Francuska kawiarenka literacka
Łączna liczba wyświetleń
środa, 1 maja 2024
Kowalska ta od Dąbrowskiej Sylwia Chwedorczuk
środa, 11 listopada 2020
W tym wszystkim wstaje Polska i nikt nie widzi, jak jest piękna...
11 listopada 1918 roku (z dziennika Marii Dąbrowskiej)
W nocy była strzelanina. Rano od wczesnej godziny rozbrajanie oficerów niemieckich na wszystkich rogach ulic. Ale rozbraja nie tylko milicja, lecz i tłum, masa broni dostaje się na pewno esdekom*, a nawet po prostu opryszkom. Przez cały dzień odbieranie od Niemców majątku wojskowego i przejmowanie władz cywilnych. Przez cały dzień na ulicach tłumy. Ruch tramwajowy normalny. Wszędzie samochody z naszymi żołnierzami. Piłsudski rozczarował mnie. Witany przez tłum, powiedział z balkonu, że jest chory na gardło. Cóż to w takiej chwili, w takiej chwili może kogo obchodzić. (A teraz mi się to właśnie podoba. Dopisek z maja 1943 r.)
W wielu względach czuję się bardziej ancien régime niż należąca do tego nadchodzącego świata**. Mimo wszystko tak jak w Rosji jak w Niemczech zwycięża teraz nie ideał ludowy, ale materializm pod wszelkimi postaciami ducha. Narody wczorajszego pokroju wolałyby zginąć niż przyjąć tak upadlające warunki, jakie koalicja narzuciła Niemcom, ale lud dążący do „nowego życia”, płaszczy się z pokorą i przyjmuje. Więcej we mnie zrozumienia dla tych marynarzy z Kolonii***, którzy postanowili rozejmu nie przyjąć i całemu światu rzucić rękawicę, idąc na beznadziejną bitwę na morzu, niż dla tych, którzy są awangardą rewolucji. Ha, z tego jednak wyjdzie idea i czysta piękność, ale w danej chwili będzie chodziło przede wszystkim o brzuchy. Komendantem Warszawy został mianowany Minkiewicz ****(…). To zdaje się dobrze. Jest już w Warszawie niemiecka rada żołnierzy, która porozumiewa się z Piłsudskim. Wielu żołnierzy niemieckich chodzi z czerwonymi znakami, inni, Polacy pewnie, z biało-amarantowymi kokardami u czapek. W tym wszystkim wstaje Polska. I nikt nie widzi, jak jest piękna. Nikt nie spostrzega w tym zgiełku.
*esdecja socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy działająca na przełomie XIX i XX wieku marksistowska partia polityczna
** Dąbrowska miała wówczas 29 lat, więc nieco niezrozumiałe wydaje się ta duchowa przynależność do starego porządku,
*** Dąbrowska chyba myli Kolonię z Kilonię, gdzie 3 listopada 1918 r. wybuchł bunt marynarzy
****Generał Henryk Minkiewicz w latach 1918-1920 walczył na froncie wschodnim z Ukraińcami i Armią Czerwoną, po napaści Rosji na Polskę w 1939 r. został osadzony w obozie w Kozielsku, zginął prawdopodobnie w Katyniu.
środa, 29 lipca 2015
Dzienniki Dąbrowskiej - tom piąty
sobota, 23 maja 2015
Dzienniki Marii Dąbrowskiej tom czwarty
czwartek, 28 sierpnia 2014
Dzienniki Marii Dąbrowskiej tom III (lata 1945-1950)
Nawet na listy interesantów odpowiadam chętniej, niż podejmuję twórczość, której nie mogę w pełni swobody rozwinąć. Klasyczny rozwój monarchii idzie od despotyzmu do monarchii konstytucyjnej, liberalnej. Przypuszczam, że taką samą drogą idzie rozwój demokracji. Obecnie przeżywamy okres demokracji despotycznej w różnych jej odmianach… Możliwe, że taki system jak obecnie przyniesie Polsce istotne korzyści. Możliwe, że Polska nie ma dziś lepszej szansy, że nie ma w ogóle innej szansy istnienia. Bywają takie chwile w życiu narodów. Ale po co udawać, że system jest inny? Każdy rząd musi starać się o zaufanie narodu. Tym bardziej rząd, co przychodzi drogą niemoralną, jak to bywa po wojnach i w czasie przewrotów. Ale takie postępowanie nie jest w stanie podnieść zaufania do rządu i nawet ci, co je mieli albo go nabrali- tracą je. Dziś przesłano nam zaproszenie na zebranie przedwyborcze naszego domu. Napisano na nim „obecność obowiązkowa”. Jeśli nawet taki człowiek jak ja czuje mimowolne zastraszenie czytając to - cóż dopiero mówić o zwykłym, szarym człowieku, zależnym, bojącym się stracić posadę, mieszkanie, kartki, bojącym się wiecznie prześladowań policji. (12.01.47 r.)
Pisze o kłamliwym przemówieniu Bieruta do dziennikarzy cudzoziemskich, o zniesieniu święta 3 Maja, o wrzeniu w masach robotniczych, o absurdzie współzawodnictwa pracy, wyśrubowanych normach, barku kultury władzy i chamstwie urzędników, o skierowaniu pisarzy na obserwacje do fabryk, aby włączyli się w propagandowy nurt polityki rządu. Niejednokrotnie opisuje nieprzyjemne wizyty w Urzędzie Skarbowym.
Często myślę o tak straszliwym zbezczeszczeniu słowa-że aż jest żenujące używać go do celów artystycznych. Konieczne byłoby jakieś poświęcenie sakralne słowa, jak poświęca się nowo zbudowany kościół. Wtedy byłoby może znów przydatne do użytku ludzkiego. Wieczorem, kiedy jedliśmy kolację, przyszła dr Hanka z wiadomością, że aresztowana została pani Krzeczkowska, kobieta przeszło sześćdziesięcioletnia, złamana i chora, mąż, znany socjalista, profesor WSH, umarł po wyjściu z Pawiaka za Niemców; syn zginął w Powstaniu Warszawskim. Według najlepszej wiedzy i wiary tych, co ją znają, nie miała nic do czynienia z konspiracją… Czy na Boga te sześć milionów zamordowanych Polaków nie jest dosyć, czy mamy utonąć we krwi tej reszty, co pozostała? Czy w nikim z tych ludzi nie ozwie się nigdy sumienie? Jakże straszliwy jest los mojej nieszczęsnej Ojczyzny…. Biedna pani Hanka, która z takim zachwytem przyjęła obecną postać polskiej rzeczywistości, bije głową w mur z powodu p. Tadeusza i pani Krzeczkowskiej. (…) Kontroluję siebie, czy nie myślę tylko kategoriami małego przeznaczonego na zagładę środowiska intelektualistów. Lecz nie, nie jestem osobiście zainteresowana, aby krytykować. Mnie jest dobrze - i ja jestem jeszcze wielką konformistką w porównaniu z masami robotniczo-chłopskimi. (17.06.47 r.)
Od wojny mijają dwa lata, a Dąbrowska, mimo niezłych warunków materialnych nadal nie może pisać.
Patrzę na moje mieszkanie takie miłe, takie ocalone. Na moją niemożność pracy, na niezłe (a nigdy mi wcale więcej nie było potrzeba, jak niezłych) warunki materialne- na wszystko, co niegdyś było źródłem radości, i widzę, jak to wszystko nic nie znaczy, gdy nie jest dodatkiem do powszechnej radości, do powszechnego szczęścia. Nie bezpośredni przymus i gwałt nad duszą pisarza, bo tego jeszcze nie ma, paraliżuje twórczość, ale ta atmosfera czyhania, czatowania na pisarza i na jego dzieło, ta atmosfera złych możliwości, natrętnego wrzasku, jest powietrzem, które dusi, zatruwa, zabija. I ta niemożność mówienia prawdy, całej swojej wewnętrznej prawdy, którą pisarz i tak sam ogranicza, by nie oślepiała. Dawniejsze prześladowania (persecutions) karały za prawdę wypowiedzianą - dziś nie dopuszcza się nawet do jej wyszeptania. (28.12.47 r.)
Sporo tu refleksji na temat sytuacji politycznej nie tylko w Polsce, ale i Europie.
W gruncie rzeczy Zachód, i to w szczególności Francja, nie może nam przebaczyć, że musiał „mourir pour Dantzig” Prawdziwą chęcią, jedynym i prawdziwym obliczem zachodu było zniszczenie Rosji Sowieckiej. Jeśliby to się udało za cenę zagłady Polski, czy też jej okrojenia na rzecz Niemiec- zgodziliby się na to bez wahania. […] Oni chcieli zawsze, chcą nadal i będą chcieli żeby Rosję pobiły Niemcy, chcieli i chcą nadal, żeby im za to zapłacić Polską. W roku 1939 istotne pragnienie Zachodu było, aby Polska oddała Niemcom Gdańsk i „korytarz” i żeby Niemcy ruszyły na Rosję. Do ich dostatecznym wykrwawieniu się i uszczupleniu potencjału gospodarczego Zachód ruszyłby w sukurs, by podzielić się rosyjskim łupem. Kiedy się stało inaczej, kiedy trzeba było wspomagać Rosję przeciwko Niemcom-Zachód ze złą radością zapłacił za nadmierne wykorzystanie pomocy rosyjskiej[…]. (14.11.48 r.). Jakże przerażająco brzmią te słowa dzisiaj...
A jednak, mimo wszystko, odnoszę wrażenie, że chciała wierzyć, że ta nowa Polska ma przed sobą przyszłość, że nie system jest zły, a jedynie ludzie, którzy popełniają nadużycia i go wypaczają. Dziwi mnie, że przed wojną nienawidzono Polski, że reakcyjna i feudalna. Teraz jej nienawidzą, że postępowa, rewolucyjna i socjalistyczna. (14.11.48). Szczególnie dziwi ta postępowość powojennej Polski.
Dzienniki zawierają krytyczne spojrzenie na emigrację, która niczego dobrego dla kraju nie zrobiła. Po krytyce intelektualistów, którzy nie zadbali nawet o rozpowszechnienie najlepszych dzieł polskiej kultury przychodzi krytyka przeciwników powojennej Polski.
Czy wreszcie przeciwstawili tutejszej- jakąś koncepcję polityczną, która by tam kazała się szanować, coś zaważyła, stała się bodaj przedmiotem światowej dyskusji? Jeśli tu nie można dyskutować o różnych poglądach na demokrację i wolność, tam można było jawnie głosić, jak oni pojmują Polskę demokratyczną i wolną. Nic, nic i nic. Jest to rzeczywiście najzupełniej pusta intelektualnie i moralnie ze wszystkich naszych emigracji. (20.11.48 r.)
Przepisując Dziennik za rok 1936 trzynaście lat później dziwiła się, jak bardzo nie cierpiała ówczesnego stanu rzeczy, który teraz wydawał się mniej złym od obecnego.
Po powrocie do Warszawy po wojnie pisarka nadal mieszka na Polnej razem ze Stanisławem Stempowskim i Franią (pomocą domową. Osobie Frani poświęca sporo miejsca w Dziennikach). Ich mieszkanie jest miejscem licznych spotkań z przyjaciółmi i znajomymi. Anna Kowalska po śmierci jej męża jest częstym gościem w mieszkaniu na Polnej.
Życie codzienne pisarki upływa na pisaniu artykułów, szkiców, tłumaczeniu (przetłumaczyła Dzienniki Pepysa oraz Opowiadania Czechowa). Napisała sztukę teatralną „Stanisław i Bogumił”.
Sporo tu opisów wrażeń z wizyt w teatrze, kinie, koncertów, wystaw malarskich. Nie zabrakło też refleksji związanych z lekturą (czemu poświęcę osobny wpis). Poniżej dwa bardzo smakowite opisy. Pierwszy to opis jubileuszu Teatru Polskiego drugi polowania.
Uroczyste przedstawienie z Prezydentem i rządem. Pierwszy raz byłam na takim w obecnej Polsce. Przyjechaliśmy wcześnie i widzieliśmy, jak cały skład teatru z Szyfmanem na czele biegnie kłusem (dosłownie) na powitanie Bieruta. Jednocześnie zaczął napływać nowy Grande monde. Panie o pospolitych, brzydkich twarzach i wymyślnych koafiurach, ubrane w długie wieczorowe suknie, prawie wyłącznie czarne i przeważnie źle uszyte. Piękną suknię miała tylko Cela Nalepińska. Gdy ją pochwaliłam, szepnęła mi na ucho, że to paryska suknia Dalborowej, jeszcze z czasów „dyplomatycznych” jej męża, którą Cela na tę okazję od niej pożyczyła. (13.07.48 r.)
Po powitaniach dowiedziałam się, że w majątku jest tego dnia polowanie. Chłopi z pałkami- to nagonka (to nie zmieniło się od czasów pańszczyźnianych- chłopi naganiają zwierzynę, panowie strzelają) Zjechali wszyscy okoliczni dygnitarze z Grodziska, powiatu (Nowy Tomyśl), i Poznania. A więc: dyrektor poznańskiego oddziału Banku Rolnego, dyrektorzy głównych przemysłów państwowych, jakiś generał Gniatczyński, komendant Milicji, jakiś komendant UB etc…. Po polowaniu nagonka dostała wódki i kiełbasy, po kawale chleba i poszła do domu. Komitet folwarczny dostał obiad w osobnej stancji, panowie obiadowali w świetlicy. Zabito na ten cel świnię. Zajęcy padło 205, z czego 150 odstawiono do spółdzielni Jedność Łowiecka, 30 wziął Bank- po jednym każdy z dwunastu myśliwych, trzy dostał mój szwagier za zorganizowanie polowania. Specjalnie przywieziona kucharka gotowała im…. Chłopów było w nagonce z młodzieżą 120, zgonionych z dwu folwarków. Zresztą nie tak ściśle zgonionych, gdyż dostali swoją dniówkę i mówią „Nam to wszystko jedno, czy tu robić, czy tam”. Osobiście jednakowo mało zainteresowani są w wynikach czegokolwiek, przy czym jako kółka w maszynie się kręcą. Mówią też: Co się zmieniło? Przódzi my robili na dziedzica, tera na rząd czy na Bank. Dla nas się nie zmieniło. Jeszcze my woleli dziedzica. Ludzie nie lubią anonimatu. (8.01.49).
niedziela, 24 sierpnia 2014
Maria Dąbrowska i pieniądze (czyli cytatów kilka z III tomu Dzienników)
Trudno z tą myślą polemizować, a jednak bezsprzecznie są one ważne dla naszej egzystencji. Maria Dąbrowska należała do tych szczęśliwców, którzy, jak sama napisała w maju 1950 r. zawsze mieli pieniądze. W okresie od 1945 do 1950 (który to okres obejmuje tom III Dzienników) wyłowiłam sporu wzmianek na temat pieniążków; są tu ceny różnych usług i towarów, wysokość zaliczki za napisanie sztuki, wynagrodzenie urzędników, czy wysokość kwot, którymi wspomagała innych. Pierwsza powojenna wzmianka dotyczy wizyty w „restauracji”. Na halach odkrywam zabawną rzecz - improwizowane uliczne restauracyjki. Kobiety w saganach doskonale opatrzonych gałganami i papierem w rodzaju dogrzewaczy sprzedają pyzy (kluski z surowych kartofli), fasolę z sosem, zupy, a na deser przecierany kompot rabarbarowy. Zjadam pół porcji pyzów, za którymi przepadam i wypijam szklankę kompotu. Kosztowało 15 zł. Pyzy były świetne, okraszone, gorące. To będzie moja stołówka. (30.05.45 r.) Cztery lata później ceny przedstawiały się już inaczej, czemu trudno się dziwić.
…. poszliśmy ze St. (Stanisławem Stempowskim) na obiad do „Centrali Rybnej” na Nowym Świecie (między Placem Trzech Krzyży a Alejami Jerozolimskimi) i tam zjedliśmy w „probierni rybnej” ja – leszcza, St- sandacza. Ale z St. Nie ma żadnej przyjemności znaleźć się w restauracji. Szuka najtańszych potraw (choć ja płacę), chce jeść obiad „popularny” za 80 zł, że niby taki biedny. …. (1.10.49 r.). Dąbrowska kilkakrotnie wspomina o „oszczędności St.”, gdy tymczasem sama lubiła pozwolić sobie na małe przyjemności gastronomiczne. Zmęczone i obciążone sprawunkami poszłyśmy na obiad do prywatnej restauracji Pod rybką na Św. Mikołaja. I tu spotkała nas miła niespodzianka. Gdy niedawno na świeżo upaństwowionym „Monopolu” podano nam zamiast dwu porcji kaczki dwie porcje kości, za które zapłaciłam 1.100 zł, tu wypiłyśmy dwie wódki, zjadłyśmy znakomitego śledzia w oliwie i świetnie przyrządzoną sarnią pieczeń plus dwie duże (co prawda nieświetne) czarne kawy za 830 zł. Pieczeń sarnia kosztowała 175 zł porcja. (31.10.49 r.)
Zaraz po wojnie otrzymała propozycję wystawienia sztuki „Stanisław i Bogumił”. Proponuje mi [Szyfman] zaraz 10.000 zaliczki i wpisanie na listę pracowników Teatru Polskiego z odpowiednimi przydziałami. (9.10.45 r.).
Pisarka nie musiała się wówczas martwić się o swój warsztat pracy. Przyszedł list z Prezydium Rady Ministrów zawiadamiający o przyznaniu 10.000 zł na kupno maszyny. Wobec tego poszłam do firmy Antoszewski na Marszałkowskiej i założywszy wszystkie niemal domowe pieniądze kupiłam maszynę. (24.11.45 r.)
Dalej jest mowa o przykładowych cenach. Frania poszła dziś na targ kupić sobie- jak ją namawiałam- prześcieradła i poszewki. Kiedy wróciła, okazało się, że kupiła sobie śliczną nową wełnianą suknię za 1.300 zł. Jest tym kupnem tak przejęta i uszczęśliwiona, że cały wieczór była w świetnym humorze. (3.11.45 r. Frania była pomocą domową Dąbrowskiej i Stempowskiego. Trochę zdziwiło mnie istnienie „instytucji pomocy domowej” w tych czasach). Dąbrowska traktowała Franię, jak członka rodziny. Wzięłam ją do niego (lekarza) nie na tanią wizytę szpitalną (w Szpitalu Ewangelickim), ale na prywatną za 1.500 zł. Gdyż tylko za tę cenę spodziewam się, że Frania będzie przestrzegała przepisów lekarza. (1.10.49 r.)
Przy kłopotach finansowych ratowano się wynajmem lokali. To lokator? To student? Tak, to student. […] podług dekretu musimy płacić teraz cztery tysiące komornego, to on nam zawsze tę połowę zapłaci, te dwa tysiące. (17.11.48 r.)
Nie zabrakło też takich, co na wojennym nieszczęściu próbowali się wzbogacić. Wczoraj rano poszłam do Ministerstwa Odbudowy (dziwnym trafem-dawne Gimnazjum królowej Jadwigi), żeby pani Nowowiejskiej oddać 5.600 złotych. Jest to stary weksel Jadzi, że panią Pasławską i panią Nowowiejską żyrowany, a który teraz każą płacić. Podobno ktoś ocalił i przywiózł z Kanady cały portfel weksli KKO – ku utrapieni najbiedniejszych przecie ludzi. Weksle zamiast arrasów. A te weksle to były pożyczki udzielane przez KKO inteligencji na przeżycie czasów okupacji. (25.02.49 r.) Dąbrowska nie przykładała dużej wagi do pieniędzy, ale lubiła od czasu do czasu notować swoje wydatki, dzięki temu możemy czerpać ciekawe informacje na temat ówczesnej kondycji finansowej. Dąbrowska często obdarowywała ludzi, oczywiście najhojniej Annę Kowalską, z którą się przyjaźniła i z którą później zamieszkała.
W dzień wyjazdu z Wrocławia poszłyśmy z Anną do Domu Towarowego. Kupiłam Annie kołdrę i niebieską z „jedwabnego” rypsu kołderkę dla Tulty (Maria – córka Anny Kowalskiej), podpinkę dla kupionej kołdry i jasiek dla Anny. Wszystko razem kosztowało dwanaście tysięcy, więc bardzo niedrogo. Annie, która jest teraz w poważnych tarapatach finansowych, zostawiłam 40 tysięcy…. Dziś była Julka Iwańska- zjadła z nami obiad. Ponieważ mówiła, że chce kupić paltko dla swej trzyletniej ciotecznej wnuczki, dałam jej na ten cel dwa tysiące. (5.11.49 r.)
Jestem bardzo zmartwiona i skłopotana sprawami Anny, które układają się jak najgorzej. Nikt z mego otoczenia nie może sobie dać rady. Dziś wysłałam Danusi 5 tysięcy złotych, a już w godzinę potem przyszedł list od Władzi Królikowej (mojej dawnej służącej) proszący o większą pomoc. Chwała Bogu wobec tych dużych wydań stoję dobrze, ale ja należę do rzadkich w Polsce ludzi, co zawsze mają pieniądze, nawet wtedy gdy zarabiają bardzo mało. (27.05.50 r.)
Pewną informację na temat zarobków urzędniczych daje poniższy zapis. Zuzia jest urzędniczką w tym samym majątku państwowym, co p. Hubert. Zarabia 15 tysięcy, a on 8 tysięcy plus ordynaria. Ale mogą chować inwentarz ile chcą i mam wrażenie, że jakoś dają sobie radę…. Dałam Frani na święta 4 tysiące zł, Wyglądałom tysiąc, Maniusiowi, chłopcy od dozorcy - 500, Bogusiowi (bratu) 15 tysięcy, naszym studentkom J. 10 tysięcy, Annie posłałam 50 tysięcy-razem 80 tysięcy. (26.12.49 r.).
Jako ciekawostkę wynotowałam poniższy wpis.
Byłyśmy zaproszone na 25 lecie ślubu Parandowskich. Przygotowywali się do tej uroczystości z niesłychanym namaszczeniem i podobno przeznaczyli na ten cel 250 tysięcy złotych. … To przyjęcie nie było ani wesołe, ani bardzo udane. (9.08.50 r.)
Szukając w Internecie informacji na temat przeciętnego wynagrodzenia w latach 45-49 znalazłam dane dotyczące powojennego wynagrodzenia nauczycieli, które, jak wiadomo nie są reprezentatywne dla całej populacji zatrudnionych. W opracowaniu Szkolnictwo polskie w latach 1945-1975 z uwzględnieniem miasta Włocławka pani Barbara Moraczewska podaje, iż w roku 1946 miesięczne wynagrodzenie nauczyciela w szkole podstawowej przeciętnie kształtowało się od 5.200,00 zł do 12.000,00 zł, natomiast w roku 1949 r. wynosiło od 11.300,00 zł do 21.500,00 zł. Zgodnie z informacją podaną w Monitorze Polskim z 1990 roku przeciętne wynagrodzenie za rok 1950 wyliczono na kwotę 551,00 zł miesięcznie. W październiku 1950 roku miała miejsce denominacja, zgodnie z którą każde 100 złotych w banku, cenach, zobowiązaniach czy pensjach (do stu tysięcy złotych) przeliczono na nowe 3 złote, a każde 100 zł w gotówce na nowe 1 złoty. A zatem przeciętne miesięczne wynagrodzenie tuż przed denominacją wynosiło 55.100,00 zł. A zatem koszt wyprawienia rocznicy ślubu u Parandowskich był rzeczywiście niebagatelny, jeśli informacje, jakie doszły do Dąbrowskiej były prawdziwe.
Informacja na temat wymiany pieniądza była pilnie strzeżoną tajemnicą państwową. We wpisie z 2.11.50 r. Dąbrowska opisuje dzień, w którym się o niej dowiedziała. …W sobotę wyszliśmy rano do miasta, by kupić na jutro bilety… Po drodze wstąpiliśmy do Banku Rzemiosł i Handlu, gdzie podjęłam 300 tysięcy złotych, mając zamiar pożyczyć Wackom, opędzić kłopoty mojej rodziny, kupić futerko dla Anny, kupić materiał na domowe ubranie dla St. I tym podobne. Zadziwił mnie niezwykły w tym cichym banku ruch przy kasach - czekałam długo jak nigdy. … W niedzielę rano o wpół do ósmej otworzyłam radio i posłyszałam jakiś komunikat wypowiedziany tragicznym głosem, który przypominał mi dwa tragiczne dla momenty dziejów Polski; śmierć Piłsudskiego i owo tragiczne w dniu 7 września 1939 r. „Blaskota, Blaskota, Bolesław wzywa do Warszawy.” Usłyszałam zdanie „Wszyscy pracownicy banków- tu cała litania nazw instytucji bankowych- stawią się dziś o ósmej rano”. Od razu domyśliliśmy się, że stało się coś z pieniędzmi. … Od razu zrozumiałam, że ta reforma czyni mnie bankrutem. Miałam bowiem niezręczność przenieść połowę moich należności z Czytelnika na moje konto bankowe w Banku Rzemiosł i Handlu, w związku z zamiarem kupna owego nieszczęsnego domu w Rejentówce. Będę ukarana za to, że nie zużyłam tych pieniędzy na własną korzyść, lecz zostawiłam je w banku na użytek państwa.




