Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morrissey Jake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morrissey Jake. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 stycznia 2012

Geniusze Rzymu. Bernini i Borromini- rywalizacja, która zmieniła wieczne miasto. Jake Morrissey

Książkę zostawiłam sobie do czytania na sam koniec roku, niejako na deser. Od dawna szukałam polskojęzycznej pozycji poświęconej Berniniemu. Moje zainteresowanie tym Michałem Aniołem epoki baroki zaczęło się od lektury Aniołów i demonów Dana Browna. Obejrzawszy wiele dzieł Berniniego ciekawa byłam życiorysu tego artysty. Krótkie wzmianki dotyczące jego rzeźb oraz pomników architektury wyczytane w poświeconych sztuce albumach oraz na stronach internetowych tylko pobudziły mój apetyt na Berniniego. 
Kiedy dowiedziałam się, iż wydana została książka Geniusze Rzymu - Bernini i Borromini natychmiast dokonałam zakupu. 
Jeśli o życiu Berniniego wiedziałam niewiele, to o życiu Borrominiego nie wiedziałam prawie nic. 
Trudno dziś wyobrazić sobie Rzym bez takich dzieł Berniniego, jak Baldachim w Watykańskiej Bazylice czy Kolumnada na Placu Św. Piotra, wspaniałe fontanny z najbardziej znaną Fontanną Czterech Rzek na Piazza Navona, czy cudowne rzeźby znajdujące się w Galerii Borghese. Wieczne Miasto zdobią także nie mniej piękne, choć może mniej znane dzieła Borrominiego, dla przykładu są to; kościoły San Carlo, San Giovanni na Lateranie czy Saint Agnese in Agone.
Pechowo dla Borrominiego tych dwóch obdarzonych olbrzymim talentem twórców było niemal rówieśnikami. A przecież dwie gwiazdy nie mogą tak samo jasno świecić na jednym niebie. Dla rozwoju talentu i kariery obaj potrzebowali możnych protektorów i zleceniodawców. A pechem Borrominiego było to, iż nie potrafił sobie zjednywać ludzi. Był wybuchowy, introwertyczny, nietowarzyski, pozbawiony umiejętności dyplomatycznych. Nie założył rodziny. Mimo talentu z wielkim trudem zdobywał zlecenia i nie zarabiał wiele, zdarzało się nawet, iż pracował charytatywnie. Bernini natomiast był żywiołowy, towarzyski i miał łatwość w pozyskiwaniu protektorów. Założył rodzinę, co nie przeszkadzało mu w prowadzeniu bujnego życia pozamałżeńskiego.
Książka posiada bogatą dokumentację oraz zawiera wiele ciekawych informacji na temat życia obu artystów. Poznajemy nie tylko kulisy rywalizacji dwojga geniuszy i ich zmagania z pozyskiwaniem sponsorów i zleceń, ale też poznajemy ludzi z ich słabostkami, wadami, a nawet kryminalnymi występkami. Rywalizacja pomiędzy tymi dwoma geniuszami doprowadziła do powstania najwspanialszych budowli, fontann i rzeźb w XVII wiecznym Rzymie.
Jak dla mnie książka zawiera zbyt wiele szczegółów i detali „technicznych” dotyczących rozwiązań artystycznych. Myślę, że zainteresują one bardziej znawców przedmiotu, niż takiego laika jak ja. Trudno to jednak nazwać jej wadą.
Powszechny i podstawowy zarzut, co do książek zawierających opis dzieł twórców to bardzo skromna ilość ilustracji. W książce znalazło się zaledwie kilka czarno-białych fotografii i to dość kiepskiej jakości. 
No i największy zarzut - język. Początkowo nie wiedziałam, czemu tak ciężko mi się czyta. Wszak temat mi bliski, nietuzinkowi bohaterowie, ciekawe informacje, w tle mój ukochany Rzym z jego architekturą i sztuką, a czytanie nastręczało trudności. 
Trudno mi było ocenić, czy jest to „zasługą” autora, czy też winą tłumacza. Kwiecisty język wygląda mi na wkład autora, natomiast brak znajomości tematu, przeinaczenia nazw i miejsc to raczej efekt nieznajomości tematu przez tłumacza. 
Dla przykładu tego lingwistycznego dzieła na stronie 66 znalazło się takie zdanie: "Jego życzeniem jest poświęcić tak dużo czasu nauce architektury i malarstwa, żeby potrafić doskonale połączyć te dyscypliny ze swoimi innymi cnotami". Natomiast na stronie 57 autor (tłumacz) pisze: „Z czterema centralnymi filarami na miejscu, jak niezmiennymi wartownikami kamienia, zadecydowano o lokalizacji kościoła”, a także „Pasował do tamtych czasów [plan centralny], mieszając w jeden giętki wzór logikę starożytnych z wrodzoną teatralnością i oraz papieskich celebracji”. Od tego typu zdań i sformułowań aż się w książce roi. 
Nie mogę powiedzieć, abym lekturę książki uważała za czas stracony, wiele się dowiedziałam na temat obu twórców. Jednak muszę przyznać, że trochę się na tej lekturze zawiodłam. Być może moje oczekiwania były zbyt wysokie, bo oprócz faktów oczekiwałam także ciekawszego sposobu ich przekazania.