Moje zamiłowanie do odwiedzania starych nekropolii często budzi zdziwienie wśród znajomych, którym trudno to zrozumieć. A przecież jest to jedno z niewielu dziś miejsc, w których czas się zatrzymał, i oby jak najdłużej, i oby na zawsze. Taki panuje tu spokój i cisza. Można wsłuchać się w siebie i szepty zmarłych. Wszystko nabiera innego znaczenia, a codzienne problemy i troski stają się odległe i mało ważne. Przynajmniej na tę chwilę. Dobre i to. Nowinki technologiczne co prawda docierają i tutaj (kody QR, znicze na baterie czy inne
gadżety) i pewnie za jakiś czas staną się powszechne, ale na razie przynajmniej na starych cmentarzach ich się nie widuje. Lubię spokój i ciszę, dlatego nie przepadam za odwiedzinami grobów w Dzień Wszystkich Świętych. Nie chcę generalizować, ale widuję tam sporo osób, które przychodzą do swoich bliskich raz do roku, sporo osób, które przychodzą raczej w celach towarzyskich, bądź dlatego, że tak wypada, niż z potrzeby serca. Jest głośno, dzieciaki biegają, dorośli zaciągają się dymkiem z papierosa, tu i ówdzie odbywają telefoniczne rozmowy informując się o zaliczeniu kolejnego punktu na mapie do zaliczenia, a między tym wszystkim krążą różnej maści kwestujący. Brakuje tylko handlu obwoźnego, który jeszcze (z naciskiem na jeszcze) pozostaje poza bramą cmentarza. Dlatego wolę odwiedzać nekropolie w 364 pozostałe dni roku. No ale tradycja zobowiązuje. Sama również nie wyobrażam sobie, aby tego dnia nie pójść do taty. Dlatego i ja udaję się na cmentarz tego właśnie dnia, niezależnie od pogody, nastroju czy samopoczucia myśląc jak pięknie będzie po zmroku, kiedy to miejsce rozbłyśnie tysiącem światełek i kiedy zmarli odzyskają spokojny sen (wieczny).
gadżety) i pewnie za jakiś czas staną się powszechne, ale na razie przynajmniej na starych cmentarzach ich się nie widuje. Lubię spokój i ciszę, dlatego nie przepadam za odwiedzinami grobów w Dzień Wszystkich Świętych. Nie chcę generalizować, ale widuję tam sporo osób, które przychodzą do swoich bliskich raz do roku, sporo osób, które przychodzą raczej w celach towarzyskich, bądź dlatego, że tak wypada, niż z potrzeby serca. Jest głośno, dzieciaki biegają, dorośli zaciągają się dymkiem z papierosa, tu i ówdzie odbywają telefoniczne rozmowy informując się o zaliczeniu kolejnego punktu na mapie do zaliczenia, a między tym wszystkim krążą różnej maści kwestujący. Brakuje tylko handlu obwoźnego, który jeszcze (z naciskiem na jeszcze) pozostaje poza bramą cmentarza. Dlatego wolę odwiedzać nekropolie w 364 pozostałe dni roku. No ale tradycja zobowiązuje. Sama również nie wyobrażam sobie, aby tego dnia nie pójść do taty. Dlatego i ja udaję się na cmentarz tego właśnie dnia, niezależnie od pogody, nastroju czy samopoczucia myśląc jak pięknie będzie po zmroku, kiedy to miejsce rozbłyśnie tysiącem światełek i kiedy zmarli odzyskają spokojny sen (wieczny).
Taka refleksja nachodzi mnie w każdy pierwszy dzień listopada.
Zdjęcia z najbardziej znanego Zakopiańskiego cmentarza na Pęksowym Brzyzku, który odwiedziłam podczas tegorocznych wakacji po raz pierwszy. Niesamowite miejsce, jeśli ktoś nie był to zachęcam do obejrzenia, bo to nekropolia wyjątkowa.