Wydawnictwo państwowy Instytut Wydawniczy, rok 2007, ilość stron 176
Przypomniały mi się komentarze, jakie pojawiły się pod recenzją Piątego dziecka Doris Lessing. Komentarze bardzo zróżnicowane; od zachwytów, po zarzut w stosunku do autorki o manipulację oraz zasugerowanie, iż czytanie tej książki to strata czasu. Natura ludzka jest jednak przewrotna i jak ktoś w sposób tak zdecydowany odradza to działa to wprost odwrotnie. To chyba jeden z pierwszych grzechów władz kościelnych – umieszczenie książki albo filmu na indeksie jest najlepszą reklamą dla tychże książek, czy filmów. I często rzecz zupełnie miernej wartości dzięki takiej reklamie zyskuje tak ogromne audytorium, o jakim nawet by nie śmiał marzyć twórca. Mnie jednak tym razem do przeczytania kontynuacji powieści przekonały maniaczytania i Książki z mojej półki. I nie żałuję, że przeczytałam.
Przyznam, że bez tej kontynuacji mój odbiór Piątego dziecka był zupełnie inny. To trochę, jak dochodzenie, w którym na jaw wychodzą nowe fakty. Piąte dziecko opisywało zdarzenia poprzedzające pojawienie się na świecie Bena, kolejnego dziecka, w idealnej, szczęśliwej rodzinie. Niestety po czwórce zdrowych i wspaniałych dzieci na świat przyszedł odmieniec, ni to człowiek, ni to zwierzę. Ben niezwykle silny i dziki zachowywał się, jak człowiek pierwotny, a w domu narastała atmosfera grozy i koszmaru, ginęły zwierzaki a młodsze rodzeństwo było narażone na niebezpieczeństwo ze strony brata.
Podróż Bena opowiada dzieje chłopca po ucieczce (wygnaniu?) z domu rodzinnego. Pozostawiony bez opieki rodziny Ben tuła się w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. Osiemnastolatek o wyglądzie trzydziestolatka, ciele yeti i umyśle dziecka na każdym kroku zostaje wykorzystywany przez tzw. „normalnych - cywilizowanych” ludzi, jako szef gangu młodocianych przestępców, robotnik budowlany, pracownik sezonowy, przemytnik narkotyków, niedoszły aktor oraz ofiara medycznych eksperymentów. Ben, który w pierwszej części został przedstawiony, jako odrażający potworek, w części drugiej wzbudza litość i empatię. Zaczynamy coraz bardziej oburzać się na tzw. normalność, która pozwala na nieludzkie traktowanie drugiego człowieka, bo przecież Ben, mimo całej swej pierwotności i zwierzęcości jest człowiekiem. Coraz bardziej nieludzkie wydaje się postępowanie rodziców, którzy porzucili trudne dziecko. Jeśli czytając cześć pierwszą można było odnieść wrażenie, że rodzice byli w sytuacji bez wyjścia, pozostawieni sami sobie, znikąd pomocy, lekarze rozkładali ręce, jedynym wyjściem okazywał się ośrodek zamknięty przypominający bardziej poczekalnię, niż zakład opiekuńczy, to w drugiej części widzimy, że do Bena można dotrzeć, trzeba wykazać tylko trochę chęci i cierpliwości (a docierają doń osoby, które jak się wydaje nie mają do tego specjalnego przygotowania; starsza pani Binggs, prostytutka Rita, Teresa).
Lessing w tej niewielkiej książeczce pokazuje, jak bardzo boimy się odmienności, jak powierzchownie oceniamy ludzi, jak bywamy okrutni, czyli ujawnia prawdę o współczesnym świecie.
Książka podobnie, jak Piąte dziecko jest napisana na chłodno, z dystansem. Nie ocenia, nie krytykuje, nie daje odpowiedzi, ale stawia pytania. Nie ma tu już (jak w części pierwszej) obalania mitu rodziny idealnej, jest natomiast nasz stosunek do inności, odmienności, do tego, kto nie spełnia pewnych ustalonych norm. Książka powoduje refleksje, jak ja bym się zachowała, gdyby na mojej drodze stanął taki Ben.
Czytając o Benie, jego odmienności przychodził mi na myśl Quasimodo Wiktora Hugo. Też porzucili go rodzice, jego inność także była wykorzystywana przez wszystkich łącznie z jego opiekunem i jego prześladowało fatum.
Moim zdaniem w tej krótkiej formie autorka przekazała wiele treści bez moralizatorstwa, bez oskarżania kogokolwiek, a wyłącznie stawiając trudne pytania.
Ja nie poczułam się zmanipulowana, a jeśli nawet taki był zamysł autorki to nie ze mną te numery pani Lessing.
Moja ocena książki 4/6
Przypomniały mi się komentarze, jakie pojawiły się pod recenzją Piątego dziecka Doris Lessing. Komentarze bardzo zróżnicowane; od zachwytów, po zarzut w stosunku do autorki o manipulację oraz zasugerowanie, iż czytanie tej książki to strata czasu. Natura ludzka jest jednak przewrotna i jak ktoś w sposób tak zdecydowany odradza to działa to wprost odwrotnie. To chyba jeden z pierwszych grzechów władz kościelnych – umieszczenie książki albo filmu na indeksie jest najlepszą reklamą dla tychże książek, czy filmów. I często rzecz zupełnie miernej wartości dzięki takiej reklamie zyskuje tak ogromne audytorium, o jakim nawet by nie śmiał marzyć twórca. Mnie jednak tym razem do przeczytania kontynuacji powieści przekonały maniaczytania i Książki z mojej półki. I nie żałuję, że przeczytałam.
Przyznam, że bez tej kontynuacji mój odbiór Piątego dziecka był zupełnie inny. To trochę, jak dochodzenie, w którym na jaw wychodzą nowe fakty. Piąte dziecko opisywało zdarzenia poprzedzające pojawienie się na świecie Bena, kolejnego dziecka, w idealnej, szczęśliwej rodzinie. Niestety po czwórce zdrowych i wspaniałych dzieci na świat przyszedł odmieniec, ni to człowiek, ni to zwierzę. Ben niezwykle silny i dziki zachowywał się, jak człowiek pierwotny, a w domu narastała atmosfera grozy i koszmaru, ginęły zwierzaki a młodsze rodzeństwo było narażone na niebezpieczeństwo ze strony brata.
Podróż Bena opowiada dzieje chłopca po ucieczce (wygnaniu?) z domu rodzinnego. Pozostawiony bez opieki rodziny Ben tuła się w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. Osiemnastolatek o wyglądzie trzydziestolatka, ciele yeti i umyśle dziecka na każdym kroku zostaje wykorzystywany przez tzw. „normalnych - cywilizowanych” ludzi, jako szef gangu młodocianych przestępców, robotnik budowlany, pracownik sezonowy, przemytnik narkotyków, niedoszły aktor oraz ofiara medycznych eksperymentów. Ben, który w pierwszej części został przedstawiony, jako odrażający potworek, w części drugiej wzbudza litość i empatię. Zaczynamy coraz bardziej oburzać się na tzw. normalność, która pozwala na nieludzkie traktowanie drugiego człowieka, bo przecież Ben, mimo całej swej pierwotności i zwierzęcości jest człowiekiem. Coraz bardziej nieludzkie wydaje się postępowanie rodziców, którzy porzucili trudne dziecko. Jeśli czytając cześć pierwszą można było odnieść wrażenie, że rodzice byli w sytuacji bez wyjścia, pozostawieni sami sobie, znikąd pomocy, lekarze rozkładali ręce, jedynym wyjściem okazywał się ośrodek zamknięty przypominający bardziej poczekalnię, niż zakład opiekuńczy, to w drugiej części widzimy, że do Bena można dotrzeć, trzeba wykazać tylko trochę chęci i cierpliwości (a docierają doń osoby, które jak się wydaje nie mają do tego specjalnego przygotowania; starsza pani Binggs, prostytutka Rita, Teresa).
Lessing w tej niewielkiej książeczce pokazuje, jak bardzo boimy się odmienności, jak powierzchownie oceniamy ludzi, jak bywamy okrutni, czyli ujawnia prawdę o współczesnym świecie.
Książka podobnie, jak Piąte dziecko jest napisana na chłodno, z dystansem. Nie ocenia, nie krytykuje, nie daje odpowiedzi, ale stawia pytania. Nie ma tu już (jak w części pierwszej) obalania mitu rodziny idealnej, jest natomiast nasz stosunek do inności, odmienności, do tego, kto nie spełnia pewnych ustalonych norm. Książka powoduje refleksje, jak ja bym się zachowała, gdyby na mojej drodze stanął taki Ben.
Czytając o Benie, jego odmienności przychodził mi na myśl Quasimodo Wiktora Hugo. Też porzucili go rodzice, jego inność także była wykorzystywana przez wszystkich łącznie z jego opiekunem i jego prześladowało fatum.
Moim zdaniem w tej krótkiej formie autorka przekazała wiele treści bez moralizatorstwa, bez oskarżania kogokolwiek, a wyłącznie stawiając trudne pytania.
Ja nie poczułam się zmanipulowana, a jeśli nawet taki był zamysł autorki to nie ze mną te numery pani Lessing.
Moja ocena książki 4/6

