Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Remarque Erich Maria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Remarque Erich Maria. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 czerwca 2019

Na ziemi obiecanej Eric Maria Remarque

Bellona rok wyd. 2015
Na ziemi obiecanej jest ostatnią, niedokończoną powieścią Remarqe`a. Przeciwnicy autora będą podnosić, iż jako taka nie powinna zostać w ogóle wydana, sporo w niej nieścisłości, powtórzeń, styl też wymagałby dopracowania, brakuje też  zakończenia. Dla zwolenników powieść będzie stanowić ciekawe dopełnienie wcześniej powstałych. To taka kontynuacja losów bohaterów, nie koniecznie tych wcześniej poznanych, choć czytelników Łuku Tryumfalnego ucieszy możliwość powtórnego spotkania Ravica (nawet, jeśli jego postać przedstawiona została epizodycznie). Książka jest opowieścią o losach tych, którym udało się przeżyć gehennę wojny w Europie i uciec do Ameryki. Tam najpierw na wyspie Ellis Island w obozie przejściowym czekają na dostąpienie Raju.
Załamań nerwowych było tyle co zawsze. Co dziwne na Ellis Island dochodziło do nich znacznie częściej niż we francuskich obozach dla internowanych, gdy niemieckie wojska i gestapo były w odległości zaledwie kilku kilometrów. Wiązało się to prawdopodobnie z koniecznością adaptacji w obliczu bezpośredniego zagrożenia życia we Francji. Było ono tak wielkie, że zapobiegało załamaniom nerwowym, natomiast tutaj, gdy ratunek zda się tak bliski- stawał znowu pod znakiem zapytania, wyczerpania jeszcze je raczej pogłębiało. (str.15).
Ludwik Sommer niemiecki uciekinier, który nazwisko wraz z profesją odziedziczył po zmarłym w obozie żydowskim przyjacielu po krótkim pobycie w obozie przejściowym trafia do Nowego Yorku. Na początek dostaje wizę na dwa miesiące i zakaz pracy. Pieniędzy ma tyle, aby wynająć na miesiąc pokój hotelowy. Wraz z nim próbują się tutaj zaczepić, zdobyć prawo pobytu, a w dalszej przyszłości obywatelstwo wygnańcy z Europy; uciekający przed Holokaustem Żydzi, rosyjscy uciekinierzy czasów rewolucji, niemieccy pacyfiści i wszelkie inne nacje. Aby nie zostać deportowanym do kolejnego obozu, albo co gorsza do ogarniętej wojną Europy są w stanie zrobić wszystko (jak Robert Hirsch, który mając za sobą moralne prawo nie cofnie się przed paskudnym szantażem). Gehenna wojennych przeżyć, wspomnienia ciągłego ukrywania się, zmiany tożsamości, więzień, tortur, obozów i pieców krematoriów nie pozwalają normalnie żyć.
Nie poznamy pełnej historii żadnego z bohaterów, są jedynie urywki, tak jakby życie pozbawione przeszłości nie miało szans także na przyszłość. Niemniej jednak bohaterowie Remarque`a są wyraziści; od obserwatora - narratora Ludwika Sommera po postacie drugiego planu; rosyjskiego emigranta Meukoffa, który uciekając przez Rewolucją zajął się prowadzeniem hotelu, zubożałą arystokratkę Contessę, żyjącą wspomnieniami młodości spędzonej na carskim dworze, Raoula bogatego homoseksualistę poszukującego miłości, Marię Fiolę modelkę żyjącą na kredyt w wypożyczonych ubraniach, biżuterii, mieszkaniu, samochodzie.
Wszyscy marzą o życiu tu i teraz, o stabilizacji, o poczuciu bezpieczeństwa, ale nie potrafią zadomowić się w nowej przestrzeni; wspomnienia są zbyt okrutne. Żyją powierzchownie, nie zapuszczają korzeni, nie wchodzą w związki, żyją od spotkania do spotkania, od jednej wódki w hotelowym bufecie do kolejnej,   od jednego interesu do następnego, który pozwoli na przeżycie następnego miesiąca.
Ludwig często w rozmowach z przyjacielem (Robertem Hirschem) mówi o pragnieniu zbudowania życia opartego na mieszczańskiej iluzji bycia szczęśliwym. Autor zadaje sobie pytanie, czy po doświadczeniach Holokaustu takie życie pod względem moralnym jest w ogóle możliwe.
Skoro życie na tej ziemi obiecanej nie przypomina w najmniejszym stopniu Raju, pozostają marzenia powrotu do swych ojczyzn. Ale, czy taki powrót jest w ogóle możliwy.
…powrót. Marzą o nim. Jako o swego rodzaju zadośćuczynieniu. Nawet jeśli się do tego nie przyznają. To ich podtrzymuje. Ale to złudzenie. W rzeczywistości sami w to nie wierzą. Mają jedynie nadzieję. A kiedy wrócą, nikt nie będzie chciał o nich słyszeć. Nawet, ci tzw. Dobrzy Niemcy. Jedni będą ich nadal jawnie nienawidzić, drudzy będą robić to skrycie, bo sami mają nieczyste sumienie. W swej dawnej ojczyźnie poczują się jeszcze bardziej wygnańcami niż tutaj, gdzie wierzą, że pewnego dnia będą mogli wrócić jako budzące szacunek ofiary. (str.211 Hirsch do Ludwika Sommera).
To, co dla niektórych jest wadą powieści; poszarpana narracja, powtórzenie, pewien chaos dla mnie jest niezamierzonym (zapewne), ale jednak atutem tej powieści. To wszystko sprawia, że losy pokolenia wygnańców stają się bardziej prawdziwe. I z jednej strony szkoda, że brak zakończenia, a z drugiej może to i lepiej, bowiem żadna z zachowanych w notatkach wersji nie jest dla mnie przekonywująca, a tym samym mogę stworzyć sobie własną.
Sporo miejsca w powieści zajmuje sztuka (malarstwo impresjonistów, brązy, porcelana, meble, dywany) dla jednych stanowią przedmiot kultu (Sommer, Black, Durant), dla innych źródło utrzymania (bracia Silver) a dla innych lokatę pieniędzy i atrybut statusu społecznego (Cooper). 
Trzeba coś kochać, w przeciwnym razie jest się martwym. Sztuka jest najbezpieczniejsza. Ona się nie zmienia, nie rozczarowuje,nie ucieknie. (str. 461 Reginald Black do Ludwika). 
I może to ona, jako jedyna pozostaje nadzieją dla tych pozbawionych przeszłości i przyszłości ludzi. W końcu, jak ma się coś, co można kochać życie nabiera sensu. 

niedziela, 10 stycznia 2016

Noc w Lizbonie Erich Maria Remarque

Rok wydania 1974 - tł. Aleksander Matuszyn 
Książek Remarqua przeczytałam kilka. Lubię jego prozę, za jej mroczny, niepokojący klimat, prosty, oszczędny język, choć muszę przyznać, że zdarzają mu się banalne wtręty, ale przymykam na nie oko. Remarque pisał o tym, co znał najlepiej. Był niemieckim uchodźcą który na skutek nagonki nazistowskich władz emigrował najpierw do Szwajcarii, potem za Ocean. 
Lizbona, oświetlony tysiącami świateł port to ostatni skrawek nadziei dla uciekinierów z Europy. Niestety już następnego dnia Lizbona ma się pogrążyć w ciemności; tego dnia odpłynie ostatni statek do Ameryki, ziemi obiecanej wszystkich wygnańców. 
Zdesperowany bohater, niemiecki uciekinier, przeciwnik totalitarnego systemu, chcąc uchronić życie (swoje i żony) poszukuje sposobu wyrwania się z ogarniętej wojną Europy i dostania się na statek, który przewiezie go za ocean. Niestety nie ma ani pieniędzy, ani dokumentów, a dostanie biletów graniczy z cudem. Kiedy przegrawszy ostatnie grosze w kasynie traci już wszelką nadzieję, spotyka mężczyznę, który proponuje przepustkę do życia (bilety na statek wraz z dokumentami); ma tylko jedną prośbę; potrzebuje towarzystwa na tę ostatnią noc, chce coś ocalić, coś niebagatelnego; pamięć o swojej żonie. Mężczyzna posługujący się cudzą tożsamością (Schwarz) w ciągu tej ostatniej nocy opowiada historię życia. Opowiada o tym, jak bezskutecznie poszukiwał azylu, opowiada o pobytach w więzieniach, obozach, ucieczkach, o tęsknocie do żony, niebezpiecznych powrotach i wreszcie o jej śmierci. Opowiada sugestywnie. Za wszelką cenę chce, aby jego opowieść wryła się mocno w pamięć jego współtowarzysza, bo wie, iż sam ją szybko zapomni. Miota się w domysłach, wątpliwościach, chce zostać zrozumiany i zrozumieć sam to co przeżył. Zastanawia się czy był kochany, czy tylko użyteczny, czy uszczęśliwił żonę, czy też ją zabił. 
… moja pamięć będzie usiłowała zniszczyć wspomnienie. Zostanie ono rozczłonkowane, rozdrobnione, zatarte i sfałszowane, a w końcu stanie się znośne i niebezpieczne. Już po kilku tygodniach nie potrafiłbym opowiedzieć panu, tego, co opowiedziałem panu dzisiejszej nocy. Dlatego właśnie zwróciłem się do pana, żeby pan mnie wysłuchał! Pan zachowa to niespaczone, ponieważ dla pana nie jest niebezpieczne. Musi się przecież gdzieś zachować…. 
Schwarz przeżywszy piekło będące udziałem wszystkich uchodźców z faszystowskich Niemiec staje się oschły i obojętny, tylko jedna rzecz trzyma go przy życiu; miłość do żony, której, jak się okazuje prawie wcale nie znał. Odkrywając kolejne jej tajemnice coraz bardziej oddala się od niej. Swoją opowieścią przytłacza słuchacza, który zgodnie z jego przekonaniem nie będzie się umiał wyzwolić z tej opowieści, zabierając obraz Ruth do Ameryki i wszędzie tam, gdzie się kiedykolwiek uda. 
Pogrążająca się w ciemnościach Lizbona 

Remarque podobnie, jak w innych powieściach nie szczędzi swoim bohaterom cierpień i traumy, ale też taki był los setek a może tysięcy podobnych Schwarcowi czy Ravikowi (z Łuku Triumfalnego). I opowiada te historie tak wzruszająco, iż stajemy się nie tylko ich obserwatorami, ale i współuczestnikami. To kolejna opowieść o samotności i wyobcowaniu, bo kto w ogarniętej wojną Europie wywołanej przez hitlerowskie Niemcy będzie współczuł uciekającym przed reżimem jego przeciwnikom. Autor potrafi fantastycznie oddać nastrój grozy, strachu, niepewności, beznadziei, nastrój, w jakim znajduje się osaczone przez polujących nań zwierzę, bo tak czuli się jego bohaterowie. 
Opowieść jest przejmująca i smutna, choć mimo wszystko niesie nadzieję. 
Momentami raził mnie język autora, ale podejrzewam, że to kwestia tłumaczenia, bowiem we wcześniej czytanych książkach Remarque nie miałam takich zastrzeżeń. Tutaj chwilami brzmiał chropawo i zmuszał do ponownego odczytania jakiegoś zdania czy dialogu. Nie mniej jednak to książka warta przeczytania. 
Niestety dzisiaj, w pogrążonej w ciemności Europie ta opowieść przejmuje chyba większą grozą niż jeszcze kilka lat temu.
Książkę przeczytałam w ramach stosikowego losowania u Anny.

sobota, 4 października 2014

W cieniu Łuku Triumfalnego


O książce pisałam tutaj, jednak zamieszczona u Marlowa recenzja niejako sprowokowała do kolejnego wpisu.
Upływ czasu często zaciera w pamięci fabułę i postaci bohaterów, tym co po lekturze pozostaje jest jej klimat. A klimat tej powieści to największy jej atut. Książkę mam na świeżo w pamięci, przeczytałam trzy tygodnie temu spacerując uliczkami, po których wędrowali jej bohaterowie.
Ravic, niemiecki chirurg, weteran wojenny, uciekający przed faszystowskim totalitaryzmem trafia do Paryża. Tutaj spędza czas pomiędzy szpitalem a podejrzanej konduity spelunkami, gdzie raczy się litrami calvadosu próbując zagłuszyć w sobie traumatyczne wspomnienia. 
Ranni, jeden obok drugiego, leżeli rzędami na tarasie, który nurzał się w księżycowym świetle. Dzieła tego dokonało kilku niemieckich i włoskich samolotów. Dzieci, kobiety, chłopi, rozdarci na strzępy odłamkami bomb. Dziecko bez twarzy, ciężarna kobieta z brzuchem otwartym aż do piersi, starzec cierpliwie ściskający w ręku oderwane od drugiej ręki palce, sądził bowiem, że da się je przyszyć. (str. 109)
Wojna, więzienie, tortury, ucieczka, ukrywanie się, życie pod przybranym nazwiskiem, utrata tożsamości. Ucieczka przed samotnością, bywanie w miejscach, gdzie dużo ludzi, bo cisza jest zbyt przerażająca.
Za głośno? Za głośne? Tylko cisza. Cisza, w której człowiek rozpada się, jak w próżni (str.21).
Gdy drzwi zamknęły się za doktorem B, w pokoju zrobiło się naraz cicho. O wiele ciszej, niż powinno było się zrobić po wyjściu jednego człowieka. Zdawało się, że hałas samochodów z ulicy odbija się o ścianę ciężkiego powietrza i przedostaje przez nią z trudem (str. 32)

Większość akcji dzieje się nocą (bo nocą każda rzecz nabiera innych barw), bo wówczas życie wydaje się bardziej odrealnione, nierzeczywiste. I nieprzywiązywanie się do rzeczy i do ludzi.
Pokój, parę walizek, kilka drobiazgów, kupka sfatygowanych czytaniem książek - tyle tylko trzeba człowiekowi, aby żył. Lepiej nie przyzwyczajać się do wielu rzeczy, kiedy życie jest tak niespokojne. Ciągle je trzeba gdzieś zostawiać, albo ktoś je zabiera. Trzeba być w każdej chwili gotowym do drogi. (str. 132)
Oddawanie się pracy, właściwie jedynie ona i chęć zemsty na gestapowskim oprawcy trzymają Ravica przy życiu. Tymczasem pojawia się kobieta. Joanna, to jedna z bardziej irytujących postaci kobiecych w literaturze. Chce żyć wygodnie z tym, kto będzie w stanie takie życie zapewnić.
Schludne małe mieszkanko i schludne, małomieszczańskie życie. Schludne, małe bezpieczeństwo nad brzegiem przepaści to marzenia Joanny.
Ravic zdaje sobie sprawę, jaki będzie finał ich znajomości, a jednak brnie w ten dziwny związek. Coś go do niej ciągnie. Próbowałam zrozumieć Joannę, chciałam w niej widzieć głupiutką, cwaną, przerażoną nadciągającą wojną młodą kobietę, która zachowuje się irracjonalnie, chce wygody i stabilizacji, a jednocześnie pragnie gorącego uczucia, a przede wszystkim chce żyć, przeżyć życie, zanim zacznie się wojna. Ale być może to moja nadinterpretacja.
Nagłówki gazet straszą nowymi tytułami. Zerwane rozmowy, nowe pakty, kolejne miliony wydane na zbrojenia.
Przy sąsiednim stoliku kilku Francuzów sprzeczało się o swój sprzedajny układ i rząd monachijski. Ravic ledwie słuchał. I tak każdy wiedział, że świat apatycznie zdąża ku nowej wojnie. Nikt nie próbował temu przeciwdziałać. Zwłoka, może jeszcze rok, to wszystko o co zdołano walczyć. (str. 98)
Francuzi przy sąsiednim stoliku ciągle mówili o rządzie i o tym, że Francja zawiodła. O Anglii. O Włoszech. O Chamberlainie. Słowa. Słowa! Czyny były po drugiej stronie. Tamci nie byli silniejsi, tylko bardziej zdecydowani. Nie byli też odważniejsi, ale wiedzieli, że ci nie chcą walki. Gra na zwłokę- ale co z tego przyjdzie? Czy się uzbroją, dopędzą tamtych, wezmą się w garść? Przyglądają się zbrojeniom tamtych i biernie czekają na nową zwłokę. (str. 100)
Każdy wie, że będzie wojna, tylko nikt nie wiem, kiedy. Każdy czeka cudu. … Nigdy nie było tylu mężów stanu wierzących w cuda, ile jest teraz w Anglii i Francji. I nigdy tak wielu w Niemczech. (str.137)
Z nastrojem bohaterów współgra pogoda. Ona również buduje klimat powieści.
(…) pojechał ku wilgotnej, ciemnopołyskliwej Avenue George V (str. 6),
(...)  na tle dżdżystego nieba pojawiła się mglista i ciemna masa Łuku Triumfalnego. (str. 7)
Doszli do Etoile. Przed nimi rozpościerał się plac, szary, wielki i nieobjęty. Mgła zagęściła się, nie było widać rozchodzących się ulic. Nie tylko ten plac, oświetlony rzadkimi, smutnymi księżycami ulicznych latarni, i ten monumentalny kamienny łuk, który ginął we mgle, jakby podpierał melancholijnie niebo i osłaniał samotny, słaby płomień na Grobie Nieznanego Żołnierza, wyglądając jak mogiła ludzkości pośród nocy i opuszczenia. (str. 10-11)
No i jest Paryż, z jego uliczkami, kawiarniami, hotelami, z jego atmosferą. Tajemniczy i mroczny, złowrogi i piękny. Pośród wielu drobnych zdarzeń, będących udziałem Ravica szczególnie zapadła mi w pamięć jego wizyta w Luwrze. Kiedy wszystko dookoła zdaje się walić, on idzie do muzeum, aby popatrzeć na piękne rzeźby. 
Gdybym miała napisać o książce jednym słowem, napisałabym klimatyczna.
Nie wiem, czy sprawiła to obecna sytuacja polityczna, czy dar
pisarza, ale poczułam się tak, jakbym sama znalazła się w przededniu wojny. Odczuwałam atmosferę przerażenia, strachu, beznadziei, wyczuwany gdzieś podskórnie lęk, którym podszyte było każde nawet najbardziej irracjonalne zachowanie bohaterów. Ich picie, wizyty w spelunkach, burdelach, seks,  chęć wyciśnięcia z życia, ile się da w jak najkrótszym czasie, bez myślenia o jutrze, bez odkładania czegokolwiek na później było niczym granie orkiestry na Titanicu. Beznadziejność sytuacji sprawiająca, iż człowiek znajduje się w potrzasku, bo jak długo i jak daleko można uciekać, kiedy nie ma dokąd uciec, a wiedząc, że nie ma odwrotu człowiek karmi się złudną nadzieją na cud.
Podczas drugiego czytania zdziwiła mnie spora ilość banalnych refleksji snutych przez głównego bohatera; pewną ich część cytuje Marlow.
Przyznaję, iż momentami postępowanie Joanny tak mnie irytowało, że gotowa byłam ją udusić gołymi rękoma. Fakt, iż literacki bohater budzi tak skrajnie negatywne emocje zawsze mnie zastanawia i nie mogę się zdecydować, co to oznacza dla jej oceny, bo raz z tego powodu mi się nie podoba, a innym razem uważam, że jest fantastyczna wykreowana.
Dopóty nie przeczytałam książki okolice Łuku Triumfalnego były dla mnie tylko miejscem. Ciekawym, ale niewiele znaczącym, żadnego szybszego bicia serca, żadnych emocji. Nie zachwycały Pola Elizejskie, Łuk był tylko kolejnym przejawem manii wielkości jednego człowieka, nie miałam  ochoty ani wdrapywać się na jego szczyt, ani zaglądać, co mieści się z drugiej strony. Dwa lata temu dzięki Holly poznałam okolice Łuku od strony uliczek, którymi chadzał Ravic. Z klimatu podejrzanych spelunek i nędznych hotelików niewielu tu zostało. Uliczki pełne są kawiarenek oraz co najmniej trzy gwiazdkowych hoteli z wygrawerowanymi na mosiężnych tablicach nazwami. Nie znalazłam ani hotelu International ani klubu nocnego Szeherezada, ani Koloseum, ani Ozyrysa.  Kawiarnia Fouqueta istnieje, nieświadoma faktu jej historycznej i literackiej roli odwiedziłam ją podczas pierwszego pobytu w mieście zostawiając tam całą gotówkę w postaci siedmiu euro na kieliszek wina.  
Podczas niedawnych wakacji czytanie książki w cieniu Łuku, wieczorny spacer pobliskimi uliczkami zakończony wizytą w knajpie na lampce calvadosu, nawet zaczepiający nieudolnie językiem Morozowa facet (który wziął mnie chyba za jedną z dziewczyn Rolandy) na długo pozostaną w pamięci, jako jedno z milszych przeżyć podczas tego pobytu.

sobota, 13 kwietnia 2013

Czarny obelisk Erich Maria Remarque oraz nowe wyzwanie Czytamy Zolę


Po powieści Remarque`a sięgam bez obaw. Podoba mi się ich nieco mroczny klimat, prosty język, jasne przesłanie, bohaterowie rzuceni na wielką toń historycznej zawieruchy, którzy usiłują utrzymać się na jej fali zachowując godność. Bez patosu i wielkich słów, a niemal każda z jego książek to najpiękniejszy manifest przeciwko totalitaryzmowi.

Akcja powieści rozgrywa się w niewielkim miasteczku w Niemczech w roku 1923. Rośnie bezrobocie, spada siła nabywcza pieniądza, pensje wypłaca się dwa razy dziennie, inflacja szaleje, spekulanci zbijają majątki, mniej odporni psychicznie popełniają samobójstwa, umacniają cię nastroje nacjonalistyczne, rodzi się faszyzm. W poczuciu rozgoryczenia Niemcy snują marzenia o odwecie za przegraną wojnę zapominając (nie chcąc pamiętać), że sami ją wywołali. Jednym słowem świat oszalał. Ludwik weteran wojenny, muzyk, poeta i pracownik zakładu pogrzebowego próbuje odnaleźć normalność i sens w świecie, który nie zdążywszy otrząsnąć się z jednej wojny zaczyna przygotowania do kolejnej. Pracuje, spotyka się z przyjaciółmi, gra w kościele, odwiedza chorą przyjaciółkę, chodzi na spotkania stowarzyszenia poetów. Jest to młody, wrażliwy, przedwcześnie dojrzały człowiek, o traumatycznych przeżyciach, który pogrąża się w egzystencjalnych pytaniach: jak żyć, po co żyć, ku czemu zmierzamy. Podstawowe pytania dręczące każdego myślącego człowieka nabierają innego wymiaru w świecie braku poczucia stabilności, w świecie, w którym wszystko ma wymiar tymczasowy i w którym nie powinno się zadawać zbyt wielu pytań. Po co zastanawiać się, co będzie jutro, ważne, że dziś jest co zjeść na obiad, ważne, że jest wino na stole, kobieta u boku i jeszcze raz udało się przechytrzyć życie.

A jednak Ludwik wciąż zadaje pytania. A towarzyszy mu w tym Izabela, chora na schizofrenię, przebywająca w zakładzie zamkniętym dziewczyna. Ich rozmowy, jakże nierzeczywiste i niebanalne, tak oderwane od otaczającego ich świata wydają się jedynym wyrazem normalności w świecie pomiędzy (pomiędzy jednym a drugim kataklizmem).

… kto właściwie potrafi dobrze grać, a jeśli potrafi cóż mu to pomoże? Czy wielka ciemność staje się przez to mniej ciemna, czy pytania bez odpowiedzi są wówczas mniej beznadziejne, czy rozpacz nad wieczną niedoskonałością pali się wówczas mniej boleśnie? Czy dzięki temu można kiedykolwiek wytłumaczyć życie, okiełznać je i jechać na nim, jak na spokojnym koniu, czy też jest ono zawsze, jak potężny żagiel wśród burzy, który nas niesie, i gdy go chcemy schwycić, zmiata nas do wody? Niekiedy zjawia się przede mną przepaść, która zdaje się sięgać do jądra ziemi. Co ją wypełnia? Tęsknota, rozpacz, szczęście? Ale jakie? Zmęczenie? Rezygnacja? Śmierć? Po co żyję? Tak, po co żyję?

Największą krzywdą, jaką świat wyrządził Izabeli okazuje się to, że w pewnym momencie zostaje ona uleczona, ale czy szczęśliwa?

Autor w ironiczny i groteskowy sposób przedstawia społeczeństwo niemieckie oraz realia Republiki Weimarskiej w latach dwudziestych; realia w których biedacy stają się jeszcze biedniejsi, a bogaci i zaradni dzięki finansowym machlojkom pomnażają swoje fortuny. Rząd nie robi nic czekając na dewaluację długów, a polityczni agitatorzy zbijają poparcie coraz bardziej sfrustrowanych obywateli. Marazmowi i obojętności jednych przeciwstawia się kreatywność i pomysłowość drugich. Jest to doskonała analiza przyczyn kolejnej wojny. Hasła nowego nacjonalistycznego ruchu trafiły tu na podatny grunt ruchu, a kolejna wojna jest tylko kwestią czasu.

Gdzie jest granica, która dzieli chaos i ład? Kto może ją przekroczyć i potem wrócić, a gdy mu się to uda, czy coś z tego pamięta? Czy jedno nie zaciera wspomnienia o drugim? Kto jest obłąkany, napiętnowany, wyklęty - czy my z naszymi granicami rzeczy, rozsądkiem i uporządkowanym obrazem świata, czy też ci inni, w których szaleje i migocze chaos?... Ale czym jest chaos? I czym jest ład? Kto nim rządzi? I dlaczego? I komu kiedykolwiek udaje się uciec? 
Czarny obelisk to wspaniałe studium niemieckiego społeczeństwa, a zarazem gorzki zapis losów pokolenia straconego. Pokolenie młodych chłopców, których I wojna okaleczyła fizycznie i psychicznie, którzy walczą o utrzymanie się na powierzchni w okresie międzywojennym i którym przyjdzie wziąć udział w kolejnej wojnie. Jedyną alternatywą jest ucieczka.

Czarny obelisk ma o wiele więcej zalet, wymienię jedynie takie, jak malownicza galeria pełnokrwistych postaci, barwny język i groteskowy humor.

Ciekawa jestem, czy macie swoje przemyślenia – czym jest tytułowy czarny obelisk, a jeśli tak, czy podzielicie się nimi ze mną.

Moja ocena stanu podobania się (dopisuje to od pewnego czasu, dla podkreślenia, iż nie jest to ocena profesjonalna, a jedynie emocjonalna) 5,5/6

Inne moje opisy wrażeń z lektury Remarque można przeczytać tutaj

Obiecywałam sobie, że nie dam się wciągnąć w żadne nowe wyzwanie czytelnicze, a tymczasem, o mały włos, a sama bym je utworzyła (choć po doświadczeniu z Anielskim nie powinnam tego robić). Wyzwanie nazywa się Czytamy Zolę. 
jest wyzwaniem bezterminowym. Zasady zostały opisane tutaj
Do tej pory przeczytałam siedem książek Zoli, ale ponieważ zasadniczym założeniem wyzwania jest czytanie Zoli, a nie zamieszczanie przeczytanych wcześniej recenzji (poza nielicznymi wyjątkami) zamierzam do kilku książek powrócić, a inne dopiero poznawać. A poniżej moje przygotowanie do wyzwania do dziś


Ponadto zamówiłam już biografię autorstwa Haliny Suwała
W imieniu założycielki wyzwania Ani zapraszam

niedziela, 26 sierpnia 2012

Iskra życia Erich Maria Remarque


Wydawnictwo Rebis, rok wydania 2010, stron 376

W dżungli zabijano by żyć, a nie żyło się po to, aby zabijać (w przeciwieństwie do obozowej rzeczywistości)

Na powieściach Remarque jeszcze się nie zawiodłam. Nie wiem, jak to się dzieje, ale każda mnie zaskakuje. Zaczynam lekturę, czytam, mówię sobie – no - może być, jednak w miarę czytania powieść zaczyna mnie oplątać, wciągać, jak wir w akcję, mimo, iż autor porusza tematy ciężkie i kreśli rzeczywistość w czarno-szarych barwach. Po takie książki sięga się rzadziej, bo kto z własnej, nieprzymuszonej woli, chce dziś czytać o sprawach brzydkich, wstydliwych, bolesnych, trudnych, o zabijaniu, o uśmiercaniu ludzi na setki sposobów, o obozach koncentracyjnych. Przyznam, że sama nie należę do tej nielicznej grupy czytelników, która sięga po takie książki. Z reguły dzieje się tak z przypadku. Wiem, że być może, nie najlepiej to o mnie świadczy, ale jak pisarz przypadnie mi do gustu wypożyczam jego książki bez czytania opisów na okładce, do których zresztą mam bardzo ograniczone zaufanie. Tym sposobem trafiłam ostatnio na kilka książek o tematyce zdecydowanie nie wakacyjnej. Są to książki trudne, których lektura wyczerpuje emocjonalnie, ale co tu dużo mówić książki niezwykle ważne i potrzebne, bo przestrzegają, przypominają i potrząsają sumieniami.
Jest rok 1945, wojna dobiega końca, jednak nie dla wszystkich. Więźniowie obozu koncentracyjnego w Mellern; w tym więzień o numerze 509 usiłują utrzymać się przy życiu; walczą nie tylko o każdy dzień, walczą o każdą godzinę, a nawet minutę życia, bo każda daje szansę przetrwania, bo kawałek suchego chleba pozwala żyć jeszcze kilka godzin, bo umiejętność udawania nieboszczyka i wstrzymania oddechu w zbiorowej mogile daje szansę wygrzebania się i ucieczki, bo zgłoszenie się do ciężkich robót pozwala na zejście z zasięgu wzroku kapo, który upatrzył sobie w więźniu ofiarę. Powieść jest opisem wydarzeń, jakie rozgrywały się w obozie i może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby jej autor miał za sobą obozowe doświadczenia, tymczasem Remarque zdołał przed wojną wyemigrować do Ameryki, a realia poznał w oparciu o wspomnienia ocalałych. Chylę czoła przed umiejętnością wczucia się w skórę więźniów. Książka jest … (chciałam napisać przejmującym, ale to słowo wydaje mi się nieodpowiednim określeniem)… wstrząsającym studium życia obozowego. Ekstremalne warunki egzystencji, życie w poczuciu ciągłego strachu przed bólem, głodem, poniżeniem powoduje obojętnienie wobec spraw ostatecznych. Iskra życia to doskonałe studium ludzkiej psychiki; u jednych życie w przedsionku piekła wywołuje zanik ludzkich uczuć i odruchów, u innych wręcz odwrotnie, próbę ich zachowania wbrew wszystkiemu, co dzieje się wokół. Iskra życia opisuje dwa etapy obozowego egzystowania; pierwszy będący oczekiwaniem śmierci, jako wyzwolenia od obozowej rzeczywistości i drugi, jako budzenie się nadziei doczekania wyzwolenia, kiedy tląca się w więźniach iskra życia roztaje rozdmuchana i daje im nadludzkie siły, pozwala czepiać się życia pazurami, aby tylko przetrwać.

Największe wrażenie wywarł na mnie fakt, jak łatwo prześladowani mogą stać się prześladowcami. I wcale nie chodzi tu o odwet ofiar na katach. W obozie znajduje się też grupa „politycznych” (komuniści) i kiedy wokół niepodzielnie panują strach, śmierć, terror oni planują strategię przyszłego układu sił i agitują więźniów. I co zadziwiające ich lider wcale nie ukrywa, iż w przyszłości przeciwników politycznych będą zamykać w obozach, być może takich samych, jak ten, w którym się teraz znajdują. 
Dyskusja z komunistą nie ma tak samo sensu, jak dyskusja z faszystą.
Tak więc, kiedy jedni „organizują” żarcie, aby nie umrzeć z głodu, inni organizują szeregi, aby objąć przewodnictwo w przyszłym, powojennym świecie. Jest też i trzecia grupa - oprawcy, kaci, prześladowcy, ci którzy w chwili wyzwalania obozu stają się tylko wykonującymi rozkazy, niczego nieświadomymi żołnierzami. Widzimy ich w momencie, kiedy gorliwie i z pasją wymyślają coraz to nowe sposoby tortur i powolnego zabijania, aby za chwilę zobaczyć, jak zacierają wszelkie ślady swego zezwierzęcenia.
W tym miejscu wypadałoby napisać - uwaga książka zawiera drastyczne sceny. Sama czytając wbijałam paznokcie w dłonie i miałam ochotę zamknąć oczy, aby nie widzieć.
Iskra życia to jedna z najmocniejszych i najbardziej wstrząsających powieści na temat obozów zagłady, jakie czytałam (wiem, że brzmi to jak zapis z okładki, ale inaczej nie potrafię jej określić). To też kolejny manifest Remarqua przeciwko totalitaryzmowi w każdej postaci (czy to nazizmowi  czy komunizmowi).
Remarque porusza prostotą, pozorną obojętnością opisu dramatycznych zdarzeń oraz ważkością poruszanych treści.
Jedną z najbardziej przejmujących scen była dla mnie scena, w której więzień nr 509 próbując ulżyć   współtowarzyszowi w chwili jego umierania – daruje mu błysk światła, aby nie odchodził w ciemności i samotności. Wyżebraną zapałką podarował mu piętnaście sekund światła, myśląc, czy to dużo, czy mało „piętnaście sekund światła na 45 lat życia”.

To była ciężka książka, na pewno do niej nie wrócę, ale też na pewno jej nie zapomnę. I myślę, że powinniśmy od czasu do czasu czytać i takie książki, aby pamiętać.I jeśli już zdecydujecie się na taką tematykę polecam Iskrę życia Remarqua.