Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leon Donna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leon Donna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 lipca 2025

Fałszywy dowód Donna Leon


W tej kryminalnej opowieści z Wenecją w tle komisarz Brunnetti dochodzi do wniosku, iż może sprawiedliwości należałoby szukać na tamtym świecie, bo na tym zbyt często okazuje się to niemożliwe. Opisane w kryminałach schematy postępowania włoskiej policji, urzędników, polityków, sfer duchowieństwa, że już o mafiosach nie wspomnę nie stawiają tych struktur w najlepszym świetle. Co prawda to samo można by powiedzieć o każdej z tych instytucji w każdym innym kraju, ale tu mamy akurat Włoską policję i włoski wymiar sprawiedliwości. Wiele można zarzucić włoskim organom ścigania, ale komisarz Brunnetti niczym rozprawiający się z sycylijską mafią filmowy bohater Corrado Cattani robi swoje i pozwala uwierzyć, że są jeszcze uczciwi i oddani pracy gliniarze.
Tym razem Donna Leon na warsztat bierze przestępstwo popełnione z pychy.
moje ukochane Frutti di mare (primo piati)
Jak to w jej książkach bywa wątek policyjnego śledztwa przeplata się z wątkiem rodzinnym, a rozważania Paoli (żony komisarza) naprowadzają Guido na trop. Chyba po raz pierwszy Guido jest tak mocno zaabsorbowany śledztwem, że nie ma czasu na swoją ulubioną czynność, czyli czytanie. Nic dziwnego, jeśli równolegle prowadzi śledztwo w sprawie kradzieży na lotnisku. To Paola czyta. I to nie byle jaką lekturę, jest to podręcznik do religii jej córki.
Komisarz natomiast z chęcią pochłonąłby domowy obiad, jednak zmuszony do dłuższego pozostania w pracy indaguje żonę na temat omijającego go obiadu.
A nie jesteś ciekawy, co zamierzam czytać.
Nie chcę wiedzieć, co będziesz jeść.
Czyli chcesz wiedzieć co cię ominie?
Tak.
I się dąsać?
Nie.
[..] Jeśli obiecam, że zjem tylko grissini z serem, a potem przejrzałą brzoskwinię, to poczujesz się lepiej?
[…] A żeby ci wynagrodzić stracony obiad, obiecuję, że przyrządzę ci na kolację steki z miecznika i krewetki.
W sosie pomidorowym?
Tak. A jeśli starczy mi czasu, to z pozostałych brzoskwiń zrobię lody.
I może dodaj trochę mniej czosnku niż zwykle, co?- zasugerował wykorzystując, jak mu się zdawało, silną pozycję przetargową.
(str. 91)
równie wspaniałe risotto con funghi (secondo piati)
Zastanawiam się skąd u kobiety wykształconej i wyzwolonej to poczucie, iż powinna wynagrodzić mężowi brak domowego obiadu, na który on nie dotrze, bo ma więcej pracy. I jedynym powodem, jaki widzę, jest silne uczucie i chęć zrobienia małżonkowi przyjemności. Paola nie należy do kobiet, które będą kierowały się poczuciem obowiązku. To rodzaj okazywania uczuć poprzez dogadzanie jego kulinarnym gustom. 
Aby za wiele nie zdradzać napiszę, tylko, iż ciekawie i znajomo brzmi wątek prowadzonego równolegle śledztwa w sprawie kradzieży na lotnisku. Od razu pomyślałam sobie, jak to dobrze, że zawsze podróżuję z bagażem podręcznym.
Oskarżonych wielokrotnie filmowano, jak grzebią i wyciągają rzeczy z walizek pasażerów, i ponieważ niektórzy z nich byli gotowi zeznawać przeciwko pozostałym w nadziei na łagodniejszy wyrok, komisarz nie miał zbyt wiele do roboty….(str. 76)

….Obrona (pracowników lotniska dopuszczających się kradzieży) wytoczyła argument, iż skoro kamery zostały zainstalowane bez wiedzy osób filmowanych, to naruszały prywatność oskarżonych- podpierając się wielofunkcyjnym, zapożyczonym od Anglików słowem privacy, by wypełnić lukę we własnym języku, w którym brakowało odpowiedniego terminu. Gdyby tę argumentację uwzględniono, a zdawał sobie sprawę, że to bardzo prawdopodobne, oskarżenie zostałoby oddalone, ponieważ wszyscy, którzy przyznali się do winy natychmiast wycofaliby swoje zeznania. Poza tym ci ludzie wciąż byli zatrudnieni przy bagażach, bo skoro konstytucja gwarantowała każdemu obywatelowi prawo do pracy, nie wolno było ich zwolnić (str. 112)
tiramisu (dolci) Może nie wygląda zachęcająco,
ale to najlepsze ever tiramisu jakie jadłam w życiu Sklepik I Tre Mercanti
[…] sędzia rozpatrujący sprawę kradzieży na lotnisku postanowił, że nagranie zarejestrowane przez ukryte kamery w holu bagażowym rzeczywiście naruszają prywatność osób oskarżonych o okradanie bagaży, wobec czego nie mogą być użyte, jako dowody przeciwko nim. (str. 130).
Książki Donny Leon idealnie nadają się na wakacyjną lekturę. 
Przeczytana w ramach stosikowego losowania u Anny
W pierwszej wersji wpisu podałam tytuł książki jako Zgubne środki - konia z z rzędem temu, kto wie, skąd mi się taki tytuł przyplątał. 

wtorek, 3 grudnia 2024

Pokusa przebaczenia Donna Leon w towarzystwie oliwskiego parku


Ogarnęło mnie ostatnio lenistwo, które uniemożliwia składanie zdań. Po intensywnych doznaniach kulturalnych: wycieczce do Bydgoszczy (wystawa Stanisławski i jego uczniowie), Warszawy (dwa spektakle i wystawa Chełmońskiego w Narodowym) i Poznania (koncert musicalowy), wykładzie na temat XVII wiecznych malarek w rodzimym muzeum, a także lekturze Madonny, która znika pod szklanką kawy jest we mnie tyle przeżyć i emocji, że trudno mi skupić myśl na jednym temacie. Sięgam zatem po jedną z notatek poczynionych jakiś czas temu podczas lektury kolejnego z kryminałów z Wenecją w tle z intrygującym tytułem Pokusa przebaczenia.
Kryminały Donny Leon nie stronią od opisu kolegów z pracy komisarza Brunnetiego. I choć wielu z nich jest oddanymi służbie policjantami to nie brak tam  osób, które spotykamy (a ja spotykałam - uwielbiam czas przeszły w tym kontekście) na co dzień w naszych zakładach pracy. Jedną z takich osób jest zwierzchnik komisarza vice-questore Giuseppe Patta, człowiek zawdzięczający swą wysoką pozycję doskonałemu lawirowaniu i umiejętności wybierania spraw, które mogą przynieść korzyści jego komendzie, a w szczególności jemu osobiście, z odrzucania tych, które mogłyby przynieść kłopoty.
Na ogół zachowanie komendanta było przewidywalne jak na człowieka, który awansował w hierarchii biurokracji rządowej. Sprawiał wrażenie bardziej zajętego, niż faktycznie był; nigdy nie przegapił okazji, by samemu zbierać wszelkie pochwały dla instytucji, w której pracował; był mistrzem w zrzucaniu winy lub odpowiedzialności za niepowodzenia na cudze barki. U kogoś, kto z taką łatwością wspiął się po szczeblach chwiejnej drabiny instytucjonalnego sukcesu, niespodziewane było to, że od dziesiątków lat tkwił w tym samym miejscu. (str.14-15).

Przełożony komisarza poza umiejętnością lawirowania wyróżnia się także nienagannymi strojami niczym z żurnala mody. .. zastępca komendanta miał na sobie ciemnopopielaty garnitur. ...marynarka delikatnie opadała na pojedynczych zaszewkach spodni. Dziurki od guzików na mankietach były ręcznie obszyte. Czarne buty Patty zostały uszyte na zamówienie, a maleńkie dziurki zdobiące noski służyły jedynie podkreśleniu gładkości skóry. Sznurowadła były zakończone frędzlami. (str. 23). 
Swoją drogą nie tylko vice-questore Patta mógłby występować na wybiegach mody. Jego sekretarka panna Eletra potrafi zaskakiwać doborem stroju dopasowanym do nastroju i pory roku. 

Donna Leon często mimochodem wspomina któryś z licznych procederów naruszania prawa. W Pokusie przebaczenia opisuje proces zdawania egzaminów na prawo jazdy przez nieznających włoskiego Pakistańczyków. Za pomocą kamerek i nadajników podpowiadano zdającym co mają robić. Przerażająca okazała się skala zjawiska, która spowodowała posadzenie za kółkami pojazdów setki kierowców nie mających odpowiednich kwalifikacji.

Autorka także mimochodem opisuje swój stosunek do wiary, która przyjmuje cierpienie za drogę do zbawienia. Ojciec Brunettiego umierał długo i w straszliwych męczarniach w szpitalu prowadzonym przez ludzi, którzy uważali ludzkie cierpienie za świetny sposób utorowania drogi do zbawienia i którzy przez to do ostatnich dni jego życia nie chcieli mu podawać środków znieczulających. Trzy dni przed śmiercią Brunetti, będący już wówczas komisarzem policji, wykradł pudełko z morfiną w ampułkach z pomieszczenia, w którym policja trzymała skonfiskowane narkotyki i broń, i podawał je co osiem godzin umierającemu. Gdy ten skonał w spokoju w ramionach młodszego syna, Brunetti wrócił do domu i wylał zawartość pozostałych ampułek do kuchennego zlewu. Nie wierzył zbytnio w sens absolutny, ale wiedział że cierpienie zawsze jest złem. (str. 48-49).


Oczywiście pociechy i spokoju po ciężkiej pracy policyjnej komisarz szuka w rodzinie i lekturze. Po ukończeniu Orestei, wspomnieniu Medei sięga po dramaty Sofoklesa. Lektura będzie mu towarzyszyła podczas rozwiązywania zagadek śledztwa, co uzmysłowi komisarzowi, jak uniwersalny jest klasyczny dramat (zresztą nie po raz pierwszy). Wraz z winem Brunetti przyniósł swój egzemplarz tragedii Sofoklesa - zdecydował się na Antygonę - i usadowił przy Paoli, żeby umilić sobie lekturą czas do kolacji. Przeczytał do połowy Wstęp napisany przez profesora psychologii na Uniwersytecie w Cagliari. Autor zaprezentował w nim jungowską interpretację sztuki z Antygoną jako archetypem Wielkiej Matki i Kreonem w roli archetypa Mistyfikatora. Brunetti dowiedział się z niej, że mroczniejszą stroną człowieka, Cieniem, może być coś co go otacza, lub jego wnętrze; może być twój wróg, lub ty sam. (str.126)

Czytając serię Donny Leon o dochodzeniach komisarza Brunettiego, przy całej sympatii do komisarza zwróciłam uwagę na patriarchalny model rodziny. Żona komisarza Paola, profesoressa na Uniwersytecie sprawia wrażenie, iż poza czytaniem, które zabiera jej każdą wolną chwilę zajmuje się wyłącznie szykowaniem jedzenia dla członków rodziny przy czym nie są to zakupione półprodukty, czy też dania kupione w markecie odgrzewane w mikrofalówce. Paola jest mistrzynią kulinarną, a jej obiady składają się z co najmniej dwóch dań z deserem. Tak przyzwyczaiła do tego rodzinę, że Brunetti jest rozczarowany, kiedy sam musi sobie podgrzać obiad. Wszedł do kuchni i otworzył lodówkę, gdzie znalazł rondel i na półce poniżej półmisek zakryty folią aluminiową. Wyciągnął je, postawił na blacie i zdjął pokrywkę rondla. Zupa krem z selera. Na folii widniały słowa: „Nie trzeba ich podgrzewać”. Odsuwając folię, ujrzał coś, co wyglądało na pulpety cielęce zawinięte w plastry wędzonego boczku. Włączywszy piekarnik, wsunął do niego półmisek, po czym postawił rondel na kuchence i podkręcił płomień. Wyjął miskę i wziął kieliszek z szafki. Postawiwszy zupę na palniku, wrócił do sypialni i wziął swój egzemplarz Antygony pozostawiony tam ubiegłej nocy. (str.151) Potem jest opis jednoczesnego podgrzewania obiadu z podczytywaniem książki oraz rozczarowanie brakiem sałatki. Trzeba przyznać, że rozpieściła Paola swoją rodzinę. Choć z drugiej strony zdarzały się dnie, w których komisarz z powodu nadmiaru pracy zadowalał się jedzeniem na mieście, nierzadko poprzestając na tramezini (małych kanapeczkach) z kieliszkiem wina.

Po zakończeniu lektury uświadomiłam sobie, że większą uwagę przykładam do owych uczt kulinarnych i czytelniczych, opisów strojów, charakterów, opisów pewnych procederów, że sama zbrodnia wydaje się najmniej interesująca, a może po prostu wypieram ją.

Bo na zakończenie już scenka zupełnie nie mająca związku z fabułą, a raczej z miłością do rodzimego miasta. Koleżanka z pracy komisarz Griffoni wspomina swą gospodynię.
Moja gospodyni jest emerytką… teraz nie ma pracy do której mogłaby chodzić, więc całymi dniami spaceruje z mężem po mieście.
Jest Wenecjanką? - zapytał (Brunetti)
Tak samo jak Ty.
I po prostu patrzy?
Tak. Twierdzi, że codziennie odkrywają coś nowego, albo oglądają miejsca, które pamiętają, z czasów swojej młodości.
Korzysta z przewodnika?
Nie. Zadałam jej to samo pytanie. Odparła, że po prostu ma oczy szeroko otwarte. I powiedziała, że zawsze patrzy w górę. Kiedy więc turystów jest za dużo, idzie do Castello lub do kościoła Santa Marta albo do jakiegoś miejsca, gdzie nie ma ich aż tylu. No i patrzy na wszystko i zawsze udaje jej się znaleźć coś nowego.

Chętnie chodziłabym całymi dniami po moim pięknym mieście i to już by mi wystarczyło. I pomyśleć, że są ludzie, którzy się nudzą po ukończeniu pracy. 



Zdjęcia pochodzą z dwóch jesiennych po parku oliwskim spacerów (październikowy i listopadowy)

poniedziałek, 26 sierpnia 2024

Mętne szkło Donna Leon


Wydawnictwo Noir sur blanc rok 2010
Po dość kiepskim kryminale Śmieci S. Dixona z przyjemnością wróciłam do lektury kryminałów Donny Leon. Tęsknota za Wenecją, a może za komisarzem Brunettim; męskim ucieleśnieniem wyśnionego stróża prawa, co to i rozwiąże tajemnicę śmierci stróża nocnego i w międzyczasie zajdzie do kościoła obejrzeć piękny obraz, poczyta coś z klasyki i jeszcze żonie kupi pierwsze wiosenne kwiaty. Czy taki facet w ogóle istnieje? W każdym razie w powieści Donny Leon owszem i ma się dobrze. Pomyślałam, że komisarz mógłby być ideałem, gdyby jeszcze pomagał żonie w pracach domowych, ale to chyba byłoby zbyt wiele. Nawet Paola nie wymaga tego od swego mężczyzny. 
Komisarz jest smakoszem i brak dobrego posiłku może wystawić jego cierpliwość na próbę. O czym doskonale wie żona. Kiedy wróciwszy po ciężkim dniu w pracy zamiast żony i obiadu na stole komisarz zauważa karteczkę z informacją o lazani w piekarniku i sałacie w lodówce, do której trzeba dodać oliwy i octu zaczyna narzekać pod nosem „przeszedł pół miasta żeby samotnie zjeść podgrzewaną potrawę z piekarnika, przypuszczalnie jakiś półprodukt nie wiadomo z czego, z dodatkiem tego obrzydliwego pomarańczowego amerykańskiego sera- kiedy przeczytał ostatnie zdanie Paoli: Przestań marudzić. Zrobiłam według przepisu Twojej matki i bardzo lubisz takie lazanie”. Wobec perspektywy jedzenia w samotności Brunetti najpierw zatroszczył się o właściwą lekturę. Dobry byłby jakiś tygodnik, ale skończył już czytać ostatni numer „Espresso”. Gazeta codzienna zajmuje za dużo miejsca na stole. Książkę w miękkiej oprawie trudno utrzymać otwartą bez złamania grzbietu, co potem powoduje wypadanie kartek. Albumy są dość duże, ale grożą im plamy z tłuszczu. Brunetti poszedł na kompromis i przyniósł sobie ze stolika przy łóżku Gibbona, którego ze względu na styl musiał czytać we włoskim przekładzie. Wyjął lazanie, pokroił i położył na talerzu. Nalał kieliszek pinot grigio i otworzył Gibbona w odpowiednim miejscu, opierając go o dwie książki, które Paola zostawiła na stole. Dla utrzymania książki otwartej z obu stron użył deski do krojenia i dużej łyżki. Zadowolony z siebie usiadł i zaczął czytać. Przeniósł się na dwór cesarza Heliogabala, jednego ze swych ulubionych potworów. Ach, ten brak umiaru, przemoc, totalna korupcja wszystkich i we wszystkim…. Dzielił stół ze zdekapitowanymi senatorami, wrednymi doradcami, barbarzyńcami, którzy chcieli zniszczyć cesarstwo...Pojawił się cesarz przebrany za słońce. Wszyscy musieli bić pokłony i głosić jego chwałę i łaskawość. Dwór był wspaniały do przesady, był miejscem, gdzie, jak zauważył Gibbon: kapryśna rozrzutność zastępowała potrzebę smaku i elegancji. (str. 141). I tak to Brunetti przeplatał rozkosze smaku z rozkoszami lektury. Czytanie w rodzinie komisarza jest tak powszechne, że kiedy raz widzi on żonę bez książki, gazety, ani żadnego pisma przygląda się jej długo, świadom, że coś jest z nią nie w porządku, ale w pierwszej chwili nie potrafi powiedzieć co, zanim dojdzie zrozumie, że to właśnie, iż nie czyta tak go zaskoczyło. Oczywiście Mętne szkło nie jest książką li tylko dla bibliofili, choć dwoje jej bohaterów właśnie czytaniem chciałoby wypełniać cały wolny czas. 
Tym razem komisarz Brunetti chcąc pomóc przyjacielowi inspektora Vianello – zapalonemu ekologowi trafia na przestępczą działalność fabrykantów szkła na wyspie Murano.
Mętne szkło nie zostanie moim ulubionym kryminałem Donny Leon, jednak czytało się to lekko, a lektura była odprężająca. Osobiście wolałabym jednak więcej Wenecji niż fabryk na Murano. 

Na koniec dla przepracowanych i niezadowolonych ze swych przełożonych mały fragment książki. Może też macie ochotę zrobić z nimi (przełożonymi), to co komisarz Brunetti chciałby zrobić swemu przełożonemu Pattcie. Brunetti postanowił zejść na dół i porozmawiać z Pattą, choćby z perwersyjnej chęci udowodnienia sobie, że miał rację w ocenie przełożonego. [jakby po tak długiej współpracy z szefem nie mógł być tego pewien] Celestyn V odrzucił papiestwo, aby uniknąć władania urzędem. Odwrotnie niż Patta, który odrzucił każdy aspekt swojej pracy oprócz władzy i korzyści wynikających z jej sprawowania. Przegnanie nagiego Patty przez pole robaków i czerwi, płaczącego i krwawiącego [skojarzenia z lekturą Boskiej komedii, którą Brunetti przeglądał w toku śledztwa], byłoby może nadmierną karą za zaniedbania w pracy, jednakże takie wyobrażenie zajęło umysł Brunettiego w drodze do biura przełożonego. (str. 208).
Przeczytane w ramach stosikowego losowania u Anny.

Szkło z Murano (wcale nie takie mętne jak mi się wydaje)


wtorek, 25 lipca 2023

Złote jajo Donna Leon (lato z kryminałem odc.2)

wydawnictwo Noir sur blanc 2016
To co w powieściach Donny Leon mnie ujmuje to oczywiście bez dwóch zdań Wenecja, jej uliczki, kanały, knajpki. Polubiłam komisarza Guido Brunnetiego  i jego żonę Paolę. Oboje uwielbiają czytać, tak więc jak tylko komisarz znajduje chwilkę czasu oddaje się lekturze, zapominając o bożym świecie i przenosząc się do tego opisanego na kartach księgi świata. Żona jest w tej kwestii  zdecydowanie uprzywilejowana (akademickie pensum daje sporą ilość wolnego czasu). Kiedy komisarz wraca z pracy do domu można być pewnym, że ujrzy ją albo zajętą przygotowywaniem obiadu (którego opis sprawia, że czytelnik  zaraz robi się głodny), albo też pogrążoną w lekturze.

Na pokładzie (vaporetto) zauważył, jak niewiele osób czytało gazetę; jak niewiele, w gruncie rzeczy, czytało cokolwiek. Oczywiście przesuwające się koło nich powoli najpiękniejsze na świecie widoki mogły odciągać je od zamieszczanych w Il Gazzetino zdawkowych opisów i błędnych analiz wydarzeń na świecie, ale mimo wszystko stale go zaskakiwało, jak niewielu ludzi lubiło czytać. On czytał, Paola czytała, dzieci czytały, ale uświadomił sobie, jak rzadko rozmawiał o książkach lub spotykał osobę, która wydawała się nimi żywo zainteresowana. (str. 133).
Na szczęście wśród moich znajomych nam parę osób, które lubią czytać i z którymi mogę o książkach pisać lub rozmawiać.

W książce Złote jajo Brunetti na prośbę żony prowadzi dochodzenie w sprawie śmierci człowieka pracującego w pralni. Czterdziestoletni mężczyzna, którego uważano za głuchoniemego i upośledzonego intelektualnie pomagał pracownicom pralni. Właścicielka zatrudniła go z litości, chcąc dać mu jakiekolwiek zajęcie. Prowadzone przez komisarza dochodzenie wykazało, iż człowiek, który jak uważano zmarł w wyniku nieszczęśliwego wypadku (połknięcia kolorowych tabletek nasennych) nie mógł zostać pochowany, ponieważ oficjalnie nigdzie nie istniał. Nie miał aktu urodzenia, karty identyfikacyjnej, nie korzystał z usług służby zdrowia, nie pobierał zasiłku od państwa, nie chodził do szkoły, a utrzymująca go matka nie chciała niczego wyjaśnić.
Jak to się często w książkach Donny Leon dzieje choć sprawca zostaje wykryty to nie zostaje postawiony przed wymiarem sprawiedliwości. Żeby nie zdradzić puenty zacytuję przykład przywołany na kartach książki dotyczący zdarzenia mniejszej wagi ilustrującego zjawisko kradzieży sklepowej nie znajdujące epilogu na sali sądowej.

Żona znanego prawnika, przyłapana w drzwiach butiku Armaniego w krótkiej skórzanej kurtce ze starannie odciętą metką, twierdziła, że ma „poważne problemy z akceptowaniem arbitralnego rozróżnienia prawa własności pomiędzy sklepem a klientem”, a jednocześnie zapewniała, że tak czy owak zamierzała tylko wyjść na calle, żeby zobaczyć, jak kolor będzie wyglądał w świetle dziennym. To, że torba, którą miała na ramieniu, zawierała pięć T-shirtów i dwie pary spodni, nie ułatwiało zrozumienia jej retorytki, choć ułatwiało zrozumienie sytuacji. Jej mąż potrzebował niecałych dwóch godzin, by pojawić się w komendzie z opinią od psychiatry, zaświadczającego o stwierdzonych u niej problemach z „akceptowaniem arbitralnego rozróżnienia prawa własności”, co spowodowało, że została zwolniona. (str. 51)


Oczywiście najważniejsza w kryminale jest zbrodnia, znalezienie sprawcy, wyjaśnienie motywów. Jednak dla mnie istotne są też takie wstawki dotyczące na przykład scharakteryzowania postaci za pomocą stroju. Prym w tym wodzi signorina Elettra która zadziwia oryginalnością strojów komisarza Brunettiego i zapewne całą komendę. Tym razem jednak to Patta zastępca komendanta i bezpośredni przełożony Brunettiego oszałamia elegancją.
Patta miał na sobie kaszmirowy garnitur, tak wyśmienicie skrojony, że gdyby tylko znały przeznaczenie swojej wełny, całe stada rzadkich i zagrożonych kóz kaszmirskich walczyłyby o to, by zostać ostrzyżone jak najszybciej. Bawełniana koszula była oślepiająco biała i rozjaśniała odbitym światłem wciąż opaloną twarz vice-questore. (str. 22)

A na zakończenie kwestia wieku emerytalnego, która budzi wielkie emocje nie tylko w Polsce, czy we Francji. Naszym nowym obowiązkiem jest pracować, dopóki nie padniemy, pamiętasz? Zanim zdążymy tego dożyć, oni wydłużą czas pracy do osiemdziesiątki - Urwała na chwilę i dodała: - Nie nie jestem niesprawiedliwa wobec naszych przywódców. Zlitują się nad kobietami i pozwolą nam przejść na emeryturę w wieku siedemdziesięciu ośmiu lat. (str. 132).
Jedyną wadą tych kryminałów jest to, że są wciągające. Ale to też ich zaleta. 


sobota, 15 lipca 2023

Cicho, jak we śnie Donna Leon (lato z kryminałem)

Wydawnictwo Noir Sur Blanc z 2001 r.
Koleżanka, która podarowała mi książkę o weneckich tropach w powieściach Donny Leon zaraziła mnie zainteresowaniem dochodzeniami komisarza Brunetti. Poza oczywistym tłem i możliwością przeniesienia na place, mosty i wody Wenecji polubiłam Guido i jego żonę Paolę, nabrałam sympatii dla sierżanta Vianellego, podziwem obdarzyłam sekretarkę vice questore Patty signorinę Elettrę. Ze smakiem czytam opisy spożywanych przez rodzinę komisarza potraw i z ciekawością zaglądam do czytanych przez niego i jego żonę książek. Jedyne, co mnie martwi to fakt, iż po lekturze pozostaje pewien smutek wynikający z faktu, iż choć sprawca zbrodni zostaje wykryty to sprawiedliwości nie zawsze staje się zadość. A wszystko z przyczyn, na które ani komisarz, ani jego współpracownicy nie mają wpływu (koneksje przestępców w najwyższych kręgach władzy lub niedoskonałość systemu prawnego, który nie pozwala ukarać sprawcy).

W powieści Cicho, jak we śnie Brunettiego odwiedza młoda zakonnica, która kilka miesięcy wcześniej zajmowała się matką komisarza w jednym z domów opieki. Siostra Imolata opowiada o dziwnych (jej zdaniem) przypadkach śmierci starszych pensjonariuszy. Wydają się one jej podejrzane, choć sama nie potrafi tego uzasadnić, bo w końcu starzy ludzie umierają, a to, że zapisują swe majątki także opiekunom z domów opieki nie musi stanowić powodu do niepokoju.

Autorka, zgodnie z internetowymi informacjami, nie zgadza się na publikację swych książek we Włoszech z uwagi na to, iż mocno krytykuje skorumpowanie władzy i sieć powiązań, która sprawia, iż ustosunkowani prawie nigdy nie zostają pociągnięci do odpowiedzialności. Myślę, że opis panujących na półwyspie Apenińskim stosunków nie odbiega od tych, które rządzą dzisiejszym światem.

Nie przeszkadza to jednak komisarzowi podejmować wszelkie działania, które jeśli nawet nie doprowadzą do ukarania sprawcy, to mogą doprowadzić do ukrócenia procederu przestępczego.

W Cicho, jak we śnie negatywnym bohaterem są przedstawiciele kościoła katolickiego. Chciałam napisać, iż mamy do czynienia z łamaniem ostatniego przykazania dekalogu, ale jest to nieco bardziej skomplikowane. Które przykazanie łamie dorosły wykorzystujący dziecko, a które osoba żerująca na nieporadności, naiwności, bądź wierze osób starszych, a które organizacja z przestępczymi mackami sięgającymi Watykanu i wpływami sprawiającymi, że na sam dźwięk jej nazwy cierpnie skóra. Pomysłowość współczesnych sprawiła, że dekalog stał się zbyt ubogi, aby pomieścić całą gamę ludzkich niegodziwości.

Oczywiście nie mogło zabraknąć opisów Paoli pogrążonej w lekturze.

(Guido) Zastał ją (Paolę), tak jak się spodziewał, w ulubionym wysłużonym fotelu; siedziała z jedną nogą podwiniętą, w prawej ręce trzymała długopis, w lewej otwartą książkę. Oderwała od niej wzrok, kiedy wchodził i przesłała mu całusa, ale zaraz znów pogrążyła się w lekturze. Brunetti usiadł naprzeciwko żony na kanapie, po chwili jednak postanowił się położyć. Ugniótł dwie aksamitne poduszki i wsunął je sobie pod głowę. Utkwił wzrok w sufit, zamknął oczy; wiedział, że Paola będzie gotowa poświęcić mu uwagę, gdy tylko doczyta do końca interesujący fragment. (str.100) Chwilę dalej komisarz opowiada zaskoczony żonie, iż zastał jej matkę nad lekturą, a zdziwiło go nie tyle to, że czyta, ale co czyta (Podróż na okręcie Beagle Darwina). Przyznam, że również zdziwiła mnie ta lektura, zdziwiła, ale i zainteresowała.
Tak to zwykły kryminał poza swą warstwą rozrywkową (lektury lekkiej, łatwej i dość przyjemnej mimo skażenia zbrodnią) może nieść wartość poznawczą. Kto wie, może i ja sięgnę po Darwina.
Książka przeczytana w ramach stosikowego losowania u Anny.
 

piątek, 31 marca 2023

Gra pozorów Donna Leon


To już moje szóste spotkanie z komisarzem Brunettim prowadzącym dochodzenia w Wenecji. Pierwsze odbyło się za sprawą weneckich tropów w książkach Donny Leon. Był to pierwszy prezent urodzinowy otrzymany kilka miesięcy przed styczniową datą, co ważne kilka miesięcy przed podróżą do Wenecji. Dzięki tej książce, do której podeszłam dość sceptycznie, bo generalnie nie czytuję kryminałów (z reguły trup ściele się gęsto, a im bardziej realistyczny opis zbrodni tym większe szanse na sprzedaż) odkryłam lekturę mniej wymagającą, a jednocześnie dającą przyjemność z czytania i pouczającą. Już poprzez pierwsze spotkanie z komisarzem Guido Brunettim sprawiło, że poczułam nić sympatii do stróża prawa, który traktował swój zawód poważnie i odpowiedzialnie, ale bez poczucia misji i bez zadęcia. Kilkakrotnie spotkałam się z opinią koleżanek, iż komisarz jest sympatyczny, ale nieco (cytuję) dupowaty. Zdziwiła mnie bardzo ta opinia, bo odniosłam wręcz przeciwne odczucia, no chyba, że bycie przyzwoitym mężem, odpowiedzialnym ojcem dwójki nastolatków, w dodatku człowiekiem oczytanym (głównie w literaturze klasycznej), interesującym się historią czy operą oznacza pewnego rodzaju ślamazarność, flegmatyczność czy nieporadność. Po rozmowie z koleżanką doszłam do wniosku, iż owa opinia wynika bardziej z niemieckiej ekranizacji książki, wg której komisarz pozostawia co nieco do życzenia niż z lektury kryminałów Donny Leon. To co mnie urzeka w serii o Brunettim to właśnie to, że stróż prawa ma zainteresowania, inne niż polityka, sport czy powiedzmy nadużywanie trunków. Guido jest smakoszem, jego żona Paola świetnie gotuje tradycyjne włoskie dania, co nie przeszkadza komisarzowi w częstych odwiedzinach pobliskich osterii, barów, restauracji. Malutkie tramezinni i kieliszek wina stanowią niemal codzienność Guido, co wcale nie sprawia, że traci on trzeźwość sądów.
Lektura gazety i kawa to też codzienność Guido


Tematem Gry pozorów jest niszczenie i kradzież starych woluminów w bibliotece Merula. Z czasem sprawa o wandalizm staje się sprawą o morderstwo z szantażem w tle. Po raz kolejny poznajemy motywy działania przestępcy, które wciąż zaskakują praworządnego Guido i jego kolegów komisarz Grifoni i inspektora Vianello.

Pomiędzy wierszami znajdziemy wyjaśnienie problemów biurokratycznych, które dotykają cały współczesny świat, Wenecja nie jest od nich wolna. Jest np. kwestia wielkich promów, które przepływają przez miasto niszcząc stare kamienie miejskie i cały ekosystem. Pilot Foa wyjaśnia Guido po co powstało osiem oddzielnych komitetów do zbadania kwestii promów.

Osiem komitetów, które muszą podjąć wspólną decyzję - to genialny pomysł. ...mogą rozważać sprawę ciągle od nowa…. Rozdzielić decyzję pomiędzy tak wiele organów państwowych. Zarabiać na swoje pensje, jeździć służbowo do innych krajów, by zapoznać się z tamtejszymi rozwiązaniami, organizować zebrania dla omówienia projektów i planów. Albo zatrudniać żony i dzieci, jako konsultantów…. (str. 20). W innym miejscu wspomina się kwestię systemu MOSE, który powstał do ochrony Wenecji przed aqua alta, pochłonął miliardy euro, zaowocował wielką aferą korupcyjną  i nie do końca spełnia pokładane w nim nadzieje.
Guido, jako zapalony czytelnik ma do książek, które są przedmiotem przestępstwa stosunek uczuciowy, jak każdy bibliofil. Stare książki zawsze budziły w Brunettim nostalgię za czasami, w których nie miał okazji żyć. Teraz myślał o tym, że te książki były drukowane na papierze zrobionym ze starych, ubijanych, namaczanych i znowu ubijanych podartych ubrań, na papierze ręcznie uformowanym w wielkie arkusze, które składano, oprawiano i zszywano ręcznie, a wszystko po to, by utrwalić i zapamiętać, kim byliśmy i co myśleliśmy. Przypomniał sobie, że uwielbiał je dotykać i czuć ich ciężar, ale pamiętał przede wszystkim suchy, lekki zapach, dzięki któremu przeszłość próbowała się stać dla niego rzeczywista. (str.. 23-24).

Żona Brunnetiego Paola – wykładowczyni na uczelni każdą wolną chwilę poświęca na czytanie, nawet, kiedy jest to przerwa w rozmowie z mężem. Przytrzymał komórkę między ramieniem a uchem i odchylił głowę do tyłu. Za sobą usłyszał szelest przewracanej kartki; najwyraźniej Paola ukryła jakiś tekst przy sobie lub pod poduszką, na której siedziała, przygotowany na wypadek, gdyby życie wymagało od niej spędzenia trzech minut bez żadnej lektury. Nie musiał nawet na nią patrzeć, liczył tylko przewracane strony. (str. 149). W innym miejscu kiedy Guido wspomina nazwisko jednego z autorów ona natychmiast cytuje wyjątki z jego księgi.

Brunetti jest bystrym obserwatorem, dzięki czemu nie umykają mu ani zachowania przesłuchiwanych, ani takie detale, jak np. ubiór signoriny Elettry, sekretarki szefa, przystrajającej gabinet świeżymi kwiatami. ...poprawiała [w wazonie] tuzin intensywnie czerwonych tulipanów. Na parapecie stał duży bukiet żonkili, dwa kolory rywalizowały o uwagę obserwatora. Brunetti tę uwagę przeniósł na twórczynię owej kwietnej feerii. Ponieważ była ubrana w pomarańczową, wełnianą sukienkę i pantofle tak szpiczaste i na tak wysokich obcasach, że cios dowolnym końcem byłby zabójczy, taki wybór wydawał się naturalny. (str 64). Stroje signoriny Elettry bywają tak ciekawe i ekscentryczne, że mogłaby powstać kolejna księga na ten temat. Sekretarka komendanta poza przyciągającym wzrok wyglądem ma jednak inne zalety, potrafi biegle posługiwać się systemami informatycznymi i łamać wiele zabezpieczeń, dzięki czemu nie zawsze legalnymi sposobami jest w stanie dopomóc w dochodzeniach Guido.

O Weneckich śladach w twórczości Donny Leon oraz o ulubionych daniach komisarza Brunnetiego powstały odrębne książki. Myślę, że zwolenników komisarza ucieszyłyby także książki np. o lekturach komisarza i jego żony. Tak to się dzieje, jak postać literacka staje się nam na tyle bliska, że traktujemy ją jak istniejącą realnie. I to chyba największy wyraz uznania dla lektury.


niedziela, 16 lutego 2014

Hurtownia książek, czyli Simenon, Donna Leon, Akunin i Szata



"Zaległości recenzyjne" wołają o pomstę do nieba, oczywiście te zaległości to mój wyrzut sumienia, bowiem zacierają się w mojej coraz bardziej szwankującej pamięci wrażenia z przeczytanych lektur. Dlatego podjęłam nieudolną próbkę zachowania ich w mojej pamięci, a jeśli przy okazji przypomnę jakiś okruszek wspomnień czytającym to będzie to, jak to wartość dodana wpisu (jeszcze nie tak dawno modne wyrażenie powoli zaczyna się dewaluować)

Premier Georges Simenon (audiobook) - lektor Józef Duriasz
Główny bohater powieści – były premier Francji (postać fikcyjna) dokonuje rozrachunku z przeszłością. Stary, ponad osiemdziesięcioletni człowiek , dawniej niezależny i piastujący jedno z najbardziej odpowiedzialnych stanowisk w świecie polityki, dziś znużony życiem, pochłonięty codziennymi, rutynowymi zajęciami oraz postępującym bezwładem odmawiającego posłuszeństwa ciała, upokorzony koniecznością poddania się opiece obcych ludzi, dostrzega swą szansę na jeszcze jedno, chwilowe zaistnienie. W sytuacji impasu w misji stworzenia nowego gabinetu zadanie odbudowy powierzono, jedynemu, zdolnemu do tego człowiekowi. W świecie polityki nie ma jednak ludzi bez skazy, każdy ma na sumieniu jakąś wstydliwą tajemnicę. A tajemnicę owego męża opatrzności, trzyma w ręku były premier. Simenon dokonuje wnikliwej analizy psychologicznej starego człowieka. Aby poznać motywy jego postępowania wchodzi w swego bohatera i jego myśli (narrator zostaje starym premierem); dokonuje wiwisekcji psychologicznej, dzięki której dociera do najgłębiej ukrytych pobudek działania człowieka, takich, które ukrywał on nawet przed sobą samym. Książka jest ciekawym spojrzeniem na homo politicus i potwierdza moje głębokie przekonanie, iż od polityki należy uciekać jak najdalej, a ludzi nią zarażonych unikać. Samotny, zgorzkniały, bezradny starzec, usiłujący jeszcze rządzić, chociażby na własnym podwórku rozpadającego się domu w Normandii, nie budzi sympatii, czy choćby współczucia, a raczej pożałowanie. Moja ocena 4,5/6

Ukryte piękno Donna Leon (audiobook)- lektor Dariusz Kowalski
Wysłuchawszy bez emocji i zainteresowania, doszłam do wniosku, iż piękno tej historyjki musi być ukryte, jak dla mnie zbyt głęboko. Akcja prowadzona jest dość nużąco i zupełnie nie wciąga. Kryminalna zagadka ginie na tle nielegalnego transportu i składowania toksycznych odpadów. Jak na kryminał, za mało tu akcji, za mało logicznych pułapek i za dużo nieudolności ze strony stróżów prawa. Komisarz Brunetti sprawia wrażenie niezbyt bystrego policjanta, który jedynie przez przypadek wyjaśnia sprawę. Jedyne atuty tej książki to weneckie otoczenie, ironiczne odzywki żony komisarza oraz zamiłowanie trojga bohaterów do czytania książek. To jednak zdecydowanie za mało, aby książka mogła zainteresować i pozostać w pamięci. Moja ocena 3/6

Lewiatan Boris Akunin (audiobook) – lektor Krzysztof Gosztyła
Po wysłuchaniu Ukrytego piękno zaczęłam utwierdzać się w przekonaniu, iż z kryminałami mi nie po drodze, wyrosłam, zestarzałam się, potrzebuję dziś innego rodzaju lektur. Lewiatan pokazał mi, iż byłam w błędzie. Dawno już żadna książka nie wciągnęła mnie tak bez reszty. Słuchałam długo w noc, a wchodząc z słuchawkami na uszach do pracy nie mogłam doczekać się chwili, kiedy wychodząc z biura będę mogła założyć je ponownie. Odnalazłam w tej książce najlepsze cechy klasycznej powieści kryminalnej, jakie odnajdywałam zawsze u Agaty Christie. Wciągająca fabuła, ciągłe zwroty akcji, atmosfera dreszczyku spowodowana zamknięciem bohaterów wraz z mordercą w ograniczonej przestrzeni morskiego luksusowego statku pasażerskiego, niemożność odgadnięcia kto jest zabójcą, ciekawe, zróżnicowane typy bohaterów (zadufany w sobie, irytujący komisarz policji francuskiej, japoński lekarz popadający w przerażenie z powodu popełnianych (w jego mniemaniu) wciąż nowych gaf, niezwykle inteligentny i skromny rosyjski dyplomata, absorbująca swoją osobą ciężarna dama, nieśmiała, szukająca uczucia była zakonnica to niektórzy z szerokiej gamy bohaterów). Jeśli dodamy do tego ironiczno - humorystyczny, lekki styl autora dostajemy kryminał od którego nie sposób się oderwać. Moja ocena 5/6
Szata Lloyd C. Douglas (Instytut Wydawniczy Pax Warszawa 1992)
Fabuła nasuwa na myśl porównanie z Sienkiewiczowskim Quo vadis. Młodego, szlachetnie urodzonego, wykształconego, pochodzącego z bogatego domu rzymskiego trybuna Marcellusa poznajemy w chwili, kiedy ten znajduje się na rozdrożu swej życiowej drogi; dostrzega całą nieprawość świata zewnętrznego, nie potrafi uwierzyć w Bogów, których czcić nakazuje panująca religia, nie widzi celu w pokornym przytakiwaniu rządzącemu w imieniu Cezara głupcowi. Zapalczywość młodzieńca zsyła go do karnej jednostki wojskowej na prowincji cesarstwa, gdzie zostaje dowódcą oddziału odpowiedzialnego za ukrzyżowanie Chrystusa. Marcellus w grze w karty wygrywa szatę, w którą ubrany był idący na stracenie Galilejczyk. Szata ta ma niezwykłe właściwości, wywiera szczególny wpływ na ludzi, którzy jej dotkną. Ale Szata to nie jest książka wyłącznie dla wyznawców Chrystusa. Owszem; kwestia duchowej przemiany głównego bohatera i jego niewolnika stanowi jedną z najważniejszych kwestii, ale wartość Szaty upatruję w jej uniwersalizmie. To książka o rozterkach moralnych każdego myślącego człowieka, książka o rozróżnianiu dobra i zła, o uczciwości wobec samego siebie i wobec innych i o cenie, jaką czasami trzeba zapłacić za życie w zgodzie ze sobą samym. Książka niezwykle emocjonalna, która w sposób nie nachalny prezentuje ważne prawdy na temat człowieka i jego widzenia świata. Niezwykle spodobał mi się poniższy fragment, który wypisz wymaluj mógłby stanowić komentarz niejednego współczesnego wydarzenia (niekoniecznie o charakterze religijnym)
…po nas nie spodziewają się niczego lepszego. Wcale nie jestem pewny, czy podobałoby im się, gdybyśmy przerwali na jeden dzień pochód przez szacunek dla ich wierzeń. Oni uważają, że gorzej znieważylibyśmy ich religię uznając ją, niż ignorując wszystkie jej nakazy. Nie chcą od nas niczego, nawet szacunku. (str. 97) – jakże to znajome, niestety.
Szata to też niezwykle ciekawa książka historyczna, opis panujących na początku I wieku n.e. stosunków na dworze cesarza i w senacie, opis życia bogatych patrycjuszy, średniozamożnych obywateli, biedoty, a także niewolników; jest tu cały przekrój społeczny, życie w stolicy ale i na krańcach imperium. Na niezwyciężonym i potężnym ciele rzymskiego kolosa pojawiają się pierwsze pęknięcia, a co światlejsi obywatele przewidują jego przyszły upadek. Lektura przybliża początki chrześcijaństwa, tworzenie się pierwszych gmin wyznawców Chrystusa, wątpliwości jego uczniów i zwolenników, niesnaski między nimi, różne koncepcje na temat dalszych losów chrześcijaństwa. Niezwykle ciekawie przedstawiona jest przemiana, jakiej podlega człowiek, który odkrywa w sobie dar wiary, a nie jest to przemiana ani łatwa, ani szybka, ani bezbolesna. Muszę przyznać, iż lektura wciągnęła mnie bez reszty, czyta się lekko i szybko. Jest w tej książce coś baśniowego, może jest to głęboka wiara w zwycięstwo człowieczeństwa nad bestią, zamieszkującą ludzkie dusze.

No i pobudza do refleksji i przemyśleń
… nasze życie przypomina wędrówkę, droga jest łatwa, gładka i nudna, kiedy idziemy przez równinę, a trudna i mozolna, kiedy wspinamy się na stromą górę. Ze szczytu ukazuje się wspaniały widok i wtedy ogarnia nas uniesienie, mamy w oczach łzy szczęścia, chcielibyśmy śpiewać, żałujemy, że nie mamy skrzydeł. Nie możemy jednak zostać na szczycie, trzeba schodzić drogą stromą uważając tak pilnie, gdzie da się oprzeć stopę, że zapominamy, co przeżyliśmy na szczycie.  (str. 220)
Jedyny minus to według mnie nieco zbyt małe zróżnicowanie postaci, granica pomiędzy pozytywnymi i negatywnymi bohaterami jest wyraźna, nie ma miejsca na żadne półcienie.
Szata została przeczytana w ramach wyzwania z półki (pożyczona od koleżanki z pół roku temu wreszcie się doczekała).
Moja ocena 5/6

Nie znalazłam okładki do audiobooka, wypożyczona z biblioteki płyta nie miała takowej, więc zamieściłam tę, która spodobała mi się najbardziej.