Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 24 lipca 2022

Tamara Łempicka - kobieta w podróży

Autoportret w zielonym bugatti
Życie jest jak podróż. Spakuj tylko to, co najbardziej potrzebne, bo musisz zostawić miejsce na to, co zbierzesz po drodze.  Tamara Łempicka

Nie wiem czy to normalne, ale strasznie mnie kręci oglądanie ładnych obrazów. Kiedy przeczytałam informację o wystawie Tamara Łempicka Kobieta w podróży odbywającej się w Muzeum Narodowym w Lublinie poczułam nieodpartą ochotę jej obejrzenia. Widziałam wcześniej kilka obrazów Tamary, ale wystawa w Lublinie jest największą, jak dotąd w Polsce wystawą dzieł malarki.              W drodze do Lublina przeczytałam biografię Łempicka Tryumf życia Małgorzaty Czyńskiej, byłam zatem uzbrojona w podstawową wiedzę na temat orędowniczki wolnej miłości i przyjemności życia, uwodzicielki, skandalistki, kobiety Sfinks, której życie owiane było legendą, jaką sama sobie tworzyła. Tamara uwielbiała się wyróżniać na tle innych i jej obrazy też wyróżniają się na tle pozostałych; mocno nasyconą, intensywną barwą i ostrymi wyrazistymi konturami. Bardziej niż obrazy przypominają mi plakaty, czy okładki gazet (niektóre zresztą w tym celu powstawały). Na pewno przykuwają wzrok.

Mam wrażenie,  że nawet ci, którzy niezbyt dobrze znają obrazy Łempickiej kojarzą takie, jak Autoportret w zielonym bugatti czy Młoda dziewczyna w zielonej sukience. Zieleń jest ich wspólnym mianownikiem i jednym z ulubionych kolorów Tamary. Zieleń to  wiosna, młodość, uroda, witalność.  Nawet, jeśli jest to życie na pokaz, bo ich bohaterki są mocno  odrealnione, zblazowane i zdecydowanie wyróżniają się z tłumu.

Tamara
Autoportret w zielonym bugatti przedstawia nowoczesną, elegancką Wenus w luksusowym,  sportowym aucie. Tamara nie jeździła bugatti, choć zapewne by chciała, lubiła otaczać się luksusem, a był to wówczas  najmodniejszy  pojazd dla bogaczy. I choć pochodziła z zamożnej polsko-rosyjskiej rodziny o korzeniach żydowskich jeździła „tylko” żółtym renault, do którego zakładała żółte sukienki z czarnymi dodatkami. Kiedy powstawał obraz ona była już po rozwodzie z Tadeuszem Łempickim, który porzucił ją dla innej. Tadeusz miał już dość romansów żony, w tym z Gabrielem d`Annunziem włoskim poetą-playboyem obrzydliwie bogatym typem. Tadeusz nie rozumiał, że artystka potrzebuje wolności i nieskrępowania.  Może tym obrazem mówiła byłemu mężowi - popatrz, co straciłeś, a może już wabiła kolejnego kochanka, jej przyszłego męża barona Raula Kurffnera. A na pewno chciała być rozpoznawalna, być w centrum uwagi, chciała, aby o niej mówiono i aby ją podziwiano. Obraz jest kolejną z jej kreacji samej siebie. Zdjęcia pięknych kobiet w sportowych samochodach często w latach dwudziestych i trzydziestych zdobiły okładki gazet, Tamara wykorzystała ten pomysł i przedstawiła siebie, jako jedną z nich. W skórzanej czapce i rękawiczkach, jedwabnym szalu, z czerwonymi ustami wygląda jak gwiazda kina. Kreowała się na aktorkę i schlebiało jej, kiedy ktoś brał ją za Gretę Garbo. 

Jak pięknie współgra z tym obrazem Młoda dziewczyna w zielonej sukience. Na wystawie oba obrazy wiszą naprzeciwko siebie. Zieleń sukni wygląda jak mokra materia opinająca ponętne kształty kobiety niczym ze stali, nowoczesnej, walecznej, silnej, zdobywczyni świata, której nic i nikt nie jest w stanie się oprzeć, tak doskonałej, że aż nieludzkiej. Loki włosów wiją się, jak serpentyny metalu, prześwitujące przez suknię piersi są jak pancerna zbroja, uzbrojone w rękawice dłonie jak palce robota.

Całkiem inny wizerunek przedstawia Matka przełożona. Oczywiście i wokół tego obrazu Tamara zbudowała legendę. Kiedy chora na depresję, po rozwodzie z Tadeuszem i po rozstaniu z kochanką  chciała uciec od świata i zamknąć się w klasztorze zobaczyła gdzieś niedaleko Parmy matkę przełożoną, na której twarzy odbijało się cierpienie całego świata, które było tak przerażające, tak smutne, że z miejsca wyjechała. Chęć uwiecznienia tej twarzy, powrotu do malarstwa okazała się tak silna i nieodparta, że uleczyła Tamarę z depresji. Po przybyciu do Stanów z pamięci namalowała tę twarz. Podobno Tamara uważała ten obraz za najlepszą ze swoich prac.

Ponieważ kojarzymy jej malarstwo ze sztuką dekoracyjną, przyjemną wizualnie pewnym zaskoczeniem będą obrazy powstałe na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych. W 1931 roku powstał obraz Uchodźcy. Tamara mająca za sobą doświadczenie utraty majątku w wyniku  rewolucji 1917 roku i konieczność ucieczki z Rosji dobrze rozumiała los uchodźców i wiedziała, jaka to trauma.

Pod koniec lat trzydziestych tuż przed wojną czytając i słuchając opowieści  o nagonkach na Żydów, Murzynów czy homoseksualistów zaczęła odczuwać strach i przygotowywać się do podróży, której nie nazywała wówczas ucieczką, bo a jedynie wyjazdem na jakiś czas, bo to lepiej brzmiało. Powstał wówczas przejmujący obraz Ucieczka przedstawiający kobietę z dzieckiem na rękach. Kobieta ma przerażony wzrok, strach w oczach, twarz pełną boleści. To niezwykle przejmujący obraz. 

Matka przełożona

 
Uchodźcy 

Ucieczka

Łempicka całe życie sporo podróżowała, czasami z konieczności (ucieczka przed skutkami rewolucji, czy ucieczka przed wojną), ale też często z potrzeby (dla odreagowania depresji, bólu istnienia, twórczego spleenu, bo przecież nic nie koi lepiej duszy artysty niż piękne dzieła sztuki). Już jako młoda dziewczyna dużo podróżowała po Europie (głównie po Włoszech, do których wracała przez całe życie). Po raz pierwszy pojechała tam z babką, która oprowadzała ją po galeriach sztuki i po świątyniach. Czerpanie wzorców ze sztuki renesansu zaowocowało takimi obrazami jak: Portret młodzieńca z książką (hołd uznania dla Botticellego czy Rafaela, których sztukę bardzo ceniła)

Portret młodzieńca z książką (podarowany Irze Perol- przyjaciółce i kochance

 
Kobieta w kapeluszu (mająca w sobie coś z madonny)

Graziella 

 

Portret rudowłosej dziewczyny

Choć na wystawie przeważały portrety to z przyjemnością wyłuskałam dwa obrazki z podróży z ulubionych Tamary i moich Włoch. Pierwszy przedstawia Wenecję w deszczu (miasto do którego wielokrotnie wracała) W tym obrazie widać wpływ impresjonistów na jej malarstwo. Drugi to Klasztor w Toskanii.










 

Zaskakujące dla mnie są obrazy martwej natury, to kolejny rodzaj malarstwa którego się po Tamarze nie spodziewałam. 

No i nie mogło zabraknąć portretów córki zwanej Kizette, do której się nie przyznawała przedstawiając ją jako siostrę. Dziewczynka wygląda na nich jak młoda kobieta, a nie jak dziecko, bardziej lolitka, młodociany wamp, niż uosobienie niewinności. 



Wbrew tytułowi Komunia Święta dziewczyna bardziej wygląda na kusicielką niż niewinną dzieweczkę

Na wystawie sporo jest zdjęć Tamary z różnych okresów życia. Oczywiście najwięcej jest tych, na których wyglądem przypomina filmową gwiazdę, ale moją uwagę przyciągnęło to, na którym jest już starą kobietą, która za wszelką cenę stara się zachować resztki dawnej świetności, z pomalowanymi paznokciami, obwieszona biżuterią, z papierosem w dłoni i nieodłącznym pierścieniem  z topazem-pożegnalnym prezentem od dawnego kochanka D`Annunzio. 

 
 
Źródła:
Łempicka Tryumf życia Małgorzata Czyńska,
Rozmowy obrazów Tom 1 Grażyna Bastek - rozdział Kobiety malarki w poszukiwaniu tożsamości
Tamara Łempicka Kobieta w podróży Muzeum Narodowe Lublin- przewodnik z okazji wystawy
 
Jeśli ktoś chciałby obejrzeć wystawę powinien się pospieszyć, jest czynna jedynie do 14 sierpnia tego roku. A naprawdę warto.  Poza obrazami Łempickiej znajdują się tam obrazy paru twórców tworzących w tym samym okresie. Mnie najbardziej zainteresowały rysunki Mojżesza Kislinga oraz portret Kiki z Montparnasse, czyli Misi Godebskiej pędzla Maurycego Mędrzyckiego. Ponadto znajdują się tam meble, rzeźby i zastawa stołowa czy szkło z okresu. 
Dla mnie to jedna z lepszych wystaw, jakie oglądałam w Polsce. 


niedziela, 10 lipca 2022

Wizyta w Palazzo Doria Pamhilij w Rzymie

Na dziedzińcu Pałacu

Koleżanka z pracy zapytana, czy jedzie zwiedzać, czy wypoczywać odparła szybko, że zwiedzać to będzie dwa dni, a resztę wypoczywać. Wypowiedziawszy te słowa, na które zapewne nie zwróciłabym uwagi, niemal natychmiast, jakby uświadomiła sobie, że popełniła jakieś straszne głupstwo – sprostowała - nie, nie, zwiedzać będziemy najwyżej dzień, a potem wypoczywać. I wydaje się odetchnęła z ulgą, iż ktoś mógłby ją podejrzewać, o tak niecne zamiary, jak zwiedzanie na urlopie.

Rozbawiało mnie to setnie, zabrzmiało tak, jakby zwiedzanie było czymś o czym nie warto wspominać,  czymś do czego nie powinno się przyznawać, czymś wstydliwym.

A mnie się marzy taki grand tour w XVIII czy XIX wiecznym stylu, kiedy człowiek podróżował po to, aby poznawać świat, ludzi i siebie, aby na własne oczy zobaczyć  miejsca, o których pisali literaci i które utrwalali malarze na swych płótnach. Zapewne  dlatego moje wyjazdy związane są ze zdzieraniem butów, marszrutą od rana do wieczora  poprzez ulice, place i galerie. Najchętniej połączone z wizytą w teatrze czy na koncercie.

Sala balowa

Podczas tegorocznego wiosennego rzymsko-florenckiego grand tour odwiedziłam ponownie Galerię w Palazzo Doria Pamhilij mieszczącą się przy Via Corso.

Pałac rodu Pamphilij w monumentalnym Rzymie nie wyróżnia się od strony fasady  niczym szczególnym. Ot, kolejna budowla, jakich wiele. Dopiero wejście na zielony dziedziniec budzi zaciekawienie. Po raz pierwszy kilka lat temu weszłam tam przez przypadek. Był to szczęśliwy przypadek. Od tamtej chwili marzyłam o powrocie i ponownym obejrzeniu jego bogatych zbiorów. 

Historia tego pałacu zaczyna się na przełomie XV i XVI wieku, kiedy zaprojektowany z przepięknym arkadowym dziedzińcem (ponoć dziełem samego Donato Bramante) wzbudził podziw papieża Juliusza II z rodu della Rovere. Wówczas zażyczył on sobie, aby pałac został podarowany jego bratankowi, Francesco Maria della Rovere. Kolejnym właścicielem pałacu został ród Aldobrandinich, a z powodu braku męskiego potomka pałac odziedziczyła Olimpia Aldobrandini.

Galeria lustrzana

Olimpia, jako jedyna spadkobierczyni ogromnej fortuny rodu, w wieku 15 lat wyszła za mąż za księcia Borghese. Po jego śmierci, 23 letniej wdowie wpadł w oko bratanek papieża Innocentego X, Camillo Pamhilij. Camillo był synem Olimpii Maldaichini, innej niezwykłej kobiety tamtego okresu. Olimpia Maldaichini w przeciwieństwie do swej synowej, pochodziła z niezamożnej rodziny poborcy podatkowego. Ojciec chciał, aby podobnie, jak jej siostry wstąpiła do klasztoru. Olimpia sprzeciwiła się woli ojca i wyszła za mąż za najbogatszego w miasteczku człowieka Paola Niniego wykazując niezwykłą wówczas siłę woli. Po śmierci męża wydała się za brata Giovani Batisty Pamhilego, Pamphillio. Była bardzo wpływową kobietą i to ona doprowadziła swego szwagra polityką kupowania poparcia na tron Piotrowy, a potem została jego prawą ręką i rządziła polityką papiestwa. Olimpia Maidalchini nie była zadowolona z decyzji syna ożenku z Olimpią Aldobrandini. Była świetną partią, ale zarówno matka, jak i wuj papież przeznaczyli go do kariery duchownego. Dla przyszłej żony zrezygnował z tytułu kardynalskiego.

Kaplica Pałacowa

Olimpia Aldobrandini, będąca jedyną spadkobierczynią bogatego rodu, wdową po księciu Borghesse (kolejny zamożny ród) i żoną papieskiego bratanka  miała ogromne fundusze, dzięki którym powiększała rodową kolekcję dzieł sztuki, a także rozbudowywała i upiększała odziedziczony pałac. Wniosła w wianie kolekcję dzieł sztuki, która stała się zaczątkiem Galerii znajdującej się do dziś w Pałacu przy Via Corsa.

Po śmierci ostatniego męskiego potomka rodu Pamphilj, księżnę Annę Pamphilj wydano za mąż za genueńskiego arystokratę Andreę III Doria. Ich potomek żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku, doprowadził do kolejnej modernizacji pałacu. Wtedy powstała też sala Balowa i odnowiono kaplicę. Dzieło powiększania pałacu kontynuowali również jego potomkowie, wówczas wybudowano między innymi pałacowe stajnie, w których dzisiaj znajdują się pomieszczenia sąsiadującego z pałacem banku.

Galeria lustrzana 2
Palazzo jest więc spuścizną kilku niezwykle zamożnych rodów (Borghese, Pamphilij, Aldobrandini, Doria).

Wygląd samego pałacu jest imponujący, zachwycają zwłaszcza sala balowa, czy galeria lustrzana ze złoconymi sztukateriami, lampami, posągami oraz dekoracyjnym pokrytym freskami sklepieniem.

Z ciekawostek pałac jest cały czas zamieszkały przez potomków rodu, którzy spierają się o spuściznę przodków. Przed wejściem do budynku można oglądać niezwykle imponujące najnowsze modele aut jego mieszkańców. Myślę, że wśród męskiej części odwiedzających Galerię wielu będzie bardziej zainteresowanych stojącymi w przejeździe brannym lamborghini niż którymkolwiek z obrazów.

Ponadto w Pałacu znajduje się między innymi stacja naukowa Polskiej Akademii Nauk.

Ja, nieczuła na  wdzięki współczesnych karoc przyjemność czerpałam z oglądania dzieł sztuki malarskiej.   

Jest ich tutaj ogrom. Na mnie największe wrażenie zrobiły;
Portret Innocentego X (Velazquez)
Wyeksponowany w malutkiej salce na końcu jednego z korytarzy galerii portret Innocentego X pędzla Valazqueza. Dumny wzrok, majestat postaci, bogate papieskie szaty i coś co sprawia, że nie można tego papieża po prostu minąć. Jakiś nieprzyjemny dreszcz sprawia, że nie czujemy się zbyt komfortowo stając twarzą w twarz z Giovanim Batistą Pamhilij, był to papież okrutny, straszliwy niczym Juliusz II papa teribile (a jednak ten namalowany przez Rafaela Juliusz II ma jakiś rys łagodności i zmęczenia, w przeciwieństwie do portretu Innocentego).  Był to człowiek apodyktyczny, okrutny i władczy, tu z zaciśniętymi ustami, z trudem próbuje przybrać maskę majestatycznego duchowego dostojnika. Kiedy papież ujrzał swój portret miał ponoć zakrzyknąć to zbyt prawdziwe.
 Innocenty X wg Bacona (Stany Zjednoczone)

Ostatnio poznałam bardzo ciekawy portret będący reinterpretacją tego najbardziej znanego portretu papieża. Portret – hologram namalowany przez Bacona. Papież wygląda, jak uwięziony w klatce, jakby siedział na krześle elektrycznym, usta ma otwarte i wrzeszczy z wściekłości i gniewu. Jest być może jeszcze bardziej prawdziwy, niż mógł namalować go Velazquez.  U niego papież milczy (choć z trudem zapewne to mu się udaje), u Bacona wrzeszczy.

Odpoczynek podczas ucieczki do Egiptu Caravaggio – to jeden z dwóch obrazów, które najlepiej zapamiętałam podczas pierwszej wizyty w galerii. I chyba pierwszy Caravaggio, który mnie urzekł, pierwszy z tych wiszących w galeriach sztuki. Powstały z inspiracji Ewangelią Św. Mateusza obraz podróży Józefa z rodziną do Egiptu w celu uniknięcia gniewu Heroda zawiera nietypową scenkę.

Odpoczynek  podczas ucieczki do Egiptu Caravaggio
W Ewangelii mowa jest o cudownościach i niezwykłościach wydarzeń w podróży do Egiptu, ale nie ma tam mowy o grającym na skrzypcach aniele. Prawdopodobnie pomysł zrodził się w otoczeniu kardynała Del Monte (jednego z mecenasów Caravaggia) miłośnika muzyki i sztuki. Skrzypce były wówczas nowoczesnym, używanym od niedawna instrumentem. Święta rodzina przedstawia zwykłych prostych ludzi, Józef to człowiek, który nie bardzo rozumie, skąd wziął się tutaj anioł i dlaczego gra im na skrzypcach, jest zażenowany swoim ubóstwem i pokorny, nosi zwykłe szaty i ma bose nogi. Natomiast  Maryja zmęczona podróżą wraz z dzieciątkiem śpią. Blask bijący od anioła oświetla tę część obrazu. Gra światłem to typowe dla Caravaggio). Obok Odpoczynku podczas ucieczki do Egiptu znajduje się obraz Pokutująca Magdalena, do której postaci pozowała ta sama modelka. Zauroczył mnie ten anioł - nie anioł, chłopiec-hermafrodyta, z rozwianym lokiem i przypiętymi skrzydłami, nagi, a jednak osłonięty zwiewną wstęgą.

Dla miłośników Caravaggia zbiory Galerii to istny raj. Obok siebie znajdują się wspomniana wyżej Pokutująca Maria Magdalena i Święty Jan Chrzciciel. Ten ostatni (chyba) wypożyczony z Muzeów Kapitolińskich (więc lepiej się nie nastawiać, że będzie tam na stałe).

Piękny obraz Jana Brueghela starszego niemal ginie w natłoku tych wszystkich Tycjanów, Rafaeli, Carracich, Massysów. Pejzaż połączony z biblijną opowieścią o wygnaniu Adama i Ewy z raju zachwyca delikatnością, kolorytem, sielanką. Na pierwszym tle znajdują się fauna i flora, całe bogactwo ziemskie, a Adam z Ewą ledwie widoczni w oddali jakby nieistotny element całości.

Raj ziemski Jan Brueghel Starszy
Do kolekcji osobistej obrazów Zwiastowań oraz obrazów Filippo Lippiego - byłego zakonnika, artysty o pojemnym sercu dołączyłam kolejne Zwiastowanie.


którego koloryt uzależniony od kąta padania światła był zupełnie inny 


Z przyjemnością także poznałam kolejnego Memlinga, bowiem jak dotąd pierwsze i jedyne skojarzenie z Memlingiem, czyli tym, czym słynie Muzeum Narodowe w Gdańsku jest Sąd Ostateczny (obraz, przed którym spędziłam tak wiele czasu, jak przed żadnym innym). 

Mniej znany Hans Memling (tytuł Opłakiwanie? Zdjęcie z krzyża?- nie znam)

Artystą, na którego zwróciłam uwagę w zbiorach Galerii był Quentin Masys. Dotąd kojarzony jedynie z jednego obrazu Bankiera z żoną (znajdującego się w Luwrze). Teraz po lekturze książki Rozmowy obrazów tom 1 Grażyny Bastek także z portretem Starej kobiety (brzydkiej księżniczki) znajdującym się w National Gallery w Londynie. Jestem pewna, że musiałam go tam widzieć, jest bowiem charakterystyczny. Jest to portret kobiety o zniekształconych chorobą rysach twarzy, wyglądający karykaturalnie. Znajdujące się w Galerii Pamphilij obrazy Masysa także przedstawiają osoby o twarzach nieco zniekształconych. Takie osoby o wyjątkowym wyglądzie, nietypowych, często zniekształconych rysach twarzy  były wówczas (XVI wiek) przedmiotem zainteresowania, sprowadzano je na dwory panujących, uwieczniano na obrazach, pokazywano. Brzydota fascynowała malarza.

Na zakończenie popiersie Olimpii Maldaichini, którą można by nazwać kobietą papieżem, bowiem wywierała bardzo duży wpływ na dworze swego szwagra. Trochę to dziwne, bowiem miał on silny, apodyktyczny charakter, iż pozwalał swej szwagierce na tak wiele, ale też wszystko co miał jej właśnie zawdzięczał. Na popiersiu Alessandro Algardiego Olimpia w wieku mocno dojrzałym wieku. Chyba nie chciałabym spotkać tej kobiety na swojej drodze.Widać, że słowo nie, nie istnieje w jej słowniku.

Olimpia Maidalchini - papieżyca, albo prawa ręka papieża Innocentego X

niedziela, 3 lipca 2022

Muzea Kapitolińskie warte odwiedzin

fragment posągu konnego Marka Aureliusza
Kapitol to brzmi dumnie.

W Rzymie jest sporo  miejsc, do których chętnie wracam. Kapitolińskie wzgórze jest jednym z nich, a zwłaszcza znajdujący się w jego centrum plac otoczony muzealnymi budynkami. Symboliczne caput mundi – głowa świata. Jej centrum wyznacza ułożona z kamieni gwiazda z konnym pomnikiem Marka Aureliusza. I znowu postać, do której mam szczególny sentyment, jeden z pięciu dobrych cesarzy i jeden z nielicznych mądrych władców. Ostatnio zbyt często muszę sobie powtarzać za Markiem – Pilnuj, abyś nigdy nie czuł wobec osobników nieludzkich tego, co oni czują wobec innych ludzi. I przyznaję, że zdarza mi się poczuć coś na kształt ich uczuć, co napawa mnie jednocześnie wstydem i wściekłością.

Oryginał posągu znajduje się na przeszklonym dziedzińcu Pałacu Konserwatorów przeniesiony tam czterdzieści lat temu podczas konserwacji dzieła. Na placu znajduje się kopia, co zapewne nie przeszkadza większości turystów, zakładając iż wiedzą kogo przedstawia siedząca na koniu postać. Wykonany z brązu posąg został przez nieznanego twórcę pozłocony. Przedstawia cesarza pozdrawiającego żołnierzy (na zamieszczonym fragmencie zdjęcia nie widać wzniesionej w górę ręki cesarza). Pierwotnie stał na Placu Laterańskim, a losu innych starożytnych pomników uniknął tylko dlatego, że sądzono, iż przedstawia Konstantyna, którego czczono, jako pierwszego władcę chrześcijańskiego.

Historia tego miejsca przeplata się z legendą. Któż nie słyszał o gęsiach, które uratowały Kapitol przed najazdem Galów, zakochanej w wodzu wrogich wojsk Sabinów córce rzymskiego wodza Tarpei, która obiecała wpuścić wroga do miasta w zamian za obietnicę małżeństwa (stąd skała Tarpejska, z której zrzucano zdrajców i krzywoprzysięzców do morza), no i wreszcie o wilczycy kapitolińskiej która wykarmiła Remusa i Romulusa. Zapewne zdziwiłabym się, jak wielu nie słyszało.

Podejście na Plac cordonatą (z widokiem na dioskurów)
Nazwa Campidoglio ma pochodzić od znalezionej przy kładzeniu fundamentów pod budowę świątyni czaszki. Kapitol w starożytności  był politycznym i religijnym centrum miasta.  Stała tu świątynia poświęcona trzem najważniejszych wówczas bogom: Jowiszowi, Junonie i Minerwie. Z tej Kapitolińskiej Trójcy najbardziej odpowiada mi Minerwa bogini sztuki i rzemiosł, mądrości, literatury i nauki. Ciekawe dlaczego przedstawiano ją często w zbroi, niczym grecką Atenę. Może ma to coś wspólnego ze starym łacińskim powiedzeniem, jeśli chcesz pokoju gotuj się do wojny. Przecież Bogini sztuki i mądrości musiała być nastawiona pokojowo.

W świątyni nowo wybrani konsulowie oraz zwycięscy wodzowie składali ofiary dziękczynne. 

Nie będę się rozwodzić nad historią Kapitolu, wspomnę jedynie trzy kamienie milowe w tej historii. 

Pierwszym był upadek znaczenia Kapitolu w średniowieczu, kiedy wśród starożytnych ruin zaczęto wypasać kozy, a sam plac zwano Kozą. 

Drugim było przekazanie do Pałacu Konserwatorów części zbiorów ze starożytnych wykopalisk znajdujących się dotąd w Pałacu Laterańskim, co stało się zaczątkiem jednego z pierwszych muzeów na świecie. I trzeba tu podkreślić, iż dokonał tego znany z nie tylko z nepotyzmu, ale i wielu grzechów (z których ja nigdy nie wybaczę mu udziału w spisku na Medyceuszy) papież Sykstus IV.

Trzecim kamienieniem milowym było powierzenie przez papieża Pawła III przebudowy Placu Michałowi Aniołowi, a ten czego się dotknął to stworzył kolejne arcydzieło. 

Posąg -personifikacja Nilu - Sfinksa
Szalenie lubię  podejście z Piazza Venezia na Piazza di Campidoglio schodami ozdobionymi balustradą, a zwanymi cordonatą. Na ich  dole stoją egipskie lwy z czarnego bazaltu. Pośrodku znajduje się pomnik zamordowanego w tym miejscu Coli di Rienzi syna karczmarza i praczki, trybuna ludowego, któremu marzył się powrót do czasów świetności Rzymu. U szczytu balustradę wieńczą u posągi dioskurów - synów Zeusa; Polluksa i Kastora.

Centralnym punktem placu jest pomnik konny, a za nim znajduje się Pałac Senatorów. Kolejne dzieło Michała  Anioła z prowadzącymi doń schodami. Pod nimi w niszy stoi  posąg bogini, trzymającej w ręku kulę (co ma symbolizować panowanie Rzymu nad światem). Sztuka w służbie propagandy – zjawisko znane od starożytności. Po obu stronach bogini stoją olbrzymie posągi będące personifikacją rzek Nilu i Tybru. Pod ścianą pałacu (zmierzając na niewielki taras widokowy) na kolumnie stoi kopia Wilczycy z Remusem i Romulusem. 

Z tarasu rozciąga się widok na pozostałości Via Sacra, ruiny świątyń, kolumn, łuków tryumfalnych, aż po Koloseum. To jedno z tych miejsc, które będąc w Rzymie należy  zobaczyć. Zupełnie za darmo można ogarnąć wzrokiem niemal całe Forum Romanum (leżące po tej stronie Via Imperiali).

Miałam podzielić się wrażeniami z Muzeów Kapitolińskich, a krążę wokół nich, co jest zapewne oznaką, -żeby

 Pozostałości po posągu-pomniku Konstantyna Wielkiego
nie napisać starości,  napiszę - dojrzałości.

Byłam w Rzymie na początku kwietnia, kiedy jeszcze obowiązywały ograniczenia covidowe, a zatem musiałam okazać green pass i chodzić w maseczce, o ile pierwsze nie było dla problemem, o tyle to drugie sprawiało pewien dyskomfort, ale biorąc pod uwagę, iż temperatura nie była zbyt wysoka dało się przeżyć. Bilety zakupiłam tym razem na miejscu, nie chcąc  zobowiązywać się do konkretnej daty czy godziny wejścia. Osoby, które miały wcześniej zakupione bilety także musiały odstać w kolejce (mierzenie temperatury). Cała procedura trwała jakieś dziesięć do piętnastu minut (przy czym w kolejkę ustawiłam się pięć minut przed otwarciem kas).

Pierwszym co widzimy wchodząc na dziedziniec Pałacu Konserwatorów (którego przebudowę zaprojektował Michał Anioł, a skończył  Giacomo della Porta) są ogromna (2,5 metrowa) głowa, dłoń, fragment ramienia i stopa z  posągu Konstantyna Wielkiego pochodzące z Bazyliki (znanej jako Bazylika  Maksencjusza). Ogrom tych pozostałości daje wyobrażenie o wielkości posągu (który miał około 10 metrów wysokości, przy czym przedstawiał cesarza w pozycji siedzącej).  No ale Konstantyn Wielki, uważany, za pierwszego chrześcijańskiego władcę Rzymu nie mógł poprzestać na czymś skromniejszym. W Bazylice o długości 80 metrów mniejszy wizerunek mógłby zginąć.

Na mnie największe wrażenie zrobił posąg konny Marka Aurelisza, który w przeszklonej Sali Pałacu Konserwatorów prezentuje się wyjątkowo lekko i dostojnie, choć to może tylko moje subiektywne odczucia. Miałam szczęście być sam na sam z cesarzem o smutnych i mądrych oczach człowieka, od którego można by się sporo nauczyć. Poza sprawowaniem władzy był bowiem pisarzem i filozofem. A  także ojcem znanego z okrucieństwa (dorównującego temu, które prezentował Kaligula) cesarza Kommodusa. W tej samej przeszklonej sali poza wielu innymi ciekawymi eksponatami stoi oryginał Wilczycy Kapitolińskiej z Remusem i Romulusem. Co ciekawe postacie bliźniąt dodał w XV wieku rzeźbiarz i malarz Antonio Pollaiuollo. Sama brązowa figurka wilczycy pochodzi z V wieku p.n.e. Niedaleko Wilczycy miałam szczęście zobaczyć Spinario – posąg z brązu chłopca wyciągającego cierń ze stopy. Szczęście, bowiem, podczas wcześniejszej wizyty w Muzeach Kapitolińskich nie odnalazłam posągu. Ta pochodząca z I wieku p.n.e. figurka (73 cm) zachwyca swoją prostotą i pięknym wykonaniem.

Spinario
Podobnie, jak trzynaście lat temu (podczas pierwszej wizyty w Muzeach)  odczułam wzruszenie wchodząc do sali Horacjuszy i Kuracjuszy, ozdobionej freskami Kawalera d`Arpino. W tej sali 65 lat temu podpisano traktaty rzymskie będące zalążkiem Unii Europejskiej. Sala jest monumentalna podobnie jak zdobiące ją freski opowiadające historię Rzymu przedstawioną legendami; jest tam i Porwanie Sabinek i Wilczyca z Remusem i Romulusem i walka Horacjuszy z Kuracjuszami. Ale mój wzrok ponownie kieruje się do majestatycznych posągów  papieży; Innocentego X i Urbana VIII. One są takie jak cały Rzym - monumentalne, co zawsze mnie zadziwia i w pewien sposób fascynuje, kiedy oglądam te wszystkie posągi namiestników Chrystusa na ziemi, nie mogą się nadziwić, jak osoby mające uosabiać chrześcijańskiej cnoty skromności i ubóstwa podobne są do imperialnych władców. Moja naiwność dorównuje wielkości tych dzieł.

Jak na Muzeum przystoi, i to pierwsze publiczne muzeum na świecie; zbiory galerii są cenne i spore. Tegoroczny wyjazd do Rzymu pozostawał niezmiennie pod znakiem Berniniego i Caravaggio. A zatem rzeźba Głowa Meduzy Berniniego, pełna ekspresji, choć nieco mniej przerażająca niż ta sama głowa namalowana przez Berniniego, a znajdująca się we florenckich Ufizziach. Obrazu Caravaggia Święty Jan Chrzciciel na próżno szukałam w Muzeach Kapitolińskich, znalazłam go w Pallazzo Pamhilij Doria, gdzie spokojnie wisiał w otoczeniu innych dzieł Michelanelo Merisi.Podczas tej podróży często spotykałam wędrujące eksponaty, które znajdowały się w innym miejscu, niż to im przypisane pierwotnie.

Te wspomniane wyżej kilka dzieł   to tylko niewielki fragment ogromnej kolekcji, ale dla mnie najważniejsze i te, które na dłużej zapadły w pamięci. Jak mawiała jedna z przewodniczek, jeśli zapamięta się z jakiejś galerii choćby jeden eksponat, jedną salę, jedną figurkę to i tak będzie dużo i będzie znaczyło, że warto było ją odwiedzić. A że to się widzi co się wie warto przed każdą wizytą w Galerii przeczytać, jakie ma zbiory, wtedy szansa, że za parę tygodni będzie się pamiętało coś  z tej wizyty jest znacznie większa.


Będąc w Muzeum warto wejść do znajdującej się na drugim piętrze muzealnej kawiarni i wypić na tarasie z widokiem choćby filiżankę kawy lub kieliszek prosecco. Zresztą do muzealnych knajpek zawsze warto wchodzić, pozwala to na pełniejsze przyswojenie piękna, z jakim mogliśmy obcować. Podobnie, jak do muzealnych sklepików, aby nabyć choćby małą widokówkę, któregoś z eksponatów, które szczególnie urzekły.  Na zakończenie  jeszcze jeden z moich ulubionych Markowych cytatów  - Nie należy gniewać się na bieg wypadków, bo ich to nic nie obchodzi. 

Mam problem z ustawieniem tekstu (podobnie, jak z logowaniem na własnego i cudze blogi, tam dla dodania komentarza), stąd być może czcionka jest zbyt mała. Spróbuję z tym powalczyć jutro. 

Dodane

Ewa mi pisze, że za mało zdjęć zamieszczam. Nie chciałabym zamienić tego bloga w fotoblog, przynajmniej nie w tej chwili, ale może rzeczywiście nie zamieściłam nawet tych paru zdjęć więcej obiektów, o których wspominam. A zatem proszę bardzo: 


 

Kopia posągu



Oryginał z drugiej strony (widać resztki złoceń)


Pra-matka Rzymu z adoptowanym potomstwem pod ścianą Pałacu Senatorów

Oryginał w Pałacu Konserwatorów

Kastor i Polluks witają cię przechodniu w centrum świata

Na pierwszym planie Marek na koniu i Pałac Senatorów, po prawej Pałac Konserwatorów

Widok na Forum Romanum z tarasu spod Pałacu Senatorów

Sala Kuracjuszy i Haoracjuszy (tu podpisano traktaty rzymskie)

Papież Urban VIII Barberini w imperialnym geście Cesarza pozdrawiającego lud
 
Papież Innocenty X - no i który bardziej dostojny, majestatyczny?

Freski Kawalera d`Arpino