| Gra w szachy Sofonisba Anguissola MNPoznań |
Kobiety w malarstwie przed wiekiem XIX
Do niedawna mówiono, iż nie było malarek w sztuce przed wiekiem XIX. Dziś o nierównym dostępie kobiet do sztuki malarskiej wiemy dużo więcej, nie mniej mam wrażenie, że nawet wykształcone koleżanki powtarzają od lat prezentowany pogląd, iż w dziedzinie malarstwa kobiety były mniej uzdolnione od panów. Temat jest teraz na czasie, więc nie będę się weń zagłębiać (wystarczy sięgnąć choćby po którąś z czytanych przeze mnie ostatnio książek jak Histeria sztuki Soni Kisza czy Suknia i sztalugi Piotra Oczko), aby poznać powody tak nikłej obecności kobiecego malarstwa w galeriach sztuki.
Jak mowa o malarkach sprzed XIX wieku na myśl przychodzą mi cztery nazwiska. Tylko cztery, a uważam się za amatora sztuki (od amare, czyli kochać/wielbić). A wy, znacie więcej malarek sprzed wieku pary i elektryczności?
Sofonisba Anguissola
Dziś przyjrzyjmy się Sofonisbie Anguissola. To trudne do wymówienia nazwisko i dość nietypowe imię nosiła żyjąca na przełomie XVI i XVII wieku włoska malarka, córka Amilcare Anguissoli. Ojciec pochodził ze zubożałej, ale szlacheckiej rodziny, imię zawdzięczał kartagińskiemu przywódcy. Był tylko jeden szkopuł, może ważniejszy od zubożenia rodu, Amilcare był nieślubnym dzieckiem. Choć na szczęście dla niego wychowywanym w rodzinie swego ojca przez jego prawowitą żonę. Matka malarki Blanka pochodziła z zamożnego rodu patrycjuszowskiego, ale związek z Amilcare był traktowany, jako mezalians (zubożały bękart to nie najlepsza rekomendacja). Amilcare imał się różnych zajęć, ale bez większego powodzenia. Sofonisba była jego najstarszą córką, a po niej miał jeszcze sześcioro dzieci, w tym pięć córek (Elena, Lucia, Minerva, Europa i Anna Maria). Miał tatuś fantazję. Safonisba otrzymała imię na cześć córki kartagińskiego wodza. Oznacza to, że tatuś albo interesował się historią, albo imponowało mu to, że on sam też otrzymał imię na cześć kartagińskiego wodza Harbubara (Amilcare to zwłoszczona wersja imienia). Ojciec interesował się też sztuką, może dlatego łatwiej rozumiał i akceptował zainteresowania córek.
Zdawał sobie sprawę, iż mając sześć córek nie jest w stanie zapewnić im posagów, jakie pozwoliłyby na dobry ożenek. Widząc uzdolnienia córek zapewnił im wykształcenie (rzecz rzadko spotykana w XVI wieku). Dziewczęta otrzymały edukację humanistyczną, uczyły się języków obcych oraz muzyki. Ponieważ Sofonisba i Elena miały talent plastyczny pozwolił im się uczyć malarstwa. Czy była to jego inicjatywa czy uległ prośbom córek- to bez znaczenia, ważne, że pozwolono im brać lekcje malarstwa w czasach, kiedy uchodziło za niemoralne, aby niezamężna kobieta uczęszczała do pracowni, w której przebywali mężczyźni. Być może fakt, iż były we dwie ułatwił przyjęcie ich do pracowni Bernardina Campiego i zamieszkania w jego domu. Jednak kiedy Elena przerwała po roku naukę aby wstąpić do zakonu, Sofonisba zaczęła się kształcić u kolejnego mistrza Bernardina Gattiego, dodatkowo zaczęła uczyć malarstwa młodsze siostry, ujawniając swój talent pedagogiczny.
Dzięki ojcu, który stał się promotorem jej prac zaczęła zdobywać rozpoznawalność. Amilcare wysyłał obrazy córki oraz listy zachwalające jej prace na dwory arystokratyczne. Malująca kobieta była postrzegana jako ciekawostka, czy atrakcja, co przekładało się na pozyskiwanie zamówień. Jeden z listów ojca trafił do Michała Anioła, co rozpoczęło ich kilkuletnią korespondencję i wymianę doświadczeń (Michał Anioł wysyłał jej swoje szkice, które ona przerabiała i odsyłała uzyskując rady i uwagi do swojej pracy). Jako kobieta maluje głównie portrety lub scenki rodzajowe przedstawiające portretowane osoby. Często tematem jej prac (przynajmniej początkowo) są członkowie rodziny.
![]() |
| Ten sam obraz ze strony wikipedii (lepsza jakość) |
Gra w szachy
Najsłynniejszym obrazem Sofonisby jest Gra w szachy. Obraz znajduje się w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Pochodzi on z ok 1555 r. i został namalowany przez 23 letnią malarkę.
Przedstawia trzy młodsze siostry Sofonisby i ich piastunkę. Lucia i Minerva grają w szachy, a Europa wraz z opiekunką przypatrują się grze. Na obrazie przedstawiono moment ukończenia gry. Starsza siostra trzyma pionka i patrzy (dziś powiedzielibyśmy w obiektyw) na malarkę albo na widza, młodsza patrząc na starszą unosi dłoń w geście pokonanej. Najmłodsza tu Europa patrzy na pokonaną ze śmiechem. Jedynie opiekunka nie uczestniczy w tej wymianie spojrzeń patrząc na szachownicę, jakby chciała się przekonać czy nie doszło tu do oszustwa, a może zrozumieć zasady gry. Zwyciężczyni, pokonana i dwie obserwatorki. Siostry podobne do siebie, a jednak każda z innym wyrazem twarzy; od spokojnego tryumfu, poprzez zdziwienie, może niezgodę, po rozbawienie. Panny są starannie uczesane i pięknie ubrane w stroje nie pasujące do codziennej zabawy. Suknie są z kosztownej materii, a panny noszą sznury korali i ozdobne przepaski we włosach. Rozgrywka odbywa się na świeżym powietrzu, pod dębem- symbolem więzi rodzinnych. Wzrok najstarszej z sióstr spotykający się ze wzrokiem widza zdaje się nieprzenikniony, jaką prawdę chce nam przekazać młoda kobieta. Gra w szachy stwarza pole do wielorakiej interpretacji, ponieważ szachy można traktować jako metaforę. Jako jedną z interpretacji przedstawia się obraz jako metaforę zmienności i ulotności życia. Jak odkryto podczas prac badawczych w miejscu w którym dziś widzimy dąb znajdowała się jakaś postać. Być może był to ojciec.
Ten piękny obraz możemy obejrzeć u siebie w kraju, bez konieczności wyjazdu za granicę, płacenia dużych pieniędzy, a jednak jeszcze ani razu będąc w poznańskim muzeum nie widziałam przed nim wielu oglądających. Co powinno mnie cieszyć, bowiem miałam go wyłącznie dla siebie. A jednak nasuwa się taka refleksja, iż nie doceniamy tego, co posiadamy.
Dalsze dzieje Sofonisby
Ku zaskoczeniu otoczenia w niespełna dziesięć lat po namalowaniu Gry w szachy malarka została zaproszona na hiszpański dwór króla Filipa II, aby zostać nauczycielką królowej Elżbiety de Valois. Z tego okresu pochodzą liczne portrety członków dworu madryckiego. Po śmierci swej protektorki opuściła dwór w Madrycie. Była dwukrotnie zamężna (z sycylijczykiem, a potem genueńczykiem). Obaj panowie wspierali ją w malowaniu. Dożyła 92 lat, a w ostatnim okresie życia straciła wzrok. Pod koniec życia odwiedził ją Anton van Dyck i namalował jej portret.
Informacje na temat Sofonisby pochodzą z książki Suknia i sztalugi. Historie dawnych malarek pana Piotra Oczko.

Wspaniała historia kobiet w czasach na tyle odległych że patriarchat dominował, ale też budzącego się renesansu, gdy głównym podmiotem w życiu stawał się człowiek. Oznaczało to także inne spojrzenie na córki- z pewnoscią były kochane, lecz poddawały się bez szemrania obyczajom i zasadom moralnym- do czasu gdy ojcowie zaczęli stawiać ich dobro na pierwszym miejscu. Nasz Kochanowski też wystąpił przeciw tyranii obyczajowej swych czasów pisząc Treny żeby upamiętnić ukochaną Orszulkę, co okazało się skandalem nieomal na skalę europejską. Kiedy miłość do dziecka przeważa zyskuje ono wolność wyboru bądź upamiętnienie na wieczność. Warto zapamiętać tę włoską rodzinę a obraz bardzo mi się podoba. I jeszcze można go oglądać w Poznaniu, co jest istotną informacją.
OdpowiedzUsuńSamo pochodzenie ojca i fakt, iż był dzieckiem nieślubnym mogły wpłynąć na jego szersze horyzonty i mniej konwencjonalny sposób podejścia do życia. Młodym kobietom trudno było i podjąć naukę i przebić się w świecie męskim, ale jak im się udało jakże często (w zasadzie chyba zawsze) zawdzięczały to albo ojcu, albo bratu czy mężowi, wszak same nie mogły np sprzedawać obrazów (mogły jedynie je podarować). Nie wiedziałam, że treny Kochanowskiego miały taki kontekst.
OdpowiedzUsuńTreny pisano w starożytnym Rzymie wyłącznie wybitnym mężom stanu a tu powstały nie dość że dla dziecka to jeszcze dla dziewczynki. Co się na naszego Jana z Czarnolasu poobrażało poetów- to dopiero było...
OdpowiedzUsuńA to ci postępowy był pan Jan. Niewiele pamiętam z biografii, jedynie podczas ostatniej wyprawy do Padwy czytałam, że był bardzo lubiany przez studentów, skoro wybrali go na swego dziekana czy rektora- wówczas tę funkcję pełnił jeden ze studentów. A w padewskim kościele uhonorowano go tablicą pamiątkową, na uniwersytecie portretem.
OdpowiedzUsuńInteresujący post. Być może nazwisko tej malarki obiło mi się o uszy, ale nie przywiązywałam do niego większej uwagi. Zastanawiające jest to, dlaczego nie zauważyłam tego obrazu spędzając w poznańskim muzeum niemal cały dzień, fotografując mnóstwo obrazów, w tym też tych pochodzących z XVI wieku :)
OdpowiedzUsuńMoże był akurat w konserwacji? a zresztą nie sposób wszystkiego zauważyć choć obraz jest raczej duży (ponad 70 na 90 cm) Kiedy odwiedzam razem z przyjaciółką, mamy takie obrazy, które obie nas zachwycą, zaciekawią, a są też zupełnie inne, kiedy ja widzę, że ona robi zdjęcie i myślę sobie- ten? no nie, mnie się nie podoba :)
OdpowiedzUsuńNie przypominam sobie, bym kiedykolwiek wcześniej słyszała o tej włoskiej malarce, a chyba bym ją zapamiętała, bo nazywała się bardzo oryginalnie, zatem od razu dziękuję za przybliżenie jej sylwetki. Czuję się teraz mądrzejsza ;) Lubię malarstwo, ale zdecydowanie nie jestem znawczynią, nie mam też takiej wiedzy jak Ty.
OdpowiedzUsuńO "Histerii sztuki" słyszałam, i jak tylko będę miała okazję, to ją przeczytam.
Dobrego tygodnia życzę.
Uśmiecham się na to moje znawstwo :), ale może rzeczywiście troszkę więcej wiem, niż jeszcze parę lat temu, bo od kilkunastu lat zainteresowałam się malarstwem, a od kilku kobietami malarkami. Histerię sztuki polecam, bo mimo, że już wiemy troszkę więcej to są tam zadziwiające informacje na temat kobiet nawet w czasach nam całkiem bliskich.
UsuńZ pewnością poszerzyłaby moje horyzonty, więc będę mieć ją na uwadzę, i jak tylko dorwę w swoje ręce, to przeczytam :)
UsuńA co do Twojego znawstwa, to myślę, że jesteś przesadnie skromna – na pewno masz większą wiedzę od przeciętnego zjadacza chleba! :)
:) skromnie spuszczam oczęta
UsuńI ja też będąc w poznańskim Muzeum Narodowym nie zwróciłam na niego szczególnej uwagi, ale się poprawię. Na swoje wytłumaczenie powiem, że tam jest mnóstwo dzieł i trudno podziwiać każde dokładniej. A ten obraz jest piękny. Doczytałam też o innych dawnych malarkach i moją uwagę zwróciła Artemisia Gentileschi ze swoim dość trudnym życiem:)))
OdpowiedzUsuńPewnie że nie można przyglądać się każdemu obrazowi. Poznańskie muzeum ma przebogate zbiory, jak porównam z naszym gdańskim to nie ma porównania, u nas jest Memling i potem ..... głównie rzeźba i sztuka średniowieczna (która nie każdemu odpowiada), trochę malarstwa gdańskiego, Nie wiem czemu malarstwo polskie poszło do magazynu, a udostępniano je ostatnio na wystawie w Pałacu opatów czasowo. A w Poznaniu ogrom dzieł i malarstwo polskie i sztuka europejska. A Artemisia należy do owych czterech malarek które przychodziły mi na myśl kiedy wspominałam dawne malarki.
OdpowiedzUsuńTa włoska malarka jest mi znana. W czasie pobytu w Muzeum ˗ Zamku w Łańcucie widziałam obraz „Autoportret przy sztaludze” pędzla Sofonisby Anguissoli. Gdy będę w poznańskim Muzeum Narodowym, jestem pewna, że zwrócę uwagę i na ten obraz.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Czytałam o tym autoportrecie, ale w Łańcucie jeszcze nie byłam. I podobnie, jak ty w Poznaniu ja w Łańcucie wiem na co zwrócić uwagę.
OdpowiedzUsuńFaktycznie niewiele się mówi o kobietach malarkach, bo też było ich o wiele mniej nie ze względu na talent ale sposób kształcenia dziewcząt i panujące obyczaje. Tutaj mamy wręcz odwrotny przykład podejścia ojca do edukacji córek. Oraz dalszej opieki nad ich karierą. Zaintrygował mnie również wątek dotyczący trenów J. Kochanowskiego ze względu na ich prawie awangardowy wydźwięk. Bardzo interesujący wpis. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńPodczas ostatnich lat częściej zwracam uwagę na obrazy kobiet malarek i jeśli nie są to wystawy konkretnej malarki, czy malarek to procent ich dzieł jest nikły, żeby nie powiedzieć że jest to czasami promil wszystkich dzieł w galerii. Inaczej rzecz się ma pod koniec XIX wieku, kiedy panie zdobywają wykształcenie i klientelę. Pozdrawiam także
OdpowiedzUsuńPo prostu kobiety malarki są mniej doceniane, niestety.
OdpowiedzUsuńTo prawda
UsuńJakże inaczej ogląda się obraz, znając jego kontekst i historię. O malarce owszem słyszałam, ale chyba bez wielu szczegółów, które przytoczyłaś.
OdpowiedzUsuńZaciekawiła mnie ta ksiażka "Suknia i sztalugi", gdzieś ją już widziałam w internetowym empiku chyba, ale nie miałam przekonania czy ją kupić... Po Twoim wpisie chyba jednak się zdecyduję :).
Całkiem przez przypadek znalazłam się na jej promocji. Przeczytałam informację o wykładzie w gdańskim muzeum i okazało się, że wykład jest też promocją książki, a że temat mnie interesował poszłam. Pan opowiadał tak ciekawie, że zakupiłam książkę, co na promocjach rzadko mi się zdarza.
UsuńBardzo ciekawy wpis! 😊 Przyznam szczerze, że przed przeczytaniem znałam nazwisko Sofonisby Anguissoli, ale jej historię już znacznie słabiej. Tym bardziej podziwiam jej ojca – w XVI wieku dać córkom wykształcenie i możliwość nauki malarstwa wymagało naprawdę otwartego umysłu. A „Gra w szachy” to obraz, przy którym można zatrzymać się na długo i za każdym razem odkrywać coś nowego w spojrzeniach i gestach bohaterek. Dzięki za przypomnienie, że wiele utalentowanych kobiet było obecnych w historii sztuki, tylko przez lata mówiło się o nich zdecydowanie za mało. 😊🎨📚
OdpowiedzUsuńOdwiedzając galerie sztuki wiele razy nachodzi mnie ta myśl, że obrazy malarek to zaledwie jakiś procent całości zbiorów, no chyba, że są to galerie sztuki z końca XIX wieku, kiedy więcej pań zaczęło parać się tą sztuką.
OdpowiedzUsuńJa też zawsze podziwiałam ojców (rzadziej matki miały tu coś do powiedzenia) w kwestii edukacji swych córek w dawnych wiekach i choć było ich niewielu to jednak się zdarzali i dzięki temu mamy kilkadziesiąt znanych pań (malarek, poetek, uczonych, rzemieślniczek- o tych ostatnich wspomina też autor książki- ilustratorki, dekoratorki, hafciarki...)