Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jasieński Brunon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jasieński Brunon. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 czerwca 2012

Palę Paryż Bruno Jasieński


Bruno Jasieński był współtwórcą i jednym z największych przedstawicieli polskiego futuryzmu. Był też zwolennikiem idei utopijnego komunizmu. Przedstawiciele tej ideologii nie odpłacili mu wzajemnością (rozstał rozstrzelany).
Młody pisarz zafascynowany był zarówno nową ideologią, jak i nowym prądem w sztuce europejskiej, odrzucającym min. tradycję (jako relikt przeszłości) i akcentującym związek człowieka z maszyną (jako wyraz postępu).
„Palę Paryż” jest odpowiedzią autora na nowelkę francuskiego pisarza i dyplomaty - Paula Moranda (której tytuł można przetłumaczyć, jako „Palę Moskwę”). Przedstawiała ona wyższość zachodniej, kapitalistycznej cywilizacji nad proletariacką, radziecką. Dla młodego socjalisty było to wyzwaniem do przeciwstawienia Moskwy - Paryżowi, a świata idei - światu pieniądza.

Pozbawiony środków do życia i przeżywający zawód miłosny Pierre postanawia się zemścić za swe życiowe niepowodzenia na znienawidzonym Paryżu. Lata dwudzieste zeszłego stulecia to ciążki okres w historii Europy. Jeszcze nie podźwignęła się po pierwszej wojnie światowej, a już zaczyna ją nękać widmo przyszłego kryzysu gospodarczego. Fabryki masowo zwalniają robotników, ludzie ubożeją, tracą pracę, miejsce zamieszkania, rozpadają się rodziny i związki. Paryż jest dla Pierra uosobieniem wszystkiego co najgorsze. Obwinia go zarówno za swoją nędzę, jak i za niewierność dziewczyny (która dlatego jest niewierna, bo żyje w tym ogarniętym zgnilizną moralną siedlisku kapitalizmu).

(…) we Francji, z racji kiepskiej koniunktury, ludzie przestali kupować samochody. Fabrykom groziło zamknięcie. Wszędzie redukowano do połowy personel. Celem uniknięcia zaburzeń usuwano po kilku ludzi o różnych porach dnia, z różnych oddziałów. Przychodząc z rana na robotę i stając nad warsztatem, nikt nie mógł być pewien, czy kolej dziś nie na niego.
Czterysta niespokojnych par oczu, jak psy węszące po ziemi, biegło chyłkiem, trop w trop śladem ociężałych stóp majstra, wolno, jakby z namysłem przechadzającego się między warsztatami, i usiłowało uniknąć spotkania z jego prześlizgującym się po twarzach wzrokiem. Czterystu ludzi schylonych nad maszynami, jak gdyby pragnęło stać się jeszcze mniejszymi, bardziej szarymi, niedostrzegalnymi, w gorączkowym wyścigu palców namotywało sekundy na rozpalone od pośpiechu obrabiarki i ochrypłe od niemego krzyku, plączące się palce zdawały się mamrotać: „Ja najszybciej! Nie mnie przecież! Nie mnie!”. (…)

Pierre dokonuje aktu zemsty, o dziwo, w chwili, kiedy los się do niego zaczyna uśmiechać (dostał pracę). Nieprzypadkowo na dzień zemsty wybiera dzień Rocznicy wybuchu Rewolucji Francuskiej. Wykrada z laboratorium zarazki dżumy i wprowadza je do systemu miejskich wodociągów. Nie trudno domyślić się, jakie skutki wywoła jego pragnienie zemsty. Rozprzestrzeniająca się epidemia odcina miasto od świata i więzi jego mieszkańców wewnątrz murów miejskich.
„Palę Paryż” ukazuje sposób zachowania się społeczności postawionej przed widmem unicestwienia wszystkich mieszkańców miasta.
Tworzą się małe państewka funkcjonujące w obrębie zamieszkujących miasto społeczności. Powstają państwa-dzielnice: Chińska, Żydowska, rosyjska (bolszewicka) oraz francuska (monarchistyczna). Wszystkie państwa toczą ze sobą walkę o żywność.
Kiedy epidemia zaczyna roztaczać coraz większe kręgi, a szansa na znalezienie antidotum maleje okazuje się, iż przeżyją jedynie…. no właśnie, kto może u Jasińskiego przeżyć i dać początek nowej, lepszej, cudownej społeczności?

Palę Paryż to rodzaj political fiction.

Powieść jest niezłym studium ludzkich zachowań w sytuacji bez wyjścia. Skojarzenia z "Dżumą" Camusa nasuwają się same. Epidemia uwypukla nie tylko indywidualne zachowania ludzi, ale też uwypukla wszelkie podziały społeczne.
Z drugiej strony książka jest świetną groteską na rodzące się idee komunizmu (być może niezamierzoną) oraz przykładem dużej wyobraźni autora. Za sprawą różnych doświadczeń życiowych autora i dzisiejszego czytelnika, nieco inaczej odbieramy treści, powstałe na początku ubiegłego stulecia. To, co być może zachwycało, czy też było powodem do dumy dla młodego socjalisty, dziś może budzić w najlepszym wypadku politowanie.

"- Ja, towarzysze, chciałem rzec słowo względem tych towarzyszy, co to z branży kryminalnej. Będzie między nami, towarzysze, ze trzy tysiące towarzyszy kanciarzy, wypuszczonych z więzień razem z pozostałym proletariatem. My, towarzysze, po sądach ich ciągnąć nie będziemy. Choć to niby i przestępcy, jak to mówią, ale przestępcy, można powiedzieć, przeciwko dawnemu państwu burżuazyjnemu, a kogóż to wtedy nie uważali za przestępcę? Niejeden z głodu, z nędzy, z bezrobocia świsnął gdzie funt kiełbasy albo jenszą szynkę, nie? Takiego zaraz pański, klasowy sąd - bach do ula! Złodziej i tyle. My tam, towarzysze, w tych drobiazgach grzebać się nie będziem. Jak rewolucja, to rewolucja, znakiem tego wolność dla całego proletariatu bez różnicy i wyjątku, nie? Innym słowem: starym grzechom, jakie by tam nie były - można powiedzieć, amnestia i koniec. Od dzisiaj wszystko na nowa, po naszemu".
Oczywiście obraz Paryża i jego mieszkańców jest obrazem nieco wypaczonym i nie pozbawionym przejaskrawień. Nie jest to jednak nieprawdziwy obraz ludzi, którzy w obliczu wizji zagłady tracą człowieczeństwo.

Podobał mi się natomiast sposób pokazania postaci, które początkowo jednoznaczne (z wyraźnym podziałem na tych dobrych i tych złych) stają się pod koniec powieści bardziej zróżnicowane. Zaciera się granica pomiędzy my a oni.

Palę Paryż podobał mi się ze względu na pomysł, ciekawe rozwiązania, charakterystykę postaci i dlatego, że mimo politycznych sympatii autor nie stanął po żadnej ze stron (IMO oczywiście).
Książka jest ciekawa i warta zapoznania.

Moja ocena 4,5/6

czwartek, 23 lutego 2012

Bal manekinów - sztuka Brunona Jasieńskiego

Dawno, dawno temu obejrzałam w Teatrze Telewizji Spektakl Bal manekinów. Zrobił on na mnie tak duże wrażenie, iż latami poszukiwałam tekstu sztuki w różnych bibliotekach. Bezskutecznie. Kiedy już prawie zapomniałam o swoich poszukiwaniach przeczytałam u J.Szern o jej zainteresowaniu twórczością Jasieńskiego. Od niej też otrzymałam namiar na stronę, na której odnalazłam tekst Balu manekinów.
Tekst "Balu manekinów" pełen jest ironii, groteski i fantastyki.
Odbywają się dwa bale. Bal ludzi z wyższych sfer i bal manekinów. Główny bohater, Paul Ribandel- Leader związków zawodowych, w pogoni za atrakcyjną „kobietą”(manekinem), myli miejsce karnawałowego balu. Zamiast na bal paryskich elit, trafia na bal manekinów.
Za omyłkę Ribandel płaci głową... którą przywłaszcza sobie jeden z manekinów. Fałszywy Ribandel udaje się na bal, na który zmierzał prawdziwy Ribandel, aby tam poznać, jak bawią się ludzie. Wzięty za prawdziwego Leadera powitany zostaje z wielką radością, gdyż jest przedstawicielem tej siły, z którą należy się liczy, siły która staje się kartą przetargową w walce pomiędzy konkurującymi fabrykantami. Kierowane logiką postępowanie fałszywego Leadera doprowadza do groteskowego finału.
Dwa bale, jeden z okrutnymi manekinami bez głów, które dla zachowania bezpieczeństwa pozbawiają głowy intruza, drugi prawdziwy z ludźmi bez serc i bez zasad, którzy dla własnych korzyści gotowi sprzedać żonę, córkę, a nawet samego siebie. Dwa światy, odległe od siebie, a tak bliskie. Manekiny - świat sztuczny i smutny, a jednocześnie tajemniczy. Ludzie - świat pełen blasku i blichtru, a jednocześnie bez-radosnej radości.
Świat manekinów pozornie wydaje się bardziej ludzki od świata ludzi. Jednak i ten świat zautomatyzowanych istot rządzący się logiką nie stanowi alternatywy. I tu i tam brak uczuć.
Przeczytałam i dałam się uwieść słowom i rytmowi tanga, które pobrzmiewa w tle sztuki.
(...)Salon jednego z pierwszorzędnych domów mody w Paryżu. Słychać przytłumione dźwięki jazz-bandu: tango. Na scenie — tańczące pary męskich i damskich manekinów.
Cóż to za rozkosz poruszać się, krążyć w tańcu, upajać się ruchem. Czy można wymyślić większą mękę niż ta, gdy się zmusza kogoś, aby jak kamień trwał nieruchomo przez lata całe. Tylko ludzie zdolni są do takiego okrucieństwa. Doprawdy, dziwię się sobie, że nie oduczyłam się w ogóle przestawiać nogi. W ciągu tych długich miesięcy absolutnej nieruchomości nieraz, już wydawało mi się, że wrosłam na zawsze w podłogę, że nigdy już nie potrafię się od niej oderwać. Za jedną taką noc, jak dzisiejsza, gotowa byłam oddać resztę swego życia. Poruszać się. Zmieniać miejsce w przestrzeni! Czuć słodkie zmęczenie w stawach rąk i nóg! Zginać je, rozginać! Czyż może być większe szczęście? Nie, nie chcę myśleć o tym, że ta noc przejdzie i o świcie znów trzeba będzie się zmienić w nieruchomą kukłę. Na samą myśl o tym wydaje mi się, że oszaleje. (…)

I chociaż być może zamysłem autora były treści bardziej ideowe (propagandowe) niż uniwersalne to dla mnie sztuka ma przesłanie dużo ogólniejsze, niż tylko krytyka burżuazyjnego społeczeństwa. Zresztą, kiedy odczytuje się tekst sztuki przez pryzmat dzisiejszej rzeczywistości nabiera ona innego, szerszego wymiaru.
Moja ocena 5/6
Zdjęcie - plakat spektaklu teatralnego z 1989 r.Teatr Słowackiego w Krakowie