Książkę przeczytałam dzięki Nemeni (tutaj recenzja) oraz dzięki pomysłowi utworzenia zakładki Gdańsk - moje miasto, w której miejsce znajdą nie tylko książki z Gdańskiem w tle. Fatum to zbiór dziesięciu mrocznych historyjek kryminalnych, których akcja toczy się w XVII i XVIII wiecznym Gdańsku.
Na Dworze Artusa spotykają się przedstawiciele patrycjatu i bogatego mieszczaństwa. Tam, gdzie za dnia pojawiają się księgarze i malarze popołudniami spotkania mieszczan zamieniają się w całonocne uczty z udziałem muzyków, śpiewaków, linoskoczków i kuglarzy i dużej ilości trunków.
Na Placu Św. Dominika odbywają się coroczne Jarmarki, na których tłoczno i gwarno od kupców sprzedających towary oraz mieszkańców ciekawych zamorskich nowinek przywiezionych przez stojące na redzie statki. Straż miejska oraz miejski fizyk mają pełne ręce roboty, gdyż tłok i ścisk sprzyjają zarówno złodziejaszkom, jak i mokrej robocie.
Bogaci kupcy popijają Golwasser w knajpie Pod łososiem, strudzeni i spragnieni uciech marynarze odwiedzają spelunki i zamtuzy, a znany browarnik Jan Heweliusz dokonuje kolejnych odkryć. Na Wyspie spichrzów gromadzi się zapasy mąki, drewna i innych bogactw, do portu przypływają wyładowane po brzegi statki, a występujące co parę lat zarazy dziesiątkują liczbę mieszkańców.
Miasto, któremu Stefan Batory potwierdził przywileje i rozszerzył tolerancję religijną na inne wyznania stało się schronieniem dla obcokrajowców prześladowcach w swoich krajach. W Gdańsku pełno nie tylko Kaszubów, ale także Niemców, Holendrów, czy Włochów.
Gdańsk. Miasto odważnych. Miasto wstydu i boleści. Miasto nieskończonych możliwości. Azyl maluczkich, ucieczka wielkich, przystań szubrawców. Miasto harde i dumne. O swoje choćby z samym królem walczące, każdego dukata, o każdy zapis, o każdy podatek. Dla swoich hojne, dla obcych srogie, ale sprawiedliwe.
Na tym historyczno-obyczajowym tle spotykamy przedstawicieli świata bezprawia; rzezimieszków, złodziejaszków, samobójców i morderców. Tematem książki jest dziesięć mrocznych opowieści, pełnych czarnego humoru, okrucieństwa i ludzkich namiętności. Niektóre zbrodnie mają dość brutalny przebieg, bo też narzędzia zbrodni były dość krwawe. Opowieści są ciekawie skonstruowane i intrygujące. Niektóre rozwiązania są dość absurdalne, ale myślę, że taki był właśnie zamysł twórcy. „Czarni bohaterowie” wcale nie są jednoznaczni, często budzą wręcz sympatię.
Mniej najbardziej spodobały się „Dorotka”, „Czerwony kapturek” oraz „Eliasz Egiert –opowieść mordercy”, a także „Zbrodniarz, którego oszukała zbrodnia”.
Ostatnio raczej nie sięgam po kryminały, rzadko też sięgam po opowiadania. Tymczasem lektura „Fatum” sprawiła mi sporo radości. Nie umiem powiedzieć, czy wpływ na to miało wyłącznie topograficzne odniesienie do mojego rodzinnego miasta, historyczne tło (autentyczne osoby i wydarzenia), czy także pomysł i forma. Dość, że mi się spodobało.
I jeszcze słowo o okładce. Według mnie bardzo dobry pomysł z wykorzystaniem ryciny ze zbioru historycznych kostiumów Braun & Schneider i przedstawieniem jej na tle portu (Żuraw, Pobrzeże, maszty statków).
Mimo wszystko cieszył mnie ten nocny, rozświetlony księżycem pejzaż. Neptun przed Dworem Artusa zdawał się mi bratem. Złota Brama rozkładała ręce w powitalnym uścisku. .. Brama Wyżynna nie chcąc być gorsza, nęciła kamiennym spojrzeniem, nad którym tyle lat się trudził van den Blocke. Leżące ospale cielska lwów przyglądały mi się mrucząc dobrotliwie. Odczytywałem kolejne łacińskie sentencje i wiedziałem, że mają sens. Justitia et pietas duo sunt regnorum fundamenta. Sprawiedliwość istnieje, jest podporą królestwa, jest sensem życia….
Moja ocena 5/6
Zdjęcia: 1.okładka, 2. Heweliusz autorstwa Daniela Schultza -nadwornego malarza królewskiego.

