Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ligocka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ligocka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 sierpnia 2014

Tylko ja sama Roma Ligocka

Był czas, w którym zaczytywałam się w twórczości pani Ligockiej. Do chwili wydania Księżyca nad Taorminą przeczytałam wszystkie jej publikacje, a książkę Tylko ja sama uważałam za najlepszą obok Dziewczynki w czerwonym płaszczyku.
Minęło ładnych parę lat, od czasu, kiedy ją przeczytałam, wywołała wówczas sporo  emocji związanych z odkrywaniem razem z narratorką historii życia jej ojca. Odczuwałam też radość związaną z odbywaniem równolegle z bohaterką licznych podróży po świecie. 
Po książkę sięgnęłam ponownie (dzięki losowaniu u Anny), aby przekonać się, czy przetrwała próbę czasu.
Asumptem do jej powstania był pewien artykuł w prasie dotyczący ojca pisarki. Okrutny kaprys losu sprawił, iż członka obozowej organizacji żydowskiej walczącej o ratowanie ludzi posądzono o kolaborację. Prywatne śledztwo w dążeniu do odkrycia prawdy doprowadziło do spotkania po latach z dawno nieżyjącymi bohaterami i „ponownego odzyskania” ojca. W jego wyniku powstała ta książka. Pisarka jest narratorką i zarazem główną bohaterką. Dwanaście miesięcy życia opisuje codzienne zmaganie z bagażem wojennych doświadczeń. Pisarka jest osobą dojrzałą, odnoszącą zawodowe sukcesy, matką dorosłego syna, nieźle sytuowaną, mieszka w Monachium. Wszystko to wygląda nieźle, tyle, że  trauma, która spotkała ją w dzieciństwie (konieczność ukrywania się przez całą okupację) rośnie wraz z nią i staje się raną, która choć się zabliźnia, to nigdy nie pozwala o sobie zapomnieć. Bohaterka usiłuje żyć normalnie, pomimo okrucieństwa pamięci stara się pokazywać światu uśmiechniętą twarz. Zawsze kiedy czytałam książki pani Romy jest mi smutno. Jednak książka Tylko ja sama, choć odwołuje się do gorzkich wspomnień i zapisów przeszłości (dokumentów archiwalnych – materiałów procesowych i zeznań świadków) a także do własnej pamięci, jest najmniej smutną z jej książek. Niesie jakieś optymistyczne przesłanie. Może ukryta w podświadomości obawa przed tym, że ojciec mógłby okazać się człowiekiem, który dopuścił się zdrady była ciężarem nie pozwalającym na rozliczenie się z przeszłością. A przecież, jak mówi jeden z bohaterów nie mamy prawa do oceny zachowań w sytuacji skrajnie nieludzkiej. A jednak oceniamy, przydajemy przymiotniki ludziom, o których życiu niewiele wiemy. Pani Roma, jako Żydówka przez całe życie zmaga się ze stawianym jej narodowi zarzutem biernego poddania się losowi. Jako osoba dorosła nie potrafi nigdzie zapuścić korzeni, sporo podróżuje; kolejne miasto, kolejny hotel, nowe twarze - wszystko zlewa się w jedno. Rano trzeba wstać, ubrać się, gdzieś pójść, coś zrobić, a potem wrócić. Koszmar wspomnień powodujący bezsenność, depresję i tabletki nasenne. I ciągłe dążenie do tego, aby dobrze wyglądać, bo tylko taki wygląd pozwalał na przetrwanie (przeżywali najzdrowsi i najsilniejsi). Poczucie obcości i osamotnienia i ciągła potrzeba udowadniania swojego istnienia oraz  potrzeba akceptacji, która pozwoli uwierzyć w to istnienie. I strach przed życiem i przed pozwoleniem sobie na szczęście.
Powieść Tylko ja sama jest powieścią łączącą wątki biograficzne z literacką fikcją. Sama autorka w którymś z wywiadów wspomniała, iż chce pozostawić niedopowiedzianym, czy historia pojawiającego się na kartach książki mężczyzny (który przyjął imię Dawida Schwarza) jest prawdziwą. W książce historia Dawida, którego dziecięce doświadczenia (ukrywanie się u rodziny, którą uznał za własną) splata się z doświadczeniem Romy i nieuchronnie popycha ich ku sobie; wspólnota losów, lęków, strachów, poczucia wyobcowania i braku tożsamości. Odnalezienia ojca (oczyszczenia jego pamięci) i odnalezienie człowieka, który rozumie bez słów to rodzaj katharsis, dającego nadzieję na jaśniejszą przyszłość.  Pozostaje tylko wierzyć, że takie osoby jak pisarka odnajdą wreszcie spokój.
Pani Ligocka pisze w sposób niezwykle emocjonalny i osobisty i mnie to odpowiada. Pisze w sposób odważny, bo dotyka niezwykle intymnych spraw, obnaża się emocjonalnie.
Jedyne co mi przeszkadzało w lekturze, a właściwie na jej początku to wątek miłosny, który wydał się nierealny (albo ja zestarzałam się na tyle, że miłość to dla mnie zbyt odległa sprawa, albo też jest on literacką fikcją, a pani Roma najlepiej pisze o rzeczach, które sama przeżyła). Jednak z czasem banalny romans przemienia się w trudne uczucie dwojga okaleczonych ludzi, dla których może być nadzieją na odnalezienie siebie.
Zasadniczym pytaniem, jakie stawia autorka jest dla mnie to, czy mamy prawo do oskarżania (oceniania) ludzi, jeśli nie byliśmy nigdy postawieni przed takimi, jak oni wyborami.
"Wyobrażasz sobie (...) tego dziennikarza, który napisał ten głupi artykuł, wyobrażasz sobie tego anonimowego pismaka, tych sędziów, wszystkich tych ludzi – wyobrażasz ich sobie w obozie? (...) Tak, znam tych sędziów, tych naprawiaczy świata, którzy zawsze wiedzą, co jest dobre, a co złe. Tych badaczy, co to tropią ludzkie słabości, bo to jedyna rzecz, jaka sprawia im przyjemność, na jakiej się znają. Co mówię, badaczy. Inkwizytorów..." (str.385).
Reasumując, to książka warta poznania i cieszę się z tego powrotu i nadal uważam ją za jedną z lepszych książek pani Ligockiej, choć mój zachwyt nieco ostygł.
Dodałam etykietę - biografie, chociaż nie jest to stricte powieść biograficzna to jednak zawiera sporo autentycznych wątków z życia pisarki i jej rodziny. 

środa, 28 grudnia 2011

Księżyc nad Taorminą Romy Ligockiej - rzecz nie tylko o podróżowaniu

Roma Ligocka należy do grona moich ulubionych pisarzy, więc kiedy tylko zobaczyłam nową pozycję na półce księgarni nie wahałam się ani chwili przed jej zakupem.
„ Podróż… Sama się sobie dziwię, ale stale do tego tematu wracam. Na pewno nie jestem typowym podróżnikiem, ani tym bardziej turystą. Ja po prostu wciąż szukam najlepszego miejsca- nie po to, żeby „odnaleźć siebie”, bo nigdy się nie zgubiłam- ale żeby odnaleźć takie miejsce, gdzie będę mogła ze sobą wytrzymać”. Roma Ligocka
Nazwisko autorki i nawiązanie do podróży sprawiło, iż książka już mi się spodobała, zanim jeszcze zabrałam się za jej czytanie.
Nie ma dla mnie większego znaczenia, iż tematem felietonów (Księżyc nad Taorminą to zbiór felietonów) nie jest podróżowanie w potocznym rozumieniu tego słowa, choć podróż (czasami przez życie) jest ich istotą.
Jak to z tak krótką formą bywa, zbiór zawiera pozycje które bardziej przypadły mi do gustu i te które spodobały mi się mniej. Wszystkie jednak czytało się dobrze i z ciekawością.
Pisarstwo pani Ligockiej ma to do siebie, iż jest niezwykle osobiste i takie „niekrzykliwe”, spokojne. W książce „Księżyc nad Taorimą” opisuje ona zwykłe, zdawałoby się mało pasjonujące sytuacje życiowe, które skłaniają do refleksji. Przypadkowe spotkania z przypadkowymi ludźmi, które zostają w pamięci na długo, które potrafią zmienić coś w życiu naszych, a może w życiu napotkanych osób. Po przeczytaniu felietonu Najlepsze życzenia sama zaczęłam się zastanawiać, jakie jest moje najpiękniejsze słowo, dochodząc podobnie, jak autorka do wniosku, iż były to w różnych okresach życia różne słowa, aby dojść do tego właściwego dzisiaj. W wielu sytuacjach odnajduję w pisarce pokrewną duszę, co zadziwia tym bardziej, im bardziej zróżnicowany jest bagaż naszych życiowych doświadczeń i przeżyć. W wielu sytuacjach odnajduję w spostrzeżeniach autorki swoje własne. Jak choćby te o pobytach w hotelach (Herbatka w Nicei), podróży samolotem (Samotność podróżnika), przemijaniu (Jesienne porządkowanie świata).
A przez wszystkie felietony przewija się jak lejtmotiv opowieść o odwadze w realizacji swoich marzeń (Cztery welony o rodzicach, którzy na starość odkryli radość z podróżowania, Półki pełne marzeń, o marzeniu zamieszkania w Rzymie, Księżyc nad Taorminą, o odwadze samodzielnego podróżowania. Ta ostatnia jest mi szczególnie bliska, gdyż taką odwagę posiadłam już kilka lat temu i dzięki niej moje marzenia nabrały konkretnych kształtów Watykańskiej Bazyliki San Pietro, florenckiej Duomo, weneckiego Pallazzo Ducale, Pizzańskiej Krzywej wieży, czy Paryskich Ogrodów Tulieries.
Natomiast felieton Pochwała radości o sprawianiu radości samym sobie jest odpowiedzią na moje coroczne wyjazdy urodzinowe.
Księżyc nad Taorimą to zbiór pięknych, refleksyjnych, nastrojowych felietonów, wśród których każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Gorąco polecam.
Dla zachęcenia dodam, iż czyta się szybko, lekko i miło.
Moja ocena 5/6