są dumni, pyszni,
chciwi, niecierpliwi. A jednak to właśnie oni tworzą coś wielkiego i pięknego.
Z różnych pobudek, nie zawsze szlachetnych udaje im się osiągnąć szczyty, nawet
jeśli tak jak w Beauvais katedra nie zostanie ukończona.
Autorka nie osądza, nie potępia, ona solidaryzuje się
z tymi ludźmi. Bo to połączenie wiary z marzeniami, wytrwałości z pychą
potrafi dać wspaniałe rezultaty.
| Katedra w Beauvais |
Powieść pisana językiem stylizowanym na średniowieczny
początkowo czyta się dość ciężko, jednak szybko można doń przywyknąć.
Przeczytałam
gdzieś, iż powieści historyczne to powieści pisane przez ludzi żyjących wieki
temu, bowiem dzieła współczesnych pisarzy są jedynie sumą ich wyobrażeń na
temat przeszłości. Mnie się wyobrażenia pani Malewskiej bardzo podobają. Szalenie
lubię czytać o radości, zapale, pasji tworzenia, jaka towarzyszyła twórcom. Podobało mi się także to, iż autorka nikogo nie potępiała, każdego ze swych bohaterów próbowała zrozumieć. Jej bohaterowie są ułomni, ale dają się lubić.
A kamienie wołają do mnie z murów każdej oglądanej świątyni, wołają głosami ludzi, którzy je budowali, często ze świadomością, iż nie zobaczą ich ukończonych.
Moja ocena 4/6
Sznureczki - wycieczka do Rouen celem obejrzenia kolejnej kamiennej Biblii.
Książka została ukończona w sierpniu 1939 roku.
* Str. 229-230 Kamienie wołać będą Hanna Malewska Wydawnictwo Pax, rok 1955
Muszę przyznać, iż odwiedzając piękne, gotyckie katedry czuję się, jak Jagnieszka, która znalazłszy się w Chartres nie chciała opuszczać murów świątyni. I mnie ogarnia tam poczucie bezpieczeństwa i spokoju i obcowania z cudami.